Leczenie się ze współuzależnienia bardzo przypomina proces dojrzewania. 

wtorek, 29 marca 2016

Becik

Sen sprzed trzech dni. 
Opiekowałam się niemowlęciem. Miało jakieś pół roku i chyba był to chłopiec. Było ubrane w kombinezon, ale uważałam, że to za mało by ochronić je przed zimnem, tym bardziej że  ubranko było dość cienkie. Miałam do dyspozycji porządny koc i zastanawiam się jak najlepiej owinąć nim dziecko. Oczami wyobraźni widziałam taką kopertę-becik. W śnie bardzo dbałam o to dziecko, choć nie było ono moje.

piątek, 25 marca 2016

Radość

Kiedy na torcie zdmuchiwałam świeczkę, to miałam jedno życzenie: Odzyskać radość życia. Prosząc o podpowiedź jak, dostałam to:
Boskie poczucie humoru bywa urokliwe.

Plany

Mam plany, zgrabnie ułożone jak kawałki puzzli. I tylko lekko płoszy to wszystko myśl, że w tamtym roku też tak zgrabnie wszystko poukładałam i jedna sekunda ze źle podjętą decyzją wszystko to zniszczyła, cały misterny plan. (Zaś z jej skutkami możliwe, że będę się borykać do końca życia.) Zatem wpierw morze, kochany Bałtyk. Po obejrzeniu filmiku z pobytu przyjaciółki nad Indyjskim Oceanem, jeszcze bardziej stał mi się bliski. Tamta plaża ze spacerującymi krowami i te wysokie, silne fale przy samym brzegu nawet przy pięknej pogodzie, nie wzbudziły mego entuzjazmu, a wręcz odrzuciły od tamtej wielkiej wody. Nasza  jeszcze bardziej zyskała w moich oczach. Zatem skoro poczułam, że bardzo muszem nad morze, to dość gładko to załatwiłam. Koniec czerwca do połowy lipca. Potem, hm... aquapark, zoo, botanic garden, a w sierpniu Ciechocinek i może parę wyjazdów za miasto.

poniedziałek, 21 marca 2016

Szczoteczka

Sen sprzed kilku dni. Chyba mam myć zęby, patrzę na moją szczoteczkę do zębów i słyszę głos, chyba córki, który informuje mnie, że mój mąż korzysta z mojej szczoteczki. Tam na niej zawsze zostaje po moim myciu trochę pasty do zębów i on to wykorzystuje. Nie przeszkadzało mi to w śnie i zdawało się w porządku.

Sny wleniowe 2

No tak... trzeba nadrobić zaległości snowe, jakoś nie specjalnie mi się chce.  Nie chcem ale muszem.
Wleń 
13-14 stycznia 2016
Czerwone owady
Czerwone larwy jakiś robaków. Zastanawiam się jak ich  pozbyć. Potem dojrzały ciemnoczerwonej barwy owad, trochę jak połączenie ważki z szarańczą, leci prosto na mnie. Odganiam go od twarzy, czuję go we włosach, gwałtownym ruchem ręki chcę się go pozbyć. Budzę się. Boli mnie noga. Piecze. Jest gorąca. Nie mogę trzymać jej pod kołdrą, choć poprzedniej nocy wszystko było okej. Robię zimny okład na to rozpalone miejsce i dopiero wtedy mogę zasnąć.
14-15 stycznia 2016
Pamiętam jedynie fragment snu. Ja i mąż mamy remontować mieszkanie. Czuję u niego chęć i zapał. Jedziemy do sklepu po materiały budowlane. Dostrzegam jak bardzo dziwne jest niebo nad miastem. Kolor intensywnej żółci, pomarańczy. Są też jakieś łuny. To gdzieś niedaleko jest atak, toczy się wojna. Ale to jeszcze do nas nie dotarło. Jest spokój, a ludzie są nieświadomi zbliżającego się zagrożenia. Widzę na niebie jakby poziome trąby powietrzne. Mam świadomość, że to dobrze że będziemy mieć te materiały budowlane, bo teraz to wszystko jest dostępne, bez trudu można kupić, potem już tak nie będzie. A my, w razie uszkodzeń naszego domu, będziemy mogli to naprawić. Widzę męża jak daje do sklepowego wózka spore ilości worków. To chyba cement, albo jakaś zaprawa. Wiem, że będzie to potrzebne.
18-19 stycznia 2016
Pisklaki
Śniłam, że jestem u kogoś przed domem. Idąc nadepnęłam na coś. Tak mi się przynajmniej wydawało. Wpierw zobaczyłam rozdeptane pisklę. Poczułam się okropnie, ale okazało się to nieprawdą. To były dwa pisklaki już wyrośnięte. Były całe i żywe. Jeden trochę większy. Nie uciekały. Patrzyły dużymi oczyma. Były jeszcze takie nieforemne, niemal brzydkie. Pogłaskałam większego po główce i zadałam takie retoryczne pytanie trochę w powietrze, trochę do córki: 
-No i co ja mam zrobić? 
Wiedziałam przy tym, że nie zostaje mi nic innego jak zająć się tymi ptaszkami.
19-20 stycznia 2016
Zupa
Fragment snu. jestem zła taka... głęboko zraniona, bo mąż kolejny raz zachował się niewłaściwie. Widzę jak wlał do jakiegoś plastikowego naczynia zupę-krupnik, który ugotowałam. Po pierwsze to ten pojemnik się do tego kompletnie nie nadawał. Zupa wyciekła i pobrudziła torbę. Po drugie to nie zapytał się mnie co z tą zupą chcę zrobić, tylko sam podjął decyzję. Nietrafną. Patrzyłam na niego, takiego naburmuszonego, wycofanego. Widziałam też jak w takim niedużym gąsiorku jak na wino, jest ta zupa, tam ją trzyma.
Ten nastrój takiego złego humoru, takiego ciężaru, towarzyszył mi po przebudzeniu i w ciągu dnia. Potem zadzwoniła przyjaciółka z propozycja uczestnictwa w ostatkach, to miała być potańcówka w karnawale. Zgodziłam się i jeszcze zadzwoniłam do męża czy też ze mną pójdzie. I wtedy to poczułam, to jego wycofanie, niezadowolenie, niechęć. Ta jego gra "byle moja chata z kraja".