Leczenie się ze współuzależnienia bardzo przypomina proces dojrzewania. 

sobota, 14 kwietnia 2012

Pułapka na drodze i wolość dla kota.

W sobotę przed Wielkanocą pojechaliśmy  za miasto by na ognisku upiec sobie to co dobre na obiad.  Było bardzo wietrznie, zimno. Słowem pogoda nie zachęcała do długiego przebywania na łonie natury.  Młodszy powiedział do mnie, że znalazł jakieś zwierzątko niedaleko i to chyba kot i chyba nie żyje. W spróchniałym drzewie wśród zeszłorocznych liści zwinięty leżał czarny kot. Wyglądał jakby spał, ale jego ciało było nieruchome. Popatrzyłam na zwierzę... potem na drzewo i wtedy ono przypomniało mi sen, który miałam tej nocy.

Idę drogą, taka asfaltówka za miastem, na poboczu drzewa.  Róża gdzieś z przodu i jakby po drugiej stronie? Nie jestem pewna, ale nagle to pobocze drogi jest takie w jednym miejscu zdradliwe,  powierzchnia pochylona w dół, po niej się zsuwam na sam brzeg pobocza i zatrzymuję na drzewie. Jedynie ono nie pozwala na dalsze zsuwanie do głębokiego rowu, ale nie bardzo jest jak się z tej pułapki wydostać, bo okazuje się, że drzewo w dużej części jest spróchniałe, w każdym momencie może zawieść.  Wołam córkę na pomoc, ale ona jest gdzieś dalej i nie bardzo się kwapi  z pomocą, czuję, że jest na coś zła, zdenerwowana. Postanawiam pomóc sobie sama poprzez mocne odepchnięcie się od tego drzewa  by znaleźć się znów na drodze. Jedyny mankament w tym by wybrać w miarę mocne miejsce, które nie jest spróchniałe.
Pułapka tego rodzaju już była w moim śnie, tyle że w domu, a nie na drodze:
Co zaś do kota, czarnego. Kiedyś pewien mały czarny kotek zawitał w moim śnie. To był początek sierpnia 2010.

Nie pamiętam całego snu, ale to było w jakiejś starej kamienicy, coś jak ten pierwszy dom, gdzie jako małe dziecko mieszkałam. Jestem z kimś, chyba z mężem w tym domu na dole, na klatce schodowej jest mały, cały czarny kotek, taki wielkości dłoni. Łapię go, trochę się z nim bawię, nie jest dziki, choć pragnie abym go za bardzo nie męczyła. Jest łatwy do złapania, bo na grzbiecie ma przywiązany dziecięcy plastykowy samochodzik. To taka kolorowa ciężarówka. Z dwa razy bawię się z tym kotkiem, gdy nagle dociera do mnie, że tak jest mu ciężko i że nie bardzo może uciec gdyby chciał, jest łatwy do złapania. To po prostu zniewolenie dla tego małego, kociego dziecka. Biorę kotka na ręce i dokładnie to widzę jak przecinam te sznurki krępujące ciało i trzymające zabawkę.  Chcę by zwierzątko było wolne. Po obudzeniu przychodzi mi do głowy, że to jest jak w tej scenie z „Jak wytresować smoka”, kiedy chłopiec przecina krępujące ciało sznury na ciele smoka. Notabene ten smok przypomina mi czarnego kota.
http://www.youtube.com/watch?v=vJE_6-DS8F4&feature=related

Wkręt

Dla tych co lubią się pośmiać z rana (dostałam link od najmłodszego):

http://www.cda.pl/video/3521070/Genialny-wkret

piątek, 13 kwietnia 2012

Czara goryczy

Sen Róży 4.04.2012 przez nią opowiedziany:

W tym śnie ja tobie opowiadam mój sen a potem ty mi. Ale twojego już nie pamiętam.

Ten w śnie to: ja jestem na obozie, wycieczce czy turnusie (coś w ten deseń).  Już od samego początku  mi się coś zaczyna nie podobać. Czuję się nieswojo. Szybko się wyjaśnia dlaczego, zaraz po przyjeździe mówią nam, że jesteśmy gorsi od innych. Oprowadzają nas po pokojach i te czyste wysprzątane są dla katolików, a dla niewierzących są w nieładzie i mówią, że nie zdążyli i że sami musimy pokoje wysprzątać.  Już od początku w śnie jestem niezadowolona z tej wycieczki, żałuję, że tu jestem.  To z pokojami przelało czarę goryczy, wybucham, zaczynam krzyczeć na tę kobietę: to jest już szczyt, to jest jawna dyskryminacja, że wręcz trudno mi w to uwierzyć. A ona jest zdziwiona i tłumaczy, że przecież to się mogło zdarzyć, że nie zdążyli. A tak w ogóle dlaczego nie jestem katoliczką, i dlaczego ulegam tej tendencji. Ona myśli, że tak jak niektórzy, odeszłam od katolicyzmu, bo taka jest moda wśród młodych.

Mówię do niej, że pochodzę z rodziny która od pokoleń mieszka w Polsce. Mój pradziadek narażał życie na wojnie.  Ani ja nie byłam ochrzczona, ani moja matka, ani mój dziadek.

Ty rozumiesz i popierasz mnie. Potem opowiadasz mi swój sen, którego nie pamiętam, wiem jedynie że opowiadasz też o sytuacji, która budzi twój silny sprzeciw i emocje są w tym twoim śnie takie same.

wtorek, 10 kwietnia 2012

Sposób

Tłumaczenie z niemieckiego:
Co musi zostać powiedziane

 Dlaczego milczę, zbyt długo milczę o tym,
co oczywiste i przećwiczone w grach symulacyjnych,
na których końcu my, którzy przeżyliśmy,
jesteśmy tylko przypisami.

Chodzi o rzekome prawo do uprzedzającego uderzenia,
które mogłoby unicestwić
ujarzmiony przez zarozumialca
i regularnie zmuszany do owacji naród irański,
dlatego że na jego terenie
prawdopodobnie powstaje bomba atomowa.

Ale dlaczego zabraniam sobie
wypowiedzieć nazwę innego kraju,
w którym od lat - choć w tajemnicy -
powiększa się arsenał nuklearny,
lecz poza wszelką kontrolą, bo nikt nie jest do niego
dopuszczany?

Powszechne przemilczanie tego faktu,
które sprowokowało również moje milczenie,
odczuwam jako ciążące kłamstwo
i przymus, którego nie można zlekceważyć
pod groźbą kary;
oskarżenie o "antysemityzm" słyszy się często.

Ale teraz, gdy mój kraj,
raz po raz wzywany i odpytywany
przez własne zbrodnie,
które są nieporównywalne,
wysyła do Izraela z przyczyn wyłącznie ekonomicznych,
choć zręczny język przedstawia to jako zadośćuczynienie,
kolejną łódź podwodną, której specjalnością
jest wystrzeliwanie wszystko pustoszących głowic
tam, gdzie rzekomo istnieje
jedna bomba atomowa
(dowodem na jej istnienie jest tylko obawa)
- teraz mówię to, co musi zostać powiedziane.

Dlaczego do tej pory milczałem?
Bo sądziłem, że moje pochodzenie,
związane z nigdy nie dającą się usunąć skazą,
zabrania mi wypowiedzieć tę oczywistą prawdę
wobec państwa Izrael, wobec którego mam
i będę miał dług wdzięczności.

Dlaczego dopiero teraz, w podeszłym wieku
i u schyłku mojego pisania, mówię,
że mocarstwo atomowe Izrael
zagraża i tak już kruchemu pokojowi na świecie?
Dlatego, że musi zostać powiedziane to,
na co jutro już może będzie za późno;
i dlatego że my, Niemcy, wystarczająco już obciążeni,
moglibyśmy stać się dostawcami zbrodni,
którą łatwo przewidzieć, a więc naszej współwiny
nie dałoby się zamaskować
zwykłymi wymówkami.

I przyznaję: przerywam milczenie,
dlatego, że dość już mam
obłudy zachodu; poza tym można mieć nadzieję,
że wielu wyzwoli się z milczenia,
zmusi sprawcę widocznego niebezpieczeństwa
do rezygnacji z przemocy
i będzie nalegać, by rządy Izraela oraz Iranu
zgodziły się na swobodną i nieprzerwaną kontrolę
izraelskiego arsenału nuklearnego oraz irańskich urządzeń atomowych
przez którąś z międzynarodowych organizacji.

Tylko w ten sposób można pomóc wszystkim,
Izraelczykom i Palestyńczykom,
więcej, wszystkim ludziom żyjącym obok siebie i nienawidzącym się w tym
okupowanym przez szaleństwo regionie,
a w końcu też i nam samym.

4 kwietnia 2012   Günter Grass

niedziela, 1 kwietnia 2012

Śliwki

Mam do napisania chyba najtrudniejszy tekst. List. Bo to ma być taka kropka nad i. Zakończenie czegoś, pewnego etapu. A wyglądało wszystko tak niewesoło. Pomogli przyjaciele, ci z reala i wirtualni. Pomogły bardzo ustawienia, astrologia, psychoterapia, choroby, wizje i sny. Te, która śniły się mi i innym. Zrodziło się zrozumienie, a za nim odpowiednie wnioski i działanie. Coraz mocniej ufam sobie.
Przyjaciółka zobaczyła "śliwki" pod oczami tej osoby, po przeczytaniu ode mnie listu. Przystopowało mnie. Pęcznieje to we mnie nie znajdując ujścia. A przecież inni wypowiedzieli się w moim imieniu, więc...
Psycholog wysłuchawszy moich obaw, powiedziała:
Siniaki pod oczami to nic takiego, wygoją się. 
Kiedy więc TO urodzę, a bezboleśnie się nie da, wszystko inne zda mi się łatwizną...


poniedziałek, 19 marca 2012

Ta kobieta

Wiosenne sny coraz mocniej do mnie przemawiają . Ten sen nie mi się kiedyś przyśnił, ale znam tę kobietę ze snu co demoluje dom. Niech sen tu zatem pozostanie:
http://bez-sennosc.blog.onet.pl/Sen-XXVIII-Feniks,2,ID313297078,n

niedziela, 18 marca 2012

Marcowe sny cd

Sen z 17 marca 2010, zapamiętany fragmentarycznie.
Jestem na zajęciach z jogi. Coś wspominać chcę instruktorce o moim niedomaganiu, ale z lekkim zdziwieniem zauważam, że mogę wykonać ćwiczenia, których przedtem nie potrafiłam. W siadzie prostym z rozłożonymi nogami robię skłony i bez problemu czołem dotykam podłogi. Jestem bardziej giętka niż myślałam. Po bólu nogi i powłóczeniu nie ma śladu. Nie ma się na dobrą sprawę na co skarżyć.
Jestem w jakimś domu, coś jak górskie schronisko, kilka pomieszczeń-pokoi. Ale to okazuje się być mieszkaniem mojej instruktorki jogi. Taki dom otwarty, są jacyś jej znajomi. Ja wcześniej znajduję jakiś ozdobny futerał, jakby z laki, bardzo ładny, a potem chyba taki miecz (nóż?) samurajski, ale jest on taki mniejszy. Ale w śnie to uważam za normalne. Ten futerał jest od tego miecza. A Basia jest smutna, zaaferowana, czegoś szuka w tym domu, a jednocześnie próbuje zająć się gośćmi. Kiedy orientuję się, że to co zgubiła to jest to co ja znalazłam, bez namysłu oddaję. Nie ma we mnie żalu, choć wcześniej cieszyłam się ze znaleziska. Teraz widzę jaką ulgę odczuwa moja instruktorka. Daje mi to i zadowolenie i radość. 
Zastanawiam się, czy gdzieś już tego snu  nie umieściłam, ale jeśli nawet to co?

niedziela, 4 marca 2012

Marcowe sny

Sny sprzed 3 lat: 

4 marca 2009
Śniło mi się, że widzę Kamila jak jeździ takim samochodzikiem-zabawką. Jest w sumie w tym śnie jeszcze dzieckiem. Nagle okazuje się, że ten samochodzik ma kilka biegów i Kamil porusza się bardzo szybko, oddala. To, dostaję informację, jest niebezpieczne, bo za bardzo oddalił się ode mnie. Zostanie bez opieki. Postanawiam dogonić go, biegnę zanim.
Potem jest sen, że idę takim zadrzewionym chodnikiem przy ulicy, jest lato, ładna pogoda. Jest dom dla osób z zaburzeniami umysłowymi, to mi się kojarzy z domem który znam, gdzie jest prowadzony taki ośrodek. Ale w śnie budynek jest nowszy, jaśniejszy, zadbany. I tak jak i w rzeczywistości jest otoczony niby parkiem i wysokim ogrodzeniem. I jest też zadrzewiony chodnik. Na drodze widzę małą myszkę. Pojawia się nieduży, młody kotek, taki biało szary. I martwię się o tę myszkę, bo kot się na nią czai. Ale nagle role się odwracają, to mysz atakuje kota, który zaczyna przed nią uciekać. Wpadają na ten niby park. Mysz jest rozzłoszczona i pełna agresji, kot zdezorientowany i taki biedny. 
W trakcie jak obserwowałam tę gonitwę, to wpadłam niechcący na przechodnia. To mężczyzna taki już po trzydziestce, wysoki i dość szczupły. Oboje patrzymy na zwierzaki, a ja postanawiam dostać się do tej myszy pod spodem, bo jest siatka wokół parku, a ma dziurę na dole. Nie boję się zwierzęcia, wiem że nie zrobi mi nic złego, jest tylko wkurzone na kota. Ten mężczyzna mówi, że nie można być zbyt grubym, bo się nie dostanie przez tę dziurę. Robi mi się bardzo przykro, że tak pije do mnie. Mówię, że wiem że mam tuszę, ale wiem też uda mi się przecisnąć dołem. Wtedy jemu robi się tak głupio, bierze mnie w ramiona i tuli i tłumaczy, że nie to miał na myśli, że nie chciał mnie zranić. Uświadamiam sobie, że pierwszy raz ktoś tak wysoki mnie przytula. I wtedy też czuję, że to przytulenie dla mnie dość miłe, dla niego jest jeszcze milsze. Wyczuwam, że stał się pobudzony, że podniecenie wzrasta. Ponieważ jest wysoki, to to wyczuwam u siebie przez swoje i jego ubranie na wysokości serca. Naprężoną męskość. Tulimy się namiętnie się przez chwilę i wszystko zmierza do stosunku, ale ja nagle mówię, że nie. Że nie mam nic przeciwko przypadkowym kontaktom u innych, że to może być i fajne, ale ja tak nie chcę. Bo wpierw chcę go bliżej poznać, bo przecież go nie znam, ani nie kocham. Czekam co powie, czy zaproponuje jakieś dalsze spotykanie się. Budzę się.
Teraz to się dzieje, jest odwrócenie tego co zwykle takie oczywiste: kot atakuje mysz, a tu mysz nie respektuje tej zasady i atakuje kota i... czekam na propozycję spotkania. Sama jestem ciekawa co dalej...


6 marca 2009:
To jakiś duży plac, trochę przypomina deptak, wyłożony taką ozdobną kostką. Ma to być miejsce swobodnych spotkań dla mieszkańców miasta, a także tu mają się odbywać imprezy, koncerty. Spotykam znajomą. Ona jest z dorosłą córką. Ta znajoma w pewnym momencie daje mi worek (chyba cementu) do niesienia. Ten worek, choć nie jest duży, ciąży mi i niewygodnie mi się go niesie. W pewnym momencie róg, za który go trzymam, obrywa się. W końcu dochodzi do mnie dlaczego ja mam nieść ICH ciężar. Zgodziłam się mimowolnie, one uważają to za rzecz oczywistą, a dla mnie już to takie nie jest. Oddaję worek córce znajomej. Widzę niezadowolenie znajomej, ale nic nie mówi. Dochodzimy do trybun, to takie schody ciągnące się dość daleko. Władze miasta pozwoliły niektórym na zakończeniach tych trybun dobudować takie okryte kopułą miejsca dla całych rodzin. To właśnie ta znajoma jest w trakcie takiej budowy i pokazuje mi jeszcze nieukończoną lożę. Zastanawiam się, czy z tych miejsc będą też mogli korzystać inni. Idę już górą tych trybun. W pewnym miejscy nie zauważam kolejnej przebudowy i nagle ześlizguję się po kopule następnej takie budowli. Nie ma tam jeszcze piętrowych siedzeń. To jakieś trzy, cztery metry w dół. Zastanawiam się czy udami się z tej wysokości spadając nic sobie nie zrobić, ale jednocześnie czuję strach. Widzę oczami wyobrażani jak spadam na boki i jestem chyba ranna. Myślę jeszcze, że przecież to straszliwa lekkomyślność budowniczych, że nie zabezpieczyli niebezpiecznych miejsc. Budzę się.
Wtedy, 3 lata temu, zapisując sen dodałam uwagi:
Sen z ostatniej nocy chyba przed czymś ostrzega. Trzeba mi uważać bo zmianie uległo coś na mojej drodze. Jest nie bardzo widoczne, jak nie będę patrzyć pod nogi i uważnie stąpać, a zdam się na rutynę to łatwo się poślizgnę i polecę w dół.
Teraz zaś staje się ważne dla mnie przekazanie tego worka co ciąży. Muszę to zrobić z wyczuciem, choć będzie, czuję, dużo niezadowolenia.

sobota, 25 lutego 2012

Kobieta kot

Znalazłam w zakurzonej skrzynce na strychu małą karteczkę reklamującą karmę dla kotów, a na niej kilka aforyzmów o tych zwierzakach.
Człowiek jest cywilizowany na tyle, na ile potrafi zrozumieć kota.
Jean Cocteau
Obcując z kotem, człowiek ryzykuje jedynie to, że stanie się wewnętrznie bogatszy.
Colette
Kot jest domowy na tyle, na ile mu to odpowiada.
Sak
Czy dom bez kota - najedzonego, dopieszczonego i należycie docenionego - zasługuje w ogóle na miano domu?
Mark Twain
Koty prowokują człowieka do nieustannych wyznań miłości.
Christopher Sandt

Hm... Obejrzałam właśnie "O czym marzą kobiety" i sobie pomyślałam, że  mężczyzna jest cywilizowany na tyle, na ile chce i potrafi zrozumieć kobietę. Obcując z nią  ryzykuje jedynie to, że stanie się wewnętrznie bogatszy. I warto mieć na uwadze to, że cywilizowana kobieta jest na tyle domowa, na ile jej to odpowiada. A czy dom bez kobiety - najedzonej, dopieszczonej i należycie docenionej - zasługuje w ogóle na miano domu? 
I zostało jeszcze ostatnia parafraza:
Kobiety prowokują mężczyzn do nieustannych wyznań miłości...? No to ja się chyba udam po naukę tej prowokacji do jakiegoś kota.
-Co tam zamruczałeś?! A... rozumiem... że to takie proste - wystarczy wymienić na nowy model i wtedy usłyszę wyznania... PODWÓJNE?!
-Bo i stary model je wtedy wymruczy, kochana. Nic tak nie działa na ludzi jak poczucie straty. A teraz za lekcję puszeczkę Gaurmet Gold, poproszę. Może być z kawałkami królika. Mrrr....


PS. Dzięki wszystkim z Internetu za życzenia urodzinowe. A Internetowi, że przypomniał komuś z reala i miałam  w domu miłego gościa*

wtorek, 21 lutego 2012

Zysk

Osiemnaście tysięcy dziewięćset dziewięćdziesiąt trzy dni. W latach to równe 52. Za tydzień będzie zaś równe dziewiętnaście tysięcy dni. (Coś ciągle się liczy, albo na coś czy na kogoś...) 
... w sumie to życie to taki kalejdoskop... Obraz się zmienia i nigdy nie jest on taki sam, choć bywa łudząco (męcząco) podobny. Ale u mnie poruszyłam ostatnio dość mocno, zmieniłam dość radykalnie. I mam wrażenie, że w tym moim kalejdoskopie pojawił się nowy element, albo do tej pory go nie zauważyłam... Obraz zyskał dzięki niemu... Potraktować to mogę wszak jako urodzinowy prezent od Życia:)




niedziela, 12 lutego 2012

Esemesy

Dzisiaj ze starej komórki odczytywałam stare esemesy. Tu zostawiam niektóre z nich:
10/12/2011 godz.14:06
Myślę o Tobie. Czuję napięcie, tak jakbyś chciała wszystko przyspieszyć. Wyluzuj!
Gosia

11/02/2011
śniłaś mi się w nocy. Byłam u Ciebie w domu i piłam kawę z filiżanki. Kawa bardzo mi smakowała a szczególnie fusy-smakowały jak czekolada. Atmosfera snu była miła. Pozdrawiam Gosia

21/10/2010
Cześć! Pomyślnie dotarłam do Aszramu, teraz jem papaje i myślę o Tobie. Jest gorąco i parno, po ulicach biegają małpy a w łazience jaszczurka.
Gosia

Tak bardzo szkoda






niedziela, 5 lutego 2012

Jeśli

Jeśli nie mówisz prawdy o sobie, nie możesz jej mówić o innych.
                                                        Virginia Woolf
Pomyślałam czy powiedzenie:
Jeśli nie możesz powiedzieć prawdy o sobie, nie możesz jej mówić o innych,
choć  brzmi niemal tak samo, to tym samym nie jest.

sobota, 4 lutego 2012

Dobra inwentaryzacja snów

Czytam:
Głównym celem inwentaryzacji jest ustalenie rzeczywistego stanu aktywów i pasywów. W szczególności sprowadza się to do:
1.uzgodnienia zapisów księgowych ze stanem rzeczywistym,
2.rozliczenia osób materialnie odpowiedzialnych za powierzony im majątek,
3.dokonania oceny przydatności gospodarczej składników majątku objętych spisem,
4.przeciwdziałania stwierdzonym w czasie spisu nieprawidłowościom w gospodarce składnikami majątku (nadmierna ilość, niechodliwość).
Mój bilans:  stan rzeczywisty był w snach już siedem lat (a nawet czterdzieści siedem) dokładnie znany, 
osób nie rozliczam, a jedynie dziękuję za podzielenie się snami,
nie stwierdzam nieprzydatnego żadnego składnika majątku snowego, 
zaś stwierdzić mogę, że brak towaru niechodliwego i nie ma żadnych nieprawidłowości.

Tu zostawiam zaś na koniec bilansu: sen - drogowskaz-przepowiednia, który przyśnił mi się kilka lat temu:
Idę przez jakieś wysokie trawy. Obie ręce mam zajęte, bo trzymam do piersi przytulone gąsiątko. 
Jest mglisto i szaro, noc. Trawy są tak wysokie i gęste, że z trudnością udaje mi się przez nie przedzierać, aż bolą mnie ręce. Mam je zajęte bo  ochraniam pisklę, a ramionami rozdzieram trawy. W pewnym momencie, gdy już jestem na jakiejś polanie, atakuje mnie dziki, biały koń. Próbuję się jakoś bronić, on staje dęba, jest wściekły. Wtedy pojawia się chłopak i to na niego rzuca się zwierzę. Ja postanawiam chronić gąsiątko, a tego chłopaka, choć mi go szkoda, chcę pozostawić na pastwę konia. Ale w pewnym momencie widzę, że chłopak ma w rękach koniec sznura, na którym jest koń. Zatrzymuję się i pomagam chłopakowi uporać się z wściekle atakującym czworonogiem. Teraz jesteśmy ja i ten chłopak razem. Trzymamy się za ręce i idziemy przez jakieś łąki, trawy, ale już nie tak wysokie. Pojawia się mój pies  Dobra, czarna suka. Towarzyszy nam. Nagle widzę jak wypada na nas sfora obcych psów, choć wyglądem przypominają mojego. Też są czarne. Mój pies, mimo że jeden, dzielnie nas broni przed zgrają. Wiem, że sobie poradzi. Budzę się.
Moja Dobra

Sekret

Sen  sprzed dwóch lat:
Jestem z córką na dworcu. Czekamy na pociąg. Na peronie wielu podróżnych. Nagle pociąg wjeżdża. Zastanawiam się, gdzie mamy się skierować, czy do początkowych wagonów czy ostatnich. Początkowe są bliżej. Ale Róża bierze mnie za rękę i przeciskamy się przez tłum, który z każdą chwilą gęstnieje. Córka mówi, że mamy wsiąść do ostatnich wagonów. Wierzę jej i ufam, wiem, że tak jest z jakiegoś powodu dla nas najlepiej. Za chwilę tłum jest już tak gęsty, że nie udałoby nam się dostać na koniec pociągu. Zrobiłyśmy to w ostatniej chwili.
Cofnięcie się do przeszłości z jednoczesnym nieprzerywaniem podroży życia jest możliwe, a czasem wręcz wskazane.
Kilkanaście dni temu przeniosłam się zaś w przyszłość. I poznałam sekret własnego serca. Bolało, bardzo, coraz bardziej. Bo z całą mocą dane mi było odczuć czego moje serce nie chce. Pękało niemal z rozpaczy. A mój rozum, gdy … zrozumiał,  to po tej całej huśtawce,  jest we mnie coraz większy spokój. Jasność.  Tak właśnie się chyba zawsze dzieje, że  gdy  człowiek zrozumie czego chce jego serce, a czego nie, a jego rozum  to przetrawi i w pełni się z tym zgodzi, to ogarnia człowieka spokój i jasność myśli. I przychodzi czas na świadome zaakceptowanie  przeszłości i świadome kreowanie przyszłości. 

piątek, 27 stycznia 2012

Rekompensata

Jakiś czas temu otwarł okno. Dla nich obniżenie temperatury o 5 stopni może spowodować lekki szok i zaczynają kwitnąć. Ale nie o 25. Pięć doniczek z umierającymi storczykami stało jeszcze przez parę dni. W końcu powędrowały na strych, a dom pierwszy raz został całkowicie pozbawiony kwiatów. Uświadomiłam to sobie wczoraj. I to, że nigdy tak nie było, zawsze stała jakaś doniczka z czymś zielonym co rosło.  A dzisiaj  wróciłam do tego myślą i nagle spostrzegłam, że rekompensuję sobie ten brak inaczej.
Kubek jaki wybieram niby machinalnie do zaparzenia porannej herbaty jest cały w wiosenne kwiaty. Upływ czasu sprawdzam na zegarze w pracowni. (Nad nim meksykański motyl od Awiki)

Cappuccino popijam z filiżanki z serwisu, który "musiałam kupić" mimo, że domowy budżet trzeszczał w szwach.

I ostatnio w tamtym tygodniu, kiedy spacerowałam po sklepach w Magnolii z zamiarem li tylko oglądania, najpierw w Empiku zobaczyłam kartkę i już wiedziałam, że to właśnie TA kartka dla Tej osoby. Łąka pełna kwiatów i motyli.

Potem mój wzrok przyciągnęły przy jakimś stoisku kolczyki. I już mi towarzyszyły w powrocie do domu. No więc niby kwiatów w domu nie ma, a jednak są.
PS. Z ostatniej chwili: Kamilowi w Biedronce kupiłam w doniczce małą paprotkę, a Róży szafirki.

szafirki  na mojej dawnej działce