Sen, który opisałam jako ostatni w poprzednim poście. Nie daje mi to spokoju. Mam poczucie winy, jakbym była zbyt oschła, kogoś oskarżała, że nie wykorzystuje swoich talentów, potencjału, tkwi w marazmie. Ale to dotyczy wielu osób, ze mną włącznie. I chodzi tu o złość na samą siebie. Jakbym widziała się w lustrze.
Leczenie się ze współuzależnienia bardzo przypomina proces dojrzewania.
wtorek, 28 czerwca 2011
poniedziałek, 27 czerwca 2011
Sny o ciążach, porodach i dzieciach
Sen pierwszy
Moja mama i ja jesteśmy w ciąży. Rodzę wcześniej chłopczyka. Nawet go nie widziałam, ale wiem, że to chłopiec, którego oddałam do adopcji. Rodzi moja mama. Robi to bardzo szybko w kuchni. Zdejmuje majtki, kuca, tak jak kobieta do sikania, a za chwilę podciąga majtki i obciąga sukienkę. Poprawia włosy. Ja biorę dziecko i układam się z nim na tapczanie. W dużym pokoju rodziców. Mama jest zadowolona, że ja zajmę się dzieckiem. Ja czuję się szczęśliwa i trochę zmęczona. Ale czuję do tego dziecka wielką miłość. Jest to dziewczynka. Zaczyna do mnie mówić. Dziwię się, bo przecież to niemowlę. Jej twarz jest śliczna i taka dojrzała. Jestem taka szczęśliwa jakbym otrzymała wielki skarb. Tata jest naprzeciwko nas i coś czyta w gazecie. Odsłania ją i zaczyna mówić coś do mnie z pretensjami. Jest mi przykro, bo czuje się też zmęczona. Nic mu nie odpowiadam. Nagle mama bardzo ostro go „ustawia” i staje po mojej stronie. Powoduje to natychmiastową zmianę nastawienia do mnie ze strony ojca. W tym momencie zauważa on dziewczynkę koło mnie. Widzi, że jej oczy i jego są takie same i rozumie, że to jego dziecko. Jest zadowolony, że będę zajmowała się dziewczynką.
Dziecko-chłopiec jest symbolem pewnego pomysłu. Nie realizuję go, ale powierzam komuś innemu. Za to z miłością i zaangażowaniem podejmuję się realizować pomysł mojej mamy. Dla mnie jest wspaniały. Ojciec jest przeciw mnie, mama za, a gdy on dostrzega, że pomysł jest po części też jego, uspakaja się.
Sen ten można też odczytać na innej płaszczyźnie. Dziecko jest tu pewną schedą po rodzicach, którą ja postanawiam się zająć. Jeden odczyt nie wyklucza drugiego.
Sen ten można też odczytać na innej płaszczyźnie. Dziecko jest tu pewną schedą po rodzicach, którą ja postanawiam się zająć. Jeden odczyt nie wyklucza drugiego.
Sen drugi
Kobieta koło 50 lat i mężczyzna też w tym wieku spotykają się. Jest to jakiś plac zabaw czy lunapark. Coś dla dzieci. Spotkanie dwóch osób „po przejściach”. Oni jakby nie wierzyli, że jeszcze coś miłego może ich w życiu spotkać. Nagle okazuje się, że są ze sobą bardzo szczęśliwi. W pewnym momencie czuję, że jestem tą kobietą. Śmieję się i krzyczę ze szczęścia. To trochę jak scena z brzydkiego kaczątka, które stało się łabędziem. Odmłodniałam. Jestem w zaawansowanej ciąży. Wiem, że każde z nas ma jakieś dzieci i teraz czas je sprowadzić. Jednocześnie chcemy wziąć ślub. To już 8 miesiąc ciążyć. Widzę starszego księdza w jakimś budynku. Idę do niego. Staruszek siada na schodach. Mówię, że chcę wziąć ślub. Odpowiada, że chętnie udzieli go, tylko trzeba uzgodnić datę. Pytam, czy coś stoi na przeszkodzie, żeby udzielił nam ślubu teraz. Jest zdziwiony, ale odpowiada, że nie. Mówię, że jeśli jest zmęczony, może siedzieć na tych schodach i udzielić nam tego ślubu siedząc.
Sen dotyczy mnie i mojej przyjaciółki - ona jest tym mężczyzną. (W śnie chodzi o to, że się uzupełniamy, tworzymy harmonię, że są oba pierwiastki: męski i żeński). Sen zapowiada niespodziewaną i owocną współpracę (ciąża symbolizuje efekt tej współpracy), która da nam szczęście. I to wtedy, gdy już w to obie nie będziemy wierzyć. Pozwoli też nasz pomysł wspomóc ekonomicznie nasze rodziny. Co ciekawe w tym śnie,choć zajmuję się tylko tytułowymi znaczeniami,to ja nigdy nie brałam ślubu kościelnego i do korzystania z jakikolwiek posług kościelnych, sakramentów to mi w realu daleko. Ale w śnie chodzi o związek duchowy, coś ważnego, co należy też przypieczętować. Na trwałe złączyć.
Sen trzeci
Rozmawiam w grupie kobiet. To, z jaką w prawą udaje mi się poprzez uważne słuchanie każdej odkryć z czym ma problemy, daje mi sporą satysfakcję. Jednocześnie uważam, aby żadnej nie urazić i też sama odkrywam własne zahamowania, problemy. Słowem, to te kobiety niejako naprowadzają mnie i pomagają rozwiązać moje wewnętrzne supełki. W pewnym momencie jedna z kobiet znanych mi, zwierza się jak mając męża i czteroletnią córeczkę zdecydowała się na drugie dziecko. Ale „zafundowała” je sobie nie z mężem, tylko z innym mężczyzną. Od momentu poczęcia ciągle się starannie myła, brała prysznice. Chciała być taka czysta. I śniło jej się, że ta córka z małżeństwa wpadła do wody i tonęła. Ale widać, sny się nie sprawdzają, bo nic takiego się nie stało, i tak naprawdę nie ma co w nie wierzyć - o tym mnie przekonuje.
Idziemy grupą. Ja na przedzie pcham wózek, to jest niby to drugie dziecko, ale ja pcham pusty wózek. Jakoś tak wynika, że ja mam się tą młodszą opiekować. Jest nadbrzeże. Droga staje się wąska, z jednej strony wysoki mur, a z drugiej stroma przepaść i głęboka woda. Nagle widzę tę starszą dziewczynkę jak biegnie. Ktoś krzyczy jej imię. Mała mnie mija i taka niezbiegnięta wpada do wody. Jak spławik zanurza się i wypływa. Tonie. Dociera do mnie, że właśnie ten sen się ziszcza. Bez namysłu skaczę w dół, aby ratować dziecko. Mam na sobie ubranie i adidasy. Zdaje sobie sprawę, że to utrudni mi pływanie, ale nie ma czasu na zdejmowanie butów. Każda sekunda jest ważna. Czuję się odpowiedzialna za tą dziewczynkę. Budzę się. Dociera do mnie kto jest jej matką i że dziecko skoczyło, bo podświadomie chciało sprawdzić czy jest kochane.
W tym śnie dzieci są faktycznie dziećmi, niczego nie symbolizują. Chodzi o zobrazowanie pewnej sytuacji by w symboliczny sposób pokazać pewne nieuświadomione dążenia dziecka. No i tego by snom ufać, zawierzyć. Gdyż dzięki nim jesteśmy w stanie coś przewidzieć, przygotować się lub zapobiec.
Sen czwarty
Mam podjąć pracę opiekunki u Katie Holmes i Toma Cruisa w Ameryce. Jestem u nich w domu. Mają dwie dziewczynki, jakieś 2 i 4 latka. Z tą starszą łatwo nawiązuję kontakt. Pokazuje mi, że zepsuła się jej lalka, oderwana jest główka. Widzę wyraźnie lalczyne niebieskie oczy, rude włoski. Współczuję i mówię do dziewczynki, że to się jakoś da naprawić. Młodsza jest nieufna. Wiem, że niełatwo będzie nawiązać z nią kontakt i przełamać lody. Za to Katie okazuje się bardzo miłą, młodą kobietą. Wychodzi też na jaw, że ma polskie korzenie, o czym opinia publiczna nie wie. Mówi bardzo dobrze po polsku. Odczuwam, że jest lekko pogubiona w małżeństwie. Jest szczera, ufna, bezpośrednia, łagodna. Tom wychodzi, gdzieś idzie do jakiejś knajpy, baru(?)
Zastanawiam się, jak to się dzieje, że przecież pracownicy zatrudnieni u ta wysoko postawionych ludzi są siłą rzeczy dopuszczeni do ich sekretów, poufnych spraw i że łatwo o przecieki. Dociera do mnie, że w sytuacji, gdy nie jest się ostrożnym i nie trzyma się dla siebie takich wiadomości, to jest takie niepisane prawo, że nikt już takiej osoby u siebie nie zatrudni. Jest spalona. Wiem, że Katie i Tom chcą mnie zatrudnić, bo jestem w swoim fachu dobra, chcą też abym uczyła ich dzieci języka polskiego. Jednocześnie ja będę się codziennie uczyła angielskiego. Jest już dla mnie miejsce na jakimś kursie.
Zapowiedź przyszłej pracy, to jakie będą dzieci, pracodawcy. Sen wybrał parę wysoko postawioną w hierarchii, symbolizują status społeczny, a dla mnie zawarta jest tam dobra rada. Czyli język za zębami. Co też robię i nie piszę dalej.
Sen piąty, nie jest mój, ale mam zgodę na publikowanie go
Niedawno śniło mi się, że urodziłam dziecko. Nie potrafię jednak interpretować snów, zwłaszcza swoich. Jak napisała kiedyś Kinga w jednym z komentarzy na skasowanym blogu, ciężko jest być własnym psychoanalitykiem. Pewne sny jednak pozostawiają w moim umyśle trwały ślad. Tak jak rzeczony sen o dziecku. Śniło mi się, że byłam w ciąży i urodziłam dziecko. Byłam na to kompletnie nieprzygotowana, nie miałam dla niego ubranek, pieluszek ani mleka. Nie wiedziałam co mam zrobić byłam kompletnie zaskoczona tym faktem, poród przebiegł jednak niesłychanie lekko. Pozostawiłam dziecko w szpitalu, wróciłam do domu z moim tatą, miałam mnóstwo jakich rzeczy do zrobienia i każdego dnia zapominałam odebrać moje dziecko ze szpitala. Gnębiło mnie wielkie poczucie winy.
Sen przedstawia sytuację w jakiej jest śniąca.
Dziecko to symbol w tym śnie. Rodzić można owszem dzieci, ale też pomysły. To coś nowego co stworzyliśmy. Pomysł, idea, umiejętność, nasz talent, coś co jest naszym dziełem. Śniąca ma zdolności, potencjał, bo poród dziecka jest bardzo łatwy. Ale to dla niej samej zaskoczenie. W śnie nie tylko brak przygotowania, ale i akceptacji na to by to "dziecko" przyjąć, zaopiekować się nim, czuwać nad rozwojem. Zostaje porzucone, i choć się o nim myśli i ma się poczucie winy, coś blokuje, jakaś "niedojrzałość", niewiara w siebie. Upływa dzień za dniem, sprawa za sprawą, a po "dziecko" się nie wraca.
Obecność ojca sugeruje, że sama śniąca potrzebuje opieki, jest jak dziecko, niesamodzielna. Brakuje jej męskiego pierwiastka. Jednocześnie ojciec śniącej nie wspiera jej w tym by zabrała „dziecko” do domu.
Sen to list od siebie dla siebie. Co z nim zrobi śniąca, to już jej sprawa. Tak jak i to, co przyjmie z mojej interpretacji. Mam nadzieję, że nie uraziłam jej.* Bo nie to było moim celem.
sobota, 25 czerwca 2011
Bez szans
Shinead O'Connor:
Jeśli próbujesz zmienić swoją osobowość, tylko po to, żeby kogoś zadowolić, to możesz tylko zgorzknieć. Bo i tak nigdy ci się to nie uda.
Od siebie dodać mogę, że w szczególności, gdy tym kimś będzie wiecznie nieusatysfakcjonowany rodzic. Cóż, trzeba być bardzo uważnym przy jego wyborze. Ja za bardzo się widać spieszyłam;)
piątek, 24 czerwca 2011
niedziela, 19 czerwca 2011
Skutki
Skończyłam drugi semestr z informatyki. Nie mam złudzeń co do tego, że ta szkoła nie uczyni ze mnie fachowca w tej dziedzinie, ale zawsze czegoś się dowiem, kogoś poznam, baa... już poznałam kilka ciekawych osób. No i może lepiej zacznę rozumieć jak zminimalizować ilość błędów podczas implementacji algorytmów, poznając skutki błędów.:))
Gajbie odpisałam pod postem "Supeł" na temat odczuwania pełni kobiecości przez kobiety tak:
Tiaaa....Dochodzę do wniosku, że niemal każda kobieta ma z tym większy czy mniejszy problem, objawia się to różnie w ciele i umyśle, sama też nie daję pełnej zgody na kobiecość, ale.... tutaj mam coś, co daje nadzieję, że nawet straszliwe doświadczenia i okaleczenia nie stanowią gwarancji, że pełnia kobiecości jest nie do odzyskania:)))
sobota, 18 czerwca 2011
Zupa z kury, ale nie domowej:)
Krzątam się w kuchni i po necie. Czytam:
Rosół działa kojąco na nerwy.
Do takiego wniosku doszli naukowcy z Toronto.
Uczeni są zdania, że w zupie z kury znajduje się dużo serotoniny, hormonu odpowiedzialnemu za poczucie radości.
Polscy lekarze wymieniają także inne czynne składniki rosołu : sole mineralne, witaminy i substancje łagodzące nasz nastrój. Przytaczają także zachowania prababek, które na wszelki dolegliwości polecały właśnie tę zupę.
Idę za przykładem prababek. Dzisiaj na obiad będzie rosół.
Słucham przy okazji:
http://www.youtube.com/watch?v=fqhhBSXMUzE
Rosół działa kojąco na nerwy.
Do takiego wniosku doszli naukowcy z Toronto.
Uczeni są zdania, że w zupie z kury znajduje się dużo serotoniny, hormonu odpowiedzialnemu za poczucie radości.
Polscy lekarze wymieniają także inne czynne składniki rosołu : sole mineralne, witaminy i substancje łagodzące nasz nastrój. Przytaczają także zachowania prababek, które na wszelki dolegliwości polecały właśnie tę zupę.
Idę za przykładem prababek. Dzisiaj na obiad będzie rosół.
http://www.youtube.com/watch?v=fqhhBSXMUzE
Supeł
Egzamin ma we wtorek, a mówi, że okres ma dostać w poniedziałek. Niedobrze. Czaruję, żeby to było wcześniej. Jak na razie czary działają bo dzisiaj rano jest. A córa w całkiem w dobrej formie. Może się uda...? Na wszelki wypadek ona bierze nospę, a ja idę do sklepu. Komórka po godzinie natarczywie dzwoni w mojej torbie, właśnie gdy przerzucam męskie koszule w jakimś ciucholandzie.
-Mamo, ja już nie wytrzymam. Ta tabletka nic nie działa.
-Za kwadrans będę, coś poradzimy.
Leży. Blada, oczy zamknięte, głowa przekrzywiona na poduszce. Przypomina mi te dziewczyny od Klimta. Ten smutek, te powieki, to ułożenie głowy..
Boże! Żebym ja wiedziała co to jest, czego nie może zaakceptować, na jakiej płaszczyźnie buntuje się przeciw kobiecości?
Wpierw Gelsemium. Mam trzydziestkę i dwusetkę. Wsypuję jej pod język białe kuleczki, potem przykładam ręce do jej brzucha. Czuję silne mrowienie, nieprzyjemne aż po nadgarstki. Dużo toksyn. Reiki i homeopatia mają co robić.
Będzie trzy w jednym, bo przynoszę też ketonal forte. Połyka niebieską tabletkę, a ja kończę zabieg. Widzę przez chwilę chusteczkę z supełkiem, a potem kogoś, kto takim ruchem jak magik powoduje, że supeł znika. Niemal namacalnie doświadczam niezmąconej jedwabnej gładkości tej chustki. Już wiem, że ból zaraz zniknie.
-Przykryć cię jeszcze jedną kołdrą?
Słyszę jej cichutkie tak. Gdy kładę dodatkowe nakrycie na udręczone, drżące ciało, ono już śpi.
Małe tęsknoty
Po trzech dnia nieobecności wróciłam do domu, pracowałam 24 na 24. Stęskniłam się za własnym domem, choć ten w którym pracuję lubię. Tęsknię też za spełnieniem danej sobie obietnicy...bo obiecam sobie, że wieczorem napiszę tu więcej. Zostawiam tu fotkę z niedawnego wypadu na łono natury. To zaciszne miejsce w mieście, a takiego zaciszenia potrzebuję właśnie.
PS. W nocy śniły mi się groźne tygrysy buszujące po mieście.
niedziela, 5 czerwca 2011
Gust wypaczony czyli lubię wrony
Dzisiaj obserwowałam jak wrony opiekowały się swoim młodym. Bardzo lubię krukowate i przypomniałam sobie te wszystkie prace Lorenza z etologii o kawkach i jak sama kiedyś ratował pisklę wrony, a kiedyś znów sroki. I jak przez dłuższy czas jako małolata miałam doczynienia z oswojoną kawką. Tiaa... a przecież w sumie to te ptaki to jakoś nie budzą szczególnej sympatii u wielu ludzi. Te Hitchcocka "Ptaki" czy "Rozdziobią nas kruki, wrony" Żeromskiego to jak upiorny sen. Zgroza, lęk, koszmar. A przecież prawda jest inna. Więc...
http://www.youtube.com/watch?v=KYnH9w1DqJE&feature=relatedwtorek, 31 maja 2011
Jaszczurki, faceci i Mona
To są trzy sny, które śniły mi się jednej nocy pod koniec kwietnia 2008. Przypomniały mi się w związku z pewną sytuacja zaistniałą na jawie obecnie. Sny są o mężczyznach i jaszczurkach i niech tu sobie będą zinwentaryzowane. A ja zaraz kładę się spać...
O młodym mężczyźnie z nadwagą
Rozmawiam z młodym mężczyzną. Ma nadwagę ale w sumie jest dość proporcjonalnie zbudowany. Do tego jest też wysoki, jakieś dwa metry. Ani mi się podoba, ani nie podoba, ot jest miły. Nasze ciała się dotykają. W pewnym momencie zaczynam się lekko o niego ocierać, co widzę sprawia mu przyjemność. Chcę się z nim kochać. Widząc moje podniecenie i gotowość, jest zachwycony i wyraża to werbalnie. Okazuje się to wspaniałym afrodyzjakiem dla niego, gdy widzi autentycznie otwartą i gotową na seks kobietę.
Sen o jaszczurkach
Sen o jaszczurkach
Chodzę gdzieś po górach. Docieram nad strumień. Jest tam płaski głaz wbity pionowo w dno, gdzieś mojej wysokości. Dostrzegam wpadającą jaszczurkę do wody tuż przy nim. Domyślam się, że wygrzewała się na tym kamieniu i spadła. Nawet zastanawiam się, czy pomóc tej zwince wydostać się z wody, ale widzę, że świetnie pływa i sobie poradzi z wyjściem na brzeg. Kiedy patrzę na głaz, widzę że jest na nim pełno jaszczurek, różnej wielkości i wszystkie korzystają ze słońca. Nagle dostrzegam ogromną, która skrada się upolować którąś z amatorek słonecznej kąpieli. Nie zauważa mnie, a ja jestem od niej jakieś pół metra. Nie mam czasu do stracenia, bo wiem, że ten jaszczur przypominający bardziej miniaturowego dinozaura, zaatakuje mnie, gdy tylko spostrzeże. Postanawiam gwałtownie odskoczyć do tyłu, ale jednocześnie wiem, że są tam chybotliwe kamienie, krzaki i mogę skręcić czy złamać nogę. Jestem w rozterce, ale w końcu skaczę w tył.
Sen o walce
Sen o walce
Obserwuję zabawę, niezabawę. Oto są to niby zabawki, ale żywe, które toczą walkę. Dwa takie jakby jaszczurki-dinozaury. Nie bardzo orientuję się o co w tym chodzi. W końcu dociera do mnie, że to brak precyzji tych, co nimi kierują, powoduje, że gra tak dziwnie wygląda. Teraz staję się jedną z tych zabawek. Nie mam kłopotu, aby zablokować przeciwnika, przyciskam nogą jego ogon i jest uziemiony. Teraz to już nie zabawka, ale mężczyzna. Delikatnie muskam mu ucho i szepczę, że po co toczyć walkę, nie lepiej mile spędzić czas. Jest zaskoczony, ale i zaciekawiony. Więc dalej muskam go i pieszczę. Jestem silnie podniecona, on to czuje i sprawdza dotykiem intymne części mojego ciała. Kiedy jest pewny, że nie udaję, rozluźnia się, a ja już go nie blokuję... Znowu przekonuję się, że moje własne podniecenie jest najsilniejszym afrodyzjakiem dla mężczyzny.
Co dziwne to w żadnym śnie nie myślę o tym, że jestem mężatką, za to uzmysławiam sobie, że reaguję jak rozbudzony chłopak szesnastolatek. Szybkie podniecenie ciała. I tylko za jego głosem i potrzebami idę. Ci mężczyźni ani mi są znani, ani mi się podobają czy nie podobają, ale jestem wobec nich autentyczna i otwarcie pokazuje swoje potrzeby seksualne. I jeszcze jedno, uczono mnie, że seks jest wyrazem uczuć i to głębokich. Ja zaś zachowuję się w snach trochę jak Mona z "Kociej kołyski" - kocham wszystkich, ale jednocześnie nie angażuję się uczuciowo. Dziwne to dla mnie.
niedziela, 29 maja 2011
Tlen
Słucham Go, a jego muzyka przenika mnie jak życiodajny tlen. Trochę zimy potrzebuję wiosną...
http://www.youtube.com/watch?v=bOD-9PRgcWM&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=bOD-9PRgcWM&feature=related
czwartek, 26 maja 2011
Vivaldi
Dzisiaj już nie, bo jakoś to nie wypada. Ale jutro jestem zaproszona przez dzieciaki (te młodsze) do obejrzenia filmu: "Zabiłem moją matkę". W tle Vivaldi w zimowej szacie. Obym nie zamarzła. Bo to nie będzie w porządku. Już zaczynam się bać...;)
Sklerozie ja-mama mówię SIO
http://zapiskisnowe.blogspot.com/2010/11/mama-i-corka.html
Tiaa... Myślę, że moja mama woli nie zadawać się z osobami, która według niej są "zarażone". Nawet jeśli taką osobą byłoby własne dziecko.
Obym NIGDY nie upodobniła się do niej. I NIGDY nie zapomniała jak to jest zostać wykluczonym. I że moje dzieci to odrębne istoty, nie są takie jak ja. A skleroza w tych sprawach ma zakaz wstępu, po prostu SIO!
Tiaa... Myślę, że moja mama woli nie zadawać się z osobami, która według niej są "zarażone". Nawet jeśli taką osobą byłoby własne dziecko.
Obym NIGDY nie upodobniła się do niej. I NIGDY nie zapomniała jak to jest zostać wykluczonym. I że moje dzieci to odrębne istoty, nie są takie jak ja. A skleroza w tych sprawach ma zakaz wstępu, po prostu SIO!
A dzisiejszy dzień spędzam objadając się prezentem czyli tortem czekoladowym upieczony przez dzieciaki, pycha. Na mikrofalówce czekają bilet do teatru na "Mayday", a na pulpicie mojego kompa znalazłam to:
sobota, 21 maja 2011
Tygrys
Sen z maja 2008, nie wiem czemu dzisiaj mi się przypomniał? Może przez to, że oglądałam zdjęcia, które zrobiłam córce w Zoo? Choć to może też z innego powodu...
Stary dom z tygrysem
Jest stary dom (w rzeczywistości mieszkaliśmy tam do ukończenia przeze mnie 3 lat.) Chcę wejść. Drzwi do kolejnych klatek schodowych są stare, zniszczone. Te do naszej mają na dole zrobione wejście dla kotów. Widzę te koty, to duże persy. Ale są następne drzwi za tymi. Tam otwór jest ogromny i na środku. Widzę, że wewnątrz jest tygrys. Wycofuję się i nie wchodzę do budynku. Szukam schronienia. Nie mogę biec tylko jakoś tak wolno idę w stronę małego niby to garażu czy też innego schowka. Widzę też mężczyznę, którego próbuję ostrzec, że w domu jest tygrys. W końcu on też razem ze mną szuka schronienia w tym małym budyneczku. Gdy się chronię, okazuje się to takim większym kartonowym pudełkiem. Tygrys próbuje to ze mnie ściągnąć. Wiem, że długo tak nie wytrzymam.
środa, 18 maja 2011
W jednym miejscu
Jest dobrze, ale w jednym miejscu mojej duszy słuchać to:
http://www.youtube.com/watch?v=WhoPPnDiY5c&feature=relmfu
http://www.youtube.com/watch?v=WhoPPnDiY5c&feature=relmfu
wtorek, 17 maja 2011
Dziękczynienie
Tak sobie myślę, że na jakimś poziomie wszystkie umysły się łączą w jeden UMYSŁ, to sny, choć śnią się każdemu z osobna, gdzieś tam dotyczą wszystkich. I tak się dzieje, gdy opowiadamy komuś sen, albo czyjegoś wysłuchujemy. Na pewnym poziomie staje się on wspólny, choć na innym dotyczy indywidualnie każdego. Ale to jest w tym wszystkim fantastyczne, że snami można się dzielić, a im i tak nic nie ubywa. Wręcz odwrotnie - przybywa. Ważne, by tak się dzielić, jako czymś delikatnym, cennym, wartościowym. Bo takie właśnie są sny.
Dzisiaj już nie mam siły, ani czasu, ale w najbliższym dniach chcę podzielić się z Gosią i innymi tym, co w bardzo dużej mierze dotyczy jej snu o Indiance. Tyle, że u mnie stało się to nie w śnie, a w realu i wywołało stan gdzie albo człowiek decyduje się głęboko zweryfikować wszystko w co do tej pory wierzył, albo ... zwariować. To drugie bodaj jest łatwiejsze. :)) A za możliwość zapoznania się ze snem dziękuję, bo to kolejny dowód na to, że to co kiedyś mnie spotkało jest prawdą, i dziękuję sobie za to, że wtedy zaufałam temu co przeczyło wszystkiemu czego do tej pory mnie uczono.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










