Spokojnych i radosnych, radosnych i spokojnych Świąt sobie i innym życzę:)
Leczenie się ze współuzależnienia bardzo przypomina proces dojrzewania.
czwartek, 24 grudnia 2015
środa, 23 grudnia 2015
Coś miłego
Termin wyjazdu na rehabilitację już ustalony. 11 stycznia. Zatem już niedługo. Liczyłam, że po wyjęciu tego skupu złomu, będę sprawniejsza. Tak nie jest. Przeliczyłam się. Teraz liczę na rehabilitację.
Myślę nad tą 11- latką ze snu. Jest ze snu, ale istnieje na prawdę, to ona brała udział w konkursie, to ona wygrała tę lalkę. Z tego dziecięcego okresu mam w głowie pustkę, prawie nic nie pamiętam, a na zdjęciach widać zapatrzoną gdzieś, nieobecną dziewczynkę. Z długimi warkoczami, bardzo smutną. Co się wtedy wydarzyło ponad czterdzieści lat temu? Nie pamiętam, mogę się jedynie domyślać, że to coś co zabrało jej dzieciństwo, która ona pragnie odzyskać. Symbolem jest lalka.
No nic, zobaczymy czy te drzwi będę miała odwagę otworzyć i zobaczyć to coś. Teraz trzeba jeszcze wiele zrobić w domu, bo wieczorem przyjeżdża gość, zatem tylko jeszcze wprowadzę tu nastrój świąteczny i coś miłego:
Zrodzony na sianie, w półmroku stajenki,
śpi w ramionach Marii Jezus malusieńki.
Świętą noc złocista gwiazda opromienia.
Gromadzą się wokół przyjazne stworzenia.
Lulajże Jezuniu snem cichym, szczęśliwym.
Obdarz nas radością i szczęściem prawdziwym.
sobota, 12 grudnia 2015
Kwiatoterapia
Przyjaciółka powiedziała mi, że o wiele bardziej boję się sukcesu niż porażki. Coś w tym jest. Stoję w miejscu. Sama siebie sabotuję. Czas zostawić to pisanie tutaj, bo to tylko pretekst by nie pisać tego, co bardzo chcę. Moja książka o snach leży odłogiem, jedynie w głowie coraz to insze pomysły. Pisz kobieto, pisz! Uwierz, że to jest dobre.
Nina
Wczoraj dostałam paczkę z lalką. Wygrana w jakimś konkursie Onetu. Konia z rzędem temu kto zgadnie co mnie podkusiło by wziąć w nim udział. Może to pomysł tej 11-latki we mnie? Lalka ma na imię Nina. To taka przyjaciółka dla starszej dziewczynki 8-10 letniej. Co robić z tą zabawką? Zostawić, sprzedać, komuś podarować? Nie wiem.
Matrioszki
To sen z poprzedniej nocy. Ale za nim, to ważne, że ostatnio oglądałam filmy o osobowości wielorakiej czyli w psychiatrii nazwanej zaburzeniem dysocjacyjnym tożsamości. Jeden film był dokumentalny, drugi fabularny. W śnie widziałam 11-letnią dziewczynkę, która była we mnie, ale bardzo się mnie bała i praktycznie nie ujawniała się by się nie zdradzić ze swoją obecnością. Teraz była poza mną. Wspierała ją starsza ode mnie kobieta, ona uspakajała dziecko i coś mu przerażonemu tłumaczyła. Emanował z niej spokój, rozwaga, znajomość życia. I takie ciepło. Dawała poczucie bezpieczeństwa. Patrzyłam w tym śnie na siebie i na nie. Stałyśmy obok siebie.
piątek, 11 grudnia 2015
W błękitach
Chcę niebieskiej, a raczej błękitnej, turkusowej, jasnej kuchni. Od jakiegoś czasu chodzi za mną ta wizja. Dlaczego te kolory, nie wiedziałam. Multum innych spraw mam na głowie, a dzisiaj znalazłam foto na czyimś blogu http://photo-noga.blogspot.com i ten kolor wrócił, wszystko wróciło. Wzięłam tylko kawałek zdjęcia, bo wiem już o co chodzi. Tęsknota za morzem. Tylko tyle i aż.
Może ja sobie wieczorem film obejrzę?
Do tego małe cappuccino w ulubionej filiżance i luz-blues na miękkiej kanapie.
Podróż do Afryki znowu
Sen nie jest mój, ale 11-jedenastolatki. Zapisałam go w zeszycie pod datą 16.12.2002.
Sen o bocianie
Pewien bocian nie odleciał do ciepłych krajów tylko został w swoim pałacu razem z królem, królową, książętami i służbą. Królowa miała diadem. Martwiła się o bociana. Miał piękny pałac i bogactwo, ale czuł się nieszczęśliwy. Myślał co by było dla niego dobre. Robił różne rzeczy, ale to nie dawało mu szczęścia. W końcu spytał swojej wewnętrznej małej kolumny w stylu doryckim. Ona była w nim. Zaskoczyła go jej odpowiedź. Chciała dostawać od listonosza listy od swoich bliskich, najchętniej byłaby z nimi. Chciała, aby rosła przy niej oliwka. Bocian to sobie przetłumaczył i najpierw poszedł wieczorem na most oglądać pełnię księżyca i słyszał nawoływania swoich krewnych bocianów. Gdy wracał było już jasno i zobaczył małą kaweczkę, która chciała lecieć do Afryki. Bocian pomyślał sobie, że oliwka oznacza pomoc, więc nauczy kawkę latać i razem z nią poleci. Nauka nie trwała długo i kawka mogła już lecieć. Lecz (tu mówić zaczyna narrator) nie poleciała sama. Bocian też wzbił się w powietrze. Ludzie patrzyli na lecącego bociana z zachwytem.
Zrobię teraz to co lubię, a czasem nie lubię. Teraz nie do końca chcę to zrobić, bo to nie jest miejsce na "rozbieranie snów". Coś jednak mówi: zrób to. No trudno, zobaczymy co się stanie...
Miałam niedawno sen o podróży do Afryce, ale ta tutaj podróż to całkiem coś innego. Ciepły kraj, gdzie są bliscy, tacy sami. Bo te ptaki w tym śnie to nie ptaki, ale ludzie. Ten dorosły bocian nie poleciał tam gdzie jego miejsce, gdzie pobratymcy, został. Chociaż miał niby wszystko, bogactwo materialne, troszczących się o niego szlachetnych przyjaciół, to nie był szczęśliwy. Tak czasem jest, że nie umiemy sami określić co daje nam poczucie szczęścia. Czego tak NA PRAWDĘ chcemy. Zatem trzeba to pytanie zadać własnej jaźni czy też jak kto woli duszy i wsłuchać się w jej odpowiedź. Dla mnie jaźń symbolizuje ta mała kolumna. Dlaczego w stylu doryckim? Bo pewnie wtedy nastolatka o stylach się uczyła, a sen to wykorzystał jako symbol - filar wnętrza duchowego. Te pierwsze takie kolumny były robione z drewna od najdawniejszych czasów, potem z kamienia, były proste i użyteczne przede wszystkim. I bardzo dobrze się sprawdzały przez wieki. Nastolatce podobało się słowo doryckie. Tym słowem nazwałaby te najpiękniejsze kolumny pełne finezji.
Bocian udał się na most (łącznik między dwoma światami) i tam słyszał głosy pobratymców, takich samych jak on. Noc to brak zrozumienia, ale jest pełnia, księżyc, zatem to chodzi o sen, który przynosi zrozumienie, jest potem jasny dzień. Oliwne drzewo bocian tłumaczy jako pomoc innym. Bo wszak ono wiele daje: owoce, oliwę, cień. Mała kawka, to ktoś młody, kto ma marzenia, wyznacza sobie cele. Pomoc w ich realizacji pomaga samemu zrealizować własny cel. To uwzniośla, to pomaga się wzbić, to budzi zachwyt. Zatem rola nauczyciela jest tym, dzięki czemu realizuje się "podróż do Afryki", to co dla nas najlepsze.
W zeszycie pod zapisanym snem, znalazłam jeszcze dopisek. Ta nastolatka dodała, że chodzi o uświadomienie sobie, że to nie będzie magiczne, że nie jest to coś, co teraz powinno być zrobione, ale dawno.
No to teraz pomyślałam, że ta moja "podróż do Afryki", czyli pogotowiem do szpitala, była straszna, ale w sumie najlepszym co mogłam dostać. Ja tam wtedy też powinnam zrobić coś dawno, ale nie zrobiłam, dopiero potem, po wypadku za to się zabrałam... No niech mnie...
PS. kawki mają takie niesamowicie przenikliwe niebieskie oczy, wiem kto ma jeszcze takie...
Bocian udał się na most (łącznik między dwoma światami) i tam słyszał głosy pobratymców, takich samych jak on. Noc to brak zrozumienia, ale jest pełnia, księżyc, zatem to chodzi o sen, który przynosi zrozumienie, jest potem jasny dzień. Oliwne drzewo bocian tłumaczy jako pomoc innym. Bo wszak ono wiele daje: owoce, oliwę, cień. Mała kawka, to ktoś młody, kto ma marzenia, wyznacza sobie cele. Pomoc w ich realizacji pomaga samemu zrealizować własny cel. To uwzniośla, to pomaga się wzbić, to budzi zachwyt. Zatem rola nauczyciela jest tym, dzięki czemu realizuje się "podróż do Afryki", to co dla nas najlepsze.
W zeszycie pod zapisanym snem, znalazłam jeszcze dopisek. Ta nastolatka dodała, że chodzi o uświadomienie sobie, że to nie będzie magiczne, że nie jest to coś, co teraz powinno być zrobione, ale dawno.
No to teraz pomyślałam, że ta moja "podróż do Afryki", czyli pogotowiem do szpitala, była straszna, ale w sumie najlepszym co mogłam dostać. Ja tam wtedy też powinnam zrobić coś dawno, ale nie zrobiłam, dopiero potem, po wypadku za to się zabrałam... No niech mnie...
PS. kawki mają takie niesamowicie przenikliwe niebieskie oczy, wiem kto ma jeszcze takie...
czwartek, 10 grudnia 2015
Okoliczności
„-Co ty tam piszesz? – zapytał
Puchatek, gramoląc się na biurko.
-Tao Puchatka – odpowiedziałem.
-Jak Puchatka? – zapytał,
rozmazując słowo, które właśnie napisałem.
-Tao Puchatka – powtórzyłem i
pacnąłem go w łapkę ołówkiem.
-To chyba coś więcej niż „Au”!
Puchatka – powiedział Puchatek, pocierając łapkę.
-Właśnie nie – fuknąłem na
niego rozdrażniony.
-A o czym to jest? – spytał
Puchatek, wyciągając się do przodu i zamazując kolejne słowo.
-O tym, jak zachować radość i
spokój w każdych okolicznościach!!! - wrzasnąłem.
-Chyba jeszcze tego nie
czytałeś?”
Benjamin Hoff " Tao Kubusia Puchatka
Uświadomione świadectwo i mistrz
Trzeba mi odskoczni. Właśnie znalazłam to przeglądając stare płyty DVD. I się pośmiałam, i dobrze, bo to najlepsze teraz dla mnie lekarstwo na moją dziwną melancholię.
Droga Mamo!
Nareszcie koniec szkoły. Dla mnie już na zawsze. Jestem od dawna zakochana i
postanowiliśmy z moim chłopakiem wreszcie "się urwać". Wiem, że Tobie
się to nie spodoba, ale on jest taki słodki! Te jego tatuaże i piercing na
każdym kawałku ciała... A ten jego motocykl! Ali (tak nazywa się mój miły)
twierdzi, że jazda na nim w kasku to grzech. Ali jest kompletnie na moim
punkcie zwariowany. Mówi, że go uratowałam, bo ten alkohol by go w końcu
zabił...
Aha, i najważniejsze. Będziesz miała wnuka! Tak się cieszę! Kolega Alego ma
gdziś w lesie drewnianą chatkę. Trzeba ją wyremontować i nie ma w niej światła
ani wody, ale to będzie nasz nowy dom. Nie martw się! Bądziemy mieli z czego
żyć. Ali ma kapitalny pomysł. Bądziemy uprawiać marihuanę i sprzedawać ją w
mieście. Ma być z tego kupa forsy. Tak się cieszę! I nie martw się
proszę. Wkrótce będę miała 14 lat i naprawdę mogę na siebie sama uważać. Mam
tylko nadzieję, że szybko pojawi się ta szczepionka przeciwko AIDS. Alemu
bardzo by to pomogło...
Twoja ukochana córeczka.
P.S. Wszystko bzdura!!! Jestem u Krychy i oglądamy telewizję. Chciałam Ci tylko
uświadomić, że są gorsze rzeczy niż to świadectwo, które znajdziesz na nocnym
stoliku. Buziaczki!!!
***
K. postanowił sam zrobić pranie. Stanął przy pralce i woła:
- Jaką temperaturę nastawić?
- A co masz napisane na koszulce?
- "Legia mistrz", ale co to ma do rzeczy?
- Jaką temperaturę nastawić?
- A co masz napisane na koszulce?
- "Legia mistrz", ale co to ma do rzeczy?
Tęsknota
Kiedyś nie zwracałam uwagi, a przynajmniej nie specjalnie, na to czy i jak ktoś chodzi. Teraz tęsknię by móc swobodnie, szybko się poruszać i tak naturalnie, i bez myślenia o tym... tak jak się oddycha...
Erica Hopper
środa, 9 grudnia 2015
Błękity i czerwienie
Na oknie u mnie mała wiosna, bo zakwita intensywnie na czerwono amarylis kupiony jakiś czas temu w Ikei. Specjalnie wybrałam taki kolor kwiatów.
Na koniec grudnia moja przyjaciółka wraca. Cieszę się, bo jednak maile nie zastąpią rozmowy i spotkań na żywo.
Dzisiaj przejrzałam naszą korespondencję. Zostawiam tu fragmenty, bo okazało się, że troszkę w niej było też o kolorach i snach.
26.
11. 2015
...Zaczynam się pomału szykować do szpitala,
pakuję potrzebne rzeczy... w ogóle to wszystko robię w zwolnionym tempie. I
jestem taka rozkojarzona, choć muszę przyznać, że wiele rzeczy jest już
pozałatwianych, zamkniętych i zrobionych.
Teraz to jest takie bardziej falowanie,
raz jestem zorganizowana a potem znów "rozlazła". Myślę o tym, że
znowu będą potrzebne kule, że nie wejdę do wanny i że potrzebna metalowa rączka
w ścianie przy toalecie. Ech...
…na
kilka miesięcy przed wypadkiem w
październiku miałam taki sen:
śniłam ciepłą kanikułę, byłam z rodziną,
choć bardziej wyczuwałam ich obecność niż widziałam. Byłam na skarbie, w dole
rzeka, sporo ludzi, a ja po drugiej stronie dojrzałam znajomą. Bardzo się
ucieszyłam na jej widok i zaraz chciałam do niej iść. Zauważyłam, że z tej
skarby w trawie biegnie taka dróżka jak ślizgawka, domyśliłam się, że została
wyślizgana przez tych którym się spieszyło. Zjeżdżałam i ja na pupie i to było
takie radosne, taka dziecięca radość mnie ogarnęła. W ogóle to jak dostrzegłam
tę koleżankę, to też cieszyłam się jak dziecko. Byłam już przy rzece, to była
raczej taka rzeczka-bród, z wodą najwyżej po kolana. I kiedy już miałam wejść
do niej, nagle sen stał się świadomy i oczami wyobraźni zobaczyłam na dnie
rozbitą butelkę. Zastanawiałam się, że gdy na nią nadepnę, to czy od razu
poczuję ból, ile będzie krwi...
…Na oknie mam w doniczce amarylisa. Myślę, że zakwitnie na Święta
a może nawet wcześniej?, ma dwa spore pąki. Ma być krwistoczerwony kwiat. Też
mam w jednej doniczce trzy cebulki hiacyntów, które zaczynają wypuszczać
zielone czubeczki. Zatem na oknie jakby wiosna.
28.11. 2015
...Gdy czytałam Twój list przeraziło mnie słowo''
krwistoczerwony" i piszesz o krwi…
28.11.2015
...Co do krwistoczerwony to dla mnie taki kolor czerwony, w którym
czuć życie, radość. Czerwony sam w sobie tego nie ma. I ten amarylis ma być
taki czerwony błyszczący jak krew. Może znasz inne określenie na taką barwę?
…tak, skupiłam się na sobie i snach, że o twojej tarczycy
zapomniałam. Tak ogólnie to odnosi się do czakry gardła, ale ja widzę to jako
silne połączenie z sercem. Kolor niebieski nie łączymy z sercem, ale ja tak… hm,
nie wiem dokładnie jak to wyrazić, ale ... z obfitości serce mówią usta. No i
niebieski to symbol dla mnie wolności. I jeszcze karta sprawiedliwość. Ta
kobieta patrzy sercem, oczy przysłonięte, a w jednej ręce ma wagę w drugiej
miecz, dla mnie to symbol języka. I przypisany jest do tej karty kolor
niebieski. Pamiętam na jednych targach pewna wróżka, notabene moja imienniczka,
mówiła o tej karcie na wykładzie i dziwiła się że wyszło jej przypisanie do
serca i że jeszcze ten kolor niebieski. Nie rozumiała dlaczego.
02.12.2015
...Dzięki za odpowiedz! Tu niedaleko Aszramu na mieście jest spokojna
kaplica medytacyjna, chodzimy tam z koleżanką by pobyć chwilę w samotności.
30.11. Myślałam o Tobie będąc w tej kaplicy i widziałam twoją operację i słyszałam
trzask, poczułam że ten metal w twojej nodze jest bardzo szkodliwy dla Ciebie. Widziałam,
że metal zmienił swoją barwę i z Twojego ciała wypływało sporo chorobliwej
materii. To była taka ciemna gęsta materia. Pomyślałam jak to dobrze, zże przyspieszyłaś
tą operację.
Dzięki za interpretację o tarczycy. Ja kieruje się uczuciami i myślę
że Twoja interpretacja jest świetna. Kupiłam Iodium 200 CH i bioer i lekko
staram się masować stopy. Jeśli chodzi o nazwę krwistoczerwony to można zastąpić
soczystoczerwony i zastanowię się. Moje odczucie nie dotyczyło słowa a to tak
jakby coś miało się wydarzyć, że czytając twój list to słowo mnie przeraziło.
06.12.2015
...Jeśli chodzi o nogę, to jeszcze rana boli, zwłaszcza jak
przesiąknie i tak wiesz przyklei się do opatrunku i ciągnie.
...Amarylis niedługo zakwitnie, wygląda, że na Róży urodziny:) czy
będzie soczyście czerwony nie wiem, ale czerwony to tak:))
Czekanie
"Są różne
rodzaje czekania. Można czekać na coś, co wydaje się nieuniknione i jest tylko
kwestią czasu. Można też czekać na to, co może się stać, choć nie ma na to
żadnej gwarancji. Lepiej wówczas nie obnosić po świecie swojej nadziei, na
wszelki wypadek. Można w końcu czekać na to, co się nigdy nie zdarzy, choć jest
cień prawdopodobieństwa, że mogłoby, i wówczas stan ten przypomina czekanie na
cud."
Katarzyna Rygiel,
"Pod powiekami"
Sharon Sprung
Czara gorzkich łez
„Alchemik
dobrze znał mit o Narcyzie, owym urodziwym młodzieńcu, który chodził codziennie
podziwiać własne odbicie w tafli jeziora. Był on tak pochłonięty swoim obrazem,
że pewnego dnia wpadł do jeziora i utonął. W miejscu, gdzie wpadł do wody,
wyrósł kwiat, który nazwano narcyzem.
Ale
Oskar Wilde nie zakończył na tym swej historii.
On
opowiedział, jak po śmierci Narcyza leśne boginie, Oready, przybyły na brzeg
tego słodkiego niegdyś jeziora i zastały je przepełnione w czarę gorzkich łez.
-
Dlaczego płaczesz? – spytały Oready.
-
Płaczę za Narcyzem – odrzekło jezioro.
-
Wcale nas to nie dziwi – powiedziały wówczas. – Całymi dniami uganiałyśmy się
za nim po lasach, ale jedynie ty mogłeś z bliska rozkoszować się jego urodą
-
Narcyz był zatem piękny? – zdziwiło się jezioro.
-
Któż lepiej od ciebie mógłby to wiedzieć? -wykrzyknęły zaskoczone Oready. – To
przecież nad twoim brzegiem pochylał się każdego dnia.
Jezioro
zamilkło na chwilę, po czym rzekło:
-
Opłakuję Narcyza, ale nie dostrzegłem nigdy, że jest piękny. Opłakuję Narcyza,
bo za każdym razem, kiedy pochylał się nade mną, mogłem dojrzeć na dnie jego
oczu odbicie mojej własnej urody.”
fragment
z „Alchemika” Paulo Coelho
to zdjęcie zrobiłam Pod Dębami w lecie 2008
wtorek, 8 grudnia 2015
Bez zmartwień
Przeforsowałam przedwczoraj nogę to raz, a dwa już nie cieknie z niej ciemna krew, skóra się goi i toksyny zostają wewnątrz. Wczoraj grzecznie cały dzień przeleżałam z nogą w górze. Pomogło. Zbladła, nie ma już takiej twardej czerwonej opuchlizny na łydce i nie jest już mocno ciepła.
Dzwoniła z Indii przyjaciółka. Głos jakby była tuż obok, a nie na drugim końcu świata. Powiedziała, że rana może jeszcze się otworzyć, i żebym się tym nie martwiła. Zatem się nie martwię. Właśnie zjadłam kawałek mocno gorzkiej czekolady. Pychota. Niech tam endorfiny buszują.
Oczy
Ostatnio nie mam snów, albo ich po prostu nie pamiętam. Za to sen dostałam.
Góry.
Moje rodzinne strony. Postanowiłem zostawić dom na jakiś czas i ruszyć na
wędrówkę po sąsiednich krainach. Zdaję sobie sprawę, że na jawie te miejsca nie
istnieją, ale w snach znam je mniej lub bardziej. Miasteczko z groźnym
burmistrzem i jego córką, z którą kiedyś byliśmy blisko, wioska
Żydów-muzykantów, gdzie Jankiel na zawsze gra na cymbałach, inne miasteczko,
gdzie mieszkają wampiry i gdzie zawsze czeka na mnie pewna wampirzyca, pole
kozich łbów na palach, które zawsze omijam szerokim łukiem, polana z prastarą
galerią kamieni...
No więc idę w góry. Plecak, jedzenie, śpiwór, nucę coś pod nosem.
Nagle między drzewami widzę jakieś postacie. Ciemna skóra, nerwowe ruchy,
przygarbieni. To uchodźcy. Lekkie ukłucie lęku. Przecież to obcy na mojej
ziemi. Szybko otrząsam się z atawistycznego, genetycznego strachu. Macham do
przybyszów, pozdrawiam ich uśmiechem. Zatrzymują się i patrzą nieufnie.
Wreszcie podchodzą. Jakieś trzydzieści osób. Mężczyźni, kobiety, dzieci.
Podajemy sobie ręce. Patrzą badawczo, wreszcie się rozluźniają. Mówią coś w
obcym języku. Nie rozumiem.
Do przodu przeciska się dziewczyna i zagaduje po angielsku. Szczupła,
długie, brązowe włosy, szczera, ładna twarz, duże oczy. Jedno brązowe, drugie
pokryte bielmem. Nie sprawia to na mnie złego wrażenia. Wręcz przeciwnie:
nadaje jej twarzy uroku, głębi, jak blizna.
- Możesz nam pomóc? Wyjaśnisz, jak dojść do najbliższego miasteczka? Chcemy
poprosić o azyl.
Ma miły, delikatny głos. Słyszę
zmęczenie.
- No jasne!
Bardzo się cieszę, że mogę pomóc. Rozdaję dzieciakom prowiant, jaki miałem
na drogę. Siadamy na trawie. Rysuję prostą mapę, opisuję wioski i miasteczka.
Kiedy już wszyscy wiedzą, co i jak, zagajam z dziewczyną osobistą rozmowę. Skąd
jest, jak ma na imię, co się stało.
Ma na imię Marrion. Pochodzi z Kornwalii w południowej Francji (tak!) i
próbuje się przedostać do Austrii. Jej rodzinne strony zniszczyła wojna.
Zginęli jej rodzice i rodzeństwo. Ogarnia mnie głęboki smutek i żal. Pod koniec
rozmowy jestem już zupełnie zakochany. Patrzę jej w oczy, jedno brązowe,
przenikliwe, głębokie, drugie zamglone, białe, tajemnicze i równie piękne.
Budzę się.
Piękny sen, wart utrwalenia, zapamiętania i rozpowszechnienia. Myślałam o tych oczach. Jedno brązowe, (brąz przypisany jest Ziemi, naturze), przenikliwe i głębokie, drugie białe, zamglone, tajemnicze. Oba piękne. Jednym patrzy ta dziewczyna na świat tak jak większość, jest przy tym bardzo spostrzegawcza. Drugie oko niewidzące świata realnego, za to dostrzegające świat duchowy, ten który dla wielu jest tajemniczy bo zakryty. Takie połączenie daje wgląd we wszystko. Tak rodzi się mądrość. Tak rodzi się tao. Droga prowadzić może poprzez zranienie, traumę, ból. Jedni przy tym upadają, poddają się, nieskończenie cierpią, drudzy podnoszą się, otrzepują, opatrują rany i wykorzystują straszne doświadczenie do wewnętrznej przemiany, która pozwala wznieść się wyżej. Rany się goją, a blizny nie szpecą, ale dodają swoistego uroku.
A jak jest z tym patrzeniem w oczy? Oto proste 4 minutowe doświadczenie, które pokazuje co się wtedy z nami dzieje:
https://www.youtube.com/watch?v=uEgfQJCdOC8
Dobrze jest też czasami samemu spojrzeć sobie w oczy;)
https://www.youtube.com/watch?v=uEgfQJCdOC8
Dobrze jest też czasami samemu spojrzeć sobie w oczy;)
niedziela, 6 grudnia 2015
Słodki ból
Było sporo dłubaniny, jak to określił ordynator. Metal wyciągnięty. Już po. Poniedziałek przyjęcie, wtorek zabieg, a w środę wieczorem już w domu. Trzy dni w Hotelu Ortopedia. Luz-blues. Aparatura medyczna z najwyższej półki. Miło mieć do własnej dyspozycji duuużą, czystą łazienkę ze wszelkimi udogodnieniami, na ścianie spory ekran telewizora w pokoju, gdzie tylko trzy łóżka, a spokojnie weszłoby siedem. Osłodzony ból. Skóra chce do skóry, niech to się szybko zrośnie, zagoi. 15-tego zdjęcie szwów. Na horyzoncie szykuje się rehabilitacja. Wygląda, że to znowu będzie Wleń.
Na razie małe cappuccino i małe conieco:
https://www.youtube.com/watch?v=Wc24g4oUvWo
...chciałabym już swobodnie chodzić...
Na razie małe cappuccino i małe conieco:
https://www.youtube.com/watch?v=Wc24g4oUvWo
...chciałabym już swobodnie chodzić...
Mats Gustafson
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















