Pada za oknem, chlupie w rynnach, plumka. W domu cisza, wszyscy jeszcze śpią. Wklejam kilka moich fotek, niech przypominają o słońcu, zapachu ogniska i pięknych widokach.
Leczenie się ze współuzależnienia bardzo przypomina proces dojrzewania.
sobota, 14 września 2013
Summa summarum
Ostatnie dni lata przesiąknięte zapachem jesieni. Snów mniej, albo mniej zapamiętuję. Za to częściej śnię na jawie. Takie króciutkie obrazy-wizje. Czasem dokładnie pokazujące przyszłość, czasem używające do tego symboliki.
Mąż złapał coś, albo to zaczep. Ciągnie, zmaga się z oporem na końcu wędki. Zobaczyłam suma. Dokładnie to widziałam, że będzie to ryba i sum, szybko aparat by uwiecznić chwile i ... wielkie rozczarowanie, bo ryby nie było. Za tydzień pojechał beze mnie i było, jak powiedział dokładnie tak samo, to samo zmaganie, ta sama pogoda, tyle że był kilku kilogramowy sum. Więc zdjęcie byłoby dokładnie takie samo.
czwartek, 12 września 2013
niedziela, 4 sierpnia 2013
Zamiast wyszywanki
Wyjechaliśmy w piątek późnym popołudniem, a w niedzielę po śniadaniu deszcz wygonił nas do domu. Zdążyliśmy zwinąć namiot i prawie całą resztę rzeczy, nim ostrzegawcze pomrukiwania nadciągającej burzy sprowadziły ulewę. Ale było w sumie dobrze, nawet siedzenie w samochodzie i obserwowanie kropli wody przez zaparowane szyby niosło spokój, którego tak ostatnio potrzebuję i dostaję też sporo.
Zapomniałam zabrać mojej wyszywanki, kolorowe nitki muliny i kanwa zostały w domu.
Za to w tym szybkim i improwizowanym pakowaniu, zabrałam stary zeszyt z zapiskami. Więc w końcu zaczęłam go nad wodą przeglądać, a tam notatki z pobytu w Ciechocinku i ciechocińskie sny. Najdziwniejsze dla mnie było, że te sny całkiem zapomniałam, i gdyby nie zapisanie ich, z pewnością nigdy już bym do nich nie wróciła pamięcią. Tu zostawiam pierwszy, z pierwszej nocy na nowym miejscu.
Sen z 2 na 3 grudnia 2012
Jestem nad jakąś bardzo zimną wodą. Na środku jest coś niby wyspa. Ktoś musi na nią popłynąć. Mąż chce to zrobić. Jestem z niego dumna, że to robi. Inni gdzieś go obserwują, a ja go w myślach zachęcam i wspieram, bo czuję, że ta woda go trochę przeraża. Skacze i dopływa do wyspy. Ja po pewnym czasie szykuję dla niego coś ciepłego do jedzenia i koc. I idę przez tę wodę, która sięga mi zaledwie do pół łydki. W śnie to jest jakieś normalne, nie budzi mego zdziwienia, że mąż płynął w głębokiej, zimnej wodzie, a ja ją przechodzę. Dochodzę do wyspy. Tam jest coś jak szałas i mąż siedzi w kucki trochę przerażony i zmarznięty (czuję, że on czuje się osamotniony). Daję mu koc i jedzenie i myśl mi przelatuje, że trzeba to było przynieść szybciej.
Jakie to dziwne, że ten sen wyśniony ponad pół roku temu, dokładnie symbolizuje to co dzieje się w naszym małżeństwie, i ma też podpowiedź: kto w porę daje, ten dwa razy daje.
środa, 24 lipca 2013
Leniwiec na łonie natury
Nagły i niespodziewany urlop jak dar niebios. Szybka decyzja i... tydzień pod namiotem w moim urokliwym zakątku pozostawił ślady na skórze w postaci opalenizny przesiąkniętej zapachem ogniska i kilku czerwonych komarowych bąbli. A na duszy... zielono mi. Tylko 16 km od Wielkiego Miasta, a co rano budziły mnie swym przenikliwym krzykiem-powitaniem przelatujące trzy żurawie. Zimorodki jak małe śmigające nad wodą pociski mieniącego się turkusu, znikały tak szybko jak się pojawiały. Para dostojnych śnieżnobiałych łabędzi tkwiła na środku jeziora niczym ozdoba na weselnym torcie. Rybitwy długimi i rozdwojonymi ogonami delikatnie muskały niebo. Trzciniak nonszalancki akrobata kołysał się na cienkim listowiu. Matka łyska wodziła swe małe co jakiś czas wydając ostrzegawczy dźwięk jak nienaoliwione drzwi w starym zamczysku. Gruba jaszczurka ciekawie mi się przyglądała, przechylając zalotnie główkę, a zaskroniec patrolował swój teren szybko przepływając i zmuszając żaby do ucieczki. Wieczorem zaś ukazywał się nietoperz nad taflą wody, swym lotem przypominając dobrze wstawioną jaskółkę. A rozgrzane słońcem cudowne lenistwo było zaś moim udziałem.
Prezenty
Ukradziono mi rower. Przykra sprawa i kosztowna. Pomyślałam, że mogę zrobić jedno: do rowerowych kół doczepiłam mentalnie "prezent" dla złodzieja: wszystkie moje problemy - czarne, ciężkie i lepkie wstążki.
Na początek dostałam zgodę kogoś na coś, na czym mi zależało, a na co ta osoba dzień wcześniej absolutnie nie chciała się zgodzić. No i odnalazło się coś w nienaruszonym stanie co uważałam (byłam święcie przekonana) zostało zbite i jest nie do odzyskania. Niby drobiazg, ale bardzo ucieszył. Lżej na duszy.
Odpoczynek
Ostatnio niewiele mi się śni, za to ja śnię się wielu osobom i to wielokrotnie:). Myślę, że moja dusza potrzebuje odpoczynku. Ale tu te kilka moich snów z ostatnich dni:
Rekiny
Jestem ja, mąż i nasze dzieci na jakimś niby molo, niby betonowej konstrukcji, takim wale. Jest tam wielu ludzi. W morzu wiem że pływają rekiny, choć ich nie widzę, jestem tyłem do morza. Leżę na stromej części wału, nie mogę się podnieść, więc trochę niezgrabnie niczym foka, czołgam się próbując dostać się na płaską powierzchnie w górze, by tam bezpiecznie stanąć na własnych nogach. Nagle zaczynam się zsuwać prosto do morza. Jestem przerażona, a nikt nie tylko nie pomaga mi, ale kompletnie na mnie nie zwraca uwagi. Krzyczę do męża, ale on też nie zwraca na mnie uwagi.
Walka
Ja i mąż jesteśmy w jakim hotelu czy pensjonacie. Ale zakwaterowani w różnych pokojach. Ja jestem sama a mąż z jakimś kilkoma kolegami. Idę zobaczy wodę, (jezioro? morze?) nad którą jesteśmy. Dostrzegam piękną rybę o długich, białych płetwach, która majestatycznie odpływa. Potem nagle widzę dwie ryby, coś jak morskie potwory, jedna jasna, druga ciemna, stają na przeciw siebie tak pionowo i zaczynają walczyć. Ponieważ są takie same co do wielkości, więc walka jest wyrównana. Ich starcie wywołuje potężne fale, niektórzy ludzie świetnie się przy tym bawią uprawiając surfing. Mnie dziwi, że tak niezbyt duże ryby, swoją walką mogą wywołać takie potężne fale.
Rudy kotek
To sen z ostatniej nocy. Całego nie pamiętam, tylko to jak mały rudy kociak pogryzł kilkoro dzieci. Stało się dla mnie jasne, że był chory na wściekliznę i roznosił groźną chorobę, byłam tym przejęta.
Z zakamarków
Wyciągam je z zakamarków, może są tu, może gdzie indziej, to nieistotne. Ważne jest to, że ich potrzebuję, ich przypomnienia, drogowskazu, tu i teraz. Zatem niech się przypomną, zaistnieją.
Idę przez jakieś wysokie trawy. Obie ręce mam zajęte, bo trzymam do piersi przytulone gąsiątko. Jest mglisto i szaro, noc. Trawy są tak wysokie i gęste, że z trudnością udaje mi się przez nie przedzierać, aż bolą mnie ręce. Mam je zajęte bo ochraniam pisklę, a ramionami rozdzieram trawy. W pewnym momencie, gdy już jestem na jakiejś polanie, atakuje mnie dziki, biały koń. Próbuję się jakoś bronić, on staje dęba, jest wściekły. Wtedy pojawia się chłopak i to na niego rzuca się zwierzę. Ja postanawiam chronić gąsiątko, a tego chłopaka, choć mi go szkoda, chcę pozostawić na pastwę konia. Ale w pewnym momencie widzę, że chłopak ma w rękach koniec sznura, na którym jest koń. Zatrzymuję się i pomagam chłopakowi uporać się z wściekle atakującym czworonogiem. Teraz jesteśmy ja i ten chłopak razem. Trzymamy się za ręce i idziemy przez jakieś łąki, trawy, ale już nie tak wysokie. Pojawia się mój pies Dobra, czarna suka. Towarzyszy nam. Nagle widzę jak wypada na nas sfora obcych psów, choć wyglądem przypominają mojego. Też są czarne. Mój pies, mimo że jeden, dzielnie nas broni przed zgrają. Wiem, że sobie poradzi. Budzę się.
Sen Kamila zapisany 27 lipca 2003 tak jak go przekazywał, miał wtedy skończone 9 lat.
Przesuwały się obrazki, miały jasne tło. Dziewczyna była ładna, blond długie włosy, kręcone. Ona przyszła do lekarza, a lekarz powiedział, że ma chorobę, której nie można uleczyć. I że za 3 miesiące umrze, ale ma też szansę uleczyć się, ale sama. Pokazane było, że szuka pracy, jest uśmiechnięta. Ona miała dzieci. W ogródku bawi się z dziećmi, plewi, podlewa. Ma czas. Znalazła pracę i wyzdrowiała.
Przesuwały się obrazki, miały jasne tło. Dziewczyna była ładna, blond długie włosy, kręcone. Ona przyszła do lekarza, a lekarz powiedział, że ma chorobę, której nie można uleczyć. I że za 3 miesiące umrze, ale ma też szansę uleczyć się, ale sama. Pokazane było, że szuka pracy, jest uśmiechnięta. Ona miała dzieci. W ogródku bawi się z dziećmi, plewi, podlewa. Ma czas. Znalazła pracę i wyzdrowiała.
16 kwietnia 2008
Nad ranem miałam sen. Było w nim wiele szczegółów, nie wszystko zapamiętałam, ale chyba najważniejszy był klimat – byłam otoczona opieką, wsparciem, czułam ciepło. W tym śnie wiedziałam o sytuacji między mną a mężem. O mającej nastąpić terapii. Miałam przeprowadzić się do nowego domu, ale on dopiero powstawał. Był zbudowany na zboczu górki. W realu jest ona w parku, w zimie dzieci zjeżdżają z niej na sankach. Były już drewniane ściany, trochę martwiłam się, jak będę chodzić po mieszkaniu z krzywą podłogą i że meble będą się zsuwać, ale wpadłam na pomysł, że świetnie rozwiążą ten problem schody-podesty. Wystarczy je zbudować. Przychodziło dwóch mężczyzn, chyba mieli pomóc przy pracach budowlanych, bo czułam, że chcą. Mąż w śnie nie występował, choć wiedziałam, że jest. Obaj ci mężczyźni chcieliby się ze mną związać, choć wyczuwałam swoją i ich lekką nieśmiałość. Ale przychodzili, byli uczynni. Jeden był starszy, a drugi młodszy ode mnie. Był ten starszy, był w piżamie, rozmawialiśmy o czymś. Zauważyłam, że ta piżama jakoś się tak rozchyliła, że był trochę nagi. Udałam, że nie widzę, on się w pewnym momencie spostrzegł, szybko poprawił spodnie, a ja udawałam, że nic nie zauważyłam. Czułam jednak jego zażenowanie. Potem byłam z jakąś dziewczyną, którą ja w śnie znałam i bardzo mi chciała pomóc przy urządzaniu domu. Omawiałyśmy coś, gdy zjawił się ten młodszy mężczyzna. Coś ta dziewczyna mówiła, między innymi, że jestem atrakcyjna. Więc powiedziałam do niej, a pośrednio do tego chłopaka:
-A taki pan Edziu to by mnie chciał?
Ten mężczyzna stał za mną. Poczułam jak mnie obejmuje i przytula dając do zrozumienia, że bardzo by chciał. Roześmiałam się, ale nagle zdałam sobie sprawę, jakie to przyjemne być przytulaną. Ile daje ciepła. I że tak czasem obejmuje mnie mąż. I że temu mężczyźnie bardzo na mnie zależy i potrzebne były słowa zachęty, aby mi to okazać. Z całego snu było dla mnie ważne to odczucie, że jestem otoczona ludźmi, którzy mnie cenią, są mną zainteresowani, chcą pomóc. I że jestem całkowicie akceptowana. I szanowana. I że pociągam też seksualnie.Sprawdziłam co znaczy imię Edziu pismem dziecka wewnętrznego. Jest to ktoś, kto otacza opieką dom, rodzinę i zwierzęta, czasem jest w dobrym nastroju, czasem złym, słowem jest zmienny w nastrojach.
Kobieta – tleniona blondynka, krótko obcięte włosy, głębokie zmarszczki. 40-46 lat. I mężczyzna – ciemny szatyn. Oboje szczupli. On pilnuje jej. Są razem. Wszystko sprawdza. Ją to denerwuje. Jest zła. Oboje robią sobie na złość. Jest śmieszna scena, kiedy kobieta ma w ręce kubek z wodą, żeby podlać kwiaty, a mężczyzna pełen podejrzeń każe jej pokazać co tam jest. Oboje w końcu taka scena lekko rozśmiesza. Teraz jestem już tą kobietą w tym śnie. Pokazuję mu kwiaty w ogrodzie, którymi zajmowała się ona. Są to przede wszystkim piękne floksy w różnych odcieniach różowego. Prześwieca przez płatki słońce. W ogóle w ogrodzie są zwykłe kwiaty : szafirki i pomarańczowe nagietki. Są zadbane. Cieszę się kolorami, wącham kwiaty i podaję mężczyźnie. Widzę, że zapach mu się podoba, rozluźnia się. Staje się spokojny, ośmielony. Najbardziej podobają mu się floksy, są dwa razy wyższe od pozostałych kwiatów. Ten ogród to w sumie jedna, zadbana prostokątna rabata. W śnie zwracam uwagę, że szafirki i nagietki są tej samej wysokości. Podaję mężczyźnie gałązkę floksów. Wiem, że nie tylko kwiaty mu się podobają. Czuję jego sympatię do mnie.
Nad ranem miałam sen. Było w nim wiele szczegółów, nie wszystko zapamiętałam, ale chyba najważniejszy był klimat – byłam otoczona opieką, wsparciem, czułam ciepło. W tym śnie wiedziałam o sytuacji między mną a mężem. O mającej nastąpić terapii. Miałam przeprowadzić się do nowego domu, ale on dopiero powstawał. Był zbudowany na zboczu górki. W realu jest ona w parku, w zimie dzieci zjeżdżają z niej na sankach. Były już drewniane ściany, trochę martwiłam się, jak będę chodzić po mieszkaniu z krzywą podłogą i że meble będą się zsuwać, ale wpadłam na pomysł, że świetnie rozwiążą ten problem schody-podesty. Wystarczy je zbudować. Przychodziło dwóch mężczyzn, chyba mieli pomóc przy pracach budowlanych, bo czułam, że chcą. Mąż w śnie nie występował, choć wiedziałam, że jest. Obaj ci mężczyźni chcieliby się ze mną związać, choć wyczuwałam swoją i ich lekką nieśmiałość. Ale przychodzili, byli uczynni. Jeden był starszy, a drugi młodszy ode mnie. Był ten starszy, był w piżamie, rozmawialiśmy o czymś. Zauważyłam, że ta piżama jakoś się tak rozchyliła, że był trochę nagi. Udałam, że nie widzę, on się w pewnym momencie spostrzegł, szybko poprawił spodnie, a ja udawałam, że nic nie zauważyłam. Czułam jednak jego zażenowanie. Potem byłam z jakąś dziewczyną, którą ja w śnie znałam i bardzo mi chciała pomóc przy urządzaniu domu. Omawiałyśmy coś, gdy zjawił się ten młodszy mężczyzna. Coś ta dziewczyna mówiła, między innymi, że jestem atrakcyjna. Więc powiedziałam do niej, a pośrednio do tego chłopaka:
-A taki pan Edziu to by mnie chciał?
Ten mężczyzna stał za mną. Poczułam jak mnie obejmuje i przytula dając do zrozumienia, że bardzo by chciał. Roześmiałam się, ale nagle zdałam sobie sprawę, jakie to przyjemne być przytulaną. Ile daje ciepła. I że tak czasem obejmuje mnie mąż. I że temu mężczyźnie bardzo na mnie zależy i potrzebne były słowa zachęty, aby mi to okazać. Z całego snu było dla mnie ważne to odczucie, że jestem otoczona ludźmi, którzy mnie cenią, są mną zainteresowani, chcą pomóc. I że jestem całkowicie akceptowana. I szanowana. I że pociągam też seksualnie.Sprawdziłam co znaczy imię Edziu pismem dziecka wewnętrznego. Jest to ktoś, kto otacza opieką dom, rodzinę i zwierzęta, czasem jest w dobrym nastroju, czasem złym, słowem jest zmienny w nastrojach.
Kobieta – tleniona blondynka, krótko obcięte włosy, głębokie zmarszczki. 40-46 lat. I mężczyzna – ciemny szatyn. Oboje szczupli. On pilnuje jej. Są razem. Wszystko sprawdza. Ją to denerwuje. Jest zła. Oboje robią sobie na złość. Jest śmieszna scena, kiedy kobieta ma w ręce kubek z wodą, żeby podlać kwiaty, a mężczyzna pełen podejrzeń każe jej pokazać co tam jest. Oboje w końcu taka scena lekko rozśmiesza. Teraz jestem już tą kobietą w tym śnie. Pokazuję mu kwiaty w ogrodzie, którymi zajmowała się ona. Są to przede wszystkim piękne floksy w różnych odcieniach różowego. Prześwieca przez płatki słońce. W ogóle w ogrodzie są zwykłe kwiaty : szafirki i pomarańczowe nagietki. Są zadbane. Cieszę się kolorami, wącham kwiaty i podaję mężczyźnie. Widzę, że zapach mu się podoba, rozluźnia się. Staje się spokojny, ośmielony. Najbardziej podobają mu się floksy, są dwa razy wyższe od pozostałych kwiatów. Ten ogród to w sumie jedna, zadbana prostokątna rabata. W śnie zwracam uwagę, że szafirki i nagietki są tej samej wysokości. Podaję mężczyźnie gałązkę floksów. Wiem, że nie tylko kwiaty mu się podobają. Czuję jego sympatię do mnie.
niedziela, 30 czerwca 2013
Zakątek
Zrelaksowana. Mąż co prawda zapomniał namiotu i śpiwora i był na siebie o to zły, ale zabrał koce, materac i plandekę. Potraktowałam to jako przygodę. I nocleg z piątku na sobotę miałam pod gwiazdami. Z ogniskiem w tle.
A to zdjęcia z tego zakątka, który od jakiegoś czasu stał mi się bardzo bliski.
brzozy mnie urzekły
drzewa, niebo i woda
pan lub pani ważka
pan lub pani jaszczurka
pora na poranną kawę
nowy dzień
moje magiczne miejsce
sobota, 8 czerwca 2013
Małe conieco
Och, już dzisiaj stało się wczoraj,
jutro już jest dziś,
pora najwyższa do łóżka i spać.
Więc jeszcze tylko na dobranoc
małe conieco spalające kalorie:
http://www.youtube.com/watch?v=JGCsyshUU-A
jutro już jest dziś,
pora najwyższa do łóżka i spać.
Więc jeszcze tylko na dobranoc
małe conieco spalające kalorie:
http://www.youtube.com/watch?v=JGCsyshUU-A
piątek, 7 czerwca 2013
Rana
Sen sprzed kilkunastu dni:
śni mi się, że wzdłuż szyi miałam kiedyś ranę, teraz się goi, ale nie do końca. Widać takie wyraźne brązowo krwawe ślady. Rana musiała być głęboka. Organizm zareagował zaś tym, że w tym miejscu pojawił się męski zarost. Mam gdzieś iść na spotkanie i golę te czarne grube włosy, widzę je wyraźnie. Jest mi ciężko, trudno. I przypominam sobie film o kobiecie która cierpiała z powodu męskiego zarostu. I że poradziła sobie z tym problemem, pierwszym krokiem była pomoc psychologa.
P.S. Zaczęłam brać złożony lek homeopatyczny na równowagę hormonalną. Za kilka dni wyjeżdżam na ustawienia rodzinne. I czeka mnie spotkanie z kimś kogo od kilku lat znam jedynie z wirtualnego świata. Cieszę się na to spotkanie.
wtorek, 4 czerwca 2013
czwartek, 16 maja 2013
Stare haiku
To haiku ma podobno ponad tysiąc lat.
Jeżeli ten na którego czekam
przyjdzie teraz
co zrobię?
ogród w śniegu tak piękny
bez śladów kroków
Tak... tysiąc lat jak z bicza trzasł, a w tej kwestii nic się nie zmieniło.niedziela, 12 maja 2013
Groźna żmija
Tej nocy, ledwie zasnęłam, śniłam sen o dużej żmii. Miała wielki czarny łeb i atakowała mnie. Groźnie otwierała paszczę. Za mną była jakaś ściana. Ten mur nie pozwalał na wycofanie się. Z całej siły zaczęłam przygniatać z góry głowę węża by paszcza mu się zamknęła i nie mógł mnie ugryźć. Obudził mnie mąż, który kład się do łóżka. I wtedy był taki moment, że jedna cześć mnie była jeszcze w śnie, a druga już na jawie. Czułam to naprężenie w rękach. Moje ciało naprawdę walczyło z gadem.
piątek, 12 kwietnia 2013
Szkoda
A jednak nie. Zostałam w domu. Nie poszłam do pracy. Za to moja energia gdzieś sobie poszła. Ciekawe gdzie...
Obejrzałam do końca film, który zaczęłam wczoraj ("Opowieść ojca") i... nie bardzo chcę tu i teraz o tym pisać.
Bo czyż nie brzmi to banalnie, że to miłość pozwala pokonywać największe trudności? I że szamanizm ma w tym swe źródło? I że sny to nie bredzenia zmęczonego umysłu? I że ustawienia rodzinne mają ogromne znaczenie? I że o tym wszystkim dawno wiedziano, może inaczej nazywano, a teraz po prostu należy sobie to przypomnieć?... ech...
I tylko zastanawiam się dlaczego z reguły tak się zdarza, że naprawdę wartościowe filmy mają tak niewielką oglądalność w porównaniu z tandetą... widać większość woli karmić swe umysły filmowymi fasfoodami. Szkoda, bo to dla umysłu prawdziwa szkoda...
http://www.youtube.com/watch?v=DyRJ4tbfWcQ
http://www.youtube.com/watch?v=DyRJ4tbfWcQ
czwartek, 11 kwietnia 2013
Choroba
Wczoraj nagle zachorowałam. Godzinę wcześniej byłam pełna sił. Energia mnie rozpierała i... całkowicie mnie zmogło. Wystarczyły kilkakrotne wymioty bym świat najchętniej oglądała z pozycji horyzontalnej. Energia się ulotniła, zostały marne resztki. Dzisiaj w domu, ale jutro już do pracy, bo już lepiej. Dużo lepiej.
Oglądam dobry film, ale jutro go skończę. Teraz potrzebuję snu. A kto nie, to zapraszam i dobranoc:
Subskrybuj:
Posty (Atom)



























