Leczenie się ze współuzależnienia bardzo przypomina proces dojrzewania. 

środa, 24 listopada 2010

Mama

Po wzięciu udziału w sierpniu w ustawieniach Hellingera miałam sny. Jeden z nich dotyczył mnie i mojej mamy.
Jestem w kuchni, u siebie, to całkiem nie przypomina mojej kuchni w realu. Jest trochę bałaganu, jest skromnie, szykuję się do moich urodzin czy imienin, jest jakaś moja znajoma. Siedzimy przy stole, gdy nagle wchodzi moja mama z jakąś swoją znajomą. Jest zdenerwowana, pada na kolana przede mną i prosi bym jej wybaczyła, bo teraz już wie jaką krzywdę mi zrobiła i prosi bym się już na nią nie gniewała. Jest mi bardzo niezręcznie, że tak przede mną klęczy, widzę jej krótkie blond włosy przycięte tak nierówno, jak u lalki, którą bawiło się dziecko. 

Głaszczę ją po włosach i mówię, żeby zaraz wstała, bo głupio mi przed tymi znajomymi. I w ogóle nie chcę by tak się poniżała. Tak sobie myślę, że coś musiało się stać, że moja matka musi bać się o siebie. Ona siada przy stole i widać, że zaraz jej znowu wraca to co zawsze - ostentacyjnie zgarnia okruszki ze stołu i widać na jej twarzy ten wyraz dezaprobaty, czyli zobacz jaki to masz bałagan. I wtedy tak sobie myślę, że widać za mało jej tej wody do uszu się nalało, że te przeprosiny i błagania nie wypływają z prawdziwego zrozumienia, a jedynie z tego, by chronić siebie, że trwoga ją do mnie przygnała.
Gdy się budzę, skupiam uwagę na włosach, które kojarzą mi się z wyglądem włosów aktorki z niemego filmu grającej Joannę d'Arc przed egzekucją.

wtorek, 23 listopada 2010

Przydział

Szperając w dokumentach znalazłam dawną pracę domową syna. To ja sobie ją tu wkleję, bo coś mi świta, że pomagałam mu wtedy to pisemko zredagować, a dzisiaj, cóż, przydałby mi się taki Prezes Jan Kowalski;)))

Szanowny Panie Kamilu 

Ja, Jan Kowalski, Prezes Ogólnoświatowej Organizacji Przydziału Szczęścia, informuję Pana, że otrzymał Pan od naszej Organizacji w ostatnim tygodniu najświeższy przydział szczęścia, który według naszych obliczeń ma starczyć do ukończenia przez obdarowanego 30 lat.

W związku z tym informujmy, że już może się Pan poczuć szczęśliwym. Zaplanowaliśmy na ten okres kilka ciekawych historii w Pańskim życiu. Nie o wszystkim możemy informować ze zrozumiałych względów - życie stałoby się dla Pana nudne, a nie szczęśliwe. Radzimy więc obudzić w sobie nadzieję w dobre zakończenie wielu nieoczekiwanych zdarzeń. Już teraz dobrze jest zacząć trenować pogodę ducha, optymizm i wiarę we własne możliwości i w to, że świat Panu sprzyja. Warto nawiązywać nowe przyjaźnie nie zaniedbując przy tym starych. Być ciekawym świata, a tu możemy tylko uchylić rąbka tajemnicy - czeka pana w niedalekiej przyszłości wycieczka do ciekawego i egzotycznego kraju. Proszę dobrze wykorzystać zdobyte przy tym wiadomości, bo kiedyś pomogą Panu w rozwiązaniu dość zawiłej sprawy. Na koniec nasza rada: dobrze jest na co dzień dostrzegać i cieszyć się drobiazgami, jak choćby widokiem lecących złotych liści, uśmiechem dziecka, soczystym i słodkim smakiem jabłka, kroplami rosy na pajęczynie czy blaskiem słońca na tafli jeziora itd. Taka umiejętność pozwoli Panu zachować poczucie szczęścia do końca życia. 

                   Z wyrazami szacunku Prezes Jan Kowalski


Jestem marzycielką... ostrożną marzycielką

http://www.youtube.com/watch?v=xSVRapLPqKE&feature=related

poniedziałek, 22 listopada 2010

Aguilera

„Wiem, jak ważne jest to, by czuć się sobą − w swojej karierze i życiu codziennym. Każdemu, kto czuje się, jak outsider, chcę powiedzieć: nie pozwól tyranii wygrać; bądź sobą i nie pozwól, by czyjeś słowa cię przygnębiły.”

powiedziała Christina Aguilera
Jak tego dokonać, by nie pozwolić by czyjeś słowa mnie nie przygnębiły? Po pięćdziesięciu latach treningu mam marne rezultaty. Czasem przygnębienie zamienię w gniew. Czasem transformuje się  ono w total smutek spychający w stronę dołu wypełninego szlamem depresji. Może potrzebny jest artyzm? A może głuchota? A może rozwiązaniem jest odseparować się i zostać outsiderem?

O nie!

O nie! Zaczęłam czytać  tego "Malowanego ptaka" Kosińskiego. Już wiem o co chodzi z tym ptakiem, ale to chyba książka nie na teraz dla mnie, nie dam rady. Stanęła mi scena z "Kolumbów rocznik 20" i prawdę mówiąc to wszystko ponad moje siły, ponad. O nie! Czytam więc "Bunt ciała", aby zachować  spokój ciała. Zostawiam jeszcze coś od Kay, wybrałam najlepiej do mnie pasującą na tę chwilę muzykę - lek, bo teraz spokój jest mi potrzebny. I świergot szczęśliwych ptaków dający ukojenie.
http://www.youtube.com/watch?v=cXEZW_ZxT1Y&feature=related 

sobota, 20 listopada 2010

Wierność prawdziwej historii jako funkcja życiowa

"Ciało często reaguje chorobą na długotrwałe lekceważenie jego ważnych funkcji życiowych. Należy do nich między innymi wierność naszej prawdziwej historii. Dlatego też ta książka zajmuje się przede wszystkim konfliktem między tym, co czujemy i wiemy, co pamięta nasze ciało, a tym co czuć chcemy, aby zadośćuczynić normom moralnym, które przyswoiliśmy sobie we wczesnym dzieciństwie. Okazuje się, że między innymi także jedna z powszechnie uznanych norm, mianowicie nakaz bezwzględnego kochania i szanowania naszych rodziców, bardzo często nie pozwala nam na uświadomienie sobie prawdziwych emocji,  a za ten kompromis nasze ciało płaci chorobą." Tak w "Buncie ciała" pisze Alice Miller

Umówmy się, że to sen

Piję  herbatę z imbirem i chłonę całą sobą:
http://www.youtube.com/watch?v=gX9vGOy8RJI
licząc, że się tym zarażę:))  

piątek, 19 listopada 2010

Bóg nie wybacza

Zaliczyłam dzisiaj bibliotekę publiczną. I tak czekają teraz do przeczytania: "Malowany ptak" Jerzego Kosińskiego i "Niech pana Bóg pobłogosławi, panie Rosewater" Kurta Vonneguta. A do tego wypożyczyłam "Uleczyć zranione uczucia. Jak przezwyciężyć trudności życiowe." I tu niespodzianka... (to chyba przez to dzisiejsze spotkanie z tym ortodoksyjnym katolikiem;)), bo teraz się spostrzegłam, że   autorem tej ostatnie pozycji jest ksiądz. I terapeuta w jednej osobie. Martin H. Padovani.  To przeglądam i czytam co ten Padovani podaje:
Kiedy niektórzy specjaliści, szczególnie klinicyści, mówią: "Spójrz, jaką krzywdę wyrządza religia ludziom", odpowiadam: "Masz racje, ale to neurotyczna religia". Często jest to jedyna forma religii, którą ci specjaliści poznali na podstawie wypaczonych poglądów swoich pacjentów.(...)
Oto trzy doniosłe pouczenia, które daje nam Jezus: Bóg zawsze nas kocha, Bóg zawsze nam wybacza, Bóg jest zawsze z nami. Jeśli nie daje nam tego, oznacz to, że coś złego dzieje się z nami - nie z naszą religią lub wiarą. 
Czuję, że Bóg mnie kocha. Czuję, że jest ze mną, a raczej, że jestem jego cząstką.  Ale to by mi zawsze wybaczał?... toż to musiałby czuć urazę. A Bóg nie nosi urazy więc i wybaczać nie ma czego. To coś złego dzieje się ze mną skoro nie daje mi tego Jezus? Czy ta relgia-wiara nie dla mnie? Trzeba by przewertować Biblię, gdzie ten mój Mistrz mówi o tym. Bo prawdę mówiąc takie stwierdzenie, że Bóg zawsze wybacza, nie leczy lecz rani moje uczucia. To ja sobie przezwyciężę trudności życiowe, odkładając tę książkę na półkę:).
A wezmę się za "Malowanego ptaka".

Przebudzenie we śnie

Przeczytałam o upadku anioła popu:
http://zyciegwiazd.onet.pl/1631269,1,upadly_aniol_popu,artykul.html 
A tu fragment wypowiedzi Nadji: 
Chociaż początkowo rodzice wpadli w gniew na wieść o ciąży, z czasem doszli do wniosku, że to zdarzenie może wyjść córce na dobre. Nadja pragnęła tego dziecka ze wszystkich sił, jej oddanie dla tej małej istotki było tak duże, że ostatecznie zerwała z nałogiem. Niestety rutynowe badanie krwi przyniosło straszną wiadomość. – Jest pani nosicielką wirusa HIV – usłyszała od lekarza. Nie tylko zachęcano Nadję do aborcji uzasadniając to względami zdrowotnymi. Powiedziano jej nawet, że ma przed sobą nie więcej niż osiem lat życia. – To oznaczało, że miałam nie dożyć nawet trzydziestki. Byłam w szoku – opowiada. – Ale tamtej nocy miałam sen. Przyszła do mnie śmierć, żeby mnie zabrać, ale ja sprzeciwiłam się. "Nie, nie jestem jeszcze gotowa. Muszę wychować dziecko" – powiedziałam jej. I odeszła. A ja uzmysłowiłam sobie, że życie dało mi jeszcze jedną szansę. I że jeśli się postaram, to mogę jeszcze wiele osiągnąć. To było moje przebudzenie.

czwartek, 18 listopada 2010

Być albo nie być

Przypomniałam sobie jeszcze kilka szczegółów z tego snu o zwierzakach. Mieszkaliśmy tam ja z rodziną i teściowa, dwaj jej synowie i synowa z dzieckiem. Ta szafka z kotem była chyba w przedpokoju i miała jedną trzecią drzwiczek wygryzionych przez tego kota. To było młode zwierzę i rwało się na wolność. A żmija była już wcześniej czymś zdenerwowana, a ja chciałam ją uspokoić, tymczasem całą furię wyładowała na mnie. Kiedy ją nadepnęłam na środku ciała, zrobiła się w tym miejscu taka plaskata. Bardzo tego żałowałam, ale uczyniłam to jedynie w obronie własnej. Nie czułam bólu ręki, ale zobaczyłam oczami wyobraźni taką ranę jak od noża i to miejsce było niemal czarne. Gdy spojrzałam w końcu na dłoń, niczego takiego nie było, a jedynie dwa czy trzy bąble, takie jak po oparzeniu, wypełnione płynem.
Teraz takie skojarzenia, luźne, bo nie będę tu interpretowała snu. 
Żmija - jad-trucizna, strach, śmierć, kundalini, złość, agresja.
Ręce -  tworzenie, praca, samodzielność.
Kot - niezależność, własne drogi, elastyczność.
A teraz lek homeopatyczny Lachesis i ciut informacji.
Otrzymywany z jadu węża-groźnicy niemej. Zacytuję tu za Agnieszką Kamską: "Lachesis muta, czyli grzechotnica , jest to wąż osiągający trzy i pół metra długości. Zwierzę to jest wyjątkowo jadowite, ukąszenie takiego grzechotnika zabija byka lub konia w ciągu dziesięciu minut. Zamieszkuje on dżungle położone nad wielkimi rzekami Ameryki Środkowej i Południowej, jednak najczęściej spotykany jest w Brazylii. Grzbiet tego węża jest żółtego lub różowego koloru, a na końcu ogona umieszczona jest grzechotka utworzona z resztek nie zrzuconej  podczas linienia skóry, która wydaje przy ruchach zwierzęcia charakterystyczny dźwięk. Do produkcji leku wykorzystuje się jad. Lek ten ma bardzo szeroki zakres działania na ośrodkowy układ nerwowy, przynosząc dobre efekty zarówno w zwalczaniu zbytniej pobudliwości, jak i depresji." Lek działa na krew, mózg, nerwy. Głównie lewostronnie. Gadatliwość, zazdrość. Kurcze przełyku, krtani, odbytu. Lek pomocny w leczeniu anginy, zapalenia migdałków, astmy, migreny, wrzodów, ropienia płuc, czyraków, różnych krwawień, ciężkiej infekcji, szkorbutu, zaparcia, klimakterium, zapalenia nerek. W przypadku chorób ciężkich, nieuleczalnych, łagodzi cierpienie.
Kilka lat temu mój mąż  zachorował. Odkąd pamiętam to nigdy nie włożył swetra z golfem, ale wtedy, leżąc w łóżku z gorączką, zaczął szarpać podkoszulek przy szyi. I przypomniałam sobie, że gdzieś czytałam o takich objawach, gdzie chory nic nie może mieć na szyi i często szarpie ubranie w tym miejscu. To był właśnie lek Lachesis. Po podaniu bardzo szybko nastąpiła poprawa zdrowia u męża. 
Piotr Pałagin w swojej książce "Homeopatia, manifestacje archetypów" opowiada o pewnej swojej znajomej, lekarce, która ciężko chorowała na nerki.  W końcu zdecydowała się skorzystać z pomocy homeopatii i zgłosiła się do niego. Zaordynował jej lek, ale nie powiedział co to jest. Lekarka wróciła szybko do zdrowia. Wszelkie dolegliwości minęły. Po dwóch latach spotkali się i jakoś tak w rozmowie wyszło, że powiedział jej jaki lek jej podał. Lachesis. Homeopata wspomina w książce, że nigdy nie zdarzyło mu się być świadkiem tak błyskawiczniej zmiany w wyrazie twarzy, jaki wtedy obserwował u pacjentki. Nic przy tym nie powiedziała, wyszła trzaskając drzwiami. Co ciekawe, to wszystkie objawy chorobowe wróciły u niej spotęgowane. Znalazła się w szpitalu skarżą się, że podano jej jad żmii. I lekarze faktycznie nabrali się na to. W świecie homeopatów stało się to już anegdotą. Potencja leku wynosiła 1000CH. A więc jednej najmniejszej molekuły jadu w nim nie było. A Pałagin? Z reguły nikomu nie mówił jaki lek podaje. Opowiadał mi też o tym zdarzeniu, gdy spotkałam się z nim osobiście. Wzięłam ze sobą książkę, w której wpisał mi:
Być albo nie b?... 
To nie jest pytanie
29.01.2005

PS. A ja właśnie dostałam lek, 15CH i teraz grzecznie go wezmę. 



środa, 17 listopada 2010

Męczący sen

Tej nocy miałam męczący sen
Perypetie ze zwierzakami 

Mieszkałam w mieszkaniu mojej teściowej. Miałam kota, którego trzymałam w szafce, ale on bardzo chciał się uwolnić, ciągle drapał w drzwiczki, gryzł je i na dobrą sprawę to te drzwiczki prawie już nie trzymały. Zdezelowane pozwalały kotu uciekać. Denerwowało mnie to, a najbardziej, że ktoś z domowników, bo niby byłam u siebie, ale nie do końca, będzie miał pretensje. I hodowałam jeszcze żmiję, bardziej przypominała cienkiego, szarego zaskrońca. I wypuściłam ją, żeby sobie „pochodziła”, a ona wściekła zaczęła rzucać się na mnie. Nadepnęłam gada w środku i niestety chyba zabiłam go, ale przedtem zdążył mnie ukąsić w lewą dłoń. Miałam wyrzuty sumienia, że go zabiłam, choć widziałam, że te jego kawałki żyją, bo Lechu i ktoś jeszcze bawił się nimi, wyglądały trochę jak małe motylki, poruszały się tak jak motyle. Z drugiej strony nie bardzo wiedziałam co robić z tym ukąszeniem, bałam się spojrzeć na rękę, wydawało mi się że puchnie i sinieje. Jak spojrzałam, zobaczyłam bąble podbiegnięte osoczem. Co robi? Wsadziłam dłoń pod zimną wodę z kranu i myślałam o tym by jechać na pogotowie, ale bałam się, że zaczną wypytywać i co powiem? Że hodowałam żmiję? I zastanawiałam się, czy od takiego ukąszenia to umrę, a gdzieś mi kołatała myśl, że to już kiedyś miałam i że przecież nie umarłam, a żmija wszak do dużych nie należała. Nagle pomyślałam o homeopatii i zaczęłam szukać leku Lachesis, wiedziałam, że go mam i że trzeba go wziąć. Gdzie jest, gdzie jest? Nerwowo przerzucałam fiolki. I wtedy się obudziłam.
http://zapiskisnowe.blogspot.com/2010/11/byc-albo-nie-byc.html


wtorek, 16 listopada 2010

Ot tak poprostu:)

Bury poranek rozświetlam sobie na dobry początek:
http://www.youtube.com/watch?v=tVu8kjcdkwE&feature=related
Kuchnia, małe cappuccino i kota czekająca przy miseczce:)

Bardzo polubiłam moją kuchnię po remoncie. Bardzo. Teraz remontuję siebie;)))

PS. Przy ścianie przyjaciółka Otylia, czyli ta co lubi wodę i za wszystkich zmywa naczynia;))

poniedziałek, 15 listopada 2010

Uwierzyć w dobroć życia

Natchnęło mnie nagle. Sen o zranionym sercu, z tą wbitą siekierą.
http://zapiskisnowe.blogspot.com/2010/11/do.html
 Zobaczyłam ten filmik:
http://www.youtube.com/watch?v=jok8LWU968o&feature=player_embedded
A potem przeczytałam to:

 Uzewnętrznienie czegoś nowego w myśleniu, na przykład rozpoczęcie następnego rozdziału książki. Znaleźliśmy się w nowym programie badawczym w instytucie. Ogłosiliśmy publicznie nasze poglądy i napotkaliśmy aprobatę lub krytykę. Blaski mówią o nieuniknionym sporze i konflikcie. Zniszczenie tego, co przestarzałe, dla oczyszczenia terenu pod to, co przyjdzie później. Zniszczenie, przewrót, rozdzielenie i niezgoda, ale wszystko to z pozytywną perspektywą zbudowania czegoś lepszego. W cieniach przychodzi wojna, niezgoda, spór, konflikt, kłótnia, wrogość. Silne zaburzenia fizyczne lub psychiczne. Zerwanie rozejmu. 

Otwierasz drzwi i widzisz swego partnera w czyichś ramionach. Podsłuchałeś swego najlepszego przyjaciela, jak wyśmiewa cię za twoimi plecami. Doszedłeś, że twój wspólnik oszukiwał cię przez lata. Ni z tego, ni z owego twój świat przewraca się do góry nogami. Jesteś ogłuszony, pełen niedowierzania i wreszcie masz złamane serce. Obraz Trójki Mieczy jasno opisuje ten nagły ból. Dosłownie czujesz, jakby ktoś wziął osty przedmiot i wraził ci go w serce. Wszystko, nawet tak nieistotne, jak błaha uwaga, można odczuć w ten sposób. Zauważ, że ta karta zawiera wyłącznie serce i trzy miecze. Gdy twoje serce jest złamane, czujesz, jakby to było wszystko, czym jesteś – otwarta rana. 

W odczycie Trójka Mieczy często przedstawia paskudne podkręcone piłki, którymi niekiedy życie nas raczy. Zdrada, opuszczenie, odsunięcie, oddzielenie, odwrócenie losu. Te rany są bolesne, ponieważ spadają, gdy najmniej się ich spodziewasz. Jeśli wyciągnąłeś tę kartę, możesz wiedzieć, do czego się odnosi, ale jeśli nie, to jest to znaczące ostrzeżenie. To jakby coś było nie w porządku w twoim życiu, czego jesteś nieświadomy lub niechętny się dowiedzieć. Podkręcone piłki uderzają w nas, kiedy patrzymy w inną stronę. Uważnie przyjrzyj się swojej sytuacji. Rozmawiaj z ludźmi. Niczego nie zakładaj. Posłuchaj swego głosu wewnętrznego, pomoże ci zlokalizować problem.

Jest także możliwe, że rozważasz skrzywdzenie kogoś innego. Przy tej karcie myślę, że ważnym jest pamiętać, że każdy z nas jest zdolny do okrucieństwa. Wszyscy jesteśmy ludźmi i wszyscy popełniamy błędy, czasami poważne. W końcu, wszystko, co możemy zrobić jest uwierzyć w dobroć życia i próbować pozostać wiernymi ideałom. Gdy się pomylisz, wybacz sobie i próbuj z kolei wybaczyć innym, ale, nawet lepiej, zażegnaj problem, zanim się pojawi.

Buduar z notesem

Trochę traktuje ten mój blog jak notes, trochę jak buduar. Wiem, że czuję tu większą swobodę, takie bycie u siebie i dla siebie. Zapraszam, kogo sobie życzę widzieć, choć nie zamykam drzwi. To miłe uczucie. W końcu podobno rodzinę wybiera nam Bóg, a znajomych i przyjaciół możemy dobrać sobie sami. Cóż, w tej ostatniej kwestii pozostawiam i Bogu trochę inwencji;))

Słońce

Ostatnio powtarza się sen, o totalnym zmęczeniu u mnie. 10 listopada zapisałam:
Dzisiejszej nocy miałam sen nad ranem. Moja była pracodawczyni poprosiła mnie o opiekę nad dzieckiem. To miało być na chwilę, przeprowadzali się. Tymczasem opieka przedłużała się. W pewnym momencie poczułam takie zmęczenie, że niemal do utraty przytomności, zapadłam w sen. Gdy się przebudziłam, to właśnie rodzice małej wrócili. Byłam trochę zła, że nie uzgodnili ze mną, że to tak długo potrwa, poza tym nic się nie stało, dziecko zajęło się sobą. Zastanawiałam się na wynagrodzeniem, bo uzmysłowiłam sobie, że na ten temat nie było jednego zdania i wyczuwałam, że kobieta będzie chciała wykpi się od zapłaty, tym bardziej, że, ja miałam wyrzuty sumienia w związku z zaśnięciem. Przygotowywałam się do rozmowy. Z całego snu najbardziej dla mnie odczuwalne było to ogromne zmęczenie. Tym bardziej, że wiązałam je z moją chorobą. Sen jest powtórką tego sprzed kilkudziesięciu dni. W realu, po nocy z atakiem kaszlu, byłam tak osłabiona, że spałam na zasadzie zapadnięcia się w sen. Dokładnie jak w śnie. Nie wiem kiedy i kto wyszedł do pracy i szkoły. Obudziłam się słaba i powłócząc nogami podreptałam do łazienki. W lustrze przywitała mnie smutna, starsza kobieta, z podkrążonymi oczami i tłustymi, przepoconymi włosami. W jej załzawionych oczach malował się smutek i rezygnacja. Teraz obie pijemy herbatę z imbirem i cytryną, i delikatnie staram się jej wyperswadować tę rezygnację z życia. Argumenty mam liche, najmocniejszym atutem jest świecące za oknem słońce.

Dzisiaj też z rana świeci pięknie słońce.

Paranoja

http://snienie.net/alice-miller-bunt-ciala-recenzja/
Znalazłam recenzję książki "Bunt ciała" u Shamanki. Ładna okładka:))
Na jedenastą wybieram się do lekarza. Zastanawiam się po co też rejestrowałam się jako bezrobotna w tym Urzędzie Pracy? Teraz latam za zwolnieniem lekarskim, żeby dostarczy je do urzędnika, który i tak żadnej pracy mi nie załatwi. Paranoja:)

niedziela, 14 listopada 2010

Znalazłam

Poszukałam i znalazłam 16 wydrukowanych stron książki Alice Miller "Bunt ciała". Dostałam ją mailem od Vevi, anioła - wiewióreczki. Książka na czasie, bo moje ciało faktycznie BARDZO się buntuje. Bardzo. Tu tylko zostawię "widelec" i czytam, a potem resztę dodrukuję.
http://www.widelec.pl/widelec/1,99759,7686917,Najsprytniejsza_wiewiorka_swiata.html