Leczenie się ze współuzależnienia bardzo przypomina proces dojrzewania. 

niedziela, 3 stycznia 2016

Powtórka czyli senna pomoc


Jeszcze w starym roku w sylwestra postanowiłam pozałatwiać różne swoje sprawy. Trzeba przyznać, że poszłam kompletnie nieprzygotowana. U lekarza rehabilitanta okazało się, że nie mam przy sobie ani skierowania (czekałam na wizytę pół roku), ani ostatniego zdjęcia rentgenowskiego na płytce zrobionego już po operacji. Pani doktor popatrzyła na mnie  i powiedziała, że bez skierowania nie przyjmie i niech poszukam w przyniesionej dokumentacji. Płytka została w domu przy kompie, a skierowanie w przezroczystej koszulce na łóżku. Na szczęście lekarz, który wypisywał mnie ze szpitala, dał mi cały komplet różnych skierowań między którymi było też skierowanie do poradni rehabilitacyjnej. Miałam też zdjęcie na papierze z tymi stabilizatorami, więc pani doktor mogła zobaczyć co było przed. Ponieważ powiedziałam, że za kilka dni wyjeżdżam do Wlenia, to wyznaczyła mi wizytę po moim powrocie i wtedy zdecyduje co do dalszych zabiegów. Pocieszyła mnie, że ta opuchlizna jeszcze zejdzie. No i jeszcze wspomniała, że ta moja tarczyca i moja nadwaga nie pomagają, na co ja, że to bardzo miłe z jej strony nazywać moją otyłość nadwagą. A wtedy spojrzała na mnie i zdecydowanym głosem oświadczyła: No, bez przesady!
Trzeba przyznać, że jej "nadwaga" była zdecydowanie pokaźniejsza od mojej.
Potem poszłam za ciosem w tym całym załatwianiu i pojechałam do przyszpitalnej poradni ortopedycznej, bo lekarz wystawiający mi skierowanie czegoś tam nie wpisał.  Udało się bez rejestracji i kolejki. Wpisał, a potem spojrzał na to skierowanie. Niewielki papier, na którym naniósł kolejną poprawkę, bo trzeba było zmienić datę - pieczątka i podpis, dwu kostkowe złamanie zamienić na trój kostkowe - pieczątka i podpis,  i dopisać oddział dzienny- znów pieczątka i podpis. Mam nadzieję, że teraz już będzie dobrze, a jak coś to zobaczymy się w Nowym Roku. I uśmiechnął się od ucha do ucha jak kot z "Alicji w krainie czarów".
Ciutkę mnie ten jego uśmiech prześladuje...
No a potem postanowiłam zawieść kolejne skierowanie do sanatorium do NFZ. Tutaj mąż popisał się refleksem, bo zanim dopytałam się w informacji gdzie, co i jak, on już dzierżył w przedniej łapce numerek do pokoju 21. Za chwilę weszłam, a miła młoda kobieta, zapytała kiedy i gdzie chcę jechać. I tu okazało się, że znowu  jestem nieprzygotowana tym razem na pytania. Wpierw powiedziałam, że jak będzie ciepło, to ona: czerwiec? lipiec? sierpień? To w lecie też są sanatoria? - pomyślałam jak ta głupia. I jeszcze pomyślałam, że w sierpniu córa będzie już po obronie pracy. Zatem stanęło, że sierpień. Gdzie? Wyszeptałam: nad morze. -Dobrze, Kołobrzeg mamy w ofercie. I już widziałam siebie spacerującą po ciepłym nadmorskim piasku, kiedy głos wewnętrzny szepnął: pamiętaj! - Ciechocinek. Więc ja, że może Ciechocinek, bo basen, okłady z borowiny, solankowe kąpiele i....  to już pomyślałam: i sen-drogopwskaz.
Dzisiaj mija druga rocznica śmierci Widuna. Jego blog dalej fruwa w internetowej przestrzeni, ale ja na wszelki wypadek nie będę linkować, tylko  zamieszczę sobie raz jeszcze Widuna sen i naszą wymianę myśli sprzed równo 8 lat.

Widun:
 ...śnił mi się Ciechocinek, uzdrowisko znane mi tylko z nazwy i z wielu opowiadań zachwyconej solną kuracją ciotki. Nie mam solonego pojęcia w jakim celu tam sennie powędrowałem, ale chyba wolno mi pofantazjować na ten temat. Po mieście oprowadzała mnie nieznajoma kobieta, która opisywała zalety uzdrowiska, ale ostrzegła mnie, że jeśli nie nazywam się Ciechociński, to nie mam wielkich szans na znalezienie miejsca dla siebie. „Każdy kto tu przychodzi na leczenie ma takie nazwisko,” dodała z uśmiechem. Moja przewodniczka nie zabrała mnie do jaskini solnej, gdzie mógłbym poddać się speleoterapii, oddychając solnym aerozolem , co by z pewnością pomogło moim biednym oskrzelom. Czy mój senny „ciechocinek” był ostrzeżeniem, że mój organizm domaga się soli? A może mój anioł-dozorca zaprowadził mnie na kurację do jednego z tych rajskich ciechocinków? Na wszelki wypadek przeszukałem zasoby gugla i znalazłem dwie pięknie brzmiące rośliny z parku w Ciechocinie: miłorząb dwuklapowy i soliród zielny. Ten pierwszy budzi we mnie różne niecne skojarzenia i pomysły, ale soliród surowo ostrzega przed nadużywaniem miłorząbu, zwłaszcza w dwuklapowej wersji. W pobliżu Wzgórza Pierwiosnków rośnie ten pięknie zwany miłorząb, którego dziwne liście nawet sobie zasuszyłem. Anglicy nazywają to drzewo gingko biloba – jest to gatunek jednego z najstarszych gatunków drzew, które zadrzewiały ziemię 260 mil. lat temu. Na wszelki wypadek wsypię dziś do kąpieli dwuklapową dozę soli mineralnej i włożę pod poduszkę liść miłorząbu. Wprawdzie nie z Ciechocinka, ale liczą się dobre zamiary, nie?

02.12.2008
ja:
Hm… to oczywiście Twój sen, ale… opowiadając go światu niejako staje się on wszystkich, zresztą sny tak naprawdę nie mają właścicieli…:) Może takie moje skojarzenie. Ta kobieta zwraca uwagę na nazwisko czyli też nazwę, coś do czegoś musi pasować. Ciechocinek to dla mnie uzdrowisko, takie pierwsze co przychodzi mi do głowy. A oto co znalazłam o pewnej nazwie wsi Ciechr, cytuję: Po raz pierwszy z nazwą tej miejscowości spotykamy się w dokumencie królewskim Bolesława Śmiałego wystawionym dla klasztoru benedyktynów w Mogilnie z roku 1065. Nazwa wsi zapisana została w języku staropolskim, Cechre. Jak łatwo zauważyć współczesny zapis tej nazwy nie uległ daleko idącym przeobrażeniom. Pomiędzy pierwszymi dwoma literami przybyło "i" a końcową literę "e" zastąpiono literą z. Tak, więc współcześnie zapisujemy tą nazwę w formie Ciechrz.
Poszukując etymologicznego znaczenia tego słowa znajdujemy je w wyrazie "cieszyć" i wywodzącym się z niego wyrazie pocieszać, od nich ciecha jako człon wyrazów pociecha, uciecha, z kolei dalsze wywodzące się z nich słowa to ucieszny, cieszyciel, czyli dzisiejszy pocieszyciel. Człon nazewniczy ciech - znajdujemy w imiennictwie, czyli imionach takich jak Wojciech, Sieciech, z którego Szwieciech – Wszeciech, czy nazwach miejscowych: Ciechanowiec, Ciechanów, Ciechocin, Ciechocinek, Cieszyn, w końcu i nasz Ciechrz. Zdawałoby się, że na tym można byłoby już zakończyć wywód nazwy miejscowej Ciechrz, gdyby nie ten pierwszy zapis z 1065 r. Cechre, który zdaje się odnosić do słowa Cech – "kompania (rzemieślników)", z niemieckiego Zeche, słowo również znaczące tyle samo, co "kompania". Dlatego też tą pierwotną nazwę należałoby odnieś właśnie do słowa Cech, czyli do określenia grupy mieszkańców pierwotnej osady Ciechrz, zajmującej się jakąś dziś bliżej nieznaną czynnością zawodową świadczoną na rzecz grodu książęcego lub pobliskich grodów, granicznego w Rzadkwinie (Rodequino) i zaporowego dla Kruszwicy w Stodolsku (Stodólnie).
Pomijając zmiany w pisowni przyjmijmy nazwę miejscową Ciechrz jako tą wywodzącą się od słowa Ciecha, czyli miejsca radosnego zamieszkałego przez takąż ludność.
Hm… Stefanie, czy chodzi o osoby, które potrafią się cieszyć życiem i współpracować. To wtedy powstaje uzdrawianie? hm… :)))) pozdrawiam ciepło
02.12.2008
Widun:
...wspaniale to zrobiłaś naprowadzając mnie na etymologię senną, co powinienem był zrobić sam, ale jakoś nie przyszło mi do łba. To było pocieszne pocieszenie od moich Przewodników którzy skorzystali z uczynności ezoterycznej gosposi. Przewodniczka we śnie była jasnym symbolem. Nazwisko znaczy że trzeba przestawić Ego na radość, pocieszanie i współpracę z „uzdrowiskiem mądrości ziemskiej - sól jest tu symbolem. Mnie się „Ciecho” kojarzył ze słowem „cichy”, bo ciecha i cisza mają wspólny źródłosłów. Ciepło pozdrawiam w mroźno-słoneczny dzień i dziękuję za senną pomoc.

piątek, 25 grudnia 2015

Pełna pełnia

Boże Narodzenie w tym roku ozdobiła na niebie Pełnia Zimowego Księżyca.
No cóż, nie zauważyłam, bo poszłam spać, a teraz nieśmiały wschód Słońca gasi na niebie ostatnie gwiazdy.
Wczorajsza Wigilia okazała się być najbardziej spokojną i leniwą jaką sobie mogę przypomnieć w moim ponad półwiecznym życiu. Do południa w piżamie, starczyło też czasu na okład na wątrobę według Edgara Cayce'a. Ponieważ najstarszy pracował, kolacja była o wpół do siódmej. Najlepsze, że u teściowej, czyli odpadło mi to co zwykle zajmuje tyle czasu - całe to przygotowanie. Można powiedzieć, że jak ten księżyc w pełni, czuję się w pełni usatysfakcjonowana, no i nie ukrywam, że po tym smacznym jedzeniu też pełna;). 

środa, 23 grudnia 2015

Coś miłego

Termin wyjazdu na rehabilitację już ustalony. 11 stycznia. Zatem już niedługo. Liczyłam, że po wyjęciu tego skupu złomu, będę sprawniejsza. Tak nie jest. Przeliczyłam się. Teraz liczę na rehabilitację.
Myślę nad tą 11- latką ze snu. Jest ze snu, ale istnieje na prawdę, to ona brała udział w konkursie, to ona wygrała tę lalkę. Z tego dziecięcego okresu mam w głowie pustkę, prawie nic nie pamiętam, a na zdjęciach widać zapatrzoną gdzieś, nieobecną dziewczynkę. Z długimi warkoczami, bardzo smutną. Co się wtedy wydarzyło ponad czterdzieści lat temu? Nie pamiętam, mogę się jedynie domyślać, że to coś co zabrało jej dzieciństwo, która ona pragnie odzyskać. Symbolem jest lalka.
No nic, zobaczymy czy te drzwi będę miała odwagę otworzyć i zobaczyć to coś. Teraz trzeba jeszcze wiele zrobić w domu, bo wieczorem przyjeżdża gość, zatem tylko jeszcze wprowadzę tu nastrój świąteczny i coś miłego: 

Zrodzony na sianie, w półmroku stajenki,
śpi w ramionach Marii Jezus malusieńki.
Świętą noc złocista gwiazda opromienia.
Gromadzą się wokół przyjazne stworzenia.
Lulajże Jezuniu snem cichym, szczęśliwym.
Obdarz nas radością i szczęściem prawdziwym.


sobota, 12 grudnia 2015

Kwiatoterapia

Przyjaciółka powiedziała mi, że o wiele bardziej boję się sukcesu niż porażki. Coś w tym jest. Stoję w miejscu. Sama siebie sabotuję. Czas zostawić to pisanie tutaj, bo to tylko pretekst by nie pisać tego, co bardzo chcę. Moja książka o snach leży odłogiem, jedynie w głowie coraz to insze pomysły. Pisz kobieto, pisz! Uwierz, że to jest dobre.
PS. Amarylis na oknie ma trzy kwiaty. Szepczą, że na imię im czerwień. Patrzę na nie i chce mi się żyć.  Taka domowa koloroterapia.

Nina

Wczoraj dostałam paczkę z lalką. Wygrana w jakimś konkursie Onetu. Konia z rzędem temu kto zgadnie co mnie podkusiło by wziąć w nim udział. Może to pomysł tej 11-latki we mnie? Lalka ma na imię Nina. To taka przyjaciółka dla starszej dziewczynki 8-10 letniej. Co robić z tą zabawką? Zostawić, sprzedać, komuś podarować? Nie wiem. 

Matrioszki

To sen z poprzedniej nocy. Ale za nim, to ważne, że ostatnio oglądałam filmy o osobowości wielorakiej czyli w psychiatrii nazwanej zaburzeniem dysocjacyjnym tożsamości. Jeden film był dokumentalny, drugi fabularny. W śnie widziałam 11-letnią dziewczynkę, która była we mnie, ale bardzo się mnie bała i praktycznie nie ujawniała się by się nie zdradzić ze  swoją obecnością. Teraz była poza mną. Wspierała ją starsza ode mnie kobieta, ona uspakajała dziecko i coś mu przerażonemu tłumaczyła. Emanował z niej spokój, rozwaga, znajomość życia. I takie ciepło. Dawała poczucie bezpieczeństwa. Patrzyłam w tym śnie na siebie i na nie. Stałyśmy obok siebie.

piątek, 11 grudnia 2015

W błękitach

Chcę niebieskiej, a raczej błękitnej, turkusowej, jasnej kuchni. Od jakiegoś czasu chodzi za mną ta wizja. Dlaczego te kolory, nie wiedziałam. Multum innych spraw mam na głowie, a dzisiaj znalazłam foto na czyimś blogu http://photo-noga.blogspot.com i ten kolor wrócił, wszystko wróciło. Wzięłam tylko kawałek zdjęcia, bo wiem już o co chodzi. Tęsknota za morzem. Tylko tyle i aż.

Może ja sobie wieczorem film obejrzę?



Do tego małe cappuccino w ulubionej filiżance i luz-blues na miękkiej kanapie.


Podróż do Afryki znowu

Sen nie jest mój, ale 11-jedenastolatki. Zapisałam go w zeszycie pod datą 16.12.2002. 
Sen o bocianie
Pewien bocian nie odleciał do ciepłych krajów tylko został w swoim pałacu razem z królem, królową, książętami i służbą. Królowa miała diadem. Martwiła się o bociana. Miał piękny pałac i bogactwo, ale czuł się nieszczęśliwy. Myślał co by było dla niego dobre. Robił różne rzeczy, ale to nie dawało mu szczęścia.  W końcu spytał  swojej wewnętrznej małej kolumny w stylu doryckim. Ona była w nim. Zaskoczyła go jej odpowiedź. Chciała dostawać od listonosza listy od swoich bliskich, najchętniej byłaby z nimi. Chciała, aby rosła przy niej oliwka. Bocian to sobie przetłumaczył i najpierw poszedł wieczorem na most oglądać pełnię księżyca i słyszał nawoływania swoich krewnych bocianów. Gdy wracał było już jasno i zobaczył małą kaweczkę, która chciała lecieć do Afryki. Bocian pomyślał sobie, że oliwka oznacza pomoc, więc nauczy kawkę latać i razem z nią poleci. Nauka nie trwała długo i kawka mogła już lecieć. Lecz (tu mówić zaczyna narrator) nie poleciała sama. Bocian też wzbił się w powietrze. Ludzie patrzyli  na lecącego bociana z zachwytem.
Zrobię teraz to co lubię, a czasem nie lubię. Teraz nie do końca chcę to zrobić, bo to  nie jest miejsce na "rozbieranie snów". Coś jednak mówi: zrób to. No trudno, zobaczymy co się stanie...
Miałam niedawno sen o podróży do  Afryce, ale ta  tutaj podróż to całkiem coś innego. Ciepły kraj, gdzie są bliscy, tacy sami. Bo te ptaki w tym śnie to nie ptaki, ale ludzie. Ten dorosły bocian nie poleciał tam gdzie jego miejsce, gdzie pobratymcy, został. Chociaż miał niby wszystko, bogactwo materialne,  troszczących się o niego  szlachetnych przyjaciół, to nie był szczęśliwy. Tak czasem jest, że nie umiemy sami określić co daje nam poczucie szczęścia. Czego tak NA PRAWDĘ chcemy. Zatem trzeba to pytanie zadać własnej jaźni czy też jak kto woli duszy i wsłuchać się w jej odpowiedź.  Dla mnie jaźń symbolizuje ta mała kolumna. Dlaczego w stylu doryckim? Bo pewnie wtedy nastolatka o stylach się uczyła, a sen to wykorzystał  jako symbol - filar wnętrza duchowego. Te pierwsze takie kolumny były robione z drewna od najdawniejszych czasów, potem z kamienia, były proste i użyteczne przede wszystkim. I bardzo dobrze się sprawdzały przez wieki. Nastolatce podobało się słowo doryckie. Tym słowem nazwałaby te najpiękniejsze kolumny pełne finezji.
Bocian udał się na most (łącznik między dwoma światami) i tam słyszał głosy pobratymców, takich samych jak on. Noc to brak zrozumienia, ale jest pełnia, księżyc, zatem to chodzi o sen, który przynosi zrozumienie, jest potem jasny dzień. Oliwne drzewo bocian tłumaczy jako pomoc innym. Bo wszak ono wiele daje: owoce, oliwę, cień. Mała kawka, to ktoś młody, kto ma marzenia, wyznacza sobie cele. Pomoc w ich realizacji pomaga samemu zrealizować własny cel. To uwzniośla, to  pomaga się wzbić,  to budzi zachwyt. Zatem rola nauczyciela jest tym, dzięki czemu realizuje się "podróż do Afryki", to co dla nas najlepsze.
W zeszycie pod zapisanym snem, znalazłam jeszcze dopisek. Ta nastolatka dodała, że chodzi o uświadomienie sobie, że to nie będzie magiczne, że nie jest to coś, co teraz powinno być zrobione, ale dawno. 
No to teraz pomyślałam, że ta moja "podróż do Afryki", czyli pogotowiem do szpitala, była straszna, ale w sumie najlepszym co mogłam dostać. Ja tam wtedy też powinnam zrobić coś dawno, ale nie zrobiłam, dopiero potem, po wypadku za to się zabrałam... No niech mnie...
PS. kawki mają takie niesamowicie przenikliwe niebieskie oczy, wiem kto ma jeszcze takie... 

czwartek, 10 grudnia 2015

Okoliczności

„-Co ty tam piszesz? – zapytał Puchatek, gramoląc się na biurko.
-Tao Puchatka – odpowiedziałem.
-Jak Puchatka? – zapytał, rozmazując słowo, które właśnie napisałem.
-Tao Puchatka – powtórzyłem i pacnąłem go w łapkę ołówkiem.
-To chyba coś więcej niż „Au”! Puchatka – powiedział Puchatek, pocierając łapkę.
-Właśnie nie – fuknąłem na niego rozdrażniony.
-A o czym to jest? – spytał Puchatek, wyciągając się do przodu i zamazując kolejne słowo.
-O tym, jak zachować radość i spokój w każdych okolicznościach!!! - wrzasnąłem.
-Chyba jeszcze tego nie czytałeś?”

Benjamin Hoff " Tao Kubusia Puchatka

Uświadomione świadectwo i mistrz

Trzeba mi odskoczni. Właśnie znalazłam  to przeglądając stare płyty DVD. I się pośmiałam, i dobrze,  bo to najlepsze teraz dla mnie lekarstwo na moją dziwną melancholię.

Droga Mamo!
Nareszcie koniec szkoły. Dla mnie już na zawsze. Jestem od dawna zakochana i postanowiliśmy z moim chłopakiem wreszcie "się urwać". Wiem, że Tobie się to nie spodoba, ale on jest taki słodki! Te jego tatuaże i piercing na każdym kawałku ciała... A ten jego motocykl! Ali (tak nazywa się mój miły) twierdzi, że jazda na nim w kasku to grzech. Ali jest kompletnie na moim punkcie zwariowany. Mówi, że go uratowałam, bo ten alkohol by go w końcu  zabił...
Aha, i najważniejsze. Będziesz miała wnuka! Tak się cieszę! Kolega Alego ma gdziś w lesie drewnianą chatkę. Trzeba ją wyremontować i nie ma w niej światła ani wody, ale to będzie nasz nowy dom. Nie martw się! Bądziemy mieli z czego żyć. Ali ma kapitalny pomysł. Bądziemy uprawiać marihuanę i sprzedawać ją w mieście. Ma być z tego kupa forsy. Tak się cieszę! I nie  martw się proszę. Wkrótce będę miała 14 lat i naprawdę mogę na siebie sama uważać. Mam tylko nadzieję, że szybko pojawi się ta szczepionka przeciwko AIDS. Alemu bardzo by to pomogło... 

Twoja ukochana córeczka.

P.S. Wszystko bzdura!!! Jestem u Krychy i oglądamy telewizję. Chciałam Ci tylko uświadomić, że są gorsze rzeczy niż to świadectwo, które znajdziesz na nocnym stoliku. Buziaczki!!!
***
K. postanowił sam zrobić pranie. Stanął przy pralce i woła:
- Jaką temperaturę nastawić?
- A co masz napisane na koszulce?
- "Legia mistrz", ale co to ma do rzeczy?

Tęsknota

Kiedyś nie zwracałam uwagi, a przynajmniej nie specjalnie, na to czy i jak ktoś chodzi. Teraz tęsknię by móc swobodnie, szybko się poruszać i tak naturalnie, i bez myślenia o tym... tak jak się oddycha...
Erica Hopper

środa, 9 grudnia 2015

Błękity i czerwienie

Na oknie u mnie  mała wiosna, bo zakwita intensywnie na czerwono amarylis kupiony jakiś czas temu w Ikei. Specjalnie wybrałam taki kolor kwiatów. 


Na koniec grudnia moja przyjaciółka wraca. Cieszę się, bo jednak maile nie zastąpią rozmowy i spotkań na żywo.
Dzisiaj przejrzałam naszą  korespondencję. Zostawiam tu fragmenty, bo okazało się, że troszkę w niej było też o kolorach i snach.
26. 11. 2015
...Zaczynam się pomału szykować do szpitala, pakuję potrzebne rzeczy... w ogóle to wszystko robię w zwolnionym tempie. I jestem taka rozkojarzona, choć muszę przyznać, że wiele rzeczy jest już pozałatwianych, zamkniętych i zrobionych.
Teraz to jest takie bardziej falowanie, raz jestem zorganizowana a potem znów "rozlazła". Myślę o tym, że znowu będą potrzebne kule, że nie wejdę do wanny i że potrzebna metalowa rączka w ścianie przy toalecie. Ech...
…na kilka miesięcy przed wypadkiem w październiku miałam taki sen:
śniłam ciepłą kanikułę, byłam z rodziną, choć bardziej wyczuwałam ich obecność niż widziałam. Byłam na skarbie, w dole rzeka, sporo ludzi, a ja po drugiej stronie dojrzałam znajomą. Bardzo się ucieszyłam na jej widok i zaraz chciałam do niej iść. Zauważyłam, że z tej skarby w trawie biegnie taka dróżka jak ślizgawka, domyśliłam się, że została wyślizgana przez tych którym się spieszyło. Zjeżdżałam i ja na pupie i to było takie radosne, taka dziecięca radość mnie ogarnęła. W ogóle to jak dostrzegłam tę koleżankę, to też cieszyłam się jak dziecko. Byłam już przy rzece, to była raczej taka rzeczka-bród, z wodą najwyżej po kolana. I kiedy już miałam wejść do niej, nagle sen stał się świadomy i oczami wyobraźni zobaczyłam na dnie rozbitą butelkę. Zastanawiałam się, że gdy na nią nadepnę, to czy od razu poczuję ból, ile będzie krwi...
…Na oknie mam w doniczce amarylisa. Myślę, że zakwitnie na Święta a może nawet wcześniej?, ma dwa spore pąki. Ma być krwistoczerwony kwiat. Też mam w jednej doniczce trzy cebulki hiacyntów, które zaczynają wypuszczać zielone czubeczki. Zatem na oknie jakby wiosna.
28.11. 2015
...Gdy czytałam Twój list przeraziło mnie słowo'' krwistoczerwony" i piszesz o krwi…
28.11.2015
...Co do krwistoczerwony to dla mnie taki kolor czerwony, w którym czuć życie, radość. Czerwony sam w sobie tego nie ma. I ten amarylis ma być taki czerwony błyszczący jak krew. Może znasz inne określenie na taką barwę?
 …tak, skupiłam się na sobie i snach, że o twojej tarczycy zapomniałam. Tak ogólnie to odnosi się do czakry gardła, ale ja widzę to jako silne połączenie z sercem. Kolor niebieski nie łączymy z sercem, ale ja tak… hm, nie wiem dokładnie jak to wyrazić, ale ... z obfitości serce mówią usta. No i niebieski to symbol dla mnie wolności. I jeszcze karta sprawiedliwość. Ta kobieta patrzy sercem, oczy przysłonięte, a w jednej ręce ma wagę w drugiej miecz, dla mnie to symbol języka. I przypisany jest do tej karty kolor niebieski. Pamiętam na jednych targach pewna wróżka, notabene moja imienniczka, mówiła o tej karcie na wykładzie i dziwiła się że wyszło jej przypisanie do serca i że jeszcze ten kolor niebieski. Nie rozumiała dlaczego.


02.12.2015
...Dzięki za odpowiedz! Tu niedaleko Aszramu na mieście jest spokojna kaplica medytacyjna, chodzimy tam z koleżanką by pobyć chwilę w samotności. 30.11. Myślałam o Tobie będąc w tej kaplicy i widziałam twoją operację i słyszałam trzask, poczułam że ten metal w twojej nodze jest bardzo szkodliwy dla Ciebie. Widziałam, że metal zmienił swoją barwę i z Twojego ciała wypływało sporo chorobliwej materii. To była taka ciemna gęsta materia. Pomyślałam jak to dobrze, zże przyspieszyłaś tą operację. 
Dzięki za interpretację o tarczycy. Ja kieruje się uczuciami i myślę że Twoja interpretacja jest świetna. Kupiłam Iodium 200 CH i bioer i lekko staram się masować stopy. Jeśli chodzi o nazwę krwistoczerwony to można zastąpić soczystoczerwony i zastanowię się. Moje odczucie nie dotyczyło słowa a to tak jakby coś miało się wydarzyć, że czytając twój list to słowo mnie przeraziło. 
 06.12.2015
...Jeśli chodzi o nogę, to jeszcze rana boli, zwłaszcza jak przesiąknie i tak wiesz przyklei się do opatrunku i ciągnie.

...Amarylis niedługo zakwitnie, wygląda, że na Róży urodziny:) czy będzie soczyście czerwony nie wiem, ale czerwony to tak:)) 

Czekanie

"Są różne rodzaje czekania. Można czekać na coś, co wydaje się nieuniknione i jest tylko kwestią czasu. Można też czekać na to, co może się stać, choć nie ma na to żadnej gwarancji. Lepiej wówczas nie obnosić po świecie swojej nadziei, na wszelki wypadek. Można w końcu czekać na to, co się nigdy nie zdarzy, choć jest cień prawdopodobieństwa, że mogłoby, i wówczas stan ten przypomina czekanie na cud."
     Katarzyna Rygiel, "Pod powiekami"
Sharon Sprung