Leczenie się ze współuzależnienia bardzo przypomina proces dojrzewania. 
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą najważniejsze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą najważniejsze. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 listopada 2015

Spisane dla młodych 2

Kiedyś oglądałam dokumentalny film o dwóch utalentowanych siostrach, którym udało się ocalić życie w czasie wojny w okupowanej Austrii. Dzięki pomocy innych wyjechać, a potem długo, długo żyć w czasach pokoju koncertując po świecie. Były żydowskiego pochodzenia. Nie pamiętam tytułu filmu, ale wczoraj znalazłam zapisane na fiszce słowa jednej z nich, Rosi Grunschlag:
O niektórych rzeczach nie da się zapomnieć, wymazać z pamięci.
W przeszłości prześladowano i oskarżano Żydów o wszystko co złe. Nieudane żniwa, zatruta woda - to wszystko przez Żydów. 
Chciałbym powiedzieć młodym ludziom by pamiętali, że dziś mogą to być Żydzi, jutro katolicy, a pojutrze protestanci. Więc uczcie się, studiujcie jeśli tylko możecie. Jeśli będziecie musieli uciekać i ratować życie, to nie zabierzecie ze sobą ani pieniędzy, ani domu, a jedynie wykształcenie. To jest wasz przenośny kapitał.




niedziela, 15 listopada 2015

Kolejność

Pięć lat temu napisałam:http://zapiskisnowe.blogspot.com/2010/11/uwierzyc-w-dobroc-zycia.html
Znalazłam na jednym z blogów to:
"Niezależnie od tego, czy wierzymy w reinkarnację, możemy nadać każdemu życiu cel, poświęcając czas jakiemuś działaniu, które przyniesie pożytek nam i innym. Powinniśmy znaleźć przynajmniej sposób, by wieść radosne życie. Wielka szkoda, jeśli robimy coś przeciwnego! Jeśli skutkiem naszych działań jest  wyłącznie cierpienie, zmarnowaliśmy swoje życie."
J . Ś . G j a l ł a n g  K a r m a p a X V I I – Przyszłość jest teraz

Dobrze abym teraz szczególnie pamiętała o tej  kolejności: ja i oni.



sobota, 7 listopada 2015

Spisane dla młodych

„Gdyby dane mi było przeżyć jeszcze raz życie, popełniłbym więcej błędów.
Więcej bym odpoczywał, był bardziej beztroski,  bardziej szalony!
Wykorzystywałbym więcej szans. 
Częściej bym podróżował, przewędrowałbym więcej gór, przepłynął więcej rzek.
Odwiedziłbym liczne, niezwykłe miejsca.
Jadłbym częściej lody a rzadziej fasolę.
Miałbym więcej prawdziwych, a mniej wydumanych zmartwień!
Delektowałbym się każdą chwilą! Wiosną wyskakiwałbym boso z łóżka, a jesienią wstawałbym później.
Częściej jeździłbym na karuzeli, oglądał więcej zachodów słońca i więcej bawiłbym się z dziećmi!
To wszystko zrobiłbym, gdybym urodził się na nowo!”

Wyznanie umierającego starca spisane przez A. Mathewsa




11.11.2015
To dziwne, że właśnie takiego obrazka użyłam. A przecież w tych spisanych wyznaniach starca tego właśnie mi zabrakło. Zatem niech jeszcze raz tu zostawię mój sen, tak ku pamięci:
Jestem z kimś. Nie widzę za bardzo z kim, wyczuwam jedynie obecność tej osoby. Jest proces poznawania, coraz lepszego rozumienia, porozumienia, takiego wzajemnego zjednoczenia. I taka wyraźna myśl w tym śnie, że to właśnie jest w życiu najważniejsze, że o to warto zabiegać, bo to przetrwa. Pozostanie na zawsze, nawet potem, po śmierci. 
To, choć teraz brzmi jak banał, ale w tym małym śnie tak tego nie odczuwałam. Raczej jako ważne, odkrywcze, warte zapamiętania i przekazania. Że nic nie daje takiego dobrego samopoczucie jak to, że ma się kogoś z kim świetnie się dogaduje. I ta radość płynąca ze wzajemnych kontaktów. Tak, to chyba te trzy słowa najlepiej oddają to co czułam: radość, swoboda, entuzjazm. I jeszcze lekkość.

wtorek, 21 sierpnia 2012

Mały sen i Wielkie Czytanie

Od jakiegoś czasu  niewiele mi się śni, a jeśli nawet to niewiele pamiętam, pozostaje niewyraźna papka. Zapisuję za to w notesie sny innych. Ale niedawno miałam sen. Brak było właśnie wyraźnego obrazu, za to mocno odcisnęły się odczucia. Sen był krótki. Jestem z kimś. Nie widzę za bardzo z kim, wyczuwam jedynie obecność tej osoby. Jest proces poznawania, coraz lepszego rozumienia, porozumienia, takiego wzajemnego zjednoczenia. I taka wyraźna myśl w tym śnie, że to właśnie jest w życiu najważniejsze, że o to warto zabiegać, bo to przetrwa. Pozostanie na zawsze, nawet potem, po śmierci. To, choć teraz brzmi jak banał, ale w tym małym śnie tak tego nie odczuwałam. Raczej jako ważne, odkrywcze, warte zapamiętania i przekazania. Że nic nie daje takiego dobrego samopoczucie jak to, że ma się kogoś z kim świetnie się dogaduje. I ta radość płynąca ze wzajemnych kontaktów. Tak, to chyba te trzy słowa najlepiej oddają to co czułam: radość, swoboda, entuzjazm. I jeszcze lekkość.

Czytam "Zwierciadło".  Katarzyna Miller pisze:

Nie ma lepszych psychologów niż świetni pisarze.
Kiedyś czytałam by żyć. Wydawało mi się też, że żyję po to by czytać. Że nie ma nic ważniejszego niż spotkanie z wytworami ducha i umysłu ludzkiego w tej najszlachetniejszej formie. Dziś im bardziej żyję, tym mniej czytam, ale to (również) dzięki temu Wielkiemu Czytaniu niegdyś umiem teraz żyć.



sobota, 12 maja 2012

Demon i miłość

Nie zdając sobie sprawy z tego, że nie mamy cienia, ogłaszamy, iż ta część naszej osobowości po prostu nie istnieje. A wówczas część ta przechodzi do królestwa nieistnienia, które w ten sposób się powiększa, przybierając niesamowite rozmiary. Jeśli nie potrafimy przyznać, że posiadamy takie cechy, wówczas po prostu karmimy nimi diabła. Ujmując sprawę w kategoriach medycznych stwierdzamy, że każda właściwość psychiczna posiada pewną wartość energetyczną, jeśli zaś uznajemy, iż wartość taka nie występuje, to zamiast niej pojawia się diabeł. Jeśli przepływającą obok naszego domu rzekę uznajemy za nieistniejącą, wówczas woda zaczyna przeciekać, zalewa nasz ogród, a kamienie i piasek pod naszym domem zaczynają się przemieszczać, podmywając mury. (…).
Jeśli pragniemy pozbyć się nieodpowiadających nam cech w ten sposób, że po prostu im zaprzeczymy, wówczas znika nasza świadomość tego, kim właściwie jesteśmy; własnymi ustami stwierdzamy, że nasze istnienie zanika, a diabły, które karmimy własną krwią, coraz bardziej obrastają w sadło.
Objaśnia Jung – Analiza marzeń sennych, seminaria 1928-1930
To tyle Jung, a w "Tybetańskiej księdze życia i umierania"   Sogial Rinpocze przytacza słowa Szantidewy i pisze dalej:
Skoro wszelkie zło,
Lęki i cierpienia tego świata
Wyrastają z lgnięcia do własnego ja,
Na cóż mi ów wielki demon?
 "Wtedy zrodzi się w nas postanowienie, by demona tego, naszego największego wroga, zniszczy. Wraz z jego śmiercią znikną wszystkie przyczyny cierpienia i rozbłyśnie nasza prawdziwa natura- w całym przepychu swej przestrzeni i dynamicznej szczodrości. Nie ma większego sojusznika w walce ze śmiertelnym wrogiem lgnięcia do własnego ja niż praktyka współczucia".
 Tia..... No właśnie: na cóż ten wielki demon? t A tak w ogóle to demon źle się kojarzy, a anioł? Może ten demon to ten sam anioł tylko wściekły? W szale? Bez rozeznania? Działający na oślep? 
To może  współczucie dla tego diabła, od tego zacząć. Jeśli już tak ćwiczyć się w tej miłości;). A konkretnie to :
Poznać i zrozumie, a nie walczyć i niszczyć. Wtedy może całkiem ciekawej odpowiedzi się człowiek doczeka, na to pytanie: Na cóż mi ten wielki demon?:)
Przypomnę sen Kamila:
Sen o pięknym koniu

Byłem zwierzęciem. Byliśmy my, czyli zwierzęta na wolności. Było nas dużo różnych gatunków. Bardzo długo tak żyliśmy. Nagle przyjechali ludzie i zaczęli nas dawać do klatek. Były one ułożone jedna na drugiej.  I ja byłem w klatce z moją rodziną. Nie byliśmy wtedy jednym gatunkiem. Byliśmy różni. Mieliśmy najmłodszego braciszka i to był chyba miś. I mama spytała się tych ludzi, czy może zejść po tych klatkach, bo musi się napić. I pozwolono jej. Naprawdę ona chciała uciec. Ale nie sama. Wzięła nas i zaczęliśmy schodzić. Klatki były na świeżym powietrzu. Ale coś się działo, nie wiem co i musieliśmy wrócić. Weszliśmy z powrotem do klatek. Mama chciała  pójść z innej strony, ale było zbyt stromo. Tu pojawił mi się obraz, że jesteśmy żółwiami i stoimy jeden na drugim. Mama powiedziała, że to jest zbyt ryzykowne i mały nie chciał iść. Wszystkich nie mogła wziąć i poszliśmy w trójkę, jak te żółwiki piętrowo na mamie, a najmłodszy został. To była prawdziwa ucieczka. Większość zwierząt uciekła, część została.

Uciekliśmy na działki, ale były dzikie, opuszczone przez ludzi. Opuścili ten teren, wygnani przez tych, co wcześniej nas złapali. Byliśmy tam kilka lat. Papugi powiedziały mi o skarbie, który jest w takim starym zameczku, zarośniętym jak w dżungli. Przyszedł do mnie pewien mężczyzna i chciał żebym mu pomógł zdobyć ten skarb. Ja się zgodziłem i znaleźliśmy ten skarb. Nagle zrozumiałem, że coś jest bardzo niebezpiecznego w tym domu i uciekłem zostawiając tego człowieka. Ten mężczyzna już stamtąd nie wyszedł. To chyba była pułapka.

Przeżyliśmy parę lat na tych działkach i postanowiliśmy wrócić. Coraz mniej przypominaliśmy zwierzęta, a coraz bardziej ludzi. Wróciliśmy do tych klatek, ale nie byliśmy w klatkach. Nie miałem żadnego uczucia, po prostu znudziło się nam i postanowiliśmy wrócić. Inne zwierzęta też wracały. Te zwierzęta, co nie uciekły i były w klatkach, zostały sprzedane. I zostało tylko jedno zwierzę. Nikt go nie chciał kupić. To był właśnie nasz brat. Był to piękny czarny koń z piękną grzywą. Był dziki. Był naszym bratem, ale o tym nie wiedział.  Ludzie go zwali Błyskawicą. Był piękny, ale nie dał się oswoić. Tylko ja pamiętałem i wiedziałem, że to nasz brat. Miałem wyrzuty sumienia, że go zostawiliśmy.
I cudowny sen, którym na komentarzu podzieliła się ze wszystkimi Kundzia:
kiedy przeczytalam Twój wpis, nie wiedziec czemu przypomniał mi się jeden sen: jestem w swoim mieszkaniu i szukam czegoś czym będę mogła się bronic przed BESTIĄ. Czekałąm na tę niby bestię wiedziałam ze się zbliza kiedy się pojawiła, najpierw gonił(a) mnie po domu.Chowałam się w róznych miejscach dziwnych, az postanowiłam uciec na balkon, na przeciwko stoi blok tez z balkonami, wtedy ku mojemu zdumieniu zauwazyłam ze neimal na kazdym balkonie siedzi oswojone stworzenie-smok, włochacz czy wilkołak, ludzie stawiali im miski z woda i jedzeniem, ktos swojego potwora czesał, a kto inny uczył go podawac łapę....byłam zszkokowana i zaskoczona, obudziłąm sie w momencie gdy otwierały się drzwi balkonu. Wstyd się przyznac ale oglądając trenera smoków miałam w niektórych momentach łzy w oczach.
Pozdrawiam Cię Mirabelko...przesyłam całuski i światełko.

~Kundzia (kolowa pucharow), 2010-06-14 07:46
Ostatnio wyjechałam za miasto z mężem i najmłodszym synem. Pogoda dopisała i atmosfera też. Miałam ze sobą książkę Hanny Krall. Zapytałam czy mogę im przeczytać "Dybuka", a potem spytałam syna co myśli o naszym dawnym spotkaniu z dybukiem. Trzeba przyznać, że od kilku lat syn odciął się od pewnych spraw i odnosiłam wrażenie, że nie chce o tym rozmawiać, bo ani nie podejmował sam rozmów, a ewentualne ignorował. Tym razem jednak odrzekł, że praktycznie nic nie pamięta i żebym przypomniała mu, co wtedy się wydarzyło... Słuchał z zainteresowaniem, czasem coś, jakiś urywek sobie przypominał, czasem było to jedynie uczucie, a gdy w pewnym momencie przerwałam opowieść, bo akurat trzeba było zająć się zdejmowaniem upieczonych kiełbasek z ogniska, ze zniecierpliwieniem oczekiwał na ciąg dalszy historii. Gdy skończyłam i powiedziałam, że chciałabym to opublikować na blogu, ale się waham, bo sprawa jest i delikatna, i dotyczy wielu osób. Odrzekł, że najlepiej byłoby, abym napisała o tym książkę, a on chętnie ją zilustruje. Dawno o tym myślałam, a Canada w piękny sposób zainspirowała mnie do tego, dowodząc niezbicie, że pomysł mama pisze a dziecko ilustruje potrafi się wspaniale sprawdzić. Ale dla mnie w tym wszystkim najważniejsze było, że syn się otwarł, że reakcja męża już nie była taka jak dawniej. Była ciekawość. Pojawiło się zrozumienie, ufność, aprobata. Strach i niechęć gdzieś znikły. Fajnie…Po prostu fajnie. Rozmawiałam potem o dziecku wewnętrznym, które zamieszkuje splot słoneczny, a potem o mieszkańcu czakry korzenia, którego najczęściej widzi się pod postacią zwierzęcia: psa, konia, ptaka, węża, jaszczurki itd. 
I spytałam Kamila czy pamięta jak z tymi istotami rozmawiał, jak je malował? Pamiętał niektóre wydarzenia, choć upłynęło sporo czasu. Szczególnie jeden z tych demonów utkwił w jego i mojej pamięci, miał na imię Pik. Polubiłam go choć z początku było bardzo trudno, bardzo. Jest taka scena w Avatarze, gdy Jake Sully ma na Pandorze jako avatar dosiąść ni to ptaka ni smoka. Pyta jak pozna, który to jego. Dostaje odpowiedź, że to ten, który zechce go zabić. Tak właśnie jest z demonami, że początki znajomości są bardzo trudne. Mojego demona  Kamil kiedyś narysował. Przypominał ptaka, choć skrzydła nie pozwalały wznieś mu się w powietrze, to jednak nawet spadając z największej wysokość nigdy nie doznawał uszczerbku, a umiał sobie poradzić. Wtedy okazywało się, że potrafi posłużyć się skrzydłami. Czasem wyobrażam go sobie pod postacią konia. Albo psa.
Jest nieufny, bardzo łatwo go zranić, ale kiedy w końcu uwierzy i zaufa jest najradośniejszą istotą na świecie.  
Kiedy współgra czakra korzenia i splotu słonecznego to wspaniale zaczyna funkcjonować czakra sakralna i wtedy człowiek staje się pełen twórczych możliwości. A pomarańczowy to wszak kolor przyjaźni.
W starym czasopiśmie National Geographic przeczytałam krótki artykuł, który chyba najlepiej oddaje idee tego jak czuję to wszystko. Otóż jest dziki koń mongolski zwany takhi, który praktycznie wyginął w 1969 roku. To inaczej koń Przewalskiego, jedyny dziko żyjący koń. Władze Mongolii objęły ochroną takhi. We współpracy z ogrodami zoologicznymi na świecie udało się odbudować populację tych zwierząt. W 1992 wypuszczono około 200 osobników na wolność. Jeden z członków Międzynarodowej Grupy Miłośników Koni Przewalskiego mówi: To zdumiewające, jak szybko się adoptują. Pierwsza zima była surowa, mimo to poprawił się wygląd zwierząt. To prawdziwe święto, kiedy wypuszczamy je na wolność. Każdy chce być tym, który otwiera im bramę.
Charles C. Finn - Nie pozwól abym cię zwiódł

Nie pozwól abym cię zwiódł
Niech nie zwiedzie cię moja twarz.
Noszę bowiem tysiąc masek - masek, których boję się zdjąć,
a żadna z nich nie jest mną.

Udawanie jest sztuką, która stała się moją drugą naturą.
Ale ty nie daj się oszukać.
Zaklinam cię na Boga, nie pozwól się oszukać.


Sprawiam wrażenie, że jestem pewny siebie,
Że jestem radosny i nie mam problemów,
Ani na zewnątrz, ani w środku mnie,
Że pewnoć siebie jest moim imieniem, a opanowanie moją zabawą,
Że wody są spokojne, a ja panuję nad wszystkim
I że nikogo nie potrzebuję.

Ale nie wierz mi, proszę.
Z wierzchu moja dusza wydaje się gładka,
ale ta powierzchnia jest moją maską,
która wciąż się zmienia i bezustannie skrywa wnętrze.

W środku jednak nie ma ukojenia.
W środku ukrywa się mój umysł - zagubiony, zalękły, samotny.
Ale ja to ukrywam.
Nie chcę, żeby ktokolwiek wiedział.
Przeraża mnie myśl, że moja bezsiła i strach zostaną odkryte.

To dlatego szaleńczo tworzę swoje maski by się za nimi skryć;
Nonszalancka, wymyślna fasada,
Która pomaga mi udawać - chroni mnie przed spojrzeniem,
które Wie.

Ale takie spojrzenie jest moim wybawieniem.
Moim jedynym wybawieniem. I gdzieś, głęboko, ja to wiem.
Jest tak, jeśli podąża za tym akceptacja, jeśli podąża za tym miłość.

To jest jedyna rzecz, która upewni mnie w tym,
w czym ja upewniam siebie -
Że jestem czegoś wart.

Ale ja tobie tego nie mówię. Nie śmiem. Obawiam się tego.
Obawiam się, że z twoim spojrzeniem nie przyjdzie akceptacja i miłość.
Boję się, że będziesz mi miała za złe, że będziesz się ze mnie śmiać,
I że zobaczysz moje wnętrze i mnie odrzucisz.
Tak więc gram moją grę - w desperacji.
Z maską pewności siebie na zewnątrz i drżącym dziecięciem wewnątrz.

I tak zaczyna się parada masek, a moje życie staje się linią frontu.
Mówię do ciebie o niczym, słodkim tonem płytkiej pogawędki.
Mówię wszystko, ale to wszystko jest niczym,
Gdyż nie mówię nic, co byłoby wszystkim,
Nie mówię o tym, jak coś wewnątrz mnie roni łzy;
Więc kiedy zaczynam moją grę, nie daj się oszukać moim słowom.
Posłuchaj uważnie i spróbuj usłyszeć to, czego nie mówię.
Co chciałbym być w mocy powiedzieć,
Co muszę powiedzieć, aby przetrwać, ale powiedzieć nie mogę.
Nie chcę się ukrywać, naprawdę!
Nie chcę tej gry zewnętrznych złudzeń, którą gram - gry pozowania.

Chciałbym raczej być szczery i spontaniczny - być sobą,
Ale musisz mi pomóc. Musisz wyciągnąć do mnie rękę,
Nawet jeśli zdaje ci się, że to jest ostatnia rzecz jaką chcę.
Tylko ty możesz zerwać z moich oczu
tą zabójczą kurtynę duszącej śmierci.
Tylko ty możesz przywołać mnie do życia.

Za każdym razem kiedy próbujesz zrozumieć,
i dlatego że naprawdę tak chcesz,
Mojemu sercu rosną skrzydła - bardzo małe skrzydła,
kruche, ale jednak skrzydła.
Z twoją czułością i współczuciem i twoją mocą zrozumienia
Możesz tchnąć we mnie życie.
Chcę żebyś to wiedziała.
Chcę żebyś wiedziała jak jesteś dla mnie ważna,
Jak możesz, jeśli zechcesz, być stwórcą osoby, którą jestem.


Błagam cię - chciej to zrobić. Tylko ty możesz zburzyć ten mur
Za którym ja drżę; tylko ty możesz zdjąć moją maskę.
Tylko ty możesz uwolnić mnie od mrocznego świata paniki i niepewności,
Od mojej samotnej osoby.
Nie omiń mnie obojętnie.
Proszę... nie omijaj mnie obojętnie.

To nie będzie dla ciebie łatwe;
Długie skazanie na bezwartościowość tworzy grube mury.
Czym bardziej się do mnie przybliżysz,
tym mocniej będę walczyć w zaślepieniu.

Gdyż walczę przeciwko tej samej rzeczy, za którą tęsknię.
Ale mówią, że miłość jest silniejsza nisz mury,
a w tym moja cała nadzieja.
Spróbuj, proszę, zburzyć te mury stanowczymi dłońmi,
Ale muszą być one łagodne,
bo dziecko w środku jest bardzo wrażliwe.


  

niedziela, 15 stycznia 2012

Zadanie

Tekst z postu Gosi-Magdy znaleziony w moim starym folderze przy porządkowaniu kompa. Sam się ujawnił nagle. Opowiada  w nim Gosia-Magda komuś o wizycie u mnie cztery lata temu i swoim śnie.

LÓD - SEN

... wracając w pośpiechu z Wrocławia, skąd - jak Ci wiadomo - zwiałam bez pożegnania, a o ucieczce powiadomiłam ją dopiero z przedziału pociągu.
To właśnie tej nocy miałam sen:
Kompletnie idiotyczny, bo śniła mi się ta jej 16-letnia córka. Ale tak niezwykle sugestywnie! Powiedziała tym swoim niesamowicie spokojnym i opanowanym głosem;
"Kontaktuję się z Tobą we śnie, bo tylko tak mi uwierzysz! Twoim zadaniem tu na Ziemi jest odczarować Kaja. Wszystko jest ze sobą powiązane! Nawet to, że Andersen wymyślił te imiona, a Twój tata się "pomylił" i dał Ci na imię Małgorzata, a dopiero później Magdalena. To był celowe zesłanie na niego czasowej nieświadomości, bo Gerda to przecież Małgorzata, a Kaj, to on.
Musisz to zrobić! Musisz go wyrwać z tych okowów lodu, w którym tkwi! Pamiętaj! To jest Twoje zadanie"
I wtedy, po tej pierwszej tabletce, znowu śnił mi się ten sam sen. Śnił mi się sen o tamtym śnie! To nie było powtórzenie snu! To było jego przypomnienie!
Cóż, ja miałam mieć na imię Małgorzata, jak moja nieżyjąca siostra, ale potem rodzice zdecydowali inaczej. Dałam tak na drugie imię mojej córce.

foto mojego najmłodszego

Uzbrojona w wiedzę

W piątek w pracy zastanawiałam się nad problemem. Na co zwrócić uwagę w tej całej dla mnie sytuacji na zakręcie? Chciałam pomocy Pierzastego, ale nie potrafiłam bezpośrednio do niego dotrzeć, więc sięgnęłam po książkę na półce, które dwie sprawy już mi wyjaśniła - "Traktat o łuskaniu fasoli". Machinalnie, na wyczucie, nie patrząc prawie, bo wiedziałam gdzie jest w rzędzie jej zielonkawy grzbiet. Siadłam w fotelu i wtedy ze zdziwieniem odkryłam, że to nie "Traktat" tylko "Hańba"  Coetzee. Też zielonkawa okładka, tyle że książki nie czytałam jeszcze. Spojrzałam. Z niewyraźnego zdjęcia spoglądała  dziewczyna, która przypominała  mnie sprzed kilkudziesięciu lat. Otwarłam na chybił trafił i przeczytam tekst, który wskazywał mój palec.
"Nie lubił kobiet, które nie starają się podobać. Nieraz już czuł tego rodzaju niechęć do przyjaciółek Lucy. Nie ma czym się chlubić: uprzedzenie, które zagnieździło się w jego umyśle, zapuściło korzenie.
Umysł Luriego stał się przytułkiem dla starych myśli, gnuśnych, zubożałych, bez żadnego innego schronienia. Trzeba by je przepędzić, wysprząta lokal do czysta. Ale jemu nie zależało, a może zależało mu nie dość."
Koniec przekazu. Zamknęłam książkę i jeszcze raz spojrzałam na dziewczynę z okładki. Już nie wydawała mi się taka bezradna i  bezbronna. 




wtorek, 17 maja 2011

Dziękczynienie

Tak sobie myślę, że na jakimś poziomie wszystkie umysły się łączą w jeden UMYSŁ, to sny, choć śnią się każdemu z osobna, gdzieś tam dotyczą wszystkich. I tak się dzieje, gdy opowiadamy komuś sen, albo czyjegoś wysłuchujemy. Na pewnym poziomie staje się on wspólny, choć na innym dotyczy indywidualnie każdego. Ale to jest w tym wszystkim fantastyczne, że snami można się dzielić, a im i tak nic nie ubywa. Wręcz odwrotnie - przybywa. Ważne, by tak się dzielić, jako czymś delikatnym, cennym, wartościowym. Bo takie właśnie są sny.
Dzisiaj już nie mam siły, ani czasu, ale w najbliższym dniach chcę podzielić się z Gosią i innymi tym, co w bardzo dużej mierze dotyczy jej snu o Indiance. Tyle, że u mnie stało się to nie w śnie, a w realu i wywołało stan gdzie albo człowiek decyduje się głęboko zweryfikować wszystko w co do tej pory wierzył, albo ... zwariować. To drugie bodaj jest łatwiejsze. :)) A za możliwość zapoznania się ze snem dziękuję, bo to kolejny dowód na to, że to co kiedyś mnie spotkało jest prawdą, i dziękuję sobie za to, że wtedy zaufałam temu co przeczyło wszystkiemu czego do tej pory mnie uczono.

środa, 26 stycznia 2011

Trup w szafie albo memento mori sprzed roku

Już bardzo późno, ale ... no już w sumie dobrze po północy, więc wczoraj.... brr... nie wiem jak o tym pisać, ale ja mam dość czułe powonienie, więc... no więc od początku...to jakiś zaś temu niestety odszedł nasz chomik Pepe. Jakoś zdaje się nikt od razu tego nie spostrzegł, więc przeleżał w szmatkach w tym swoim legowisku z jeden, czy dwa dni. I ja, że tak powiem wynosiłam zwłoki, które już wydzielały specyficzną woń. I po jakimś czasie, kilku dniach, zacząłem w mieszkaniu czuć tego chomika, a raczej to co po nim wtedy zostało.  Zapach był w naszym przedpokoju, a najbardziej... w mojej  własnej szafie. Ale przecież my nie mieliśmy już żadnych chomików! A potem z każdym dniem to ja już zaczynałam instynktownie wszędzie sprzątać, a zapach  był coraz mocniejszy. Jakoś inni go nie odczuwali, a ja bardzo mocno, i to już był dla mnie fetor. Jakby z kanalizacji. Więc w końcu i mąż poczuł. A potem to już w niedzielę na wieczór, opróżniliśmy całą szafę, bo wszystkie rzeczy w niej mi waniały. To wszystko na strych. Za szafą znajdowała się zabudowana rura wentylacyjna, której to zabudowę mąż ściągnął, aby sprawdzić co jest przyczyną fetoru. Mi to tak cuchnęło, a mąż raz czuł, raz nie. Rano ruszyłam do działu technicznego naszej administracji. Już o dziesiątej zjawił się kierownik z hydraulikiem. I tu myślałam że wyjdę z siebie i stanę obok, bo im nie tylko nic nie śmierdziało, ale uznali rurę za dobrą. A mnie za "starą rurę" co to jak chciała remontu i przebudowy przedpokoju, to mogła im powiedzie, a nie udawać, i szukać pretekstu, że śmierdzi rura więc uszkodzona. Jaaaa....!!!! Ale na szczęście okazało się, że dwa piętra niżej, sąsiadce z tego samego pionu też brzydko pachnie i też to zgłosiła. A ponieważ zajrzeli panowie na strych a tam wystawiona szafa, rzeczy na wieszakach, a w salonie pawlacze, koce, śpiwory, to jakoś coś im nie pasowało, żebym taki cyrk robiła dla jednej rury i powiedzieli tylko, że nie zamykają sprawy. To ja wczoraj rano poszłam zobaczyć co z tą otwartą sprawę. Fakt, postanowili obejść wszystkich lokatorów i u każdego sprawdzić. Tyle, że zaczęłam już podejrzewa, że to może z sąsiadem pode mną coś się stało. Bo ostatnio jak go widziałam, źle wyglądał. Nawet do męża powiedziałam, ze się Kaziu o jakieś 20 lat postarzał w ciągu tego roku.
A skończyło się tym, że nasz sąsiad zszedł z tego świata. I zdaje się, że  jakieś dwa tygodnie temu to zrobił. Kaziu, gość - nałogowy alkoholik, do którego schodziło się jemu podobne towarzystwo. No i jak już wieczorem, po wizycie ekipy śledczej,  te zwłoki wynosili, to .... co ja tu mogę powiedzie. NIGDY tego zapachu nie zapomnę. Brr... A co do powonienia, to jednak faceci mają je z reguły słabsze. I tym razem to wolałabym na ten krótki czas być facetem;)
A tu to co wydarzyło się jednego dnia, rok temu, a co zapisałam kiedyś na jednym z blogów:

01 stycznia 2010
Sen, klucze, ptaki i śmierć
 Sen śnił mi się nad ranem.  
Czekam na Lidkę na klatce schodowej, mam coś ważnego do niej. Tymczasem widzę jak wchodzi skulona, jakby nie chciała, abym ją zauważyła. Gdy zagaduję, zaczyna mnie od razu słownie atakować. I w tym momencie, zaczynam się orientować, że to sen, ale zamiast przeciwdziałać, sama jestem jak ona, też atakuję i robi się bardzo nieprzyjemnie, tym bardziej, że nie załatwię już tego co zamierzałam, a bardzo mi zależało. „Przetrawiam” całe zdarzenie i chcę od nowa rozegrać tą scenę. Ale wybudzam się, już jestem na granicy snu i jawy. Wiem dokładnie o co chodzi w tym śnie, z czym mam doczynienia. I że to warte jest wyciągnięcia wniosków na przyszłość.
A w realu… Kamil był z koleżankami w sylwestrową noc w parku i na górce znaleźli klucze, cały pęk. Rano napisałam ogłoszenia i poszliśmy z mężem rozwiesić je w parku. Było mnóstwo głodnych ptaków, ale nie mieliśmy nic dla nich do jedzenia, żałowałam.



Zrobiłam im kilka zdjęć.
Gdy wracaliśmy i wchodziliśmy do bramy, zadzwoniła moja komórka. Właściciel kluczy ucieszonym głosem oznajmiał, że właśnie przeczytał ogłoszenie. Podałam adres. Na czwartym piętrze naszego domu stało trzech młodych ludzie, drzwi od mieszkania sąsiada spod siedemnastki były otwarte, a on sam stał w nich. Okazało się, że jego kolega od picia w nocy zmarł. Dostrzegłam leżące na podłodze zwłoki.  Sąsiad był zdenerwowany i chciał, aby tym ludziom powiedziała, że ten zmarły nazywa się tak i tak. Znałam go jedynie z widzenia, a młoda kobieta nie dziwiła się, że nie zawierałam bliższej znajomości z tym  jak określiła "towarzystwem wzajemnej adoracji". Sąsiad chciał wzywać policję, a wtedy kobieta powiedziała:
-My jesteśmy z policji.
Za chwilę przybył, zmachany wdrapywaniem się na piąte piętro, właściciel kluczy. I tak to na początek roku przywitało nas wszystkich memento mori.
Dochodzi druga w nocy, więc już tylko tyle: nikomu z nas, a już pewnie temu sąsiadowi też, nie przyszło do głowy, że po roku podobna ekipa będzie na tych schodach zajmować się nieboszczykiem. A z drugiej strony, to jak włączyć racjonalny umysł, to właśnie do takich wniosków powinno się dojść, ze historia może się powtórzyć. A kto zagra rolę nieboszczyka? A kto to wie komu bije dzwon...?
http://mala-szkatulka.blog.onet.pl/Zniwo,2,ID297627760,DA2008-02-27,n 

sobota, 1 stycznia 2011

Ładny dzień i coś niepięknego

Pierwszy dzień 2011.  Ładny. Niech się każdemu szczęści w Nowy Roku.:)

Już wieczór. Mam w głowie kilka mini wskazówek dla siebie i mini postanowień. 
Wychodzi mi, że gdy należymy do grona "cierpiących duchowe i egzystencjalne rozterki", to aby uwolnić się od cierpienia i rozterek, należy obejrzeć się i uważnie przyjrzeć własnemu dzieciństwu. To dobry sposób na to by uzdrowić własne życie. Trzeba WŁAŚCIWIE i ZE ZROZUMIENIEM odszukać i ZOBACZYĆ co też wydarzyło się tam wtedy i jaki ma wpływ na tu i teraz. Przy tym czasem bardzo potrzebny jest empatyczny terapeuta.
Czytając artykuł na Onecie o dziejach pewnej czeskiej aktorki, 
http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/aktoreczka,4094169,8365890,artykul-fotoreportaz-duzy.html postanowiłam zachować z niego te kilka zdań z  wypowiedzi koleżanki aktorki:
"Myślę, że Adina nie potrafiła się naprawdę zakochać. Czasami kiedy mówiła o mężczyznach miałam poczucie, jakby ich raczej nienawidziła. Chyba z tym przyszła na świat albo coś niepięknego się jej stało w dzieciństwie."
Tu też zostawiam pewną dla mnie ciekawą wymianę zdań:

-Nastolatki to same są czasem jak demony. Oj, co moi rodzice mieli ze mną w wieku 15 lat. Wstyd.

-Rozumiem, ale tak jeszcze spytam, czy Twoi rodzice też mieliby powody powiedzieć, że Ty z nimi miałaś. I że im wstyd...?

-Aż się uśmiechnęłam po przeczytaniu Twego pytania. Ależ tak, miałam i powinni, na pewno.

środa, 1 grudnia 2010

Lustro

No to herbatka z plasterkami świeżego imbiru i zerknięcie na TEN blog. A tam:
"Smak goryczy powiększa mi wizja pięknej pogody i tych wszystkich szczupłych, zgrabnych, długonogich dziewczyn które wciąż rzucają mi się w oczy. Powiększają moje i tak znaczne kompleksy i nie poprawiają ogólnego samopoczucia. Niby wiem, że stare baby bywają i grube i niezgrabne, ale najgorszy jest fakt, że moja psyche, jakby nie dopuszczała do świadomości tego faktu. Wg. mojej psyche/duszy? wciąż jestem młoda, piękna i tak bardzo wiele bym chciała jeszcze od życia. I tak sobie toczymy malutką wojenkę, kiedy moje mdłe ciało odmawia posłuszeństwa mojej psyche (Psyche?) i nie zgadza się na jej ekstrawaganckie zachcianki."
Tiaaa... lustro:) Moje głęboko skrywane uczucia wypisał ktoś, ot tak, lekko:)))
Pamiętam jak dawała mi do zrozumienia niewerbalnie i słowem, że jestem jakaś niewydarzona, felerna. Kiedyś oznajmiła z taką pewnością w głosie i takim nawet.... ciepłem: Ja jestem taka stuprocentowa kobieta, a ty to taki mieszaniec, taki kundel. Z tą oczywistością w głosie, jakby zapowiadała prognozę pogody. Zaprogramowała mnie. Nie umiałam się sobą cieszy. Czułam się ze swoim ciałem taka niedoskonała, niedoskonałe zdało się wszystko. Pozwoliłam jej zabrać sobie radość bycia młodym, a teraz... co pozwalam...? Wyprosiłam za drzwi ze swego serca i dosłownie ze swego domu. A teraz...? 
Lubię patrzeć na nią, mówię że ładnie wygląda i TAK SIĘ DZIEJE. Pięknieje z dania na dzień. To magiczna matematyk, bo czym więcej daję, tym więcej mam. Zawsze byłam miłośniczką nauk ścisłych:).
Po to są dzieci, po to są córki... dodawać, a nie odejmować. Niech idzie w świat z takim dobrym mniemaniem o sobie, a nie zamienia się w wygłodniałego żebraka uczuć, gotowego za jedno słowo-komplement poświęcić się dozgonnie i trwać przy drzwiach, które nigdy dla żebrzącego się nie otworzą.

O! Nie tego chcę, ani dla siebie, ani dla nikogo. Ale czy żebraczka może dać światu królową? Hm... może, ale póki jest żebraczką, nie pomoże w tym, a jedynie ściąga będzie do tej samej roli. Więc...? Pytanie retoryczne:)) Dobrze jest tak czasem porozmawia z lustrem:D
 PS.Znaczeniowo karta ta najbliższa jest Magowi z Major Arkanów. Funkcję czarodziejskiej pałeczki Maga pełni tu Denar symbolizujący lustro, w którym Królowa ogląda świat i siebie w świecie.
Pozycja prosta: Wiara w siebie i w swoje siły. Umiejętność generalizowania. Syntetyczny umysł. Fascynacja światem, jego pięknem i magicznością. Znajomość tajemnic świata. Optymizm. Umiejętność współżycia z ludźmi. Kobiecość, praktycyzm i wdzięk. Piękno seksu, piękno miłości. Swoboda. Zaufanie.


wtorek, 30 listopada 2010

Świetlana bajka

Na tym, co poprzednim blogu przeczytałam to:
czasem ktoś zgasi moją radość, niedbale, jakby gasił lampę. A potem się dziwi, że jestem jakaś inna. Moja radość z trudem się zapala. Brakuje mi światła. Tego w środku.
I taka refleksja mnie naszła. Dlaczego właśnie tak się dzieje? Pozwalam? Tak, pozwalam na to, tak jakbym zależała moje światło od kogoś. Czy tak jest? Czy tylko tak jest? Hm... jak z tym blogiem, gdy piszę wiedząc, że ktoś tu zagląda, to nie o wszystkim piszę, chowam cześć smutku, złości, a gdybym wiedziała, że sama tu jestem... SMUTEK zalałby wszystko. I lęk, i poczucie winy, tego nie dałoby się czytać. Tyle tego we mnie. To ja tę poranioną siebie chowam, ale jednocześnie pragnę by ktoś właśnie tę część mnie ogrzał swoim światłem i rozpalił we mnie blask, którego już nic nie zdoła zagasić. 
Widać ciągle wierzę w bajki...


poniedziałek, 15 listopada 2010

Uwierzyć w dobroć życia

Natchnęło mnie nagle. Sen o zranionym sercu, z tą wbitą siekierą.
http://zapiskisnowe.blogspot.com/2010/11/do.html
 Zobaczyłam ten filmik:
http://www.youtube.com/watch?v=jok8LWU968o&feature=player_embedded
A potem przeczytałam to:

 Uzewnętrznienie czegoś nowego w myśleniu, na przykład rozpoczęcie następnego rozdziału książki. Znaleźliśmy się w nowym programie badawczym w instytucie. Ogłosiliśmy publicznie nasze poglądy i napotkaliśmy aprobatę lub krytykę. Blaski mówią o nieuniknionym sporze i konflikcie. Zniszczenie tego, co przestarzałe, dla oczyszczenia terenu pod to, co przyjdzie później. Zniszczenie, przewrót, rozdzielenie i niezgoda, ale wszystko to z pozytywną perspektywą zbudowania czegoś lepszego. W cieniach przychodzi wojna, niezgoda, spór, konflikt, kłótnia, wrogość. Silne zaburzenia fizyczne lub psychiczne. Zerwanie rozejmu. 

Otwierasz drzwi i widzisz swego partnera w czyichś ramionach. Podsłuchałeś swego najlepszego przyjaciela, jak wyśmiewa cię za twoimi plecami. Doszedłeś, że twój wspólnik oszukiwał cię przez lata. Ni z tego, ni z owego twój świat przewraca się do góry nogami. Jesteś ogłuszony, pełen niedowierzania i wreszcie masz złamane serce. Obraz Trójki Mieczy jasno opisuje ten nagły ból. Dosłownie czujesz, jakby ktoś wziął osty przedmiot i wraził ci go w serce. Wszystko, nawet tak nieistotne, jak błaha uwaga, można odczuć w ten sposób. Zauważ, że ta karta zawiera wyłącznie serce i trzy miecze. Gdy twoje serce jest złamane, czujesz, jakby to było wszystko, czym jesteś – otwarta rana. 

W odczycie Trójka Mieczy często przedstawia paskudne podkręcone piłki, którymi niekiedy życie nas raczy. Zdrada, opuszczenie, odsunięcie, oddzielenie, odwrócenie losu. Te rany są bolesne, ponieważ spadają, gdy najmniej się ich spodziewasz. Jeśli wyciągnąłeś tę kartę, możesz wiedzieć, do czego się odnosi, ale jeśli nie, to jest to znaczące ostrzeżenie. To jakby coś było nie w porządku w twoim życiu, czego jesteś nieświadomy lub niechętny się dowiedzieć. Podkręcone piłki uderzają w nas, kiedy patrzymy w inną stronę. Uważnie przyjrzyj się swojej sytuacji. Rozmawiaj z ludźmi. Niczego nie zakładaj. Posłuchaj swego głosu wewnętrznego, pomoże ci zlokalizować problem.

Jest także możliwe, że rozważasz skrzywdzenie kogoś innego. Przy tej karcie myślę, że ważnym jest pamiętać, że każdy z nas jest zdolny do okrucieństwa. Wszyscy jesteśmy ludźmi i wszyscy popełniamy błędy, czasami poważne. W końcu, wszystko, co możemy zrobić jest uwierzyć w dobroć życia i próbować pozostać wiernymi ideałom. Gdy się pomylisz, wybacz sobie i próbuj z kolei wybaczyć innym, ale, nawet lepiej, zażegnaj problem, zanim się pojawi.

sobota, 13 listopada 2010

Dół

Dzisiaj pierwszy dzień od dwóch tygodni bez leżenia w łóżku. Wykąpałam się. Włosy miłe w dotyku. Nareszcie. Jeszcze słaba i kaszląca, ale to już nie to co było. W domu cisza. Dobra cisza. Czytam Every archiwum:
Mam smutną duszę, czarną i ciężką jak z palonych opon dym. Duszę zaryglowaną, do której ostatnio wcale nie zagląda słońce. Duszę niewyprasowaną, suszoną na wietrze, wytartą, wyblakłą i poprutą. Duszę porosłą chwastami, ledwie oddychającą wśród ostów. Duszę na śmierć zapomnianą, porzuconą pod schodami, stojącą w kolejce po zupę u Brata Alberta.
Wśród posiadaczy takich dusz rekrutuje się najwięcej samobójców połykających w upalne wieczory małe żółte pigułki, tnących w wannie napięte nadgarstki, sfruwających wdzięcznie jak rajskie ptaki z szeroko otwartych okien wieżowców.

Bo z taką duszą nie sposób żyć.
Ten cały dół już za mną. Dopiero jak się człowiek z niego wygrzebuje, widzi jak głęboko utknął. 
16 sierpnia miałam sen.
Serce z wbitą siekierą 
Tej nocy miałam sen o moim sercu. Wbita była w nie siekiera, tyle że sam metal, bez trzonka. Gdzieś tak to się stało, że sama sobie to zrobiłam przez nieuwagę, czułam ciężar i przeszkadzało mi to, choć nie było bólu. Widziałam dokładnie to moje serce z wbitym metalem i ta sytuacja mnie męczyła i byłam na nią zła. Kiedy w końcu przestałam na to zwracać uwagę, nagle siekiera znikła, serce było całe, zagojone, bez śladu rany. Poczułam się nareszcie dobrze, tak lekko, gdzieś kołatała delikatna myśl o kwiecie… czerwony hibiskus mi się jawił.
Do herbaty dodaję ostatnio suszone kwiaty hibiskusa :)