Leczenie się ze współuzależnienia bardzo przypomina proces dojrzewania. 

sobota, 23 kwietnia 2011

Dzień z niespodzianką

Za chwilkę wyjeżdżam. Za miasto, na zielona trawę, nad wodę. Zrobiłam najgłupszą albo najmądrzejszą rzecz. W piątek zaserwowałam sobie oczyszczanie wątroby. Jedzenie wydaje mi się sprawą zbędna jak na razie:) Jest szansa, że po Świętach będę dwa kilogramy lżejsza. W termosie gorzka herbata, w torbie suchary i bułka ciabatta. Aparat fotograficzny, zapasowe akumulatorki. Słońce za oknem pełne blasku. Czuję go w sobie. Ten blask. I że dzień ma dla mnie prezent-niespodziankę. 

 Od siebie życzę Wszystkim fantastycznych Świąt.

wtorek, 19 kwietnia 2011

Siła i piękno

To jeszcze jeden fragment z tego wywiadu z Nergalem, w którym wspomina on inny wywiad:
Zawsze uważałem, że samo myślenie o sobie, że jest się silnym, czyni cię już silnym. Widziałem ostatnio wywiad z Szapołowską i dziennikarz ją zapytał: "Pani jest uważana za ikonę piękna, jak pani to wytrzymuje?" A ona mówi: "Wstaję rano, zero fryzury, zmarszczki, oczy zaspane, spoglądam w lustro i zawsze sobie mówię: jaka ty jesteś piękna! Powtarzam to sobie. Co mówię, to jest". 

niedziela, 17 kwietnia 2011

Empatyczna białaczka

Przydałby się jeszcze jeden wolny dzień by ze wszystkim co się zaplanowało zdążyć. Ale nie ma go. Trudno. 
Chwila odsapki.
Czytam "Wprost". Wywiad z Nergalem. Czyli Adamem Darskim. Ciekawy. A wprost pyta Najsztub. Fragment:
-Spędziłeś w szpitalu prawie sześć miesięcy. Brak seksu był problemem? 
-Brak seksu w każdym przypadku jest problemem i nie jest to żadna tajemnica. Okoliczności szpitalne są mało inspirujące w tym temacie, powiedzmy sobie szczerze. Zresztą chemia wywraca do góry nogami całą gospodarkę hormonalną na długie miesiące. Musisz nauczyć się żyć na nowych zasadach. W pewnym momencie w ogóle zapominasz, że coś takiego jak seks istnieje.
-Przestraszyłeś się?
-Przestraszyłem się, że tak już zostanie. Zresztą wiele rzeczy mi wtedy odeszło. Jak jestem zdrowy, biorę dwa prysznice dziennie. a w szpitalu bywały tygodnie, że się nie kąpałem. Byłem poczwarą, patrzyłem w lustro i cały czas robiłem zdjęcia, dokumentację swojej twarzy. Tej okrutnej, a szalenie ciekawej metamorfozy.
-Wydasz album "Jak zostałem poczwarą?". 
- Nie, ale to było ciekawe z czysto empirycznego punktu widzenia. Rozmawiałem ze swoimi przyjaciółkami, które mają dzieci, i okazało się, że wiele kobiet miało doświadczenia podobne do moich.
-Też się przepoczwarczały?
-Tak, kobiety w ciąży często czują się nieatrakcyjne, psyche siada kompletnie, fizyczne dolegliwości, wymioty...
Często nie czułem się sobą, znikałem wręcz. (...)

niedziela, 10 kwietnia 2011

Pełne mieszkanie


Frocia ma swoje ulubione miejsca. Do jednych z nich należny komputerownia. Może dlatego, że jest tu zawsze jakaś mysz? 
Wystrój miejsca się czasem zmienia, choć sama kota nic a nic. Jedynie kiedy jest chora, robi się osowiała, a  ja wpadam w lekki popłoch, bo nie wyobrażam sobie, by mogłoby jej zabraknąć. I tłumaczę, jak kotu, z lekkim wyrzutem w głosie:
Umrzeć, tego nie robi się człowiekowi,  bo co ma począć człowiek w pustym mieszkaniu...? 
I jakoś ciągle się udaje, bo kota powraca do zdrowia. I zostaje po tej stronie.  

sobota, 9 kwietnia 2011

Dobra noc

Już po dwudziestej trzeciej, zaraz dzisiaj stanie się jutrem. Pełna wrażeń uśmiecham się do swoich myśli, słucham Agnieszki
i zaraz pójdę spać. 
 

Wieża, morze i piasek

Sen sprzed kilku dni, który coraz mocniej do mnie przemawia.
Jestem na wyspie,  czy może wysepce. To w sumie jakaś drewniana budowla, niczym wieża, rusztowanie. ładne, drewno wypolerowane, wiśnia chyba, ale ja jestem wysoko, albo tak mi się zdaje. Czuję lęk wysokości, chcę zejść i dostać się na stały ląd. Ale te silne obawy, że spadnę, a woda zdaje się niebezpieczna i głęboka, powodują, że stoję w miejscu. Dostrzegam jak ludzie bez problemu chodzą a to morze sięga im może do kostek, więc kiedy odważam się zejść znów, to rusztowanie jakby w moich oczach rośnie rośnie, znów się boję, że nie dam rady. Potem jestem gdzieś na plaży, piasek. Mam w ręku  swoją biżuterię, tę co sama robiłam i którą lubię, chcę położyć ją na biurku męża, ale ono jest przekrzywione i kolczyki, koraliki, itd zsuwają się i spadają w piasek. Próbuje to biurko naprostować, ale znów się zapada w piach i znów krzywo stoi, blat pochylony, więc biżuteria ląduje w piasku. Czuję ją rękami, wiem, że wyciągnę z piasku bez szkody.
Sen jest dla mnie jasny. Najdziwniejsze jest jedynie to, że bardzo lubię przebywać nad morzem, kocham piasek, a w tym śnie wykorzystane to zostało do ukazania trudności, przeszkody.

Buszowanie po ekranie albo zielono mi

Dzisiejszy dzień dobrze zaplanowany. Rano wyciągnęłam się. A potem wyciągnęłam zieloną bluzkę z szafy. Prasowanie, do tego wiosenny makijaż i wiosenna biżuteria czyli jasna zieleń króluje.:)) A plan jest taki:
  • od 9-16 szkoła
  • potem z przyjaciółką Gosią wybieramy się do Magnolii Park, ona, czyli przyjaciółka (nie Magnolia), obchodzi urodziny, czyli  będą ciasteczka, kawka, herbatka i pogaduchy
  • a potem, najedzone i nagadane, jedziemy do Teatru na "Utwór o Matce i Ojczyźnie"- by posłuchać jak gadają inni;)
  • i na koniec wracam do domu, by przygotować się na następny dzień zajęć, bo znowu szkoła i znowu sprawdzian
Teraz plan już się realizuję, czyli jestem w szkole, buszuję w internecie i zastanawiam się jak też napisze sprawdzian za kilka godzin. Na szczęście od czego przyjaźnie. Asia przyniosła mi całe zestawienie z semestru, więc coś tam napiszę( albo przepiszę;)

Owoce i korzonki

Czytam  "Miłość i wolę" Rollo Maya, a żeby jakoś całkiem nie zrobić się poważna i miejscami zdołowana, "przekąszam" to psychologiczne dzieło "Przygodą damskiego fryzjera" Eduarda Mendozy. I śmieję się. I jest mi lekko. I w końcu Mendoza skończony a May... brak mi na razie woli by go doczytać. Bo miłości mam sporo:D. Ale zostawiam sobie co smakowitsze cytaty, które chomikuję w pamięci:
Zachowania rodziców są odbiciem kultury w jakiej żyją.
No to ja tam widzę, że nie tylko rodziców. No chyba, że wszyscy jesteśmy rodzicami:)
Doskonałość jako cel jest bękarcim pomiotem przeszmuglowanym z techniki do etyki i wynika z zupełnego poplątania obu dziedzin.
No, Panie May, zdanie jakby pisał je Mendoza. Soczyste i trafne.

  
Koncentrując się na dylematach miłości i woli nie zapominam bynajmniej o pozytywach naszych czasów i tkwiących w nich możliwościach jednostkowego spełnienia. Jest bowiem rzeczą oczywistą, że gdy zniszczeniu ulegają stare więzy i każdy jest w jakimś sensie zdany na samego siebie, większość ludzi potrafi podjąć wysiłek ponownego odnalezienia i zrealizowania siebie.
 Ładnie powiedziane, podoba mi się ten kierunek, optymizm i dostrzeżenie pozytywów w człowieku. Słowem nie ma tego złego, co by nie wyszło na dobre.
Na koniec zostawiam tutaj perełkę. Zdanie Hegla: 
To, za co potępiają Sokratesa, zapuściło już w nich samych głębokie korzenie. 
Które odnoszę gdzieś do siebie. Nie o filozofa mi tu chodzi, nie z nim się porównuję, ale bardziej z tym co go spotkało. Potępienie. Nagonka. Co prawda w mikroskali i bez takich reperkusji.  Ale najważniejsze to, że  korzenie też widzę. Powiedzmy... korzonki;))

środa, 6 kwietnia 2011

Ciągle aktualne

W książce cytowany jest Harry Stack Sullivan:
Jeśli celem wywiadu klinicznego nie jest niesienie pomocy danej osobie, to terapeuta zbiera artefakty , a nie fakty prawdziwe.
 

Kostium

Czytam "Miłość i wola". Pisze psycholog Rollo May:
O tym, jak bardzo wewnętrznie sprzecznym zjawiskiem jest dzisiaj miłość, może świadczyć i to, że niektórzy badacze życia rodzinnego są przekonani, iż "miłością" nazywa się obecnie sposób w jaki najmocniejszy członek rodziny sprawuje kontrolę nad pozostałymi członkami.
No cóż... wystarczy zgrabny kostium by nazywać miłością  coś nie mającego z nią nic wspólnego. 

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Bajeczne skojarzenia

Pora spać, ale jeszcze postanowiłam wziąć udział w pewnym konkursie, bo zakupiłam sobie batonik o wdzięcznej nazwie Bajeczny  - jako nagroda, że tak długo i dzielnie się odchudzam:).

No, a moje dziecko tak to oceniło:
Jak można reklamować czekoladę z mleka, które jest wytryskiem surykatki?!
Skojarzenia są zaraźliwe. No bo teraz choć nie chcem ale muszem tak na to patrzeć:))

niedziela, 3 kwietnia 2011

Przegrane, wygrane i obiecanki

Film z Clintem Eastwoodem zawiódł mnie, a początek był całkiem zgrabny. A potem to całkowita przegrana. Ech, szkoda oczu. No może jedynie warto było popatrzeć na ładne i zadbane Gran Torino.


Za to wycieczka do Zoo udała się. Zwierzaki  i dzieciaki super. Pogoda wymarzona - lato w kwietniu. Jedynie moje nogi się zbuntowały i w pewnym momencie dały do zrozumienia, że potrzebne są skrzydła. Obiecałam im relaks w wannie, więc pozwoliły jakoś dowlec się do przystanku tramwajowego, a teraz cóż... trzeba się wywiązać z obiecanki:) Idę puścić wodę do wanny i wsypać sól.


A... przypomniałam sobie fragment snu. Dowiedziałam się w nim, że najmłodszy wygrał jakiś konkurs. Nie bardzo mogłam się zorientować co stanowiło nagrodę, ale zobaczyłam listę nagrodzonych, była bardzo długa,  a pierwsze na niej było imię i nazwisko syna. Czułam podekscytowanie, radość i dumę.

sobota, 2 kwietnia 2011

Integracja

Najmłodszy pokazał mi to:
-I chciałbyś, żebym tak się zachowywała na stare lata?
-No pewnie.
A ja się zastanawiam, że to chyba bardziej zdziecinnienie niż zachowanie w sobie dziecka...  może się mylę, ale... 
Jakiś czas temu doszło do moich uszu, że syn ma problemy z francuskim, a dokładnie to z nauczycielką od tego języka. Wysłuchałam go, a potem powiedziałam, że tym razem będę na zebraniu i osobiście z tą kobietą porozmawiam. Za kilka dni dowiaduję się od córki, że syn chodzi na francuski i nie ucieka z lekcji. No to ja nie do końca w temacie byłam, bo o wagarowaniu nic nie było mi wiadomo. Ale widać wysłuchanie dziecka dało rezultat pozytywny, choć pani swego postępowania nie zmieniła. Zebranie za niecałe dwa tygodnie, zobaczymy co wskóram, w końcu ktoś tu liczy na moją dyplomację.
A jutro idziemy do Zoo. Nie byłam od ładnych kilku lat, przynajmniej za nowej dyrekcji Ogrodu. Mam zamiar wykupić karnet, bo syn ma. Chodzi tam by szkicować zwierzaki. Fajna ta jego kreska, ciepła, prawdziwa. A ostatnio narysował swój autoportret patrząc w lustro. Praca wysłana na konkurs. I zobaczyłam coś.... z jednej strony dobra kreska, ale w tych narysowanych oczach ogromny smutek i coś jeszcze ... i...
-Wiesz, chcę razem z Tobą iść do zoo, też sobie kupię karnet.
-Chcesz chodzić do zoo?
-Nie ma działki, więc zamiast kwiatów będę fotografować zwierzaki. I popatrzę jak rysujesz:)
A z kuchni głos córki:
-Wiesz, mama chce się z Tobą integrować. ;)
Bzzzz... te dzieciaki, które nie wiadomo  kiedy dziećmi być przestają... I jak jak to ma się do tych zabawowych staruszków? Nie dorośli czy też nadrabiają zaległości?


 Dobra, kończę sprzątanie i pora na film. Kilka dni temu zaczęłam z dzieciakami oglądać "Gran Torino", a dzisiaj reszta filmu. :))

Ateny

Dzisiejszy wieczór i noc spędzam bez męża. Dostał fisher febri i z kolegami siedzi teraz nad wodą i łapie ryby. A ja sobie w takim razie zaplanowałam oczyszczanie wątroby. Spokój, cisza, czego chcieć więcej. Tym bardziej, że rano byłam u masażysty. Pan Wiesiu jest pod tym względem niezastąpiony.  Muzyka tym razem z płyty tai chi, no i... odpłynęłam. Poprzednie dwa masaże odczuwałam dość boleśnie przez dwa dni, zanim było lepiej, a dzisiaj czuję się pełna energii i  w ogóle świetnie.
Robię porządki w komputerowni, przeglądam prasę, książki. Niedawno skończyłam "Kobietę" Joanny Bator i nie pamiętam już kiedy śmiałam się tak do łez. Bo są tu takie fragmenty, że przepona pracuje... Ale są i takie, budzące refleksje.:
Luce Irigaray mówi, że najbardziej udane córki patriarchatu nie mają matek. Rodzą się z głowy ojca jak Atena. Piękne i silne córeczki tatusia, od początku do końca wymyślone przez mężczyznę. Półsieroty z ciałem uwięzionym w zbroi. "Głowa mężczyzny jest ich matką". Nie znają ciepła kobiecego łona i wspólnego rytmu krwi, którego pamięć pomogłaby im znaleźć właściwy sens swojego początku.
Ku przestrodze... tiaa...