Leczenie się ze współuzależnienia bardzo przypomina proces dojrzewania. 

niedziela, 25 listopada 2012

Obfita przestrzeń.

Otwarty dom, otwarte serce. Tak rodzi się obfitość.

                                                             Juda Hand
Porządki przed remontem. Dom już troszkę mniej przypomina miejsce po przejściu huraganu. Rzeczy znajdują nowych właścicieli, albo wracają do starych. Znalazła się moja skserowana "Materia medica". Okazało się,że tkwiła przez rok na strychu wyniesiona z niepotrzebnymi książkami. Pewne książki zaś postanowiłam dać osobie, która od niedawna ma ogród. Do tego dodałam dwie o zenie bo obiło mi się o uszy, że jest buddystką. I tu się okazało, że ta osoba od kilku lat jednej z tych książek bezskutecznie poszukiwała. Zdziwienie i radość bo oto książka przyszła do niej sama. Dałam potem bezpłatne  ogłoszenie w sprawie książek i telefon lekko oszalał. To cieszy, że ludzie ciągle chcą książek. Znaleziony gdzieś na strychu ruski dwudziestoletni drewniany kij do hokeja, który mąż chciał wyrzucić, też znalazł kogoś. No bo pomyślałam, że Rosjanie hokej cenią, a kij wyglądał na solidny. Potem zadzwonił telefon i męski głos w słuchawce ucieszył się, że ogłoszenie jeszcze aktualne i że za dwadzieścia minut będzie. Zobaczyłam uśmiechnięte oczy i radość na twarzy. Stare biurko powędrowało do jakiegoś studenta, a jutro powędrują gdzieś stare meble. I choć nie mam z tego ani złotówki, to jakoś lżej mi się oddycha. Mniej rzeczy to więcej przestrzeni. 

sobota, 10 listopada 2012

Kiedy?

Właśnie zobaczyłam, że mój blog ma dwa lata i jeden dzień. I kiedy to zleciało? Kiedy? To ja tu zostawiam coś na wczoraj:

Conieco dla dwojga

Dobry film może być dobrą terapią. Byłam z mężem na "Dwoje do poprawki".

A przy  porannej kawie małe conieco:

Woda i powietrze

Ten sen znalazłam w notatniku.
To było wtedy gdy podjęłam decyzję o separacji i rozwodzie. Potem działy się bardzo dziwne rzeczy w moim życiu, myślę, że działały między innymi ustawienia Hellingera. Miałam pomoc kogoś bliskiego, który coś podobnego przechodził i wytłumaczył mi co się naprawdę ze mną wtedy działo. Hm... porównać by to można do opróżniania przepełnionego naczynia, by zrobić miejsce na nowe. Nigdy nawet nie domyślałam się, że nagromadziły się we mnie takie uczucia, a wylewanie ich, cóż to jak zerwanie tamy na rzece. Nic już nie można zrobić, jedynie czekać aż rzeka się unormuje. Całkowita niemoc nad zapanowaniem nad emocjami, uczuciami. Dobrze mieć wtedy wsparcie i zrozumienie dla sytuacji. Potem już jest dobrze. Wie się czego chce własne serce. Własna dusza. Powiedzenie, że czasem najciemniej jest przed samym wschodem słońca jest tu bardzo adekwatne.
Sen miałam w dzień, gdy dziecko położyłam spać i na chwilę sama też się zdrzemnęłam. Śni mi się, że wypada ze mnie z pochwy takie galaretowate coś. Mam to na dłoni i przyglądam się temu. Prawie ciało stałe, takie przeźroczyste, galaretowate. Jest bez zapachu. Uświadamiam sobie, że to jest czopek hormonalny, lekarstwo, które kiedyś założyłam, ale widać nie rozpuściło się i nie wchłonęło, tylko zrobiła się z tego taka gęsta galareta. Jest bez zapachu. Zaraz to wyrzucę jako coś niepotrzebnego i wystarczy się umyć, będę lekka i będzie już o.k. I  myślę, że to dobrze, że pozbyłam się tego, o  czym nie wiedziałam a co było przeszkodą. Tamowało dostęp powietrza.
Zapisując sen dałam mu tytuł: Pozbycie się przeszkody.

Dochodzenie do siebie

Wczoraj wizyta u pana doktora. Pacjentka nie była zadowolona. W drodze do głośne żalenie się, więc w autobusie komunikacji miejskiej pasażerowie nerwowo się rozglądali. Ponieważ koszyk był przykryty, nie widać było źródła hałasu. U doktora wyjść nie chciała, trzeba ją było na siłę wyciągać. Odczepiać pazurki wbite w koc. Waga piórkowa, 2 kg, bo ostatnimi czasy stała się bulimiczką, co zje to zwraca. Jest lepiej jak w wodzie, którą pije, rozpuszczę Ipecę 9CH. Warczenie głośne przy zastrzykach i gdy trzeba było pobrać krew, ale niestety to ostanie nie udało się:(. Dwie próby bez powodzenia, a dalej męczyć Frocie nie było sensu. Nas zresztą też. Za to po wszystkim nie trzeba jej było wpychać do koszyka, od razu się tam schroniła. Wracaliśmy już samochodem, a na piątro piętro pobiegła sama, choć czasem nóżki jej się plątały. A potem legła na podłodze i długo dochodziła do siebie. Biedula. A my mamy moc wskazówek co dalej czynić, suplementy i pastę na odkłaczanie. Mój portfel zaś ma teraz też wagę piórkową. Znów przyjdzie mu dochodzić do siebie.

środa, 7 listopada 2012

Etykieta

Tej nocy śniło mi się, że moja kota umiera. Nagle przewróciła się nie mogąc utrzymać się na łapkach. Była bardzo słaba i wychudzona. To działo się nocą, a ja wpadłam w rozpacz i panikę, zaczęłam krzyczeć, szlochać i budzić rodzinę.
Innych snów nie pamiętałam, tylko ten i opowiedziałam go przy śniadaniu najmłodszemu. Powiedział, że jego nauczycielka mówiła, że obecnie jeśli w szpitalu umiera dziecko i już nic nie można pomóc, to dba się o spokój na ten czas. Bliscy są instruowaniu, a jeśli ktoś z nich lamentuje, rozpacza i krzyczy, to go się wyprowadza z sali. Takie zachowania jedynie wydłużają agonię dziecka, która potrafi wtedy trwać nawet kilka dni. To tak jakby umierający chciał sprostać oczekiwaniom rozpaczających i starał się  na siłę pozostać. Hm...
PS. Frocia ma już ponad 16 lat i ostatnio nie jest z nią dobrze, schudła, głośno miauczy jakby ją coś bolało:(
Moja Frocia przy kompie

poniedziałek, 5 listopada 2012

Sahelu

Z badania charakteru pisma podobno grafolodzy potrafią bardzo wiele powiedzieć o osobowości piszącego. Myślę, że o wiele łatwiej dowiedzieć się o osobie z tego nie jak, ale o czym  pisze. Czasem dostrzec można coś bardzo osobistego, co wyraża nie tylko poglądy autora, ale też wskazywać może na głębsze sprawy. Tak też dzieje się przy malowaniu, rzeźbieniu i innej twórczości. Choćby blogowaniu.;))
Kilka dni temu znowu oglądałam "Avatara". Jest obraz i słowa, i oczywiście muzyka. Wróciłam do tego filmu by znowu zachłysnąć się lotem Ikranów. Ni to ptaków ni smoków, fantastycznych stworzeń.
Sam film... cóż z przekazem jakby od 12-latka, ale wart obejrzenia ze względu na piękne obrazy, efekty specjalne. Film oglądałam już bodaj trzeci raz, ale tym razem zanim obejrzałam loty na Ikranach, moją uwagę zwróciło coś innego. Pierwsze spotkanie dwójki głównych bohaterów. Jake - weteran wojenny w ciele avatara i Neytiri- córka wodza plemienia Navi. On w ciężkich tarapatach napadnięty nocą w dżungli przez wygłodniałe stado niby wilków, ona ratuje go, ale jednocześnie zła obarcza WINĄ za zaistniałą sytuację.
I taki dialog:
-Cokolwiek zrobiłem, wybacz.
-Twoja wina, nie musiały ginąć. Twoja wina. TWOJA WINA.

To ja sobie tu wstawię cytat z wypowiedzi Johna Powella:
Z poczucia winy mogą zrodzić się dwie reakcje: frustracja lub zahamowanie. Tak czy inaczej wywołuje ono złość, agresję, żal. Doświadczając poczucia winy człowiek nie rozwija się. Poczucie winy jest ulubionym narzędziem tych, którzy chcą tobą manipulować, rządzić. Poczucie winy nie zmienia jednostki. Uniemożliwia jej oderwanie się od wcześniej zajmowanej postawy. 
A do tego reprezentantka Navi dodaje wielokrotnie:
-Jesteś jak dziecko: hałaśliwe i niepoprawne. (...)
-Ale jesteś głupi, jak dziecko.
-Jesteś jak dziecko.

Uważam, że ktoś kto nie ceni dzieci, kto ma do nich niechęć, ma problem. Bo to oznacza, że nie akceptuje jakiejś części siebie, nie ma z nią kontaktu lub ten kontakt jest zaburzony. Brak zdrowej więzi.
Neytiri staje się nauczycielką Jake. A w nim jest to wszystko co uosabia dziecko: omylność, niedojrzałość, ale i nieograniczona chęć uczenia się, zapał, ciekawość, radość życia, chęć zabawy. I tym zaraża też 
Neytiri. To przy nim zaczyna się śmiać. I kiedy pierwszy raz spotykają się w dżungli i Jake pyta, co spowodowało, że Neytiri przyszła mu z pomocą, ona odpowiada:
-Masz mężne serce. Ale jesteś głupi jak dziecko.
Ja myślę, że on ma jak dziecko czyste serce. Po prostu nie tylko potrafi nawiązać wieź zwaną przez Navi "sahelu" z ogromnym Torukiem,
ale przede wszystkim ma wspaniały kontakt ze swoim wewnętrznym dzieckiem. I o tym od początku dobrze wie Drzewo Dusz. Ono widzi - I see you, jak mają w zwyczaju witać się Navi. 
hm... A w wiosce Navi nie ma ani jednego dziecka. Ani jednego. I can't see you.  Tylko same dorosłe osoby. Dlaczego Panie Cameron? Bo dzieci są hałaśliwe, głupie i nieznośne...?

niedziela, 4 listopada 2012

Drzwi

Wszystko co żyje przejawia instynkt samozachowawczy. Z ludźmi włącznie. Ale jest w nas też inny instynkt. Taki, który w pewnych okolicznościach na margines spycha ten pierwszy. Jak powiedział bohater filmiku poniżej:
W tym momencie zareagowałem odruchowo, nie myśląc o własnym bezpieczeństwie.
Gdybym nie podjął jakiegoś działania miałbym to na swoim sumieniu. W zaistniałej sytuacji nie mogłem tak po prostu stać i patrzeć i nie podjąć żadnego działania. To działo się na moich oczach.
Takie ekstremalne sytuacje są często sprawdzianem. Pokazują co w duszy gra. A kiedy taki odruch zawodzi i kiedy jedynie stoi się i patrzy? Cóż, wtedy rodzi się obłuda, spychanie odpowiedzialności na ofiarę, złość, agresja.
Co ciekawe - w tym pierwszym przypadku trzeba było podjąć się trudnego zadania, trzeba było narazić się na niebezpieczeństwo, w drugim absolutnie nie.
Tiaaa... czasem drzwi do własnej duszy to drzwi taksówki, czasem to drzwi własnego domu...

Piję za pańskie zdrowie Panie Jonie Candelaria:)