Leczenie się ze współuzależnienia bardzo przypomina proces dojrzewania. 
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alice Miller. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alice Miller. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 stycznia 2016

Sprzymierzeńcy

Czytam książki Alice Miller. O trudnym dzieciństwie, mechanizmach obronnych i o tym jaki to ma wpływ na dorosłe życie i na historię ludzkości. Jest  mowa też o  tym jak ważne jest znalezienie kogoś, kto zrozumie co przeszliśmy i pomoże uporządkować przeszłość. Nazwać sprawy po imieniu. Pomoże uleczyć duszę i zachować w nas to, z czym przyszliśmy na tę Ziemię - zdolnością do miłości do siebie. Autorka nazywa taką osobę empatycznym świadkiem.
Znalazłam sen, nie wiem czyj, ale stanowi jakby symboliczny przekaz, kwintesencję tego o czym Miller pisze.
"Niebo i skały ciągnące się aż po horyzont, a gdzieś na tym pustkowiu
Mały chłopczyk ściskający kurczowo w swoich niewielkich dłoniach, krótką zieloną łodyżkę zakończoną niewielkim pąkiem. Gdy otworzył dłoń i spojrzał, jedyną jego myślą było skąd wziąć wodę. Zaczął iść przed siebie w nadziei, że jednak znajdzie wodę pośród tej skalistej pustyni i uda mu się uratować Kwiat.
W pewnej odległości pomiędzy skałami, dostrzegł kilka kropel, które były ułożone wzdłuż ścieżki. Podbiegł do nich, nachylił nad nimi jeszcze zieloną łodyżkę, a mały pączek wypił tych kilka życiodajnych kropel. Potrzeba było więcej, a przeciwności narastały, pojawiły się toczące brunatne kule, które chciały zrobić wszystko aby przeszkodzić chłopcu.
W tym momencie okazało się że nie jest sam i znikąd pojawili się sprzymierzeńcy, stanęli na drodze przeciwników i walczyli z nimi, by nasz bohater mógł iść dalej. Jeszcze kilka razy napotkał niewielkie skupiska kropel, dodawało mu to otuchy że jednak się uda. Kule robiły co mogły, ale nie na wiele im się to zdało, chłopiec dziwił się że ktoś mu pomaga, że nie jest sam i może liczyć na tak ogromną pomoc.
Gdy doszedł do niewielkiego wzniesienia, znalazł tam kolejną oazę kropel, nagle stał się mały cud, Kwiat gwałtownie zaczął rosnąć i rozkwitać. Pełen kolorów, błyszczący od kropel wody, był niczym esencją życia pośród pustynnych skał.
Tu też pojawiły się nieoczekiwane podpowiedzi, chłopiec nauczył się jak pielęgnować Kwiat i że powinien zaprzyjaźnić się z Pszczołą.
Chłopiec wciąż uczy się nowych rzeczy…"


niedziela, 26 grudnia 2010

Twórczość a dzieciństwo

Skończyłam książkę "Bunt ciała"  Alice Miller. I tu zostawiam ciekawy fragment. Tak sobie myślę, że nie tylko wielcy pisarze, ale także autorzy blogów, próbują uporać się z pewnymi własnymi problemami, ale przenoszą je nieświadomie na zupełnie inną kanwę. 
 "Jak widać wyraźnie, ludzie ci za przywiązanie do swoich rodziców zapłacili ciężką chorobą, przedwczesną śmiercią lub samobójstwem. Ubarwiana przez nich historia własnego dzieciństwie stanowiła skrajne przeciwieństwo prawdy zapamiętanej przez ich ciało. Prawdę tę odważyli się przedstawić w swoich dziełach, ale nie mieli odwagi jej sobie uświadomić. Dlatego ich ciało czuło, że nie jest ani rozumiane, ani szanowane. Z ciałem nie można sobie bowiem poradzić za pomocą norm etycznych. Jego funkcje, takie jak oddychanie, krążenie krwi czy trawienie reagują na to, co przeżywamy, nie zaś na nakazy moralne. Ciało trzyma się faktów. 
Od czasu, kiedy zajmuję się wpływem dzieciństwa na późniejsze życie człowieka czytuję często dzienniki i listy pisarzy, którymi się szczególnie interesuję. Wielokrotnie znajdowałam w ich wypowiedziach klucz do zrozumienia ich utworów, ich poszukiwań, ich cierpienia, tkwiącego swymi korzeniami w dzieciństwie, którego tragizmu nie potrafili ani odczuć, ani sobie uświadomić. Nutę tego tragizmu udało mi się natomiast odnaleźć w ich dziełach, na przykład u Dostojewskiego, Nietzschego, Rimbauda. Sądziłam, że udało się to także innym czytelnikom. Kiedy zaczęłam jednak czytać biografie pisarzy stwierdziłam, że zawierają one bardzo wiele szczegółów na temat ich życia, ale nie ma w nich słowa o tym, jak radzili sobie z traumatycznymi przeżyciami z dzieciństwa i jakie piętno wycisnęły one na ich życiu. Także podczas rozmów z badaczami literatury stwierdziłam, że są oni w najlepszym wypadku jedynie w bardzo niewielkim stopniu zainteresowani tym problemem. Większość z nich reagowała na moje pytania zażenowaniem, jakby dotyczyły one czegoś nieprzyzwoitego czy wręcz obscenicznego, i unikała dalszej rozmowy.
Jednak nie wszyscy. Niektórzy z nich wykazywali zainteresowanie tym aspektem życia pisarzy i dostarczyli mi niezwykle cennego materiału biograficznego. Był on im wprawdzie znany od dawna, lecz dotychczas uważali go za mało ważny.
Te właśnie powiązania, które większość biografów przeoczyła lub uznała za nieistotne, stanowią główny temat pierwszej części tej książki. Siłą rzeczy ograniczyłam się tylko do tego właśnie aspektu życia pisarzy, o których tam mowa, pomijając inne, równie ważne. Zdaję sobie sprawę, że w związku z tym mogę się spotkać z zarzutem jednostronności lub nawet tendencyjności. Wezmę jednak na siebie to ryzyko, ponieważ nie chcę obarczać czytelnika zbyt wielką liczbą szczegółów, by nie odciągać go od głównego tematu książki, a mianowicie problemu: ciało i moralność.
Żaden z pisarzy, o których mówię, być może z wyjątkiem Kafki, nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo był w dzieciństwie krzywdzony przez rodziców i „nie miał im niczego za złe”, przynajmniej świadomie. Wszyscy oni idealizowali swych rodziców, nie mogli więc skonfrontować ich ze swoją prawdą, ponieważ wyparli ją ze świadomości i nie udało im się jej poznać nawet jako ludziom dorosłym.
Ta nieświadomość stanowi właśnie tragiczny rys ich najczęściej krótkiego życia. Moralność stanęła na przeszkodzie poznaniu rzeczywistości, uniemożliwiła tym zdolnym ponad miarę ludziom poznanie prawdy ich ciała. Mimo że byli orędownikami wolności (Schiller), próbowali przełamywać tabu obyczajowe (Rimbaud i Mishima) lub kanony literackie i estetyczne (Joyce), obowiązujące w ich czasach, nie umieli dostrzec, jakie więzy narzucili im ich rodzice. Także Marcel Proust, który potrafił na wskroś przejrzeć burżuazję, nie umiał dostrzec, jak bardzo cierpiał z powodu swej matki, tak silnie związanej ze swoją klasą. Skoncentrowałam się na tym właśnie aspekcie ich biografii, bo o ile mi wiadomo, nikt jeszcze nic na ten temat nie opublikował." 

sobota, 20 listopada 2010

Wierność prawdziwej historii jako funkcja życiowa

"Ciało często reaguje chorobą na długotrwałe lekceważenie jego ważnych funkcji życiowych. Należy do nich między innymi wierność naszej prawdziwej historii. Dlatego też ta książka zajmuje się przede wszystkim konfliktem między tym, co czujemy i wiemy, co pamięta nasze ciało, a tym co czuć chcemy, aby zadośćuczynić normom moralnym, które przyswoiliśmy sobie we wczesnym dzieciństwie. Okazuje się, że między innymi także jedna z powszechnie uznanych norm, mianowicie nakaz bezwzględnego kochania i szanowania naszych rodziców, bardzo często nie pozwala nam na uświadomienie sobie prawdziwych emocji,  a za ten kompromis nasze ciało płaci chorobą." Tak w "Buncie ciała" pisze Alice Miller