Leczenie się ze współuzależnienia bardzo przypomina proces dojrzewania. 

sobota, 14 kwietnia 2012

Pułapka na drodze i wolość dla kota.

W sobotę przed Wielkanocą pojechaliśmy  za miasto by na ognisku upiec sobie to co dobre na obiad.  Było bardzo wietrznie, zimno. Słowem pogoda nie zachęcała do długiego przebywania na łonie natury.  Młodszy powiedział do mnie, że znalazł jakieś zwierzątko niedaleko i to chyba kot i chyba nie żyje. W spróchniałym drzewie wśród zeszłorocznych liści zwinięty leżał czarny kot. Wyglądał jakby spał, ale jego ciało było nieruchome. Popatrzyłam na zwierzę... potem na drzewo i wtedy ono przypomniało mi sen, który miałam tej nocy.

Idę drogą, taka asfaltówka za miastem, na poboczu drzewa.  Róża gdzieś z przodu i jakby po drugiej stronie? Nie jestem pewna, ale nagle to pobocze drogi jest takie w jednym miejscu zdradliwe,  powierzchnia pochylona w dół, po niej się zsuwam na sam brzeg pobocza i zatrzymuję na drzewie. Jedynie ono nie pozwala na dalsze zsuwanie do głębokiego rowu, ale nie bardzo jest jak się z tej pułapki wydostać, bo okazuje się, że drzewo w dużej części jest spróchniałe, w każdym momencie może zawieść.  Wołam córkę na pomoc, ale ona jest gdzieś dalej i nie bardzo się kwapi  z pomocą, czuję, że jest na coś zła, zdenerwowana. Postanawiam pomóc sobie sama poprzez mocne odepchnięcie się od tego drzewa  by znaleźć się znów na drodze. Jedyny mankament w tym by wybrać w miarę mocne miejsce, które nie jest spróchniałe.
Pułapka tego rodzaju już była w moim śnie, tyle że w domu, a nie na drodze:
Co zaś do kota, czarnego. Kiedyś pewien mały czarny kotek zawitał w moim śnie. To był początek sierpnia 2010.

Nie pamiętam całego snu, ale to było w jakiejś starej kamienicy, coś jak ten pierwszy dom, gdzie jako małe dziecko mieszkałam. Jestem z kimś, chyba z mężem w tym domu na dole, na klatce schodowej jest mały, cały czarny kotek, taki wielkości dłoni. Łapię go, trochę się z nim bawię, nie jest dziki, choć pragnie abym go za bardzo nie męczyła. Jest łatwy do złapania, bo na grzbiecie ma przywiązany dziecięcy plastykowy samochodzik. To taka kolorowa ciężarówka. Z dwa razy bawię się z tym kotkiem, gdy nagle dociera do mnie, że tak jest mu ciężko i że nie bardzo może uciec gdyby chciał, jest łatwy do złapania. To po prostu zniewolenie dla tego małego, kociego dziecka. Biorę kotka na ręce i dokładnie to widzę jak przecinam te sznurki krępujące ciało i trzymające zabawkę.  Chcę by zwierzątko było wolne. Po obudzeniu przychodzi mi do głowy, że to jest jak w tej scenie z „Jak wytresować smoka”, kiedy chłopiec przecina krępujące ciało sznury na ciele smoka. Notabene ten smok przypomina mi czarnego kota.
http://www.youtube.com/watch?v=vJE_6-DS8F4&feature=related

Wkręt

Dla tych co lubią się pośmiać z rana (dostałam link od najmłodszego):

http://www.cda.pl/video/3521070/Genialny-wkret

piątek, 13 kwietnia 2012

Czara goryczy

Sen Róży 4.04.2012 przez nią opowiedziany:

W tym śnie ja tobie opowiadam mój sen a potem ty mi. Ale twojego już nie pamiętam.

Ten w śnie to: ja jestem na obozie, wycieczce czy turnusie (coś w ten deseń).  Już od samego początku  mi się coś zaczyna nie podobać. Czuję się nieswojo. Szybko się wyjaśnia dlaczego, zaraz po przyjeździe mówią nam, że jesteśmy gorsi od innych. Oprowadzają nas po pokojach i te czyste wysprzątane są dla katolików, a dla niewierzących są w nieładzie i mówią, że nie zdążyli i że sami musimy pokoje wysprzątać.  Już od początku w śnie jestem niezadowolona z tej wycieczki, żałuję, że tu jestem.  To z pokojami przelało czarę goryczy, wybucham, zaczynam krzyczeć na tę kobietę: to jest już szczyt, to jest jawna dyskryminacja, że wręcz trudno mi w to uwierzyć. A ona jest zdziwiona i tłumaczy, że przecież to się mogło zdarzyć, że nie zdążyli. A tak w ogóle dlaczego nie jestem katoliczką, i dlaczego ulegam tej tendencji. Ona myśli, że tak jak niektórzy, odeszłam od katolicyzmu, bo taka jest moda wśród młodych.

Mówię do niej, że pochodzę z rodziny która od pokoleń mieszka w Polsce. Mój pradziadek narażał życie na wojnie.  Ani ja nie byłam ochrzczona, ani moja matka, ani mój dziadek.

Ty rozumiesz i popierasz mnie. Potem opowiadasz mi swój sen, którego nie pamiętam, wiem jedynie że opowiadasz też o sytuacji, która budzi twój silny sprzeciw i emocje są w tym twoim śnie takie same.

wtorek, 10 kwietnia 2012

Sposób

Tłumaczenie z niemieckiego:
Co musi zostać powiedziane

 Dlaczego milczę, zbyt długo milczę o tym,
co oczywiste i przećwiczone w grach symulacyjnych,
na których końcu my, którzy przeżyliśmy,
jesteśmy tylko przypisami.

Chodzi o rzekome prawo do uprzedzającego uderzenia,
które mogłoby unicestwić
ujarzmiony przez zarozumialca
i regularnie zmuszany do owacji naród irański,
dlatego że na jego terenie
prawdopodobnie powstaje bomba atomowa.

Ale dlaczego zabraniam sobie
wypowiedzieć nazwę innego kraju,
w którym od lat - choć w tajemnicy -
powiększa się arsenał nuklearny,
lecz poza wszelką kontrolą, bo nikt nie jest do niego
dopuszczany?

Powszechne przemilczanie tego faktu,
które sprowokowało również moje milczenie,
odczuwam jako ciążące kłamstwo
i przymus, którego nie można zlekceważyć
pod groźbą kary;
oskarżenie o "antysemityzm" słyszy się często.

Ale teraz, gdy mój kraj,
raz po raz wzywany i odpytywany
przez własne zbrodnie,
które są nieporównywalne,
wysyła do Izraela z przyczyn wyłącznie ekonomicznych,
choć zręczny język przedstawia to jako zadośćuczynienie,
kolejną łódź podwodną, której specjalnością
jest wystrzeliwanie wszystko pustoszących głowic
tam, gdzie rzekomo istnieje
jedna bomba atomowa
(dowodem na jej istnienie jest tylko obawa)
- teraz mówię to, co musi zostać powiedziane.

Dlaczego do tej pory milczałem?
Bo sądziłem, że moje pochodzenie,
związane z nigdy nie dającą się usunąć skazą,
zabrania mi wypowiedzieć tę oczywistą prawdę
wobec państwa Izrael, wobec którego mam
i będę miał dług wdzięczności.

Dlaczego dopiero teraz, w podeszłym wieku
i u schyłku mojego pisania, mówię,
że mocarstwo atomowe Izrael
zagraża i tak już kruchemu pokojowi na świecie?
Dlatego, że musi zostać powiedziane to,
na co jutro już może będzie za późno;
i dlatego że my, Niemcy, wystarczająco już obciążeni,
moglibyśmy stać się dostawcami zbrodni,
którą łatwo przewidzieć, a więc naszej współwiny
nie dałoby się zamaskować
zwykłymi wymówkami.

I przyznaję: przerywam milczenie,
dlatego, że dość już mam
obłudy zachodu; poza tym można mieć nadzieję,
że wielu wyzwoli się z milczenia,
zmusi sprawcę widocznego niebezpieczeństwa
do rezygnacji z przemocy
i będzie nalegać, by rządy Izraela oraz Iranu
zgodziły się na swobodną i nieprzerwaną kontrolę
izraelskiego arsenału nuklearnego oraz irańskich urządzeń atomowych
przez którąś z międzynarodowych organizacji.

Tylko w ten sposób można pomóc wszystkim,
Izraelczykom i Palestyńczykom,
więcej, wszystkim ludziom żyjącym obok siebie i nienawidzącym się w tym
okupowanym przez szaleństwo regionie,
a w końcu też i nam samym.

4 kwietnia 2012   Günter Grass

niedziela, 1 kwietnia 2012

Śliwki

Mam do napisania chyba najtrudniejszy tekst. List. Bo to ma być taka kropka nad i. Zakończenie czegoś, pewnego etapu. A wyglądało wszystko tak niewesoło. Pomogli przyjaciele, ci z reala i wirtualni. Pomogły bardzo ustawienia, astrologia, psychoterapia, choroby, wizje i sny. Te, która śniły się mi i innym. Zrodziło się zrozumienie, a za nim odpowiednie wnioski i działanie. Coraz mocniej ufam sobie.
Przyjaciółka zobaczyła "śliwki" pod oczami tej osoby, po przeczytaniu ode mnie listu. Przystopowało mnie. Pęcznieje to we mnie nie znajdując ujścia. A przecież inni wypowiedzieli się w moim imieniu, więc...
Psycholog wysłuchawszy moich obaw, powiedziała:
Siniaki pod oczami to nic takiego, wygoją się. 
Kiedy więc TO urodzę, a bezboleśnie się nie da, wszystko inne zda mi się łatwizną...