Leczenie się ze współuzależnienia bardzo przypomina proces dojrzewania. 
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koń. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 lutego 2023

Trzeba było dekady

   Trzy dni temu nagle przypomniałam sobie sen, który miałam dziesięć lat temu i który, nie przeczę, zrobił na mnie duże wrażenie. Ale okazało się, że nie zrozumiałam jego przekazu, mimo że konsultowałam sen z osobą, które kiedyś z uczyła mnie interpretacji snów. Zaskoczenie, błysk wiedzy i zaraz myśl: jak mogłam tego nie zrozumieć?! Przecież to takie proste! Zrozumienie niesie ulgę i takie coś miłe, takie NARESZCIE.

A oto sen sprzed dekady:

Dostrzegam konia, który wpadł do bardzo głębokiego rowu, takiej koleiny wypełnianej grząskim błotem. Widać tylko przednie nogi i szyje z głową zwierzęcia. Jego przerażone oczy. Szarpie się z całych sił by się wydostać, ale nie ma szans. Nikt nie zwraca uwagi na to, jedynie ja przez chwilę obserwuję te zmagania, a potem już zajęta jestem czymś innym. Ta sytuacja się powtarza, w pewnym momencie koń cały zanurza się w błocie, ale udaje mu się wypłynąć i znowu bezskutecznie się szarpie. Nawet przemyka mi przez głowę myśl, że lepiej by jak najszybciej skończyła się dla niego ta gehenna, że ta wola przetrwania i siła przedłuża męczarnię i wtedy się budzę. Pierwsze to jestem zaskoczona, że nic w tym śnię nie robię by ratować tego pięknego konia, ten brak zaangażowania jakbym nie umiała czy też nie wierzyła, że coś można zrobić. Wiem, że trzeba zorganizować pomoc, bo sam sobie nie poradzi. Wracam do snu, jestem świadoma, śnię świadomie. Pojawia się helikopter z przeszkoloną załogą. Jest gruba, żółta lina, uprząż czerwona i niebieskoszare pasy. Wiem, że ta gęsta topiel jest niebezpieczna dla ludzi, trzeba jednak założyć na konia te pasy. Zastanawiam się jak to zrobić.

W necie szukałam zdjęcia, które pokazywałoby konia w topieli. I znalazłam film z Australii. Prawdziwą historię.


Tyle, że mój koń miał ciemniejszą sierść. I nie był spokojny, walczył, i nie miał przy sobie nikogo, kto by go wspierał. 

Rdzenni mieszkańcy Australii Aborygeni uważają, że jawa i sen mają wspólne ścieżki. Ja to wiem i w to wierzę.

Pamiętam, że najbardziej wstrząsnął mną po przebudzeniu widok tych pięknych oczu tego zwierzęcia, strach w nich, błaganie o pomoc, a jeszcze bardziej ta moja nieczułość, obojętność. Pamiętam, że po przebudzeniu miałam taką myśl, że to nie pasuje kompletnie do mnie, że to nie ja. I właśnie taki jest przekaz, weszłam w kogoś, sen to umożliwił. Mogłam poznać jego uczucia, reakcje. Choć były mi kompletnie obce. Słowem sen zastosował ustawienia systemowe. Mam obawy, że byłam w śnie osobą, która kiedyś pomagała mi sen zrozumieć, ale jak mogła pomóc, skoro w życiu okazała się bezduszna i postanowiła spokojnie patrzeć jak się szarpię i tonę w tym bagnie, który zgotowali mi najbliżsi? A tym koniem byłam ja. I to ja, już w świadomym śnie postanowiłam sama siebie uratować. 

Wczoraj, kiedy twoje imię
ktoś wymówił przy mnie głośno,
tak mi było, jakby róża
przez otwarte wpadła okno.

Dzisiaj odwróciłam twarz ku ścianie.
Róża ? Jak wygląda Róża?
Czy to kwiat ? A może kamień ?



środa, 24 lipca 2013

Z zakamarków


Wyciągam je z zakamarków, może są tu, może gdzie indziej, to nieistotne. Ważne jest to, że ich potrzebuję, ich przypomnienia, drogowskazu, tu i teraz. Zatem niech się przypomną, zaistnieją.
Idę przez jakieś wysokie trawy. Obie ręce mam zajęte, bo trzymam do piersi przytulone gąsiątko. Jest mglisto i szaro, noc. Trawy są tak wysokie i gęste, że z trudnością udaje mi się przez nie przedzierać, aż bolą mnie ręce. Mam je zajęte bo ochraniam pisklę, a ramionami rozdzieram trawy. W pewnym momencie, gdy już jestem na jakiejś polanie, atakuje mnie dziki, biały koń. Próbuję się jakoś bronić, on staje dęba, jest wściekły. Wtedy pojawia się chłopak i to na niego rzuca się zwierzę. Ja postanawiam chronić gąsiątko, a tego chłopaka, choć mi go szkoda, chcę pozostawić na pastwę konia. Ale w pewnym momencie widzę, że chłopak ma w rękach koniec sznura, na którym jest koń. Zatrzymuję się i pomagam chłopakowi uporać się z wściekle atakującym czworonogiem. Teraz jesteśmy ja i ten chłopak razem. Trzymamy się za ręce i idziemy przez jakieś łąki, trawy, ale już nie tak wysokie. Pojawia się mój pies Dobra, czarna suka. Towarzyszy nam. Nagle widzę jak wypada na nas sfora obcych psów, choć wyglądem przypominają mojego. Też są czarne. Mój pies, mimo że jeden, dzielnie nas broni przed zgrają. Wiem, że sobie poradzi. Budzę się.


Sen Kamila zapisany 27 lipca 2003 tak jak go przekazywał, miał wtedy skończone 9 lat.
Przesuwały się obrazki, miały jasne tło. Dziewczyna była ładna, blond długie włosy, kręcone. Ona przyszła do lekarza, a lekarz powiedział, że ma chorobę, której nie można uleczyć. I że za 3 miesiące umrze, ale ma też szansę uleczyć się, ale sama. Pokazane było, że szuka pracy, jest uśmiechnięta. Ona miała dzieci. W ogródku bawi się z dziećmi, plewi, podlewa. Ma czas. Znalazła pracę i wyzdrowiała.


16 kwietnia 2008
Nad ranem miałam sen. Było w nim wiele szczegółów, nie wszystko zapamiętałam, ale chyba najważniejszy był klimat – byłam otoczona opieką, wsparciem, czułam ciepło. W tym śnie wiedziałam o sytuacji między mną a mężem. O mającej nastąpić terapii. Miałam przeprowadzić się do nowego domu, ale on dopiero powstawał. Był zbudowany na zboczu górki. W realu jest ona w parku, w zimie dzieci zjeżdżają z niej na sankach. Były już drewniane ściany, trochę martwiłam się, jak będę chodzić po mieszkaniu z krzywą podłogą i że meble będą się zsuwać, ale wpadłam na pomysł, że świetnie rozwiążą ten problem schody-podesty. Wystarczy je zbudować. Przychodziło dwóch mężczyzn, chyba mieli pomóc przy pracach budowlanych, bo czułam, że chcą. Mąż w śnie nie występował, choć wiedziałam, że jest. Obaj ci mężczyźni chcieliby się ze mną związać, choć wyczuwałam swoją i ich lekką nieśmiałość. Ale przychodzili, byli uczynni. Jeden był starszy, a drugi młodszy ode mnie. Był ten starszy, był w piżamie, rozmawialiśmy o czymś. Zauważyłam, że ta piżama jakoś się tak rozchyliła, że był trochę nagi. Udałam, że nie widzę, on się w pewnym momencie spostrzegł, szybko poprawił spodnie, a ja udawałam, że nic nie zauważyłam. Czułam jednak jego zażenowanie. Potem byłam z jakąś dziewczyną, którą ja w śnie znałam i bardzo mi chciała pomóc przy urządzaniu domu. Omawiałyśmy coś, gdy zjawił się ten młodszy mężczyzna. Coś ta dziewczyna mówiła, między innymi, że jestem atrakcyjna. Więc powiedziałam do niej, a pośrednio do tego chłopaka:
-A taki pan Edziu to by mnie chciał?
Ten mężczyzna stał za mną. Poczułam jak mnie obejmuje i przytula dając do zrozumienia, że bardzo by chciał. Roześmiałam się, ale nagle zdałam sobie sprawę, jakie to przyjemne być przytulaną. Ile daje ciepła. I że tak czasem obejmuje mnie mąż. I że temu mężczyźnie bardzo na mnie zależy i potrzebne były słowa zachęty, aby mi to okazać. Z całego snu było dla mnie ważne to odczucie, że jestem otoczona ludźmi, którzy mnie cenią, są mną zainteresowani, chcą pomóc. I że jestem całkowicie akceptowana. I szanowana. I że pociągam też seksualnie.
Sprawdziłam co znaczy imię Edziu pismem dziecka wewnętrznego. Jest to ktoś, kto otacza opieką dom, rodzinę i zwierzęta, czasem jest w dobrym nastroju, czasem złym, słowem jest zmienny w nastrojach.

Kobieta – tleniona blondynka, krótko obcięte włosy, głębokie zmarszczki. 40-46 lat. I mężczyzna – ciemny szatyn. Oboje szczupli. On pilnuje jej. Są razem. Wszystko sprawdza. Ją to denerwuje. Jest zła. Oboje robią sobie na złość. Jest śmieszna scena, kiedy kobieta ma w ręce kubek z wodą, żeby podlać kwiaty, a mężczyzna pełen podejrzeń każe jej pokazać co tam jest. Oboje w końcu taka scena lekko rozśmiesza. Teraz jestem już tą kobietą w tym śnie. Pokazuję mu kwiaty w ogrodzie, którymi zajmowała się ona. Są to przede wszystkim piękne floksy w różnych odcieniach różowego. Prześwieca przez płatki słońce. W ogóle w ogrodzie są zwykłe kwiaty : szafirki i pomarańczowe nagietki. Są zadbane. Cieszę się kolorami, wącham kwiaty i podaję mężczyźnie. Widzę, że zapach mu się podoba, rozluźnia się. Staje się spokojny, ośmielony. Najbardziej podobają mu się floksy, są dwa razy wyższe od pozostałych kwiatów. Ten ogród to w sumie jedna, zadbana prostokątna rabata. W śnie zwracam uwagę, że szafirki i nagietki są tej samej wysokości. Podaję mężczyźnie gałązkę floksów. Wiem, że nie tylko kwiaty mu się podobają. Czuję jego sympatię do mnie.


środa, 23 stycznia 2013

Pajęczynka i zamek

Dwa sny z dwóch ostatnich nocy tu zapisuję. Trzeci sen, nie mój, ale najmłodszego, nie mogę. Opowiedział mi go, ale zastrzegł sobie bym go nie publikowała. Szkoda, bo takiego fantastycznego snu to ja po prostu nie słyszałam. Gotowy materiał na film. Dobry film. 
Obudziłam się w nocy i byłam pod wrażeniem snu i wiedziałam, że muszę sen zapisać, bo rano już nie będę go pamiętała. Wstałam, poszłam do pracowni, wzięłam kartkę i długopis i tak to zapisała.
Sny to delikatna materia. Będę pod wrażeniem tego jak łączą i wykorzystują różne elementy by utkać fantastyczną tkaninę.
Sen o koniach i dziecku.
Miałam konia, inni też. Wiem, że był dyszel. Coś odgradzało ode mnie mojego konia. I spotkaliśmy, bo szłam z grupą, taki opuszczony wóz z koniem. I ten  koń każdego gryzł. I mnie także chciał chwycić zębami, ale mój koń tak się ustawiał, by tamten nie mógł mnie dosięgnąć. Tak ustawiał dyszel by mnie odgrodzić, ale w końcu już nie mógł. Musiałam sobie radzić sama z tym niedobrym koniem. To było bardzo męczące.
Tam (w śnie) była jakaś opowieść o pewnej rodzinie. Oni wywodzili się od kogoś znakomitego. Cały ten ród był właśnie taki znakomity i oni się czuli tacy lepsi od innych. ale ten ród już był bardzo nieliczny. Niknął. A oni się temu dziwili. U nich wybór kandydata czy kandydatki na męża czy żonę poprzedzony był długim przyglądaniem i badaniem tej osoby pod względem tego czy nadaje się, czy może wejść do tego rodu. I to było takie, no właśnie: czysta kalkulacja, ani słowa o uczuciach. Tam w ogóle te uczucia pomijano jako coś zbędnego. I w tym rodzie ktoś był taki zamknięty w sobie, smutny. I było dziecko tej osoby, jasny kilkuletni chłopiec. I chyba rozmawiałam z nim o tym koniu? (nie pamiętam) i on połączył coś w swojej główce i poprosił mnie abym poszła do jego rodzica ( to chyba była matka), powiedział: " Bo dotyk rozprasza smutek". Pomyślałam w śnie, że to dziecko jest bardzo mądre. Te słowa były dla mnie bardzo odkrywcze, że aż się obudziłam. Myślałam o tym złośliwym koniu, że to przez to, że nie był czule dotykany. A potem poczułam, że jak tego snu nie zapiszę, to go po następnym obudzeniu nie będę pamiętała. Że sny są zbudowane z różnej materii. Jedna jest nie do zdarcia, pamięta się sen przez całe życie. Inne są tak delikatne jak pajęczynka i że byle co potrafi ją porwać. Więc trzeba takie sny szybko utrwalać na papierze. Jak zdjęcia.
Ostatniej nocy miałam sen o zamku.
Miałam dom, a raczej go budowałam, bo był częściowo zbudowany. A może raczej to była przebudowa z remontem? W okolicy też ktoś robił to co ja: przebudowywał dom. Ta okolica jest mi znana z realnego świata. I poszłam zobaczyć i byłam i zdziwiona i nie bardzo mi się ten pomysł podobał. Ten ktoś miał spore fundusze. I na dole miał zrobione mieszkanie dla siebie i takie pomieszczenia z grami dla dzieci. Jakieś huśtawki, zjeżdżalnie, pojemniki z piłeczkami. Byłam z najstarszym synem, który w śnie miał 6 lat i był bardzo szczęśliwy, radosny mogąc się tam bawić. Górę tego budynku stanowił zamek. Był z wieloma wieżyczkami i bardzo, bardzo wysoki. Widziałam go z pewnej perspektywy jak niemal sięgał chmur, taki był lekko zamglony. Był taki bajkowy, w pastelowych kolorach: niebieski, kremowy, żółty, różowy. Kolorowy. Wpierw to wydawało mi się takie głupie, nie na miejscu, by dom przerabiać na takie coś, ale potem kilkakrotnie spoglądałam na ten zamek i coraz bardziej mi się podobał.  I wiedziałam, że ten człowiek całkiem dobrze prosperuje. Na dole jest ten niby plac zabaw dla dzieci, który daje profity, a ze szczytu tego zamku rozpościera się piękny widok i dorośli mają z tego frajdę, chętnie wykupują wejściówki by podziwiać  z góry piękną panoramę. W śnie rozmawiałam z synem tego gospodarza. Miał około 20 lat i to on mnie zaprosił.

wtorek, 1 stycznia 2013

Wyratowany

Niedawno miałam sen, który zapadł  we mnie głęboko i prawdę mówiąc cały czas mi w myślach towarzyszy. Prosiłam też córkę by mi pewne sprawy z nim związane naświetliła. Na zasadnicze moje pytanie znam odpowiedź. A oto sen:
Dostrzegam konia, który wpadł do bardzo głębokiego rowu, takiej koleiny wypełnianej grząskim błotem. Widać tylko przednie nogi i szyje z głową zwierzęcia. Jego przerażone oczy. Szarpie się z całych sił by się wydostać, ale nie ma szans. Nikt nie zwraca uwagi na to, jedynie ja przez chwilę obserwuję te zmagania, a potem już zajęta jestem czymś innym. Ta sytuacja się powtarza, w pewnym momencie koń cały zanurza się w błocie, ale udaje mu się wypłynąć i znowu bezskutecznie się szarpie. Nawet przemyka mi przez głowę myśl, że lepiej by jak najszybciej skończyła się dla niego ta gehenna, że ta wola przetrwania i siła przedłuża męczarnię i wtedy się budzę. Pierwsze to jestem zaskoczona, że nic w tym śnię nie robię by ratować tego pięknego konia, ten brak zaangażowania jakbym nie umiała czy też nie wierzyła, że coś można zrobić. Wiem, że trzeba zorganizować pomoc, bo sam sobie nie poradzi. Wracam do snu, jestem świadoma, śnię świadomie. Pojawia się helikopter z przeszkoloną załogą. Jest gruba, żółta lina, uprząż czerwona i niebieskoszare pasy. Wiem, że ta gęsta topiel jest niebezpieczna dla ludzi, trzeba jednak założyć na konia te pasy. Zastanawiam się jak to zrobić.
W necie szukałam zdjęcia, które pokazywałoby konia w topieli. I znalazłam film z Australii. Prawdziwą historię.

Tyle, że mój koń  miał ciemniejszą sierść. I nie był spokojny, walczył, i nie miał przy sobie nikogo, kto by go wspierał. Umieszczam link do strony,  bo chcę by historia z mojego snu skończyła się dobrze, wyratowaniem zwierzęcia. 
Rdzenni mieszkańcy Australii Aborygeni uważają, że jawa i sen mają wspólne ścieżki. Ja to wiem i w to wierzę.
http://annamariacom.blogspot.com/2012/02/brave-mother-saves-horse.html
A to film:

sobota, 12 maja 2012

Demon i miłość

Nie zdając sobie sprawy z tego, że nie mamy cienia, ogłaszamy, iż ta część naszej osobowości po prostu nie istnieje. A wówczas część ta przechodzi do królestwa nieistnienia, które w ten sposób się powiększa, przybierając niesamowite rozmiary. Jeśli nie potrafimy przyznać, że posiadamy takie cechy, wówczas po prostu karmimy nimi diabła. Ujmując sprawę w kategoriach medycznych stwierdzamy, że każda właściwość psychiczna posiada pewną wartość energetyczną, jeśli zaś uznajemy, iż wartość taka nie występuje, to zamiast niej pojawia się diabeł. Jeśli przepływającą obok naszego domu rzekę uznajemy za nieistniejącą, wówczas woda zaczyna przeciekać, zalewa nasz ogród, a kamienie i piasek pod naszym domem zaczynają się przemieszczać, podmywając mury. (…).
Jeśli pragniemy pozbyć się nieodpowiadających nam cech w ten sposób, że po prostu im zaprzeczymy, wówczas znika nasza świadomość tego, kim właściwie jesteśmy; własnymi ustami stwierdzamy, że nasze istnienie zanika, a diabły, które karmimy własną krwią, coraz bardziej obrastają w sadło.
Objaśnia Jung – Analiza marzeń sennych, seminaria 1928-1930
To tyle Jung, a w "Tybetańskiej księdze życia i umierania"   Sogial Rinpocze przytacza słowa Szantidewy i pisze dalej:
Skoro wszelkie zło,
Lęki i cierpienia tego świata
Wyrastają z lgnięcia do własnego ja,
Na cóż mi ów wielki demon?
 "Wtedy zrodzi się w nas postanowienie, by demona tego, naszego największego wroga, zniszczy. Wraz z jego śmiercią znikną wszystkie przyczyny cierpienia i rozbłyśnie nasza prawdziwa natura- w całym przepychu swej przestrzeni i dynamicznej szczodrości. Nie ma większego sojusznika w walce ze śmiertelnym wrogiem lgnięcia do własnego ja niż praktyka współczucia".
 Tia..... No właśnie: na cóż ten wielki demon? t A tak w ogóle to demon źle się kojarzy, a anioł? Może ten demon to ten sam anioł tylko wściekły? W szale? Bez rozeznania? Działający na oślep? 
To może  współczucie dla tego diabła, od tego zacząć. Jeśli już tak ćwiczyć się w tej miłości;). A konkretnie to :
Poznać i zrozumie, a nie walczyć i niszczyć. Wtedy może całkiem ciekawej odpowiedzi się człowiek doczeka, na to pytanie: Na cóż mi ten wielki demon?:)
Przypomnę sen Kamila:
Sen o pięknym koniu

Byłem zwierzęciem. Byliśmy my, czyli zwierzęta na wolności. Było nas dużo różnych gatunków. Bardzo długo tak żyliśmy. Nagle przyjechali ludzie i zaczęli nas dawać do klatek. Były one ułożone jedna na drugiej.  I ja byłem w klatce z moją rodziną. Nie byliśmy wtedy jednym gatunkiem. Byliśmy różni. Mieliśmy najmłodszego braciszka i to był chyba miś. I mama spytała się tych ludzi, czy może zejść po tych klatkach, bo musi się napić. I pozwolono jej. Naprawdę ona chciała uciec. Ale nie sama. Wzięła nas i zaczęliśmy schodzić. Klatki były na świeżym powietrzu. Ale coś się działo, nie wiem co i musieliśmy wrócić. Weszliśmy z powrotem do klatek. Mama chciała  pójść z innej strony, ale było zbyt stromo. Tu pojawił mi się obraz, że jesteśmy żółwiami i stoimy jeden na drugim. Mama powiedziała, że to jest zbyt ryzykowne i mały nie chciał iść. Wszystkich nie mogła wziąć i poszliśmy w trójkę, jak te żółwiki piętrowo na mamie, a najmłodszy został. To była prawdziwa ucieczka. Większość zwierząt uciekła, część została.

Uciekliśmy na działki, ale były dzikie, opuszczone przez ludzi. Opuścili ten teren, wygnani przez tych, co wcześniej nas złapali. Byliśmy tam kilka lat. Papugi powiedziały mi o skarbie, który jest w takim starym zameczku, zarośniętym jak w dżungli. Przyszedł do mnie pewien mężczyzna i chciał żebym mu pomógł zdobyć ten skarb. Ja się zgodziłem i znaleźliśmy ten skarb. Nagle zrozumiałem, że coś jest bardzo niebezpiecznego w tym domu i uciekłem zostawiając tego człowieka. Ten mężczyzna już stamtąd nie wyszedł. To chyba była pułapka.

Przeżyliśmy parę lat na tych działkach i postanowiliśmy wrócić. Coraz mniej przypominaliśmy zwierzęta, a coraz bardziej ludzi. Wróciliśmy do tych klatek, ale nie byliśmy w klatkach. Nie miałem żadnego uczucia, po prostu znudziło się nam i postanowiliśmy wrócić. Inne zwierzęta też wracały. Te zwierzęta, co nie uciekły i były w klatkach, zostały sprzedane. I zostało tylko jedno zwierzę. Nikt go nie chciał kupić. To był właśnie nasz brat. Był to piękny czarny koń z piękną grzywą. Był dziki. Był naszym bratem, ale o tym nie wiedział.  Ludzie go zwali Błyskawicą. Był piękny, ale nie dał się oswoić. Tylko ja pamiętałem i wiedziałem, że to nasz brat. Miałem wyrzuty sumienia, że go zostawiliśmy.
I cudowny sen, którym na komentarzu podzieliła się ze wszystkimi Kundzia:
kiedy przeczytalam Twój wpis, nie wiedziec czemu przypomniał mi się jeden sen: jestem w swoim mieszkaniu i szukam czegoś czym będę mogła się bronic przed BESTIĄ. Czekałąm na tę niby bestię wiedziałam ze się zbliza kiedy się pojawiła, najpierw gonił(a) mnie po domu.Chowałam się w róznych miejscach dziwnych, az postanowiłam uciec na balkon, na przeciwko stoi blok tez z balkonami, wtedy ku mojemu zdumieniu zauwazyłam ze neimal na kazdym balkonie siedzi oswojone stworzenie-smok, włochacz czy wilkołak, ludzie stawiali im miski z woda i jedzeniem, ktos swojego potwora czesał, a kto inny uczył go podawac łapę....byłam zszkokowana i zaskoczona, obudziłąm sie w momencie gdy otwierały się drzwi balkonu. Wstyd się przyznac ale oglądając trenera smoków miałam w niektórych momentach łzy w oczach.
Pozdrawiam Cię Mirabelko...przesyłam całuski i światełko.

~Kundzia (kolowa pucharow), 2010-06-14 07:46
Ostatnio wyjechałam za miasto z mężem i najmłodszym synem. Pogoda dopisała i atmosfera też. Miałam ze sobą książkę Hanny Krall. Zapytałam czy mogę im przeczytać "Dybuka", a potem spytałam syna co myśli o naszym dawnym spotkaniu z dybukiem. Trzeba przyznać, że od kilku lat syn odciął się od pewnych spraw i odnosiłam wrażenie, że nie chce o tym rozmawiać, bo ani nie podejmował sam rozmów, a ewentualne ignorował. Tym razem jednak odrzekł, że praktycznie nic nie pamięta i żebym przypomniała mu, co wtedy się wydarzyło... Słuchał z zainteresowaniem, czasem coś, jakiś urywek sobie przypominał, czasem było to jedynie uczucie, a gdy w pewnym momencie przerwałam opowieść, bo akurat trzeba było zająć się zdejmowaniem upieczonych kiełbasek z ogniska, ze zniecierpliwieniem oczekiwał na ciąg dalszy historii. Gdy skończyłam i powiedziałam, że chciałabym to opublikować na blogu, ale się waham, bo sprawa jest i delikatna, i dotyczy wielu osób. Odrzekł, że najlepiej byłoby, abym napisała o tym książkę, a on chętnie ją zilustruje. Dawno o tym myślałam, a Canada w piękny sposób zainspirowała mnie do tego, dowodząc niezbicie, że pomysł mama pisze a dziecko ilustruje potrafi się wspaniale sprawdzić. Ale dla mnie w tym wszystkim najważniejsze było, że syn się otwarł, że reakcja męża już nie była taka jak dawniej. Była ciekawość. Pojawiło się zrozumienie, ufność, aprobata. Strach i niechęć gdzieś znikły. Fajnie…Po prostu fajnie. Rozmawiałam potem o dziecku wewnętrznym, które zamieszkuje splot słoneczny, a potem o mieszkańcu czakry korzenia, którego najczęściej widzi się pod postacią zwierzęcia: psa, konia, ptaka, węża, jaszczurki itd. 
I spytałam Kamila czy pamięta jak z tymi istotami rozmawiał, jak je malował? Pamiętał niektóre wydarzenia, choć upłynęło sporo czasu. Szczególnie jeden z tych demonów utkwił w jego i mojej pamięci, miał na imię Pik. Polubiłam go choć z początku było bardzo trudno, bardzo. Jest taka scena w Avatarze, gdy Jake Sully ma na Pandorze jako avatar dosiąść ni to ptaka ni smoka. Pyta jak pozna, który to jego. Dostaje odpowiedź, że to ten, który zechce go zabić. Tak właśnie jest z demonami, że początki znajomości są bardzo trudne. Mojego demona  Kamil kiedyś narysował. Przypominał ptaka, choć skrzydła nie pozwalały wznieś mu się w powietrze, to jednak nawet spadając z największej wysokość nigdy nie doznawał uszczerbku, a umiał sobie poradzić. Wtedy okazywało się, że potrafi posłużyć się skrzydłami. Czasem wyobrażam go sobie pod postacią konia. Albo psa.
Jest nieufny, bardzo łatwo go zranić, ale kiedy w końcu uwierzy i zaufa jest najradośniejszą istotą na świecie.  
Kiedy współgra czakra korzenia i splotu słonecznego to wspaniale zaczyna funkcjonować czakra sakralna i wtedy człowiek staje się pełen twórczych możliwości. A pomarańczowy to wszak kolor przyjaźni.
W starym czasopiśmie National Geographic przeczytałam krótki artykuł, który chyba najlepiej oddaje idee tego jak czuję to wszystko. Otóż jest dziki koń mongolski zwany takhi, który praktycznie wyginął w 1969 roku. To inaczej koń Przewalskiego, jedyny dziko żyjący koń. Władze Mongolii objęły ochroną takhi. We współpracy z ogrodami zoologicznymi na świecie udało się odbudować populację tych zwierząt. W 1992 wypuszczono około 200 osobników na wolność. Jeden z członków Międzynarodowej Grupy Miłośników Koni Przewalskiego mówi: To zdumiewające, jak szybko się adoptują. Pierwsza zima była surowa, mimo to poprawił się wygląd zwierząt. To prawdziwe święto, kiedy wypuszczamy je na wolność. Każdy chce być tym, który otwiera im bramę.
Charles C. Finn - Nie pozwól abym cię zwiódł

Nie pozwól abym cię zwiódł
Niech nie zwiedzie cię moja twarz.
Noszę bowiem tysiąc masek - masek, których boję się zdjąć,
a żadna z nich nie jest mną.

Udawanie jest sztuką, która stała się moją drugą naturą.
Ale ty nie daj się oszukać.
Zaklinam cię na Boga, nie pozwól się oszukać.


Sprawiam wrażenie, że jestem pewny siebie,
Że jestem radosny i nie mam problemów,
Ani na zewnątrz, ani w środku mnie,
Że pewnoć siebie jest moim imieniem, a opanowanie moją zabawą,
Że wody są spokojne, a ja panuję nad wszystkim
I że nikogo nie potrzebuję.

Ale nie wierz mi, proszę.
Z wierzchu moja dusza wydaje się gładka,
ale ta powierzchnia jest moją maską,
która wciąż się zmienia i bezustannie skrywa wnętrze.

W środku jednak nie ma ukojenia.
W środku ukrywa się mój umysł - zagubiony, zalękły, samotny.
Ale ja to ukrywam.
Nie chcę, żeby ktokolwiek wiedział.
Przeraża mnie myśl, że moja bezsiła i strach zostaną odkryte.

To dlatego szaleńczo tworzę swoje maski by się za nimi skryć;
Nonszalancka, wymyślna fasada,
Która pomaga mi udawać - chroni mnie przed spojrzeniem,
które Wie.

Ale takie spojrzenie jest moim wybawieniem.
Moim jedynym wybawieniem. I gdzieś, głęboko, ja to wiem.
Jest tak, jeśli podąża za tym akceptacja, jeśli podąża za tym miłość.

To jest jedyna rzecz, która upewni mnie w tym,
w czym ja upewniam siebie -
Że jestem czegoś wart.

Ale ja tobie tego nie mówię. Nie śmiem. Obawiam się tego.
Obawiam się, że z twoim spojrzeniem nie przyjdzie akceptacja i miłość.
Boję się, że będziesz mi miała za złe, że będziesz się ze mnie śmiać,
I że zobaczysz moje wnętrze i mnie odrzucisz.
Tak więc gram moją grę - w desperacji.
Z maską pewności siebie na zewnątrz i drżącym dziecięciem wewnątrz.

I tak zaczyna się parada masek, a moje życie staje się linią frontu.
Mówię do ciebie o niczym, słodkim tonem płytkiej pogawędki.
Mówię wszystko, ale to wszystko jest niczym,
Gdyż nie mówię nic, co byłoby wszystkim,
Nie mówię o tym, jak coś wewnątrz mnie roni łzy;
Więc kiedy zaczynam moją grę, nie daj się oszukać moim słowom.
Posłuchaj uważnie i spróbuj usłyszeć to, czego nie mówię.
Co chciałbym być w mocy powiedzieć,
Co muszę powiedzieć, aby przetrwać, ale powiedzieć nie mogę.
Nie chcę się ukrywać, naprawdę!
Nie chcę tej gry zewnętrznych złudzeń, którą gram - gry pozowania.

Chciałbym raczej być szczery i spontaniczny - być sobą,
Ale musisz mi pomóc. Musisz wyciągnąć do mnie rękę,
Nawet jeśli zdaje ci się, że to jest ostatnia rzecz jaką chcę.
Tylko ty możesz zerwać z moich oczu
tą zabójczą kurtynę duszącej śmierci.
Tylko ty możesz przywołać mnie do życia.

Za każdym razem kiedy próbujesz zrozumieć,
i dlatego że naprawdę tak chcesz,
Mojemu sercu rosną skrzydła - bardzo małe skrzydła,
kruche, ale jednak skrzydła.
Z twoją czułością i współczuciem i twoją mocą zrozumienia
Możesz tchnąć we mnie życie.
Chcę żebyś to wiedziała.
Chcę żebyś wiedziała jak jesteś dla mnie ważna,
Jak możesz, jeśli zechcesz, być stwórcą osoby, którą jestem.


Błagam cię - chciej to zrobić. Tylko ty możesz zburzyć ten mur
Za którym ja drżę; tylko ty możesz zdjąć moją maskę.
Tylko ty możesz uwolnić mnie od mrocznego świata paniki i niepewności,
Od mojej samotnej osoby.
Nie omiń mnie obojętnie.
Proszę... nie omijaj mnie obojętnie.

To nie będzie dla ciebie łatwe;
Długie skazanie na bezwartościowość tworzy grube mury.
Czym bardziej się do mnie przybliżysz,
tym mocniej będę walczyć w zaślepieniu.

Gdyż walczę przeciwko tej samej rzeczy, za którą tęsknię.
Ale mówią, że miłość jest silniejsza nisz mury,
a w tym moja cała nadzieja.
Spróbuj, proszę, zburzyć te mury stanowczymi dłońmi,
Ale muszą być one łagodne,
bo dziecko w środku jest bardzo wrażliwe.


  

sobota, 4 lutego 2012

Dobra inwentaryzacja snów

Czytam:
Głównym celem inwentaryzacji jest ustalenie rzeczywistego stanu aktywów i pasywów. W szczególności sprowadza się to do:
1.uzgodnienia zapisów księgowych ze stanem rzeczywistym,
2.rozliczenia osób materialnie odpowiedzialnych za powierzony im majątek,
3.dokonania oceny przydatności gospodarczej składników majątku objętych spisem,
4.przeciwdziałania stwierdzonym w czasie spisu nieprawidłowościom w gospodarce składnikami majątku (nadmierna ilość, niechodliwość).
Mój bilans:  stan rzeczywisty był w snach już siedem lat (a nawet czterdzieści siedem) dokładnie znany, 
osób nie rozliczam, a jedynie dziękuję za podzielenie się snami,
nie stwierdzam nieprzydatnego żadnego składnika majątku snowego, 
zaś stwierdzić mogę, że brak towaru niechodliwego i nie ma żadnych nieprawidłowości.

Tu zostawiam zaś na koniec bilansu: sen - drogowskaz-przepowiednia, który przyśnił mi się kilka lat temu:
Idę przez jakieś wysokie trawy. Obie ręce mam zajęte, bo trzymam do piersi przytulone gąsiątko. 
Jest mglisto i szaro, noc. Trawy są tak wysokie i gęste, że z trudnością udaje mi się przez nie przedzierać, aż bolą mnie ręce. Mam je zajęte bo  ochraniam pisklę, a ramionami rozdzieram trawy. W pewnym momencie, gdy już jestem na jakiejś polanie, atakuje mnie dziki, biały koń. Próbuję się jakoś bronić, on staje dęba, jest wściekły. Wtedy pojawia się chłopak i to na niego rzuca się zwierzę. Ja postanawiam chronić gąsiątko, a tego chłopaka, choć mi go szkoda, chcę pozostawić na pastwę konia. Ale w pewnym momencie widzę, że chłopak ma w rękach koniec sznura, na którym jest koń. Zatrzymuję się i pomagam chłopakowi uporać się z wściekle atakującym czworonogiem. Teraz jesteśmy ja i ten chłopak razem. Trzymamy się za ręce i idziemy przez jakieś łąki, trawy, ale już nie tak wysokie. Pojawia się mój pies  Dobra, czarna suka. Towarzyszy nam. Nagle widzę jak wypada na nas sfora obcych psów, choć wyglądem przypominają mojego. Też są czarne. Mój pies, mimo że jeden, dzielnie nas broni przed zgrają. Wiem, że sobie poradzi. Budzę się.
Moja Dobra

niedziela, 22 stycznia 2012