Leczenie się ze współuzależnienia bardzo przypomina proces dojrzewania. 
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wypadek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wypadek. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 lutego 2018

Grząskie bagno

Śniłam nad ranem dość wyraźny sen. Jechałam z M. samochodem, on prowadził. Droga była dwupasmowa, zwykła, taka jak przez wioski. W pewnym momencie jakieś inne samochody były na drodze, któryś stał na poboczu, jakieś drobne zamieszanie. M. zamiast skręcić, bo tak prowadziła droga, pojechał prosto i samochód z impetem wjechał w bagno.  Od razu do połowy w nim się znalazł. Szybko udało mi się wydostać z pojazdu, choć wyglądało to wszystko groźnie i beznadziejnie. Stałam na brzegu i nie miałam na sobie najmniejszego śladu błota.  Jednak M. nie wysiadał, tylko z zapałem zaczął wyciągać fotele i podawać je mi. Ktoś jeszcze stał przy mnie i pomagał. W śnie to było takie wykonalne, że samochód jest zamknięty, kierowca na swoim miejscu i wyciąga siedzenia. Ja myślałam, że M. chce uratować ten swój samochód albo choć jego część. Bagno wciągało coraz bardziej pojazd i jego w nim. Za chwilę już się nie wydostanie i nikt nie będzie wstanie mu pomóc. Straci życie, a to co ratował nie było tego warte.

niedziela, 3 grudnia 2017

Sny w trakcie terapii

sen z 13 listopada 2017 nad ranem
O drugiej w nocy obudziłam się, bolała mnie głowa. Zjadłam kanapkę z dżemem, czego z reguły nigdy w nocy nie robię, ale czułam, że tak muszę. Teraz myślę że miałam wysokie ciśnienie i w ten sposób je obniżyłam. Poszłam spać i chciałam by mi się coś przyśniło.
Jestem z grupą dzieciaków, takich 8-12 lat. W tym śnie czuję się młodsza, albo tak wyglądam. Jest ze mną chłopiec taki 8-11 lat, który coś narozrabiał i za karę miał szlaban, nie miał iść na koncert. Ale ja go zabrałam razem z innymi dziećmi. Starałam się ulokować siebie i dzieci jak najdalej od wejścia, by nas nie znaleźli ci co nałożyli na tego chłopca karę. On miał takie ciemne, czarne włosy, troszkę sterczące jak Marcin. To był mały Marcinek. Sala przypominała tę z terapii, tylko była większa, a krzesła tak właśnie stały na około. I na środek weszła młoda dziewczyna z gitarą. Ja wcześniej uderzyłam się mocno w nogę, w goleń i noga była spuchnięta i bałam się czy jej nie złamałam. Ta dziewczyna stanęła na środku i powiedziała otwarcie, że jak miała czternaście lat to została zgwałcona i złamano jej nogę. Ten chłopiec co był ze mną zaczął ją wołać i mówić, że mnie spotkało to samo i ona podeszła. Ja wiedziałam, że to znak równości, że ta czternastaka to inaczej piątka i że w moim przypadku chodzi o piątą klasę. W realu, kiedy Piotr opowiadał o spotkaniu z umierającym na podwórzu człowiekiem, a spytałam ile miał wtedy lat, on odpowiedział, że był w piątej klasie i wtedy sobie przypomniałam, że na samym początku o tym mówił, że był w piątej klasie kiedy to się mu przydarzyło. W śnie ten motyw został wykorzystany. W piątej klasie miałam 11 lat. Gosia oglądając moje zdjęcia z tego okresu orzekła, że mam energię dziecka z Oświęcimia. Ja niewiele pamiętam z tego okresu, mam taką dziurę w pamięci. Wiem, że w piątej klasie gwałtownie zaczęłam rosnąć i miałam prawie wzrost dorosłej kobiety, byłam jednak bardzo chuda, często mdlałam i zaczęłam nosić okulary. W tym śnie tylko patrzyłam na spuchniętą nogę i jakoś wzrokiem wewnętrznym nie widziałam złamania,  bardzo się martwiłam by go nie było. Kiedy się obudziłam, byłam roztrzęsiona, wiedziałam że to prawda, że to miało miejsce, ze to piata klasa, bardzo płakałam i obudziłam męża by zapisał sen, bo nie byłam wstanie sama tego zrobić.
Sen potem opowiadam na terapii. Jakoś nie kojarzę go z terapią, ale terapeutka od razu mówi, ze widać to ja prowadzę grupę na koncert i że niektórzy wolą słuchać muzyki , bawić się zamiast pracować. Dociera do mnie potem co naprawdę się stało, ze to leczenie duchowe, ze dlatego tej o wilczych oczach nie ma. Musiała się oddalić, by mogła pojawić się w moim śnie i mnie uleczyć. Jest tą dziewczyną. Zatem stąd te złe oczy, świdrujące, ten sarkazm, zimno, dlatego mnie wpuściła, dlatego poznałam ten zimny wychów cieląt, to wychowanie psów haski, że jedyną nagroda jest brak kary. 
Za parę dni sen, jakieś przyjęcie?, są jacyś ludzie, na podłodze widzę takiego chłopca około 9 miesięcy, ma takie króciutkie włoski na głowie i drugi szkrab, taki sam, próbuje na niego się wgramolić, ale nie bardzo daje rade, ja wiem, ze dzieci są za małe by się razem bawić.  Gdy się zbliżam, ten pierwszy maluch mówi do mnie: no weź się w końcu za moje wychowanie. Jestem tym tak zdumiona, że się budzę.
Potem kolejny sen (1-2 grudnia 2017)
Mam w ręku kartki, takie jak kupowałam na pocztówki. Mają różną fakturę. Ja to widzę dokładnie, bo światło słoneczne tak pada, że te kartki nie mają dla mnie tajemnic, prześwitują. Ja widzę każde zagięcie, wypukłość, odbity ślad dna filiżanki, wszystko. Inni mają tez kartki, ale nic nie są wstanie dostrzec. U nich światło słoneczne tak nie pada. Zastanawiam się co zrobi, może lepiej nic nie mówić, bo i tak mi nie uwierzą w to co widzę.  Potem przez moment widzę twarz Nicole Kidman. Jest zła i o coś mnie oskarża, o czary? Jestem tym bardzo zaskoczona, bo tego się po tej osobie nie spodziewałam. 
Potem w realu trafiam  w telewizji na film z tą aktorką, jest w nim czarownicą i jest na jednego mężczyznę bardzo zła.

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Wygodne fotele i wózek inwalidzki

Dwa moje sny sprzed kilku nocy.
Fotele i szczupaki
Kupiliśmy samochód. W śnie nie wiem jaka to marka. Na pierwszy plan rzucają się fotele. Wyglądają jak takie do mieszkania fotele i kanapy, ale mnie to nie dziwi. Są skórzane, brązowe,  bardzo wygodne, tyle że już nie nowe i mają widoczne ślady użytkowania. Myślę o tym, że można je trochę podreperować, ale że będą nam dobrze służyć. Poprzedni właściciel samochodu zostawił dwa wiadra ryb i teraz jesteśmy nad wodą, Odnoszę wrażenie, ze jest z nami młodszy brat męża. A mąż te ryby wypuszcza do wody, bo nie bardzo może coś z nimi zrobić teraz. Ta woda to duży zamknięty zbiornik. Chyba jezioro. Widzę kamieniste dno i czystą wodę, i wypuszczane ryby. To wszystko są większe lub mniejsze szczupaki. Widzę wyraźnie każdą wypuszczana rybę. Niektóre szczupaki gładka płyną na głębinę, niektóre oszołomione jakiś czas stoją przy dnie, a dopiero potem odpływają. Są to ładne zdrowe ryby. Żadna nie wypływa, nie przewraca się na grzbiet. Zastawiam się czy to nie zaburzy równowagi w tej wodzie, ale oceniam, że nie, bo zbiornik jest duży.
Niebezpieczny wypadek
Poruszam się na pożyczonym wózku inwalidzkim. Jest nowy. Zjeżdżając na chodnik przejeżdżam trochę dalej i wpadam do bardzo głębokiego rowu. Udaje mi się złapać krawędzi, ale wózek spada, tam jest błoto, czarny szlam, jakieś przegniłe liście i BARDZO niebezpiecznie. Podchodzi zaraz młody mężczyzna. Chce mi pomóc, ale ja boję się czy mnie utrzyma i czy czasem nie spadniemy razem. Aby mnie uratować musi się mocno zaprzeć nogami. Jest też jeszcze jakiś młodszy chłopak. Wiem, że muszę ich poinstruować by bezpiecznie mnie wyciągnęli. Zastanawia się też co z tym wózkiem, jak będzie ze zwrotem.



środa, 27 kwietnia 2016

Rower

Śniłam tej nocy, że jeżdżę na rowerze, który przypominał ten który miałam. Posiadałam pełną świadomość tego co przeszłam, czyli wypadku i jego następstw, ale nie bałam się. Jeździłam szybko, sprawnie, tyle że dwa razy w tej jeździe sprawdzałam hamulce. Kiedy próbowałam pedałami kręcić do tyłu, hamowania nie było. To jednak nie przeszkadzało w jeździe.

wtorek, 19 kwietnia 2016

Sezon grillowy

To jeszcze było przed Świętami. Znajomy córki spytał ją co dostała czy dostanie na zajączka. Powiedziała, że o tej tradycji dowiedziała się mając 15 lat i żadnych prezentów z okazji Wielkanocy sobie nie dajemy. Zatem był ciekawy jak te Święta obchodzimy i czy w ogóle je obchodzimy. Odpowiedziała, że jak tylko jest ładnie, to spędzamy niedzielę na łonie natury. Ognisko, pieczenie kiełbasek, jakiegoś mięsa, i oczywiście gotowanie jajek. Przez chwilę ten znajomy się zastanawiał, a potem powiedział:
-To nie życzę Ci miłych Świąt, ale udanego otwarcia sezonu grillowego.
Tak sobie myślę, że utrafił w sedno.
Jak było? Ciepło, nawet trochę się opalałam. Jajka, sernik, kiełbaski. Gorąca herbata. Dym z ogniska. Kolorowo, słonecznie, sympatycznie. 



Zajrzałam do kryjówki zimowej małej jaszczurki, którą odkryłam w listopadzie. Dalej spała, choć jej koleżanka wygrzewała się na kawałku papy. 



Porównałam stan nogi. Upłynął prawie rok od wypadku. Nie jest dobrze, nie jest źle. Jest, można powiedzieć,  nieźle. Chcę uwierzyć, że:
Ja jeszcze z wiosną się rozkręcę, Ja jeszcze z wiosną się roztańczę!

piątek, 11 grudnia 2015

Podróż do Afryki znowu

Sen nie jest mój, ale 11-jedenastolatki. Zapisałam go w zeszycie pod datą 16.12.2002. 
Sen o bocianie
Pewien bocian nie odleciał do ciepłych krajów tylko został w swoim pałacu razem z królem, królową, książętami i służbą. Królowa miała diadem. Martwiła się o bociana. Miał piękny pałac i bogactwo, ale czuł się nieszczęśliwy. Myślał co by było dla niego dobre. Robił różne rzeczy, ale to nie dawało mu szczęścia.  W końcu spytał  swojej wewnętrznej małej kolumny w stylu doryckim. Ona była w nim. Zaskoczyła go jej odpowiedź. Chciała dostawać od listonosza listy od swoich bliskich, najchętniej byłaby z nimi. Chciała, aby rosła przy niej oliwka. Bocian to sobie przetłumaczył i najpierw poszedł wieczorem na most oglądać pełnię księżyca i słyszał nawoływania swoich krewnych bocianów. Gdy wracał było już jasno i zobaczył małą kaweczkę, która chciała lecieć do Afryki. Bocian pomyślał sobie, że oliwka oznacza pomoc, więc nauczy kawkę latać i razem z nią poleci. Nauka nie trwała długo i kawka mogła już lecieć. Lecz (tu mówić zaczyna narrator) nie poleciała sama. Bocian też wzbił się w powietrze. Ludzie patrzyli  na lecącego bociana z zachwytem.
Zrobię teraz to co lubię, a czasem nie lubię. Teraz nie do końca chcę to zrobić, bo to  nie jest miejsce na "rozbieranie snów". Coś jednak mówi: zrób to. No trudno, zobaczymy co się stanie...
Miałam niedawno sen o podróży do  Afryce, ale ta  tutaj podróż to całkiem coś innego. Ciepły kraj, gdzie są bliscy, tacy sami. Bo te ptaki w tym śnie to nie ptaki, ale ludzie. Ten dorosły bocian nie poleciał tam gdzie jego miejsce, gdzie pobratymcy, został. Chociaż miał niby wszystko, bogactwo materialne,  troszczących się o niego  szlachetnych przyjaciół, to nie był szczęśliwy. Tak czasem jest, że nie umiemy sami określić co daje nam poczucie szczęścia. Czego tak NA PRAWDĘ chcemy. Zatem trzeba to pytanie zadać własnej jaźni czy też jak kto woli duszy i wsłuchać się w jej odpowiedź.  Dla mnie jaźń symbolizuje ta mała kolumna. Dlaczego w stylu doryckim? Bo pewnie wtedy nastolatka o stylach się uczyła, a sen to wykorzystał  jako symbol - filar wnętrza duchowego. Te pierwsze takie kolumny były robione z drewna od najdawniejszych czasów, potem z kamienia, były proste i użyteczne przede wszystkim. I bardzo dobrze się sprawdzały przez wieki. Nastolatce podobało się słowo doryckie. Tym słowem nazwałaby te najpiękniejsze kolumny pełne finezji.
Bocian udał się na most (łącznik między dwoma światami) i tam słyszał głosy pobratymców, takich samych jak on. Noc to brak zrozumienia, ale jest pełnia, księżyc, zatem to chodzi o sen, który przynosi zrozumienie, jest potem jasny dzień. Oliwne drzewo bocian tłumaczy jako pomoc innym. Bo wszak ono wiele daje: owoce, oliwę, cień. Mała kawka, to ktoś młody, kto ma marzenia, wyznacza sobie cele. Pomoc w ich realizacji pomaga samemu zrealizować własny cel. To uwzniośla, to  pomaga się wzbić,  to budzi zachwyt. Zatem rola nauczyciela jest tym, dzięki czemu realizuje się "podróż do Afryki", to co dla nas najlepsze.
W zeszycie pod zapisanym snem, znalazłam jeszcze dopisek. Ta nastolatka dodała, że chodzi o uświadomienie sobie, że to nie będzie magiczne, że nie jest to coś, co teraz powinno być zrobione, ale dawno. 
No to teraz pomyślałam, że ta moja "podróż do Afryki", czyli pogotowiem do szpitala, była straszna, ale w sumie najlepszym co mogłam dostać. Ja tam wtedy też powinnam zrobić coś dawno, ale nie zrobiłam, dopiero potem, po wypadku za to się zabrałam... No niech mnie...
PS. kawki mają takie niesamowicie przenikliwe niebieskie oczy, wiem kto ma jeszcze takie... 

wtorek, 4 sierpnia 2015

Sny Wleniowe

Sen o ptaszkach łapanych w locie
Śniło mi się, że łapię w dłonie małe ptaszki. Robię o z łatwością i bardzo delikatnie. Ptaszki budzą moją miłość. Kiedy przelatują obok mnie bez trudu  ot tak biorę w dłonie, przytulam, delikatnie całuje i wypuszczam. Robię to cztery razy. Za każdym razem to jest mały ptaszek. Każdy jest inny. Są ładne, nie są pstre tylko w kolorach ziemi.
Olivia Charmaine

Sen o lisie w mieście

Jestem gdzieś w mieście. Idę na spotkanie z mężem. On jest gdzieś, w jakimś towarzystwie i nie myśli o mnie. jest ze mną chyba któryś z synów. Nagle dostrzegam lisa. Widzę go dokładnie. Ma letnie futro. Jest dzikim zwierzęciem, które jednak uczy się życia w mieście. Kiedy patrzę na jego pysk, uzmysławiam sobie, że już gdzieś to zwierzę widziałam. Przed lisem pojawia się mur. Wysoki, ceglasty. Zastanawiam się jak sobie ten zwierzak poradzi i wtedy ze zdziwieniem obserwuję, że wdrapuje się na tę pionową ścianę wbijając pazury w szpary między cegłami. Nie sprawia mu to trudności, po chwili znika po drugiej stronie muru.
foto Richard Peters
18.07.2015
Dzisiejszej nocy miałam sen nad ranem. Wpierw śniło mi się, że załatwiam mieszkanie. Podpisałam jakieś dokumenty, a teraz jestem trochę w rozterce, bo jak mogłam tak w ciemno podpisać umowę kiedy nie widziałam jeszcze mieszkania. Zatem idę zobaczyć gdzie mamy zamieszkać. To jest na Ostrowie Tumskim. Przepiękna okolica, a my mamy mieszkanie w ślicznej, odnowionej żółtej kamieniczce na rzeką. Mieszkanie jest mniejsze od obecnego i to troszkę mnie martwi. Mamy dwoje małych dzieci, więc myślę, że mogą być w jednym pokoju. Okolica nad rzeką jest malownicza i to dobre miejsce dla męża na łapanie ryb. Kiedy wracamy, z nim i chyba ze starszym synem, natrafiamy na plan filmowy. Kręcą film o wojnie. Pani reżyser to coś jak mama Nikodema - bardzo przejęta swoja rolą. Jakoś udaje nam się ten plan ominąć i wtedy dostrzegam lecące samoloty. Są niezbyt duże, czarne na tle zmierzchającego nieba. Dociera do mnie, że to atak bez uprzedzenia. Kiedy samolotów już nie widać, biegnę w stronę domu by ostrzec pozostałe dzieci. Gdzieś po drodze rozdzielam się z mężem i synem. Na chodnikach widzę małe grudki przypominające kawałeczki lawy czy kamyczki. One zaczynają dymić. Wpierw troszkę ale za chwile z wielką siłą.  Uświadamiam sobie, że to te czarne samoloty zrzuciły te czarne kamyki. To atak bronią chemiczna. Przy zetknięciu z podłożem z tych kamyków uwalnia się trujący gaz. Chodzi o wytrucie ludzi. Potem, bez żadnych strat, z łatwością zajmie się całe miasta, trupy zaś usunie. Pozostanie wszystko, domy, sprzęty, maszyny itd.
Biegnę, nie wiem czy zdążę. wiem, że trzeba w domu uszczelnić drzwi i okna, wentylację, tak by dym się nie dostał. Potem on się zneutralizuje. W ten sposób można jedynie ocalić życie, ale ja nie wiem czy zdążę.
19.07.2015
Sen niewyraźny o Zosi i katastrofie
Śniłam, że jestem z Zosią, którą czeka trudne doświadczenie, chyba operacja i pobyt w szpitalu. Zatem chcę jej, póki jest ze mną, umilić jakoś czas. W kiosku są zabawki, takie trochę tandetne. I dość drogie - 20 zł.
Zosia chce taką zabawkę, ale wiem, że się nią długo nie pobawi, to taka jednorazówka. I wtedy, taki podrostek, jakieś 11 lat, podchodzi, daje 100 zł, kupuje ostatnie 3 zabawki. Są we mnie sprzeczne uczucia, z jednej strony zastanawiam się czy nie odkupić jednej zabawki, a jednocześnie wiem, że to szmelc i nie chcę tego. Uświadamiam sobie że ten chłopiec nie zna wartości pieniędzy. Dla  niego one łatwo przyszły więc wydaje je na byle co.
Potem widzę  z daleka jakąś halę-targowisko. I zawala się tam dach. Dochodzi do katastrofy. Nad halą dostrzegam jakiś przedmiot. Myślą go naprowadzam, spada na halę i okazuje się być takim gigantycznym ochronnym spadochronem. Ja i mąż biegniemy na miejsce katastrofy, ale przedtem próbujemy się czegoś dowiedzieć z tv. To jakieś strzępki informacji, nic konkretnego. Na miejscu widzę połamane sprzęty, porozrywany materiał tego spadochronu. Nie widać ludzi. Uprzytamniam sobie, że przecież mogę zadzwonić na  komórkę córki. Okazuje się, że ona i Zosia są w domu i nic im się nie stało. Wtedy dociera do mnie, że mam złamaną nogę więc natychmiast sen przenosi mnie na wózek. Czekam w nim przed halą na męża. Gdzieś kołacz myśli, że jetem bezbronna na tym wózku, więc ktoś może mi zrobić krzywdę. wtedy sen tego kogoś naprowadza, a wtedy ja dochodzę do wniosku, że mam dosyć tego snu i się budzę 
21.07.2015
Wiele mi się śniło, ale najbardziej zapamiętałam scenę, gdy muszę gdzieś szybko podbiec. Robię to  sprawnie i bez wysiłku. Wtedy pojawia się w śnie myśl, że przecież jestem po złamaniu nogi i ledwo chodzę, a bieganie jest niemożliwe. Następnie w śnie dochodzę do wniosku, że skoro śni mi się sprawne bieganie to oznacza, że wszystko dobrze się zakończy i będę w pełni sprawna. Tak więc nie tylko jestem w śnie świadoma mego stanu zdrowia, ale jednocześnie w śnie tłumaczę sen.
Erica Hopper


sobota, 21 stycznia 2012

Ankieta

16.01.2012
Syn miał wypadek. Czułam, że to się stanie, nie wiedziałam tylko kiedy. Dzień wcześniej jechał do stolicy. Wszystko ok. A na drugi dzień telefon: Mamo jestem na ostrym dyżurze. Na szczęście tylko dłoń w gipsie. Uff...
Czuję zawirowanie wokół rodziny, dobry czas na zadanie konkretnych pytań. Dzwonię do G. by podzielić się pomysłem. Odradza rozmowę,  radzi zadać pytania na papierze, zrobić ankietę dla każdego. Zaraz potem mam sen:
Duży dom, jestem na dole, spory hol.  Na górę prowadzą schody, są balustrady. Z góry spoglądają na mnie jacyś ludzie i na schodach też są. W ręku trzymam niewielką książkę, cienką. Nagle pojawia się przede mną pies, czarny, bardzo duży, coś jak dog. Ma zamiar zabrać mi książkę, wiem to. Trochę dla zabawy, trochę z przekory, ale jest zdecydowany. Nie mogę temu przeciwdziałać, nie mam szans w bezpośrednim starciu z tym zwierzęciem. Nagle postanawiam książkę rzucić komuś kto stoi  na piętrze  przy balustradzie. Tym bardziej, że przechyla się przez nią i zachęcająco wyciąga ręce. (Jakby mój mąż?) Rzucam książkę w jego kierunku i już wiem, że czarny duży pies jej nie dostanie.



czwartek, 6 stycznia 2011

Rozważania w Trzech Króli

Ostatnie dwa lata. Życie jako magik wyciąga dla mnie z cylindra króliki-niespodzianki. Uzbierały się trzy. Wszystkie bolesne.


Poprzedni rok i jeszcze poprzedni. Wpierw była lewa noga i narastający ból w kolanie. Nic w nim niby nie było, a przez prawie rok kuśtykałam. Masaże nie pomogły, zabiegi rehabilitacyjne - jeszcze gorzej. Trochę ulgę przynosiła homeopatia. Dopiero pomogła akupunktura i ustawienia Hellingera. Rozmowa z terapeutą. Mogłam w końcu normalnie chodzić. 
Potem był ząb. Bóóóól. Mogłam chodzi... po ścianach. W końcu zadziałał chirurg-dentysta i leży i w szkatułce jako pamiątka ósemka-sprawczyni udręki
Wczoraj na spacerze z małą wciągałam przez wąską furtkę wózek. W pewnym miejscu nie zauważyłam, że lód jak szklanka i zaliczyłam go. W chwili, gdy pomyślałam o pewnej sprawie dla mnie istotnej i że gotowa jestem podjąć radykalne kroki,  upadłam. Wieczorem pojechałam na pogotowie, ale ogromna liczba poszkodowanych ludzi skłębionych w poczekalni przeraziła mnie. Pięć godzin stania - nie dałabym rady. Przyjechaliśmy z mężem dziś rano. Od razu zostałem przyjęta. Czekać trzeba było jedynie na opis zdjęcia. Diagnoza: złamana kość ogonowa. Najlepiej leży mi się na brzuchu. Zatem zaczynam ten rok jako kobieta upadła...;)

środa, 17 listopada 2010

Męczący sen

Tej nocy miałam męczący sen
Perypetie ze zwierzakami 

Mieszkałam w mieszkaniu mojej teściowej. Miałam kota, którego trzymałam w szafce, ale on bardzo chciał się uwolnić, ciągle drapał w drzwiczki, gryzł je i na dobrą sprawę to te drzwiczki prawie już nie trzymały. Zdezelowane pozwalały kotu uciekać. Denerwowało mnie to, a najbardziej, że ktoś z domowników, bo niby byłam u siebie, ale nie do końca, będzie miał pretensje. I hodowałam jeszcze żmiję, bardziej przypominała cienkiego, szarego zaskrońca. I wypuściłam ją, żeby sobie „pochodziła”, a ona wściekła zaczęła rzucać się na mnie. Nadepnęłam gada w środku i niestety chyba zabiłam go, ale przedtem zdążył mnie ukąsić w lewą dłoń. Miałam wyrzuty sumienia, że go zabiłam, choć widziałam, że te jego kawałki żyją, bo Lechu i ktoś jeszcze bawił się nimi, wyglądały trochę jak małe motylki, poruszały się tak jak motyle. Z drugiej strony nie bardzo wiedziałam co robić z tym ukąszeniem, bałam się spojrzeć na rękę, wydawało mi się że puchnie i sinieje. Jak spojrzałam, zobaczyłam bąble podbiegnięte osoczem. Co robi? Wsadziłam dłoń pod zimną wodę z kranu i myślałam o tym by jechać na pogotowie, ale bałam się, że zaczną wypytywać i co powiem? Że hodowałam żmiję? I zastanawiałam się, czy od takiego ukąszenia to umrę, a gdzieś mi kołatała myśl, że to już kiedyś miałam i że przecież nie umarłam, a żmija wszak do dużych nie należała. Nagle pomyślałam o homeopatii i zaczęłam szukać leku Lachesis, wiedziałam, że go mam i że trzeba go wziąć. Gdzie jest, gdzie jest? Nerwowo przerzucałam fiolki. I wtedy się obudziłam.
http://zapiskisnowe.blogspot.com/2010/11/byc-albo-nie-byc.html