Leczenie się ze współuzależnienia bardzo przypomina proces dojrzewania. 
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą most. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą most. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 czerwca 2016

Meserszmit

W sobotę i w niedzielę byliśmy z mężem nad Żółtą Wodą, którą nazywamy Meserszmitem. To ludzie nadali tę drugą nazwę, podobno po wojnie przez długi czas leżał w tej wodzie zestrzelony niemiecki samolot Messerschmitt. Po samolocie już dawno śladu nie ma, ale za to udało mi się zobaczyć... bobra. Widziałam wcześniej ślady bytności tych zwierząt, ale może już się wyniosły i żeremia są puste? Zmierzchało, gdy nagle mąż dostrzegł bobra. Chyba płyną z młodym. I niewiele brakowało bym z bliska mogła się przyjrzeć zwierzakowi, ale moja suka mnie ubiegła. Kiedy stałam zaczajona za drzewem, ona mnie wyśledziła, stanęłam nad wodą a bóbr zanurkował i tyle go widziałam. 


Tamtej nocy spałam pod gołym niebem. Od dawna nic mi się nie śniło, a tutaj śniłam aż trzy sny.
Brwi
śnie widziałam dokładnie moje brwi. Były bardzo przerzedzone, króciutkie czarne włoski rosły w dużych odstępach. Nie pamiętam dobrze, ale chyba lewa brew była w gorszym stanie. To wszystko robiło wrażenie jakby ktoś te brwi wyskubał, a one teraz nieśmiało odrastały. Zastanawiałam się co robić. Myślałam, że kiedy będę robić makijaż to je kredką pomaluję sprawiając, że będą wyglądały na gęstsze.
Zakup alkoholu
Jacyś młodzi mężczyźni, można powiedzieć chłopaki, wykonywali u mnie remont mieszkania. Zapytałam co chcą w zamian, a oni oświadczyli że chcą butelkę wódki. Podobno niedawno na rynku pojawiła się bardzo tania a jednocześnie bardzo dobra wódka. I świetnie nadaje się do sporządzania drinków. Zatem chcą takie pół litra. Zgodziłam się i poszłam do sklepu monopolowego. Była w nim kolejka. Wypatrzyłam ostatnią butelkę tego alkoholu na najwyższej półce w samym kącie. Była prawie niewidoczna. Pomyślałam, że została ta wódka wykupiona. Pokazałam sklepowej co chcę, musiała sobie jakoś poradzić by z tego miejsca pod samym sufitem ściągnąć flaszkę. Była z przeźroczystego szkła, wąska, zgrabna.
Wizyta u bardzo znanej osoby
Gdzieś mieszkała bardzo sławna i mądra osoba, takie guru,  dalajlama, mistrz. I ludzie do tej osoby ściągali, ale droga była bardzo trudna. Specjalnie stworzono taki tor przeszkód. Ja wpierw byłam w takiej  nowo wybudowanej szkole  i miałam tam zajęcia na basenie, ale tak ktoś zaprojektował te baseny, bo były trzy,  że trudno było do nich trafić, zwłaszcza za pierwszym razem. I właśnie w tej szkole był ten tor przeszkód do tej znanej osobistości. Widziałam takie półki skalne, po których ludzie się wspinali. Bardzo łatwo było spaść i się zabić. Na końcu był taki most pułapka. Wąski z dziurą. Miałam dość, pamiętałam, że już raz tę drogę przechodziłam, ale teraz powiedziałam sobie koniec z tym. Kazałam takiej niby świcie tej osoby siebie zaanonsować. Powiedziałam jak się nazywam. Bardzo szybko zostałam do niej zaprowadzona, okazało się, że się znamy. Wiedziałam to już wcześniej. Ta kobieta na mój widok się ucieszyła. Przypominała mi D.G. Chwilę pogadałyśmy i ona spytała co zrobiłam z tym co mi poprzednio dała. To były takie złote elementy. Powiedziałam, że zrobiłam kolczyki. I że zaraz jej pokażę. Szybko znalazłam się w domu i zaczęłam szukać tych kolczyków. Miałam ich kilka par, wszystkie przepiękne, ze szczerego złota. Wykwintne, pełne szyku i smaku. Misterna robota. Najlepszy jubiler by się ich nie powstydził a to ja sama je wszystkie zrobiłam. Szczególnie mi zależało by pokazać te, które wykonałam z elementów podarowanych mi przez tę sławną osobę.

niedziela, 10 stycznia 2016

Niedobrze

Najpierw poczułam przenikliwe zimno na wysokości serca. Niedobrze –pomyślałam. Potem nad ranem zaczęłam "chrobotać" - w czasie oddychania wydawałam takie odgłosy jak kot, który mruczy. Niedobrze, niedobrze. Tak zaczynało się szpitalne zapalenie płuc. Poprzedniej nocy miałam sen. Widziałam moje płuca. Całe były rozpalone. I znów rano "chrobotanie". Dzisiaj nad ranem zdecydowane "murmurando". A jutro wyjazd do Wlenia. Zaczynam się bać, jak to będzie. W czasie niedawnej relaksacji widziałam siebie nocą na Moście Pokoju. Refleksy na wodzie od świateł latarni od strony Ostrowa Tumskiego. Po drugiej stronie mój ulubiony piękny Most Grunwaldzki. Dlaczego tutaj, w mieście jestem? 



Odpowiedź sama przyszła. Głos naprowadził, że chodzi o Grunwald. Zwycięstwo nad tym co wydawało się niezwyciężone. Zaś jeśli chodzi o Most, to jego architekt załamał się przed samą generalną próbą na jego, czyli mostu, wytrzymałość, coś w pospiechu sprawdzając, doszedł do wniosku, że się pomylił, że most nie wytrzyma i się zawali. Ten człowiek popełnił samobójstwo. Najciemniej jest przed samym wschodem słońca, nie poddawaj się, przetrzymaj. 


Potem moją uwagę głos skierował na Ostrów Tumski. Przypomniał mi, że ten stary, ponad tysiącletni kompleks budynków uratowano przed powodzią bardzo prostymi metodami - kładzeniem worków z piaskiem. Pomogła wytrwałość i współpraca ludzi. A przecież wydawało się, że to miejsce jest bez szans. 
Nadal jestem pełna obaw... bardzo chcę mu zaufać... w końcu ten głos nigdy mnie nie zawiódł. Mąż i córka przypomnieli mi, że mam w Jeleniej wysiąść na trzecim przystanku. Zapamiętałam już wcześniej jaka to ulica. Mąż się zdziwił, gdy powiedziałam: Obrońców Pokoju. Bo od razu skojarzyłam to z Mostem Pokoju, na którym stałam w wizji na jawie.



sobota, 6 października 2012

Okropny sen

Z 2 na 3 października miałam sen:
Jadę z mężem samochodem.To taki wóz terenowy i mąż prowadzi. Mamy na masce tego wozu jakieś swoje rzeczy i leży tam też małe dziecko zawinięte w kocyk czy becik. To dziewczynka. Wpierw to jakby nasze dziecko, potem to bardziej moja podopieczna. Jedziemy i to że dziecko tak wieziemy zdaje się być czymś normalnym. Zaczyna padać deszcz i martwię się, że to utrudnia jazdę, a potem zaraz myślę o dziecku, że zmoknie i wtedy wjeżdżamy na most. Tuż przed dziecko zsuwa się z maski samochodu i i w tym kocyku turla się w stronę rzeki. Mąż nie zauważa tego zajęty prowadzeniem samochodu i wjeżdża na most, a ja krzyczę, by się zatrzymał i jeszcze w biegu wyskakuję. Chcę jak najszybciej dobiec do dziecka, ale mam na sobie jakiś ciężki płaszcz, który utrudnia mi bieg, próbuję go zrzucić z siebie. Jestem przerażona i w duchu się ganię, że jak mogłam w ogóle tak to dziecko narazić, że przecież powinno być w samochodzie z nami. Boję się o nie i to jest dla mnie wprost nie do zniesienia, ta myśl, że wpadło do wody i się utopiło. I wtedy mam taką wizję-odczucie, że dziecko jest całe, że kocyk je ochronił i zatrzymało się w trawie na brzegu, nie wpadło do rzeki. Obiecuję sobie, że już NIGDY nie  narażę je na niebezpieczeństwo. 
Budzę się i  na głos mówię: Boże!!! Co za okropny sen! Czym budzę męża ze snu.
Potem w ciągu dnia opowiadam sen przyjaciółce, a ona przypomina mi swoją wizję, w której widzi mojego męża  w domu, ale jakby zewnątrz budynku w takiej windzie (balkonie?).
Tutaj zapisuję sen, który dzisiaj (17.01.2013) opowiedział mi rano najmłodszy, ponieważ pragnę sen zapisać, ale jednocześnie ukryć ten zapis. Przeszłość wydaje mi się do tego dobra. A tytuł dość adekwatny.
Widzę jak babcia truje ciebie. Rozkrusza tabletkę i wsypuje do jedzenia, które ty masz jeść. Do tego daje zapach papierosów do kwiatów, aby tata myślał, że palisz i się z tobą rozwiódł. Ja mówię ci o tej tabletce, a babcia tłumaczy, że dodała tylko witaminy i pokazuje taką tabletkę. Ona jest fioletowa. A ja mówię: babciu, tamta była inna, biała. Jest kłótnia, a przychodzi Mikołaj i ...ja już jestem bardziej z nim, nim zainteresowany i trochę jest nam niezręcznie, mi i jemu. Wolałbym aby nie był świadkiem tego co się w domu dziadków rozgrywa.



sobota, 25 sierpnia 2012

Wielki Sen czyli Mały Król i czerwony kwiat

Kiedyś S. napisała mi w komentarzu na starym blogu:.. to są bardzo dawne sny, one wiedzą o różnych przyszłych sprawach na kilkanaście lat naprzód, ale to jest wcześniej niezrozumiałe, kiedy nie ma jeszcze nic rozpoznawalnego...
Przekonałam się, że to tak właśnie jest. Co pozostaje? Zapisywać sny, by kiedyś je zrozumieć i umiejętnie wykorzystać zawarte w nich informacje. Tak utrwalone, w odpowiednim czasie  dadzą o sobie znać. Wtedy gdy nierozpoznawalne da się rozpoznać. Czasem jest tak, że daje się zmienić przyszłość. Coś co zapowiadał sen staje się już nieaktualne, bo wybrać można nową ścieżkę. Coś inaczej ustawić i... nieszczęście może stać się stopniem do szczęścia.
Tutaj umieszczam sen. Wielki Sen. Sporo tu jeszcze moich pytań bez odpowiedzi, ale jedna sprawa znalazła swój finał w postaci właśnie rozpoznania i podjęcia właściwych kroków ku zmianie na lepsze. Uff... udało się coś, co bez zawartych w tym śnie informacji nie byłoby możliwe. To sen mojej córki z sierpnia 2003 roku. Zapis jej opowieści:
Byliśmy na spacerze. Ja, ty i Kamil. Nadciągnęła czarna chmura jak wąż, który nie ma końca. Była nisko, wręcz dotykała dachów. Szybko pobiegliśmy przez most do dużego budynku. Tu były rzeczy o Bazyliszku: zabawki, figurki. Ten budynek był poświęcony smokowi Bazyliszkowi. Zanim weszliśmy to widzieliśmy, że opadła ta chmura na dach, a koniec miała w kominie. W budynku schroniliśmy się i było dużo osób. Ja, Kamil poszliśmy bardziej do środka, a mama została bliżej wyjścia. Później nas zawołała. Nagle okazało się, że Kamila nie ma, nie występuje w śnie. 
Pytasz się mnie o jakieś dobranie leków homeopatycznych, a z podziemi wychodzi babcia. Chciałam zejść do tych podziemi, bo nie wiedziałam co tam jest. Stoję przy ruchomych schodach, które się nie ruszają. Taki pan pokazuje co trzeba zrobić, aby te schody ruszyły. On schodzi, mówi, że to robi od lat. Teraz mówi, że ja mogę zejść. Poślizgnęłam się i wpadłam, ale ten pan mnie wyciągnął. Schody były zakręcone. Mama mnie zawołała i idziemy do domu.
Idziemy przez nowe osiedle. Mama zagląda do biblioteki. W bibliotece Kamil idzie do specjalnych regałów i przynosi książkę mówiąc, że taką książkę mamy w domu. Na okładce był ptak (nasza książka z wierszami dla dzieci z kogutem w czerwonych spodniach na okładce). Książka byłą stara, gruba, z twardą okładką. Mama poszła do tych regałów. Szukałam książek i niektóra mi się podobały. Bibliotekarki powiedziały, że to są regały gdzie trzeba mieć specjalną kartę i co miesiąc płacić za nią duże pieniądze. A my mieliśmy zwykłą kartę i pożyczyłaś z tego zwykłego regału jakieś książki. Wyszliśmy z biblioteki. Idziemy do domu. Na następny dzień zaczyna się tak, że ja jestem w domu Bazyliszka. Mama zostawiła mnie tam samą z częścią mojej klasy. Idę najpierw do tego pana od schodów. Okazuje się, że on kiedyś miał żonę. Byli szczęśliwi i nauczyli się przemieniać w piękne ptaki. I pewnego dnia lecieli obie i strzała trafiła w jego żonę. Odstraszył tego kogoś kto strzelał, ale jego żona już nie żyła. Przywiózł ją do tego domu. Pokazuje mi taką gablotę, w której jest ona jako ptak. On zna się na reiki, homeopatii, dziecku wewnętrznym. Wie to co ja wiem. Idę bo już jest zbiórka klasy. Idziemy do jednego pokoju - takie mini muzeum. Oglądamy figurki. Spotykam tego pana i on podarowuje mi wielki czerwony kwiat złożony z  pięciu płatków. Kwiat jest ogromny.
Później idziemy do kawiarenki. Każdy dostaje herbatę. Jest gorzka i można sobie posłodzić ile się chce. Ja nie słodzę, bo nie lubię cukru. Inni słodzą bardzo dużo. Ewa, kiedy wypiłam 1/2 swojej szklanki, dosypuje mi bez pozwolenia 3 łyżeczki cukru. Ponieważ jestem spragniona, piję jeden łyk ale od razu boli mnie brzuch, odstawiam szklankę. 
Nie przedstawię tu tłumaczenia snu, z resztą sporo tu jeszcze nierozpoznawalnego. 
Na chwilę zatrzymam się przy Bazyliszku. To legendarne stworzenie podobno wykluwało się z jaja złożonego przez 7-letniego koguta.

W śnie jest książka z kogutem na okładce. I to z pewnością starszym kogutem, bo nosi on spodnie:). Bazyliszek wyglądem przypominał ogromną jaszczurkę. Coś niby wąż, coś niby smok. Nazywany był też królem węży,( po łacinie regulus to mały król). Jego oddech miał zabijać, a jego wzrok powodował zamianę w kamienie żyjących. Natomiast jeśli znalazł się śmiałek z lustrem, to mógł uśmiercić gada. Wystarczyło by Bazyliszek dojrzał swoje odbicie w zwierciadle. W śnie jest takie miejsce i czas poświęcony smokowi Bazyliszkowi. A obecnie... mamy Rok Smoka. 

Pamiętam, że kiedy córka skończyła swoją relację ze snu, moje pierwsze pytanie brzmiało: kim jest ten mężczyzna, który daje ci wielki czerwony kwiat?
I pamiętam jej i moje kompletne zaskoczenie, gdy odpowiedziała. Ale to w niczym wtedy nie ułatwiło zrozumienia. Potrzeba było kilku lat by nastąpiło rozpoznanie. 
I udało się zmienić ustawienie (coś jak w ustawieniach Hellingera), tylko to dotyczyło autentycznych ludzi. Mojej rodziny. To dla mnie bardzo ważne i odkrywcze, bo nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że cała moja rodzina gra nie te role co powinna. Kiedy jednak sny naświetliły sytuację, to pierwszą po mnie osobą, która zrozumiała i zrezygnował z grania nie swojej roli,  była moja córka. A to pociągnęło już dalsze zmiany. W końcu każdy "wskoczył" na swoje miejsce.  Nie obyło się oczywiście bez  bólu i złości, ponieważ niektórym zamiana ról bardzo odpowiadała.;)) Co ważne, to taka zamiana ról nie jest czyś rzadkim. To zjawisko udało mi się uchwycić w wielu rodzinach. 
I na koniec jeszcze sprawa podziemi. Hm... jest w psychologii coś takiego co zwie się konfabulacją czyli –
"wspomnienie rzekome – to uzupełnianie luk pamięciowych opowiadaniem historii, które naprawdę nie zdarzyły się. W tych historiach osoba może błędnie określać czas lub miejsce zdarzenia, albo wręcz zmyślać całą historię, a zarazem jest przekonana, że podaje prawdziwe i poprawne dane. Słowo pochodzi od łacińskiego fabulari – mówić, bajać. Konfabulację można traktować jako naturalną czynność umysłu, służącą uzupełnianiu braków wiedzy. (...) Trzeba zaznaczyć, że nie wynika to ze świadomej tendencji do wprowadzenia kogoś w błąd. Osoba nie zdaje sobie sprawy z tego, że konfabuluje, robi to bezwiednie. W psychiatrii konfabulację traktuje się jako objaw zaburzeń zapamiętywania. W ciężkich zaburzeniach, na przykład w zespole Korsakowa, chory podaje nie tylko zmyślone, ale zupełnie nierealne fakty." Z tego co wyczytałam, to do konfabulacji dochodzi nie tylko u osób z zaburzeniami pamięci, ale i całkowicie zdrowych. Można "zaszczepić" też komuś fałszywe wspomnienia. Myślę, że do czegoś takiego może dochodzić, gdy np.wspomnienia są bolesne i umysł broni nas przed bólem, zacierając wspomnienie, a na jego miejsce podkłada inne. Pamiętam w swoim życiu taką sytuację. Moja córka postanowiła przekuć sobie uszy. Ja dwa lata wcześniej miałam taki zabieg. Wszystko zgrabnie zorganizowałyśmy, znajoma podesłała speca i kiedy moja córka pojawiła się u mnie w pokoju już po, doznałam szoku. Oto zobaczyłam sporo krwi, a przecież w mojej pamięci mój własny zabieg był czysty, bez czerwonych strużek na szyi. I kiedy pomagałam je wytrzeć, nagle z całą ostrością przypomniałam sobie, że przecież u mnie było identycznie. Też sporo krwi, którą trzeba było ścierać. A moja pamięć przechowywała całkiem inny obraz. Myślę, że to była taka obrona przed tym co niewygodne, budzi strach, nie chce się o tym pamiętać. I że taki proces może mieć miejsce u dzieci czy dorosłych kiedy coś staje się zbyt trudne do udźwignięcia, bolesne, bez wyjścia. Tworzy się inny obraz na to miejsce, w który się wierzy. 
Moja mama w śnie Róży widać często wchodzi i wychodzi z tych podziemi. Tak jak i też pan od czerwonego kwiatu. Coś ich łączy. Tym czymś jest jak teraz dostrzegam, dość bolesne dzieciństwo.
PS. Córka w tej relacji mówi o mnie czasem w drugiej - ty, a czasem w trzeciej osobie - mama. Nie zmieniałam tego.