Śniłam tej nocy, że jeżdżę na rowerze, który przypominał ten który miałam. Posiadałam pełną świadomość tego co przeszłam, czyli wypadku i jego następstw, ale nie bałam się. Jeździłam szybko, sprawnie, tyle że dwa razy w tej jeździe sprawdzałam hamulce. Kiedy próbowałam pedałami kręcić do tyłu, hamowania nie było. To jednak nie przeszkadzało w jeździe.
Leczenie się ze współuzależnienia bardzo przypomina proces dojrzewania.
środa, 27 kwietnia 2016
wtorek, 19 kwietnia 2016
Sezon grillowy
To jeszcze było przed Świętami. Znajomy córki spytał ją co dostała czy dostanie na zajączka. Powiedziała, że o tej tradycji dowiedziała się mając 15 lat i żadnych prezentów z okazji Wielkanocy sobie nie dajemy. Zatem był ciekawy jak te Święta obchodzimy i czy w ogóle je obchodzimy. Odpowiedziała, że jak tylko jest ładnie, to spędzamy niedzielę na łonie natury. Ognisko, pieczenie kiełbasek, jakiegoś mięsa, i oczywiście gotowanie jajek. Przez chwilę ten znajomy się zastanawiał, a potem powiedział:
-To nie życzę Ci miłych Świąt, ale udanego otwarcia sezonu grillowego.
Tak sobie myślę, że utrafił w sedno.
Jak było? Ciepło, nawet trochę się opalałam. Jajka, sernik, kiełbaski. Gorąca herbata. Dym z ogniska. Kolorowo, słonecznie, sympatycznie.
Zajrzałam do kryjówki zimowej małej jaszczurki, którą odkryłam w listopadzie. Dalej spała, choć jej koleżanka wygrzewała się na kawałku papy.
Porównałam stan nogi. Upłynął prawie rok od wypadku. Nie jest dobrze, nie jest źle. Jest, można powiedzieć, nieźle. Chcę uwierzyć, że:
Ja jeszcze z wiosną się rozkręcę, Ja jeszcze z wiosną się roztańczę!
Jak było? Ciepło, nawet trochę się opalałam. Jajka, sernik, kiełbaski. Gorąca herbata. Dym z ogniska. Kolorowo, słonecznie, sympatycznie.
Zajrzałam do kryjówki zimowej małej jaszczurki, którą odkryłam w listopadzie. Dalej spała, choć jej koleżanka wygrzewała się na kawałku papy.
Porównałam stan nogi. Upłynął prawie rok od wypadku. Nie jest dobrze, nie jest źle. Jest, można powiedzieć, nieźle. Chcę uwierzyć, że:
Ja jeszcze z wiosną się rozkręcę, Ja jeszcze z wiosną się roztańczę!
wtorek, 29 marca 2016
Becik
Sen sprzed trzech dni.
Opiekowałam się niemowlęciem. Miało jakieś pół roku i chyba był to chłopiec. Było ubrane w kombinezon, ale uważałam, że to za mało by ochronić je przed zimnem, tym bardziej że ubranko było dość cienkie. Miałam do dyspozycji porządny koc i zastanawiam się jak najlepiej owinąć nim dziecko. Oczami wyobraźni widziałam taką kopertę-becik. W śnie bardzo dbałam o to dziecko, choć nie było ono moje.
Opiekowałam się niemowlęciem. Miało jakieś pół roku i chyba był to chłopiec. Było ubrane w kombinezon, ale uważałam, że to za mało by ochronić je przed zimnem, tym bardziej że ubranko było dość cienkie. Miałam do dyspozycji porządny koc i zastanawiam się jak najlepiej owinąć nim dziecko. Oczami wyobraźni widziałam taką kopertę-becik. W śnie bardzo dbałam o to dziecko, choć nie było ono moje.
sobota, 26 marca 2016
Poproszę o Ciebie i tak
Przy porannej kawie, gdy wszyscy jeszcze śpią, cichutko słucham:
https://www.youtube.com/watch?v=impYtXvIxP4
https://www.youtube.com/watch?v=impYtXvIxP4
piątek, 25 marca 2016
Radość
Kiedy na torcie zdmuchiwałam świeczkę, to miałam jedno życzenie: Odzyskać radość życia. Prosząc o podpowiedź jak, dostałam to:
Boskie poczucie humoru bywa urokliwe.
Plany
Mam plany, zgrabnie ułożone jak kawałki puzzli. I tylko lekko płoszy to wszystko myśl, że w tamtym roku też tak zgrabnie wszystko poukładałam i jedna sekunda ze źle podjętą decyzją wszystko to zniszczyła, cały misterny plan. (Zaś z jej skutkami możliwe, że będę się borykać do końca życia.) Zatem wpierw morze, kochany Bałtyk. Po obejrzeniu filmiku z pobytu przyjaciółki nad Indyjskim Oceanem, jeszcze bardziej stał mi się bliski. Tamta plaża ze spacerującymi krowami i te wysokie, silne fale przy samym brzegu nawet przy pięknej pogodzie, nie wzbudziły mego entuzjazmu, a wręcz odrzuciły od tamtej wielkiej wody. Nasza jeszcze bardziej zyskała w moich oczach. Zatem skoro poczułam, że bardzo muszem nad morze, to dość gładko to załatwiłam. Koniec czerwca do połowy lipca. Potem, hm... aquapark, zoo, botanic garden, a w sierpniu Ciechocinek i może parę wyjazdów za miasto.
poniedziałek, 21 marca 2016
Szczoteczka
Sen sprzed kilku dni. Chyba mam myć zęby, patrzę na moją szczoteczkę do zębów i słyszę głos, chyba córki, który informuje mnie, że mój mąż korzysta z mojej szczoteczki. Tam na niej zawsze zostaje po moim myciu trochę pasty do zębów i on to wykorzystuje. Nie przeszkadzało mi to w śnie i zdawało się w porządku.
Sny wleniowe 2
No tak... trzeba nadrobić zaległości snowe, jakoś nie specjalnie mi się chce. Nie chcem ale muszem.
Wleń
13-14 stycznia 2016
Czerwone owady
Czerwone owady
Czerwone larwy jakiś robaków. Zastanawiam się jak ich pozbyć. Potem dojrzały ciemnoczerwonej barwy owad, trochę jak połączenie ważki z szarańczą, leci prosto na mnie. Odganiam go od twarzy, czuję go we włosach, gwałtownym ruchem ręki chcę się go pozbyć. Budzę się. Boli mnie noga. Piecze. Jest gorąca. Nie mogę trzymać jej pod kołdrą, choć poprzedniej nocy wszystko było okej. Robię zimny okład na to rozpalone miejsce i dopiero wtedy mogę zasnąć.
14-15 stycznia 2016
Pamiętam jedynie fragment snu. Ja i mąż mamy remontować mieszkanie. Czuję u niego chęć i zapał. Jedziemy do sklepu po materiały budowlane. Dostrzegam jak bardzo dziwne jest niebo nad miastem. Kolor intensywnej żółci, pomarańczy. Są też jakieś łuny. To gdzieś niedaleko jest atak, toczy się wojna. Ale to jeszcze do nas nie dotarło. Jest spokój, a ludzie są nieświadomi zbliżającego się zagrożenia. Widzę na niebie jakby poziome trąby powietrzne. Mam świadomość, że to dobrze że będziemy mieć te materiały budowlane, bo teraz to wszystko jest dostępne, bez trudu można kupić, potem już tak nie będzie. A my, w razie uszkodzeń naszego domu, będziemy mogli to naprawić. Widzę męża jak daje do sklepowego wózka spore ilości worków. To chyba cement, albo jakaś zaprawa. Wiem, że będzie to potrzebne.
18-19 stycznia 2016
Pisklaki
Śniłam, że jestem u kogoś przed domem. Idąc nadepnęłam na coś. Tak mi się przynajmniej wydawało. Wpierw zobaczyłam rozdeptane pisklę. Poczułam się okropnie, ale okazało się to nieprawdą. To były dwa pisklaki już wyrośnięte. Były całe i żywe. Jeden trochę większy. Nie uciekały. Patrzyły dużymi oczyma. Były jeszcze takie nieforemne, niemal brzydkie. Pogłaskałam większego po główce i zadałam takie retoryczne pytanie trochę w powietrze, trochę do córki:
-No i co ja mam zrobić?
Wiedziałam przy tym, że nie zostaje mi nic innego jak zająć się tymi ptaszkami.
19-20 stycznia 2016
Zupa
Fragment snu. jestem zła taka... głęboko zraniona, bo mąż kolejny raz zachował się niewłaściwie. Widzę jak wlał do jakiegoś plastikowego naczynia zupę-krupnik, który ugotowałam. Po pierwsze to ten pojemnik się do tego kompletnie nie nadawał. Zupa wyciekła i pobrudziła torbę. Po drugie to nie zapytał się mnie co z tą zupą chcę zrobić, tylko sam podjął decyzję. Nietrafną. Patrzyłam na niego, takiego naburmuszonego, wycofanego. Widziałam też jak w takim niedużym gąsiorku jak na wino, jest ta zupa, tam ją trzyma.
Ten nastrój takiego złego humoru, takiego ciężaru, towarzyszył mi po przebudzeniu i w ciągu dnia. Potem zadzwoniła przyjaciółka z propozycja uczestnictwa w ostatkach, to miała być potańcówka w karnawale. Zgodziłam się i jeszcze zadzwoniłam do męża czy też ze mną pójdzie. I wtedy to poczułam, to jego wycofanie, niezadowolenie, niechęć. Ta jego gra "byle moja chata z kraja".
18-19 stycznia 2016
Pisklaki
Śniłam, że jestem u kogoś przed domem. Idąc nadepnęłam na coś. Tak mi się przynajmniej wydawało. Wpierw zobaczyłam rozdeptane pisklę. Poczułam się okropnie, ale okazało się to nieprawdą. To były dwa pisklaki już wyrośnięte. Były całe i żywe. Jeden trochę większy. Nie uciekały. Patrzyły dużymi oczyma. Były jeszcze takie nieforemne, niemal brzydkie. Pogłaskałam większego po główce i zadałam takie retoryczne pytanie trochę w powietrze, trochę do córki:
-No i co ja mam zrobić?
Wiedziałam przy tym, że nie zostaje mi nic innego jak zająć się tymi ptaszkami.
19-20 stycznia 2016
Zupa
Fragment snu. jestem zła taka... głęboko zraniona, bo mąż kolejny raz zachował się niewłaściwie. Widzę jak wlał do jakiegoś plastikowego naczynia zupę-krupnik, który ugotowałam. Po pierwsze to ten pojemnik się do tego kompletnie nie nadawał. Zupa wyciekła i pobrudziła torbę. Po drugie to nie zapytał się mnie co z tą zupą chcę zrobić, tylko sam podjął decyzję. Nietrafną. Patrzyłam na niego, takiego naburmuszonego, wycofanego. Widziałam też jak w takim niedużym gąsiorku jak na wino, jest ta zupa, tam ją trzyma.
Ten nastrój takiego złego humoru, takiego ciężaru, towarzyszył mi po przebudzeniu i w ciągu dnia. Potem zadzwoniła przyjaciółka z propozycja uczestnictwa w ostatkach, to miała być potańcówka w karnawale. Zgodziłam się i jeszcze zadzwoniłam do męża czy też ze mną pójdzie. I wtedy to poczułam, to jego wycofanie, niezadowolenie, niechęć. Ta jego gra "byle moja chata z kraja".
środa, 17 lutego 2016
niedziela, 10 stycznia 2016
Dusza i ciało
„- Idź na przód i nie
zwracaj na mnie uwagi- powiedziała Dusza do Ciała, ponieważ ON i tak mnie nie
słucha.
–
Zachoruję – odpowiedziało Ciało- i wtedy zacznie Cię słuchać”.
(Vistara H.Haiduk)
Niedobrze
Najpierw
poczułam przenikliwe zimno na wysokości serca. Niedobrze –pomyślałam. Potem nad ranem zaczęłam
"chrobotać" - w czasie oddychania wydawałam takie odgłosy jak kot,
który mruczy. Niedobrze, niedobrze. Tak zaczynało się szpitalne zapalenie płuc.
Poprzedniej nocy miałam sen. Widziałam moje płuca. Całe były rozpalone. I znów rano
"chrobotanie". Dzisiaj nad ranem zdecydowane "murmurando".
A jutro wyjazd do Wlenia. Zaczynam się bać, jak to będzie. W czasie niedawnej
relaksacji widziałam siebie nocą na Moście Pokoju. Refleksy na wodzie od świateł latarni od strony Ostrowa Tumskiego. Po
drugiej stronie mój ulubiony piękny Most Grunwaldzki. Dlaczego tutaj, w mieście jestem?
Odpowiedź
sama przyszła. Głos naprowadził, że chodzi o Grunwald. Zwycięstwo nad tym co
wydawało się niezwyciężone. Zaś jeśli chodzi o Most, to jego architekt załamał
się przed samą generalną próbą na jego, czyli mostu,
wytrzymałość, coś w pospiechu sprawdzając, doszedł do wniosku, że się pomylił,
że most nie wytrzyma i się zawali. Ten człowiek popełnił samobójstwo. Najciemniej jest przed samym wschodem słońca, nie poddawaj się,
przetrzymaj.
Potem moją
uwagę głos skierował na Ostrów Tumski. Przypomniał mi, że ten stary, ponad
tysiącletni kompleks budynków uratowano przed powodzią bardzo prostymi metodami - kładzeniem worków z piaskiem.
Pomogła wytrwałość i współpraca ludzi. A przecież wydawało się,
że to miejsce jest bez szans.
Nadal
jestem pełna obaw... bardzo chcę mu zaufać... w końcu ten głos nigdy mnie nie
zawiódł. Mąż i córka przypomnieli mi, że mam w
Jeleniej wysiąść na trzecim przystanku. Zapamiętałam już wcześniej jaka to ulica. Mąż się zdziwił, gdy powiedziałam: Obrońców Pokoju. Bo od
razu skojarzyłam to z Mostem Pokoju, na którym stałam w wizji na jawie.
piątek, 8 stycznia 2016
wtorek, 5 stycznia 2016
Żałoba
Przeczytałam w Spektrum der Wissenschaft artykuł na temat żałoby, przeżywania jej... Coś zwróciło moją uwagę. Taki ukryty sens w zdaniu... i moje niedowierzanie. ...chodziło o to, że naukowcy doszli do wniosku, że żałoba wywołuje u niektórych aktywację centrum nagrody w mózgu. Czysta perwersja? Co to ma być?. Kompensacja? Sama nie wiem.... Czy to prawda?... jestem trochę przerażona tym odkryciem. Może chodzi o to, że stan żałoby, smutku po stracie i kultywowanie go sprawia, że stajemy się w pewien sposób zależni od praktykowania go? Zależność... smutne to. Takie... rozpaczliwe... Jakby nie patrząc smutne. Przeczytałam to w biegu, nie wiem czy wrócę do tego tekstu... ale jest we mnie ważne pytanie, a nie znajduje na nie odpowiedzi. Na razie nie znajduję...
poniedziałek, 4 stycznia 2016
Ptaszki
Sen z 2 na 3 stycznia 2016.
ale jest mniejszy, bez takiego długiego ogonka i ciemnych barw. Tulę go w dłoniach, całuję, a jednocześnie boję się, że może tego nie wytrzymać, że to dla niego bardzo stresujące i może przypłacić to życiem. Jest przecież dzikim stworzeniem. Waham się, są we mnie dwie tendencje: zatrzymać ptaszka - oczami wyobraźni widzę klatkę dla niego, albo go wypuścić. Mijają dwie godziny. Pojawia się poczucie winy, w końcu postanawiam zwierzę wypuścić. Otwieram okno, jest noc, ptaszek odzyskuje wolność. Znowu zastanawiam się czy nie był poddany zbyt długiemu stresowi, i czy w nocy da sobie rade, ale zaraz dociera do mnie, że przecież nocą się pojawił, więc da sobie radę, a w naturze zwierzęta są poddawane różnym traumatycznym wydarzeniom i że są dostosowane, to je nie zabija. Co innego gdybym zamknęła ptaszka na długo w klatce. Wtedy pewnie rano leżałby martwy na jej dnie. Czuje ulgę, że jest wszystko z nim w porządku.
Kolorowy ptaszek
W nocy miałam wiele snów, ale zapamiętałam tylko ten. Jest wiele ślicznych ptaszków, a mi udaje się jednego złapać. Wszedł do takiego niby domku - maleńkiej budki lęgowej. Są dwa niewielkie otwory na przestrzał i ja je przytykam dłońmi, a ptaszek zostaje w środku uwięziony. Bez trudu go wyjmuję. Jest ślicznie ubarwiony, trochę jak żołna,
ale jest mniejszy, bez takiego długiego ogonka i ciemnych barw. Tulę go w dłoniach, całuję, a jednocześnie boję się, że może tego nie wytrzymać, że to dla niego bardzo stresujące i może przypłacić to życiem. Jest przecież dzikim stworzeniem. Waham się, są we mnie dwie tendencje: zatrzymać ptaszka - oczami wyobraźni widzę klatkę dla niego, albo go wypuścić. Mijają dwie godziny. Pojawia się poczucie winy, w końcu postanawiam zwierzę wypuścić. Otwieram okno, jest noc, ptaszek odzyskuje wolność. Znowu zastanawiam się czy nie był poddany zbyt długiemu stresowi, i czy w nocy da sobie rade, ale zaraz dociera do mnie, że przecież nocą się pojawił, więc da sobie radę, a w naturze zwierzęta są poddawane różnym traumatycznym wydarzeniom i że są dostosowane, to je nie zabija. Co innego gdybym zamknęła ptaszka na długo w klatce. Wtedy pewnie rano leżałby martwy na jej dnie. Czuje ulgę, że jest wszystko z nim w porządku.
Przypomniałam sobie, że w tej mojej Inwentaryzacji jest inny sen, zapisany jako pierwszy:
Tęsknota
I potem - może przede wszystkim potem - będę cię kochał i kiedyś dojdzie między nami do prawdziwych, wyczerpujących wyjaśnień - i wtedy już jakoś dopasujemy się do siebie, zetkniemy właściwymi krawędziami, rozwiążemy łamigłówkę: przeprowadzić z takiego to do takiego to punktu... tak, żeby ani razu... albo - nie odrywając ołówka... albo jeszcze jakoś inaczej... połączymy, przeprowadzimy i powstanie ze mnie i z ciebie ten jedyny w swoim rodzaju nasz wzór, do którego tak tęsknię.
- Vladimir Nabokov "Zaproszenie na egzekucję"
niedziela, 3 stycznia 2016
Sprzymierzeńcy
Czytam książki Alice Miller. O trudnym dzieciństwie, mechanizmach obronnych i o tym jaki to ma wpływ na dorosłe życie i na historię ludzkości. Jest mowa też o tym jak ważne jest znalezienie kogoś, kto zrozumie co przeszliśmy i pomoże uporządkować przeszłość. Nazwać sprawy po imieniu. Pomoże uleczyć duszę i zachować w nas to, z czym przyszliśmy na tę Ziemię - zdolnością do miłości do siebie. Autorka nazywa taką osobę empatycznym świadkiem.
Znalazłam sen, nie wiem czyj, ale stanowi jakby symboliczny przekaz, kwintesencję tego o czym Miller pisze.
"Niebo i skały ciągnące się aż po horyzont, a
gdzieś
na tym pustkowiu…
Mały chłopczyk ściskający kurczowo w swoich
niewielkich dłoniach,
krótką zieloną łodyżkę zakończoną niewielkim pąkiem. Gdy otworzył
dłoń i
spojrzał,
jedyną
jego myślą było skąd wziąć wodę. Zaczął iść przed siebie w
nadziei, że
jednak znajdzie wodę
pośród tej skalistej
pustyni i uda mu się
uratować
Kwiat.
W pewnej odległości pomiędzy skałami, dostrzegł kilka kropel, które były ułożone wzdłuż ścieżki. Podbiegł do nich, nachylił nad nimi jeszcze
zieloną łodyżkę, a mały pączek wypił tych kilka życiodajnych kropel.
Potrzeba było
więcej,
a przeciwności
narastały,
pojawiły
się
toczące
brunatne kule, które
chciały
zrobić
wszystko aby przeszkodzić
chłopcu.
W tym momencie
okazało się że nie jest sam i
znikąd
pojawili się
sprzymierzeńcy,
stanęli
na drodze przeciwników
i walczyli z nimi, by nasz bohater mógł iść dalej. Jeszcze
kilka razy napotkał
niewielkie skupiska kropel, dodawało
mu to otuchy że
jednak się
uda. Kule robiły
co mogły,
ale nie na wiele im się
to zdało,
chłopiec
dziwił
się że ktoś mu pomaga, że nie jest sam i może liczyć na tak ogromną pomoc.
Gdy doszedł do
niewielkiego wzniesienia, znalazł tam kolejną oazę kropel, nagle stał
się
mały
cud, Kwiat gwałtownie
zaczął
rosnąć i
rozkwitać. Pełen kolorów, błyszczący od kropel wody,
był
niczym esencją życia pośród pustynnych skał.
Tu też pojawiły się nieoczekiwane
podpowiedzi, chłopiec
nauczył
się
jak pielęgnować Kwiat i że powinien zaprzyjaźnić się z Pszczołą.
Chłopiec wciąż uczy się nowych rzeczy…"
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















