Znalazłam kwit od wysłanej paczki. 30 listopada 2012. Pani na poczcie powiedziałam, że to miała być niespodzianka i żeby sprawdziła czy doszła. Sprawdziła. Doszła. 3 grudnia z rana została odebrana. I teraz sobie myślę, że może odebrał ktoś inny? Może odebrała właściwa osoba, napisała maila, który nie doszedł? A może zapomniała... a może po prostu była niezadowolona i nie dała znaku...
Leczenie się ze współuzależnienia bardzo przypomina proces dojrzewania.
niedziela, 20 stycznia 2013
czwartek, 17 stycznia 2013
Tao Te Ching
Wierność prawdzie w trudnych sytuacjach sprawia, że człowiek wewnętrznie, sercem przenika położenie. A gdy wewnętrznie stał się panem położenia, wtedy w sposób naturalny dzieje się tak, że również jego zewnętrzne działania się udają.(heksagram 29-"Otchłań")
piątek, 11 stycznia 2013
Działania niepożądane
O sztuce leczenia:
Wspaniale gdy umie się podać lek leczący chorobę, ale większą sztuką jest wiedzieć kiedy nie należy leczyć.
http://www.youtube.com/watch?v=cJckF6tB4Y4
niedziela, 6 stycznia 2013
Sen z początku roku
To sen najmłodszego, który śnił w nocy i w sobotni poranek mi sen opowiedział. Takie sny z początku roku czasem niosą przesłanie dla ogółu i myślę, że ten do takich należny.
Był anioł-kobieta. I ona została uwiedziona przez króla diabłów, Szatana. Spędziła z nim noc i zaszła w ciążę. Ta ciąża szybko w niej się rozwijała, dziecko bardzo szybko urosło. Jak się miało urodzić to wszyscy aniołowie chcieli się go pozbyć i stworzyła się grupa, która planowała dziecko zabić zaraz po urodzeniu. Diabły utworzyły swoją grupę by dziecko chronić. Po urodzeniu zajęły się nim. To się działo w świecie ludzi więc diabły i anioły wyglądali jak ludzie. To dziecko to była dziewczynka. Była bardzo podobna do aktorki grającej w filmie "Igrzyska śmierci" (Amandla Stennberg).


Odbyło się kilka walk między tymi dwoma grupami.
Diabły uczyły dziewczynkę wielu pożyteczny umiejętności jak np. łowienie ryb w wodzie.
Diabły uczyły dziewczynkę wielu pożyteczny umiejętności jak np. łowienie ryb w wodzie.
W pewnym momencie jeden z diabłów-mężczyzna, poprosił o spotkanie z jednym z aniołów. Spotykają się na samotnej, piaszczystej plaży, rozmowa jest w cztery oczy. Zjawiają się inne anioły. Przekonuje je o bezsensie tej walki, że mają przecież doczynienia tylko z dzieckiem. Aniołowie w końcu zrozumieli, że ich zachowanie przypomina w tym wszystkim takie jakie przypisuje się diabłom. Postanawiają odpuścić i dać żyć dziewczynce. Wtedy pojawiają się inne diabły, niosą dziewczynkę w poprzek na rękach. I wtedy ten, który rozmawiał z aniołami, mówi że to iż ich przekonał nie ma już znaczenia dla życia dziewczynki, bo ona nie żyje. Dziewczynka uległa wypadkowi - spadła ze schodów i zginęła. Chodzi by anioły zrozumiały, że ich zachowanie nie było właściwe, prowadziło do ogólnej przegranej dla wszystkich. Ja tego, tej rozmowy nie słyszę, bo nie padają żadne słowa, ja to widzę i interpretuję.
Jak na początku tych dwoje rozmawiało na plaży to między nimi w tym piasku był dołek. Ta dziewczynka, jej ciało przybrało formę urny i potem z wielkim namaszczeniem pochowano ją w tym dołku. Po niedługim czasie ten dołek zaczął się zapadać, zapadać i zapadać, a oni po kolei zamieniali się w takie świetliste kule światła i wpadali tam. I wiem, że oni wszyscy poszli do nieba. Jedni i drudzy zostali zbawieni. To co mieli zrobić na ziemi, zrobili i poszli do świata idealnego. Dołek zaś potem "wypluł" kule światła, które zamieniły się w grupę The Rubettes, W tych białych garniturach z czerwonymi chustami na szyli grali i śpiewali "Sugar baby love" a nikogo nie było tylko ja, a były jeszcze dwie kule światła, które zamieniły się w ludzi i ci pierwsi to byli ci co ulepszają świat (było ich znacznie więcej), a ci pozostali (tych dwoje) mogli robić to samo lub też nie, działać na szkodę. Zależy co zrozumieli. I tak jest zawsze, taki proces się powtarza. Tyle, że przedtem grupy były ilościowo podobne, a teraz druga grupa jest znacznie mniejsza.
http://www.youtube.com/watch?NR=1&feature=endscreen&v=0FDYu1gQqms
Jak na początku tych dwoje rozmawiało na plaży to między nimi w tym piasku był dołek. Ta dziewczynka, jej ciało przybrało formę urny i potem z wielkim namaszczeniem pochowano ją w tym dołku. Po niedługim czasie ten dołek zaczął się zapadać, zapadać i zapadać, a oni po kolei zamieniali się w takie świetliste kule światła i wpadali tam. I wiem, że oni wszyscy poszli do nieba. Jedni i drudzy zostali zbawieni. To co mieli zrobić na ziemi, zrobili i poszli do świata idealnego. Dołek zaś potem "wypluł" kule światła, które zamieniły się w grupę The Rubettes, W tych białych garniturach z czerwonymi chustami na szyli grali i śpiewali "Sugar baby love" a nikogo nie było tylko ja, a były jeszcze dwie kule światła, które zamieniły się w ludzi i ci pierwsi to byli ci co ulepszają świat (było ich znacznie więcej), a ci pozostali (tych dwoje) mogli robić to samo lub też nie, działać na szkodę. Zależy co zrozumieli. I tak jest zawsze, taki proces się powtarza. Tyle, że przedtem grupy były ilościowo podobne, a teraz druga grupa jest znacznie mniejsza.
http://www.youtube.com/watch?NR=1&feature=endscreen&v=0FDYu1gQqms
sobota, 5 stycznia 2013
Kizomba
Gorąca, intensywna i wspaniała. Na wysokich obcasach:
Nastrojowa, intymna, wrażliwa. W skarpetkach.
http://www.youtube.com/watch?v=vuY2pDvYYVQ
Cóż. Domatorka ze mnie, ciepło i dobrze mi w skarpetkach, ale gdyby...
Cóż. Domatorka ze mnie, ciepło i dobrze mi w skarpetkach, ale gdyby...
wtorek, 1 stycznia 2013
Sugar Baby
Dom bez kota to nie jest prawdziwy dom.
Będąc w Ciechocinku co wieczór gościłam u siebie pewną kotkę. Puchata, stateczna baryłeczka wchodziła przez balkonowe drzwi wspinając się przedtem zgrabnie po konarach jabłoni. W dużej części jej futerko było białe, nosek i poduszeczki łap różowe. Nazwałam ją Pani Mleczko i nie ukrywam, że te jej wizyty umilały mi bardzo ciechociński pobyt.
Po powrocie zastałam już bardzo chorą Frocie. Wiedziałam, że nie powróci do zdrowia i dawnej kondycji. Że to choroba i starość. I że tak na prawdę to dwoma łapkami jest już po drugiej stronie. Po jej śmierci czułam się przybita i NAPRAWDĘ brakowało mi kota. Tiaa... można dostać kota z braku kota.
Tyle razy szukałam domu dla różnej maści kocich znajd dając ogłoszenia na wielu stronach neta, a teraz to ja szukałam jakiegoś futrzaka przeglądając ogłoszenia, bo dom już był i czekał. Mój dom. Na ekranie pojawiło się kocie dziecko i mnie urzekło.
Może dlatego, że miało coś z pani Mleczko?
Białe futerko, różowy nosek i poduszeczki.
Szybko się zaaklimatyzowała. Najmłodszy ją nazwał Fifi.
I to jego kotka sobie wybrała. Teraz też tak do niej wołam, choć z początku mówiłam: Szugerbejbi. No bo czy nie jest to słodki kociak?
Nowy Rok, nowy kot, nowa miłość, nowe nadzieje.
Wyratowany
Niedawno miałam sen, który zapadł we mnie głęboko i prawdę mówiąc cały czas mi w myślach towarzyszy. Prosiłam też córkę by mi pewne sprawy z nim związane naświetliła. Na zasadnicze moje pytanie znam odpowiedź. A oto sen:
Dostrzegam konia, który wpadł do bardzo głębokiego rowu, takiej koleiny wypełnianej grząskim błotem. Widać tylko przednie nogi i szyje z głową zwierzęcia. Jego przerażone oczy. Szarpie się z całych sił by się wydostać, ale nie ma szans. Nikt nie zwraca uwagi na to, jedynie ja przez chwilę obserwuję te zmagania, a potem już zajęta jestem czymś innym. Ta sytuacja się powtarza, w pewnym momencie koń cały zanurza się w błocie, ale udaje mu się wypłynąć i znowu bezskutecznie się szarpie. Nawet przemyka mi przez głowę myśl, że lepiej by jak najszybciej skończyła się dla niego ta gehenna, że ta wola przetrwania i siła przedłuża męczarnię i wtedy się budzę. Pierwsze to jestem zaskoczona, że nic w tym śnię nie robię by ratować tego pięknego konia, ten brak zaangażowania jakbym nie umiała czy też nie wierzyła, że coś można zrobić. Wiem, że trzeba zorganizować pomoc, bo sam sobie nie poradzi. Wracam do snu, jestem świadoma, śnię świadomie. Pojawia się helikopter z przeszkoloną załogą. Jest gruba, żółta lina, uprząż czerwona i niebieskoszare pasy. Wiem, że ta gęsta topiel jest niebezpieczna dla ludzi, trzeba jednak założyć na konia te pasy. Zastanawiam się jak to zrobić.
W necie szukałam zdjęcia, które pokazywałoby konia w topieli. I znalazłam film z Australii. Prawdziwą historię.
Tyle, że mój koń miał ciemniejszą sierść. I nie był spokojny, walczył, i nie miał przy sobie nikogo, kto by go wspierał. Umieszczam link do strony, bo chcę by historia z mojego snu skończyła się dobrze, wyratowaniem zwierzęcia.
Rdzenni mieszkańcy Australii Aborygeni uważają, że jawa i sen mają wspólne ścieżki. Ja to wiem i w to wierzę.http://annamariacom.blogspot.com/2012/02/brave-mother-saves-horse.html
A to film:
Memento noworoczne
Weszłam machinalnie na pewien blog i, co zdarza mi się dość ostatnio rzadko, napisałam komentarz. Czy się opublikuje, nie wiem, bo program miał trudności i powiadamiał mnie co rusz, że nie może zaakceptować kodu.
To sobie zostawiam go tu (nie kod a komentarz oczywiście) i tylko przez chwilę się wahając:
Hm.... nowy rok a ja weszłam akurat tu:) Wiesz, oglądałam niedawno film o różnych rodzajach związków, był też poliamoryzm. To co tu przedstawiasz nie ma z tym nic wspólnego, nie wystarczy być w układzie z dwoma mężczyznami by taki układ nazywać poliamoryzmem. Tam jest nie tylko pełna akceptacja każdego przez każdego, ale i miłość każdego do każdego. Jeśli wchodzi ktoś nowy do takiego układu, to jest to nie tylko jawne, ale wymagana jest akceptacja połączona z sympatią, a też miłością wszystkich. Jeśli Twój mąż i kochanek znają się, akceptują, darzą uczuciem i do tego w pełni akceptują Twoje związki, a Ty akceptujesz związki ich z innymi partnerkami to tak, to coś na kształt właśnie poliamoryzmu miałoby tu miejsce. Uważam, że to wyższa szkoła jazdy i mówiąc całkiem serio to daleko mi do takiej formy związku. Jak i widać Tobie też:)) Natomiast to co opisujesz, to po pierwsze są oblicza chorego związku, zdrady i do tego w pełnej krasie można zaobserwować jak coś, co ja nazywam chorobą czyli współuzależnienie, wpływa na życie osoby współuzależnionej. "Był szczery do bólu. Nie słuchał mnie. Nie był ciekawy mojego życia, ale nie było chwili, w której mogłabym się zawahać." Cóż można by sobie w tej sytuacji życzyć? Sporego zawahania? Chyba tak, bo to świadczyłoby, że stajemy się i świadomi i dbający o własne granice. Nie wpuszczamy do własnych ogrodów kogoś kto wiadomo, że go zniszczy. Współuzależnienie zaś ZAWSZE na to pozwala, ba robi ta choroba wszystko by do tego doszło.
Po coś to dla mnie było, że tu zawitałam, jakieś memento. Dobrego Nowego Roku życzę Ci, Tobie i sobie "wahań" wtedy, gdy są potrzebne i ich braku gdy mamy pełną świadomość i rozeznanie i WIEMY co jest czym. Buziaki.*
Po coś to dla mnie było, że tu zawitałam, jakieś memento. Dobrego Nowego Roku życzę Ci, Tobie i sobie "wahań" wtedy, gdy są potrzebne i ich braku gdy mamy pełną świadomość i rozeznanie i WIEMY co jest czym. Buziaki.*
piątek, 28 grudnia 2012
Pełnia
Nie mogę tej nocy spać. Nie wiem czemu, bo bezsenność to nie jest coś co by mi dokuczało. Zasypiam bez problemów. Może to trochę z powodu pełni? Księżyc jak ogromna dynia... nie wiem...
A więc...
wróciłam. Jako zodiakalna ryba, pławiłam się w wodzie. Basen, wodne masaże, kąpiele solankowe, okłady z borowiny. Osoby, które poznałam i które były po czasem ciężkich życiowych przejściach, przekazywały mi jedno: uśmiechać się nawet jak jest trudno. Słowem cieszyć się jak na Ciechocińskich przystało.
Sny w tym Ciechocinku do radosnych nie należały, spisze je kiedyś. Dotarła do mnie z domu wiadomość, która niemal zbiła mnie z nóg. "Strawienie" tego okupiłam sporym wydatkiem energii.
Miałam być 2 tygodnie i wracać w sobotę, ale nagle zaświtała w głowie myśl: wracaj w piątek. Znam ten cichy głos, który czasem tak łatwo zignorować. Kiedy załatwiłam co miałam załatwić względem zabiegów, poczułam SPOKÓJ. Trochę nerwów zjadłam czy też zdążę na pociąg w Toruniu, ale wszystko poszło gładko. W sobotę zaś po południu (to wtedy miałam wracać pociągiem) rozłożyłam się kompletnie. Gorączka, dreszcze, niemoc. Jak by to było, gdybym była wtedy w podróży, wolę nawet nie myśleć.
Potem zachorował najmłodszy, a na koniec najstarszy. W między czasie kota całkowicie zaniemogła. Bardzo schudła. Łapki odmówiły posłuszeństwa. Jedynie leżała albo na kocyku na podłodze, albo gdy chciała do najmłodszego, którego męczyła tzw. grypa jelitowa, to ostrożnie kład ją na pościeli. Myślałam, że po prostu w spokoju odejdzie do kociego nieba, bo była całkiem cichutka. Kiedy jednak zaczęły się bóle i koci płacz, trzeba było zanieść ją do weterynarza. Przeżyła 16 i pół roku i od maleńkiego kociaczka była z nami cały czas. Trudno mi było być tą Ciechocińską. Spłakałam się po prostu.
PS. Co do paczki, która miała być dla kogoś niespodzianką, to nie wiem czy dotarła. Żadnego znaku. Może ta osoba już tam nie mieszka?
sobota, 1 grudnia 2012
Niech się ziści
Jutro o 7:40 wyjazd. Jakoś to nie dociera do mnie, choć w przedpokoju na baczność już stoi walizka. Oto czyjś sen o Ciechocinku, ja w tym śnie i... no właśnie. Jest wskazówka. A teraz.. niech sen spokojnie wkracza w real. Po równo czterech latach. Do jutra Ciechocinku.
PS. Wysłałam komuś paczkę. Z książkami. Ciekawa jestem czy w strzeliłam się. Słowem coś do czegoś dopasowałam. To się okaże w środę, bo tak mnie zapewniła pani w okienku na poczcie. Że w środę paczka dojdzie.
niedziela, 25 listopada 2012
Obfita przestrzeń.
Otwarty dom, otwarte serce. Tak rodzi się obfitość.
Juda Hand
Juda Hand
Porządki przed remontem. Dom już troszkę mniej przypomina miejsce po przejściu huraganu. Rzeczy znajdują nowych właścicieli, albo wracają do starych. Znalazła się moja skserowana "Materia medica". Okazało się,że tkwiła przez rok na strychu wyniesiona z niepotrzebnymi książkami. Pewne książki zaś postanowiłam dać osobie, która od niedawna ma ogród. Do tego dodałam dwie o zenie bo obiło mi się o uszy, że jest buddystką. I tu się okazało, że ta osoba od kilku lat jednej z tych książek bezskutecznie poszukiwała. Zdziwienie i radość bo oto książka przyszła do niej sama. Dałam potem bezpłatne ogłoszenie w sprawie książek i telefon lekko oszalał. To cieszy, że ludzie ciągle chcą książek. Znaleziony gdzieś na strychu ruski dwudziestoletni drewniany kij do hokeja, który mąż chciał wyrzucić, też znalazł kogoś. No bo pomyślałam, że Rosjanie hokej cenią, a kij wyglądał na solidny. Potem zadzwonił telefon i męski głos w słuchawce ucieszył się, że ogłoszenie jeszcze aktualne i że za dwadzieścia minut będzie. Zobaczyłam uśmiechnięte oczy i radość na twarzy. Stare biurko powędrowało do jakiegoś studenta, a jutro powędrują gdzieś stare meble. I choć nie mam z tego ani złotówki, to jakoś lżej mi się oddycha. Mniej rzeczy to więcej przestrzeni.
sobota, 10 listopada 2012
Kiedy?
Właśnie zobaczyłam, że mój blog ma dwa lata i jeden dzień. I kiedy to zleciało? Kiedy? To ja tu zostawiam coś na wczoraj:
Conieco dla dwojga
Dobry film może być dobrą terapią. Byłam z mężem na "Dwoje do poprawki".
A przy porannej kawie małe conieco:
Woda i powietrze
Ten sen znalazłam w notatniku.
To było wtedy gdy podjęłam decyzję o separacji i rozwodzie. Potem działy się bardzo dziwne rzeczy w moim życiu, myślę, że działały między innymi ustawienia Hellingera. Miałam pomoc kogoś bliskiego, który coś podobnego przechodził i wytłumaczył mi co się naprawdę ze mną wtedy działo. Hm... porównać by to można do opróżniania przepełnionego naczynia, by zrobić miejsce na nowe. Nigdy nawet nie domyślałam się, że nagromadziły się we mnie takie uczucia, a wylewanie ich, cóż to jak zerwanie tamy na rzece. Nic już nie można zrobić, jedynie czekać aż rzeka się unormuje. Całkowita niemoc nad zapanowaniem nad emocjami, uczuciami. Dobrze mieć wtedy wsparcie i zrozumienie dla sytuacji. Potem już jest dobrze. Wie się czego chce własne serce. Własna dusza. Powiedzenie, że czasem najciemniej jest przed samym wschodem słońca jest tu bardzo adekwatne.
Sen miałam w dzień, gdy dziecko położyłam spać i na chwilę sama też się zdrzemnęłam. Śni mi się, że wypada ze mnie z pochwy takie galaretowate coś. Mam to na dłoni i przyglądam się temu. Prawie ciało stałe, takie przeźroczyste, galaretowate. Jest bez zapachu. Uświadamiam sobie, że to jest czopek hormonalny, lekarstwo, które kiedyś założyłam, ale widać nie rozpuściło się i nie wchłonęło, tylko zrobiła się z tego taka gęsta galareta. Jest bez zapachu. Zaraz to wyrzucę jako coś niepotrzebnego i wystarczy się umyć, będę lekka i będzie już o.k. I myślę, że to dobrze, że pozbyłam się tego, o czym nie wiedziałam a co było przeszkodą. Tamowało dostęp powietrza.
Zapisując sen dałam mu tytuł: Pozbycie się przeszkody.
Dochodzenie do siebie
Wczoraj wizyta u pana doktora. Pacjentka nie była zadowolona. W drodze do głośne żalenie się, więc w autobusie komunikacji miejskiej pasażerowie nerwowo się rozglądali. Ponieważ koszyk był przykryty, nie widać było źródła hałasu. U doktora wyjść nie chciała, trzeba ją było na siłę wyciągać. Odczepiać pazurki wbite w koc. Waga piórkowa, 2 kg, bo ostatnimi czasy stała się bulimiczką, co zje to zwraca. Jest lepiej jak w wodzie, którą pije, rozpuszczę Ipecę 9CH. Warczenie głośne przy zastrzykach i gdy trzeba było pobrać krew, ale niestety to ostanie nie udało się:(. Dwie próby bez powodzenia, a dalej męczyć Frocie nie było sensu. Nas zresztą też. Za to po wszystkim nie trzeba jej było wpychać do koszyka, od razu się tam schroniła. Wracaliśmy już samochodem, a na piątro piętro pobiegła sama, choć czasem nóżki jej się plątały. A potem legła na podłodze i długo dochodziła do siebie. Biedula. A my mamy moc wskazówek co dalej czynić, suplementy i pastę na odkłaczanie. Mój portfel zaś ma teraz też wagę piórkową. Znów przyjdzie mu dochodzić do siebie.
środa, 7 listopada 2012
Etykieta
Tej nocy śniło mi się, że moja kota umiera. Nagle przewróciła się nie mogąc utrzymać się na łapkach. Była bardzo słaba i wychudzona. To działo się nocą, a ja wpadłam w rozpacz i panikę, zaczęłam krzyczeć, szlochać i budzić rodzinę.
Innych snów nie pamiętałam, tylko ten i opowiedziałam go przy śniadaniu najmłodszemu. Powiedział, że jego nauczycielka mówiła, że obecnie jeśli w szpitalu umiera dziecko i już nic nie można pomóc, to dba się o spokój na ten czas. Bliscy są instruowaniu, a jeśli ktoś z nich lamentuje, rozpacza i krzyczy, to go się wyprowadza z sali. Takie zachowania jedynie wydłużają agonię dziecka, która potrafi wtedy trwać nawet kilka dni. To tak jakby umierający chciał sprostać oczekiwaniom rozpaczających i starał się na siłę pozostać. Hm...
PS. Frocia ma już ponad 16 lat i ostatnio nie jest z nią dobrze, schudła, głośno miauczy jakby ją coś bolało:(
Moja Frocia przy kompie
Subskrybuj:
Posty (Atom)












