Leczenie się ze współuzależnienia bardzo przypomina proces dojrzewania. 
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jaszczurki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jaszczurki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 kwietnia 2016

Sezon grillowy

To jeszcze było przed Świętami. Znajomy córki spytał ją co dostała czy dostanie na zajączka. Powiedziała, że o tej tradycji dowiedziała się mając 15 lat i żadnych prezentów z okazji Wielkanocy sobie nie dajemy. Zatem był ciekawy jak te Święta obchodzimy i czy w ogóle je obchodzimy. Odpowiedziała, że jak tylko jest ładnie, to spędzamy niedzielę na łonie natury. Ognisko, pieczenie kiełbasek, jakiegoś mięsa, i oczywiście gotowanie jajek. Przez chwilę ten znajomy się zastanawiał, a potem powiedział:
-To nie życzę Ci miłych Świąt, ale udanego otwarcia sezonu grillowego.
Tak sobie myślę, że utrafił w sedno.
Jak było? Ciepło, nawet trochę się opalałam. Jajka, sernik, kiełbaski. Gorąca herbata. Dym z ogniska. Kolorowo, słonecznie, sympatycznie. 



Zajrzałam do kryjówki zimowej małej jaszczurki, którą odkryłam w listopadzie. Dalej spała, choć jej koleżanka wygrzewała się na kawałku papy. 



Porównałam stan nogi. Upłynął prawie rok od wypadku. Nie jest dobrze, nie jest źle. Jest, można powiedzieć,  nieźle. Chcę uwierzyć, że:
Ja jeszcze z wiosną się rozkręcę, Ja jeszcze z wiosną się roztańczę!

wtorek, 31 maja 2011

Jaszczurki, faceci i Mona

To są trzy sny, które śniły mi się jednej nocy pod koniec kwietnia 2008. Przypomniały mi się w związku z pewną sytuacja zaistniałą na jawie obecnie. Sny są o mężczyznach i jaszczurkach i niech tu sobie będą zinwentaryzowane. A ja zaraz kładę się spać...
O młodym mężczyźnie z nadwagą
Rozmawiam z młodym mężczyzną. Ma nadwagę ale w sumie jest dość proporcjonalnie zbudowany. Do tego jest też wysoki, jakieś dwa metry. Ani mi się podoba, ani nie podoba, ot jest miły. Nasze ciała się dotykają. W pewnym momencie zaczynam się lekko o niego ocierać, co widzę sprawia mu przyjemność. Chcę się z nim kochać. Widząc moje podniecenie i gotowość, jest zachwycony i wyraża to werbalnie. Okazuje się to wspaniałym afrodyzjakiem dla niego, gdy widzi autentycznie otwartą i gotową  na seks kobietę.
Sen o jaszczurkach

Chodzę gdzieś po górach. Docieram nad strumień. Jest tam płaski głaz wbity pionowo w dno, gdzieś mojej wysokości. Dostrzegam wpadającą jaszczurkę do wody tuż przy nim. Domyślam się, że wygrzewała się na tym kamieniu i spadła. Nawet zastanawiam się, czy pomóc tej zwince wydostać się z wody, ale widzę, że świetnie pływa i sobie poradzi z wyjściem na brzeg. Kiedy patrzę na głaz, widzę że jest na nim pełno jaszczurek, różnej wielkości i wszystkie korzystają ze słońca. Nagle dostrzegam ogromną, która skrada się upolować którąś z amatorek słonecznej kąpieli. Nie zauważa mnie, a ja jestem od niej jakieś pół metra. Nie mam czasu do stracenia, bo wiem, że ten jaszczur przypominający bardziej miniaturowego dinozaura, zaatakuje mnie, gdy tylko spostrzeże. Postanawiam gwałtownie odskoczyć do tyłu, ale jednocześnie wiem, że są tam chybotliwe kamienie, krzaki i mogę skręcić czy złamać nogę. Jestem w rozterce, ale w końcu skaczę w tył.
Sen o walce
Obserwuję zabawę, niezabawę. Oto są to niby zabawki, ale żywe, które toczą walkę. Dwa takie jakby jaszczurki-dinozaury. Nie bardzo orientuję się o co w tym chodzi. W końcu dociera do mnie, że to brak precyzji tych, co nimi kierują, powoduje, że gra tak dziwnie wygląda. Teraz staję się jedną z tych zabawek. Nie mam kłopotu, aby zablokować przeciwnika, przyciskam nogą jego ogon i jest uziemiony. Teraz to już nie zabawka, ale mężczyzna. Delikatnie muskam mu ucho i szepczę, że po co toczyć walkę, nie lepiej mile spędzić czas. Jest zaskoczony, ale i zaciekawiony. Więc dalej muskam go i pieszczę. Jestem silnie podniecona, on to czuje i sprawdza dotykiem intymne części mojego ciała. Kiedy jest pewny, że nie udaję, rozluźnia się, a ja już go nie blokuję... Znowu przekonuję się, że moje własne podniecenie jest najsilniejszym afrodyzjakiem dla mężczyzny.
 
Co dziwne to w żadnym śnie nie myślę o tym, że jestem mężatką, za to uzmysławiam sobie, że reaguję jak rozbudzony chłopak szesnastolatek. Szybkie podniecenie ciała. I tylko za jego głosem i potrzebami idę. Ci mężczyźni ani mi są znani, ani mi się podobają czy nie podobają, ale jestem wobec nich autentyczna i otwarcie pokazuje swoje potrzeby seksualne. I jeszcze jedno, uczono mnie, że seks jest wyrazem uczuć i to głębokich. Ja zaś zachowuję się w snach trochę jak Mona z "Kociej kołyski" - kocham wszystkich, ale jednocześnie nie angażuję się uczuciowo. Dziwne to dla mnie.

piątek, 25 marca 2011

Oswoić Sobka

 Sen sprzed roku.
Jestem w Ameryce wraz z grupą aktorów. Idę z kimś, to wygląda jak byśmy znajdowali się na Dworcu Głównym. Na podłodze widzę porzucone linijki, gumki i ołówki. Takie drobne przybory szkolne. Podnoszę niektóre i zabieram dla syna. Tym bardziej, że są nowe, a wiem, że jemu się przydadzą. Potem dostrzegam wystawione stoły, a na nich odzież. Tak sobie to leży jakby nikomu nie było potrzebne. Biorę płaszcz z myślą o córce. I jeszcze kilka drobiazgów. I udaję się do wyjścia, spieszę się, ale dowiaduję się, że tych ubrań nie można tak sobie brać, że one są z przeznaczeniem dla biedoty i że jak będę wracać do kraju, to będę mieć duże kłopoty na granicy. Postanawiam sobie, że rzeczy później odniosę, bo teraz spieszę się. Mamy wszyscy zakwaterowanie w jakimś hotelu. Orientuję się, że nie mam swojej torby podróżnej. Nie mogę sobie przypomnieć, co z nią zrobiłam, czy gdzieś oddałam na przechowanie czy zgubiłam. Bardzo jest to dla mnie męczące ten brak pamięci. Odczuwam to jako taką dziurę. W końcu torbę znajduję i udaję się do wyznaczonego pokoju.
Ten pokój to w sumie jedno długi, wąskie, poprzedzielane łóżkami pomieszczenie. To taka metalowa konstrukcja, że jak są potrzebne pokoje, to się tę konstrukcje rozciąga jak harmonię i wtedy powstają ściany i te łóżka i małe szafki. Brak jakichkolwiek wygód. To jest takie dość prymitywne, żadnej intymności. Zauważam, że ktoś z trupy teatralnej jest też z małym około dwuletnim dzieckiem. Ja ruszam na poszukiwanie męża. Znajduję go na samym końcu. Leży na łóżku zadowolony i zrelaksowany, jakieś dwie dziewczyny zabawiają go rozmową. W ogóle na mnie nie zwraca uwagi, nie zauważa mnie. Wpierw mnie to trochę martwi, że jesteśmy rozdzieleni, ale potem dochodzę do wniosku, że to może by pożyteczne doświadczenie taka rozłąka, tym bardziej, że widzę, że mąż nie czuje się z tego powodu nieszczęśliwy, a wręcz jest mu dobrze. Nagle do moich uszu dociera taki odgłos huczenia. Wyglądam przez okno i widzę że pali się cała piwnica sąsiedniego budynku. To w realu jest podobne do budynku w Ogrodzie Botanicznym, gdzie na dole są laboratoria, chyba dla studentów, to zaplecze mieści się w takiej suterynie, okna są na wysokości ziemi. W śnie patrzę przez okno i widzę to pomieszczenie w budynku całe w ogniu, to ten ogień tak huczy. Ale nikt nie zwraca na to uwagę. Dociera do mnie informacja, że to zrobili Cyganie i że tak często robią, to taka ich lokalna tradycyjna, zabawa. Słyszę na sygnale straż, zaraz zagaszą ogień. Na dworze jest już dość ciemno. Orientuję się, że mój mąż gdzieś wyszedł. Biegnę za nim, wołam po imieniu, ale on mnie nie słyszy. Wchodzi w wąską uliczkę między budynkami. Jest widno. To miejsce przypomina mi Ostrów Tumskim. Chce wejść w tę uliczkę by dogoni męża, ale w tym momencie wychodzi z niej mężczyzna w garniturze z głową krokodyla. Wygląda to jak egipskie bóstwo. Nie wchodzę w tę uliczkę, tylko w następną, licząc że uda mi się gdzieś skręci i spotkać męża. Ale ten człowiek z głową gada wchodzi w tę samą uliczkę co ja. Jego wzrok jest taki bezwzględny, zero empatii, ciepła. Czuję i wiem, że ma złe zamiary w stosunku do mnie, że chce mnie zjeść. Boję się, wołam męża, ale nigdzie go nie ma. Uliczką, po tych kocich łbach, biegnie sobie taki dość spory pies, kudłaty, ale nogi ma krótkie. Ma w sobie coś ludzkiego choć to pies. Obecność żywej istoty-świadka nie jest w smak mężczyźnie krokodylowi, chowa się za murem, nie chce być widoczny, nie chce świadków i nie chce żebym się zorientowała, ze idzie za mną. Pies truchtem mija mnie nie zatrzymując się. Podchodzę do takie małej jaszczurki na murze, ale ona jest taka mała, że choć to żywa istota, nie da mi oparcia, krokodyl nie będzie z nią się liczył. Znikąd wsparcia i ratunku. Wołam męża. Cisza. Brak odzewu. Nikogo. A we mnie strach.
Zerknęłam do książki o Egipcie w celu znalezienia tego bóstwa ze snu. Nazywane było Sobek. Dziwne, bo to prawie brzmi jak nazwisko moich rodziców. Taka pierwsza myśl to była, że to prawie nazwisko ojca. Sobek to też ktoś kto jest sam bo kompletnie nie liczy się z innymi. Pozbawiony empatii, bezwzględny.
W Egipcie temu bóstwu oddawano cześć jako życiodajnej sile wody. Cytat z książki: Sobek utożsamiany był z żyjącymi w wodnym środowisku krokodylami, które Egipcjanie uważali za święte. Wśród licznych jego przedstawień umieszczonych na ścianach grobowców i światy odnaleźć można takie, które prezentują go jako postawnego mężczyznę z głową krokodyla.


 Czasem Sobek przybierał także całkowicie postać tego gada z umieszczoną na głowie złotą koroną mającą przypomina o łączących go związkach z bogiem słońca Re. Gdy zaczęto go utożsamiać także z innymi egipskimi bóstwami, wyobrażany bywał jako krokodyl z głową lwa, byka, barana, sokoła lub szakala. 
Ponieważ sen zrobił  na mnie wrażenie, więc sobie tego Sobka jak umiałam oswajałam. No choćby nosząc w torebce zabaweczkę Lego. Tu na zdjęciu na tle karki od blogowej przyjaciółki Canady. Może zaprzyjaźni się pan Sobek z Mikołajem i zacznie rozdawać prezenty?:)