Leczenie się ze współuzależnienia bardzo przypomina proces dojrzewania. 

sobota, 4 kwietnia 2020

Coś na sen Justyny

Czas zarazy - bezbronność, bezradność, beznadzieja. A może coś w sobie mamy co pozwoli postawić granice, użyczy dobrej rady, przywróci pewność i samostanowienie? Jest dopiero jak świeżo narodzone  kocię, ale JEST. Pierwsza sprawa, to stanowisko farmacji, o którym trzeba pamiętać. Farmacja nie jest zainteresowana wyleczeniem, ale leczeniem. Zatem interesuje ją chory człowiek, zdrowy nie przynosi profitów. Tak jak profitów nie przyniosą proste, tanie, albo wręcz bezpłatne metody przywracające zdrowie. A o takich chcę tu teraz napisać.
Pierwsze, aby wirusy, bakterie czy nawet komórki nowotworowe mogły się w organizmie namnażać, potrzebne jest zakwaszone środowisko. W  organizmie równowaga kwasowo -zasadowa oscyluje w niewielkim przedziale i łatwo o jej zaburzenie, gdyż sprzyja temu  współczesna dieta. Dieta ta zaś zakwasza. Przede wszystkim cukry proste i mięso. Myliłby się ktoś kto uznałby, że kwaśne cytryny czy ogórki kiszone zakwaszają, owszem, są kwaśne, ale podnoszą one ph. Zasadniczo to wszystkie owoce i warzywa odkwaszaj, w szczególności np. buraczki, to nie przypadek, że podaje się je z mięsem. Z tego co mi wiadomo to jedynie śliwki, w szczególności suszone i orzechy włoskie zakwaszają. Zatem pierwsze to zmiana diety. A co jeszcze? Otóż jest preparat o nazwie Proszek Zasadowy do kupienia w aptece. Odsyłam do internetu. Co jeszcze pomaga? Cynk  bierze udział w zachowaniu tej równowagi. Ponieważ korona wirus okazał się atakować płuca, ale też serce i nerki, zatem wpierw płuca. Bez jedzenia podobno udaje się przeżyć kilkanaście dni, bez wody kilka, a bez powietrza kilka minut. Zatem jak płucom pomóc, jak je wzmocni? Obecnie są one w  takim niżu energetycznym, bo wiosna to czas wątroby. Najwięcej energii płuca mają na jesieni. Medycyna chińska podpowiada, że płuca i jelito grube są połączone jednym merydianem, czyli istnieje zależność, niesprawny jeden organ ma wpływ na drugi. Zatem proponuję przyjrzeć się "kanalizacji". Jeśli otworzymy atlas anatomii człowieka, to zobaczymy tam coś co w rzeczywistości nie istnieje - wspaniałe, idealne jelito grube. Cywilizowany człowiek takiego nie posiada. Niestety. A czym dłużej korzysta z dobrodziejstw cywilizacji, tym bardziej odczuwa to jego jelito. Jak mu pomóc a przez to pomóc też płucom? Ano trzeba je oczyścić przede wszystkim z kamieni kałowych. Odradzam głodówki. Dlaczego? To proste, kiedy nic nie jemy, organizm na drugi, góra trzeci dzień zaczyna mocniej wyciągać to co ma w jelitach. Do tej pory jakoś sobie radził a teraz poprzez warstwę kamieni kałowych ciągnie ten cały szajs do środka, zatrucie gotowe, cierpi cały organizm, a bodaj najbardziej wątroba. Nawet jest takie powiedzenie, że wątroba nie lubi głodówek. zatem co zostaje? Ano lewatywa, tyle że poprawnie wykonana. I węgiel aktywny, który bardzo dobrze zbiera "śmieci". W końcu dlatego te stosuje się go w filtrach. Jeśli chodzi o pierwsze czyli lewatywę, to radziłabym robić ją przez kolejne kilka dni.
Ważne by nie wlewać od razu w jelito dużo wody. Jelito jest dość długie i w miarę oddalenia od jego końca zmienia się jego zasiedlenie przez bakterie, zatem gdybyśmy od razu wlali w nie dużą ilość wody, to przesunęła by ona zawartość w głąb, a tego raczej powinno się unikać. Zatem zanim przejdzie się do pełnego wlewu, należy usunąć małymi wlewami to co najbliżej. Co jeszcze? Otóż odbyt dobrze jest nasmarować czymś tłustym by go nie uszkodzić, a do ostatniej wlewki użyć oprócz wody też soku z cytryny. Dlaczego? Sok z cytryny ma właściwość rozpuszczające taki klej, którym są przyklejone kamienie kałowe do jelita. Nie na darmo cytryna używana jest w proszkach do prania, czyszczenia. Co jeszcze? Może też  dobrze jest zadbać o nasz pierwszy mózg, czyli jelito, (nie na darmo nawet kształtem przypomina mózg), o dobrą florę bakteryjna, a więc kiszonki, jogurty, kefiry, i gotowe preparaty z apteki. Ważne by bakterie były zróżnicowane, czyli preparat zawierał ich wiele, a nie jeden czy dwa szczepy.  I oczywiście błonnik. Jest  sposób z medycyny hinduskiej na oczyszczenie tak jelita grubego,  jak i cienkiego tzw. syfon, ale to na kiedy indziej.To na razie tyle jeśli chodzi o jelito grube. Płuca, jeśli ktoś posiada inhalator, można wspomóc choćby inhalacjami z soli fizjologicznej.   Też należy wiedzieć, że płuca według medycyny chińskiej są "matką" dla nerek. Zatem słabe płuca nie dają im wsparcie. A jak wesprzeć nerki? To co jest pierwsze to ciepłe pożywny zupy jako podstawa, wzmocnią tak jelita, jak i nerki. Jest też wiele ziół, które pomagają nerkom w pracy: wrzos, nawłoć, skrzyp, liście brzozy, żurawina, tatarak, pietruszka i jeszcze kilka innych. Co do serca, łączy je z jelitem cienkim jeden merydian. Serce wzmocnimy głogiem choćby. A tak naprawdę to jest jeden lek na wszystko: witamina eM czyli miłość zatem kochajmy się, pomagajmy sobie, szanujmy się i wspierajmy. I już całkiem  na  koniec, wszędzie słyszy się wojna z koronawirusem. Hm... może jednak warto zmienić to słowo na... generalne porządkowanie?
03/04. 04.2020
„Śmierć szczurów”
Z mojej torebki wysypały się przytulone do siebie dwa świeżo narodzone kotki i dorosły szczur. Były w złym stanie, bezbronne i słabiutkie. Nagle zobaczyłam że po lewej stronie pod torebką, w oddzieleniu od grupy, jest jeszcze jeden szczur. Leżał z brzuchem do góry i ciężko oddychał, jego pyszczek wykrzywiony w bólu z trudem łapał -życie. Zrozumiałam, że umiera. Czułam bezsilność. Nie miałam zasobów żeby pomóc myszkom-kotkom (tak czule myślałam o szczurach). Tego po lewej nie chciałam, już dłużej ze sobą nosić, pomyślałam. Jakbym jemu poświęciła uwagę to bym nie miała energi dla pozostałe zwierzątka. Może jeszcze tego drugiego dałabym radę uratować, ale też wątpiłam. Czułam, że dopiero po nocy, jeśli przeżyją będę mogła może coś więcej zrobić. Sama byłam słaba. Bolała mnie myśl, że będą przez kolejne godziny umierać w męczarniach. Wiedziałam jednak, że moja próba reanimacji tylko przedłuży ich agonię. Nie płakałam lecz wyłam w głos z bezsilności i rozpaczy. Z tym się obudziłam.
Bardzo mocno przeżyłam ten sen. Proszę o pomoc w interpretacji. Co symbolizują szczury?
Kinga
Skoro Justyno prosisz, to przefiltruję ten sen przez swoje sito. Nadmieniam, że to moja interpretacja, zatem możesz się całkowicie z nią nie zgodzić, a może nakieruje Cię na pomysł, pomoże? Zatem sen wywarł na Tobie wrażenie,zatem jest ważny. Torebka to coś co jest osobiste, podręczne, zatem może interpretować jako to co "nosimy" tez w głowie i do czego w razie czego sięgamy. W realu raczej nikt nie nosi w torebce zwierząt, ale to sen, a one coś symbolizują. Zatem wpierw świeżona narodzone kocięta. Kot ma wiele symboli, ale zasadniczo to coś co chodzi własnymi drogami, niezależne, kojarzy się z magią, nocą, snem. Dla mnie to własnie ta sfera jest w tym śnie symbolizowana, coś czego nie lubi oficjalna nauka. A symbolem nauki jest własnie szczur laboratoryjny. A przecież jedno nie wyklucza drugiego. Powiedziałabym tak jak wiedza nie wyklucza nauki a wzajemnie się powinny uzupełniać. Nauka to coś co przychodzi do nas z zewnątrz, zewnętrzna informacja, a wiedza, to to co mamy w środku, odpowiedzi na wszystkie pytania. U ciebie kocięta dopiero się narodziły, szczury są zagrożone, jeden w kiepskim stanie, dogorywa. Nazywasz je w śnie myszkami, myszki to symbol takiej nauki z domu, nie tej wielkiej akademickiej, ale swojskiej wyniesionej z domu a nawet ze szkoły, ale która nie prowadzi na uczelnie. W śnie Twoje samopoczucie jest nieciekawe, obawiasz się choroby, jakbyś ją przeczuwała. I tego, że nie ma ze strony nauki dla Ciebie pomocy. Nawet tytuł snu to sugeruje, choć jeden z szczurów żyje. Hm... tego raczej nie robię, ale własnie odzyskałam swój stary blog, i specjalnie dla Ciebie postarał się jeszcze dzisiaj napisać post, zatem jeśli chcesz to zajrzyj wieczorem, może coś dla Ciebie tam znajdziesz, co pozwoli Ci zająć się małymi kociętami jak i uratować szczurka. Pozdrawiam


Jak Jackowski nie zrozumiał co wieszczy jasnowidz Jackowski i o ciepłych kluskach zwierzeń parę

Swoim starym sposobem wzięłam z półki na chybił trafił książkę i otwarłam też na chybił trafił. Fragment z opowiadania Williamasa Forresta brzmiał: „Apacze wysoko cenili widzenia - sądzili, że pewni ludzie je miewają. W istocie miewało je niewielu. Widzeniom łatwo dawano wiarę. Wszyscy pragnęli wierzyć w ich prawdziwość”. Moim zdaniem zdolność jasnowidzenia przejawiają wszyscy ludzie, w większym bądź mniejszym stopniu. Co z tym zrobią zaś to już inna sprawa. Większość pragnie poznać przyszłość. I wielu faktycznie pragnie zawierzyć jasnowidzom. A czasem najbardziej oni sami sobie. Co do daru jasnowidzenia jaki prezentuje Krzysztof Jackowski nie trzeba mnie przekonywać. Wiem, że go ma. Natomiast on sam czasami bardzo stara przekonać do tego innych i samego siebie. No i powstaje wtedy z tego przewrotna historia choć dotyczy poważnych spraw.
Pamiętam jak Jackowski mówił, że rok 2018 to ostatni rok spokoju i wieszczył jakąś światową wojnę. Kiedy minął rok 2018 a potem trwał rok 2019, a wojny nie było, Jackowski twierdził, że to już jest, ze zaczęło się niewidoczne dla ludzi to coś, to zarzewie, we wrześniu 2019 i z początkiem roku 2020 zacznie się dla świata ukazywać. W październiku 2019 Jackowski, to ciekawe, doszukiwał się tej wojny na bliskim wschodzie, gdzie zachowania Turcji mogły stać się faktycznie zarzewiem militarnych działań może nawet USA. I tu Jackowski upatrywał tego o czym mówił wcześniej. Pamiętam jak użył słowa masakra, i to masakra na ludności cywilnej. No cóż, nie dziwię się mu, bo słowo wojna najczęściej zarezerwowane jest dla działań ludzi przeciwko ludziom. Kiedy koronawirus ruszył do Europy, jasnowidz jasno nie widział, że to co wieszczył właśnie się ziszcza. Ba, na początku marca 2020 jeszcze wyśmiewał obawy Polaków, by za kilkanaście dni już mówić inaczej nie kryjąc swego zaskoczenia i niepokoju. Jaki wniosek z tego? Nie warto dopasowywać za wszelką siłę swojej przepowiedni do realiów. Nie trzeba przekonywać innych, że ma się dar, kiedy się go ma. Natomiast uzmysłowić sobie należy, że czasem te przepowiednie mogą przerosnąć nasze wyobrażenia. Słowo wojna zaś to nie koniecznie wojna powszechnym rozumieniu. Czasem przeciwnik jest mikroskopijny i niewidoczny. I nie interesują go tereny, dobra materialne, zdobycze technologiczne. Nie posiada broni. Nie można podpisać z nim paktu o nieagresji.
W grudniu 2011, opuszczając swoją rodzinę na wigilię, gdyż wirus kłamstw, oszust, nielojalności i bezwzględności coraz mocniej się szerzył, zostawiłam do nich list. Pamiętam, że pisząc go doznałam nagle bardzo silnego przeświadczenia, coś istotnego zostało mi przekazane, a to przekazałam rodzinie w liście: „ Na sam koniec. Sytuacja z dziadkami to w sumie pikuś do tego co w przyszłości nas czeka. To jedynie małe lusterko by przyjrzeć się jak rodzina funkcjonuje. Nie wiem kiedy, nie wiem co się wydarzy, ale wiem jedno – będziemy wystawieni na coś bardzo trudnego. Jeśli teraz wygląda to jak wygląda, cóż po prostu nie przetrwamy. Jestem bez Was nie dlatego, bo nie szanuję i nie kocham i się odwróciłam. Jestem bez Was, bo właśnie kocham i szanuję. Ale to jedyny dzień i jedyny sposób jaki przyszedł mi do głowy, by coś ważnego zasygnalizować.[...]
P.S. Najchętniej obejrzałabym z rodziną taki anonimowy film o wdzięcznym tytule ”Iniemamocni” .
W liście była ta pogrubiona kursywa. Film obejrzałam sama spędzając wigilię i święta w samotności. Nikt nie zadzwonił. Potem cóż, wirus obojętności przekształcił się w wirusa okrucieństwa i jak powiedział mój lekarz, we wspieranie i uznawanie za normę czegoś czego absolutnie nie wolno za normalne uznać. Kwintesencję tego mogłam pozna 6 lutego w sądzie, gdzie moja matka zeznawała jako świadek powoda. Nie przyszło mi do głowy, że po złożeniu przysięgi będzie przez godzinę kłamać. Powiedziała tylko jedno prawdziwe zdanie, gdy sędzia spytała, czy ja zawsze byłam taka harda, powiedziała, że były kiedyś ze mnie takie ciepłe kluski. Cóż dodać, tylko to, że
leczenie się ze współuzależnienia bardzo przypomina proces dojrzewania. 
Kluskami już nie jestem, za to ciągle pozostałam ciepła.;)
obrazek stąd https://sprawdzonakuchnia.pl/kluski-slaskie/

piątek, 3 kwietnia 2020

Potrzeba

Oj, długo spał ten mój blog, ale dzisiaj w końcu udało mi się go "obudzić". To tęsknota za pisaniem zmusiła mnie by w końcu założyć nowy blog, ale skoro już ten mam, to co zrobić by był widoczny dla innych? Potrzeba matką wynalazków, zatem coś tam zmieniłam w ustawieniach i oto mój senny blog obudził się, przeciągnął i gotowy jest do pracy. A ja razem z nim.

niedziela, 16 września 2018

Prosiaczek

Z tą miłością to było tak jak z Prosiaczkiem: Im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było.
Ale naiwnością byłoby sądzić, że Prosiaczka nie ma. Jego tylko TAM nie ma. A że się zaglądało przez ponad 13 tysięcy dni, cóż... Puchatki to właśnie takie bardzo naiwne stworzenia i trzeba bardzo wiele czasu by skończyły z zaglądaniem. I jeszcze trochę potrzebują go by  wyruszyć na poszukiwanie. Bo stare porzekadło pszczół mówi: "Szukajcie, a znajdziecie". Zatem powodzenia Puchatku! Bo może się okazać, że Prosiaczek jest tuż, tuż.

Włamywacz-bandyta

W piątek kupowałam łańcuch do drzwi, bo taka myśl chodziła mi ostatnio po głowie by takie "urządzenie" zainstalować. I zaraz tej nocy miałam sen.
Ktoś włamuje się  i tylko ten łańcuch  chroni jeszcze moje mieszkanie przed intruzem. Tylko że to bandyta, wiem że chce mnie zabić. Zatem dzwonię z komórki na numer alarmowy, ale zanim przyjedzie pomoc to już będzie za późno. Zatem w śnie mam myśl,  że muszę działać inaczej i sama się obronić. Jest bardzo mało czasu, ale wystarczająco bym wzięła z szuflady największy nóż i gdy widzę dłoń napastnika koło łańcucha, tnę mocno nożem. Dwa palce w połowie odcięte lądują na dole, na progu. To okazuje się skutecznie hamuje zapędy bandyty. Budzę się i już wiem o co chodzi.

poniedziałek, 16 lipca 2018

Ciechocinek one, two, three.

Jutro rano wyjeżdżam. Po raz trzeci zaliczę Ciechocinek. Bogatsza o doświadczenia myślę, że tym razem wykorzystam na maksa co mi ześle los. 
Przeczytałam internetowe rady dotyczące rozstania. Co zrobić by jak najszybciej z tej żałoby wyjść? 
Zatem po pierwsze należy zmienić otoczenie, czyli to właśnie od jutra zrobię.
Po drugie robić codziennie coś co sprawia Ci przyjemność. Ja mam zamiar nie poprzestać na jednym. Codziennie przynajmniej kilka przyjemności sobie dostarczę.
Po trzecie należny zadbać o dobry humor, sporo się uśmiechać i śmiać. Trzeba przyznać, że od jakiegoś czasu faktycznie śmieję się nawet jeśli opowiadam o sprawach, które jeszcze niedawno wywoływały u mnie złość, frustrację czy beznadzieję.
Czwarta porada budzi u mnie sprzeczne uczucia. Radzą w niej sporządzić listę tego co ta osoba uczyniła nam złego i codziennie ją powtarzać. Osobiście jeszcze do niedawna to robiłam, ale teraz mam dość. Postanowiłam zrobić coś innego na to miejsce. Uszyć dla siebie taką kołderkę-patchwork, którą okryję się na wypadek zimna - spraw które smucą, złoszczą czy wobec których jestem po prostu bezradna. Uszyje ją z takich małych kawałeczków z dnia codziennego, które są jasne, wesołe, zachwycają, chociaż są małe. Ciepły deszczyk, pyszne lody, świergot sikorek, błękit nieba, ciekawa książka, ptasie pióro na trawie, znaleziony grosik na ulicy, motyl, który siadł na ramieniu, zapach poziomek czy świeżo zmielonej kawy, kolorowa pocztówka, słodka melodia, lekki wiatr we włosach, promienie słońca ogrzewające skórę, miękki dotyk kociej sierści... By to nie uleciało, zabieram zeszyt by spisywać te drobinki. Na koniec piąta i ostatnia rada: by  kontaktować się z ludźmi, którzy nas akceptują i wpływają pozytywnie na nasze samopoczucie. Jeśli w ich towarzystwie czuję się podbudowana, radosna, lekka, to właśnie takich ludzi mi trzeba. Zatem ludzi tam gdzie jadę nie zabraknie, kryteria zaś znam.
M. zapytał  mnie czy do tego Ciechocinka przyjeżdżają też młodzi ludzie?
Nie wiem - odpowiedziałam. Ale kiedy ja tam przyjadę, to już na pewno będą



sobota, 14 lipca 2018

Wypadek

Tej nocy miałam sen, ale zanim, to położyłam się po ósmej wieczorem i za niedługo już spałam. To było jakieś wszechogarniające zmęczenie, bo o tej godzinie w ogóle nie chodzę spać.  Przed wpół do pierwszej obudził mnie zza okna huk, jakby wystrzał z pistoletu. To był potężny odgłos. Wybudzona tak nagle zastanawiałam się co to, ale zaległa cisza. Tylko, że zamiast spokojnie spać dalej, ja co chwilę się budziłam. Po części dlatego, że zaczęłam śnić makabreski. Od dawna nic mi się nie śniło, za to jawa w moim życiu coraz bardziej przypomina sen wariata. Zatem miło by było dla odmiany śnić coś przyjemnego. Niestety, ten sen na pewno przyjemnym nikt by nie nazwał. W moim mieście na wakacje władze przygotowały sporo remontów, stąd wiele zmienionych tras jeśli chodzi o komunikację miejską. I w tym moim śnie też tak było. Stałam na przystanku wraz wieloma osobami, ale okazało się, że przez wzgląd na remont, przystanek przeniesiono na drugą stronę ulicy, do tego wysokie ogrodzenie zasłaniało widok na jezdnię. Ludzie przechodzili szybko przez nią, ja byłam ostatnia, wyjrzałam ostrożnie zza tego ogrodzenia i zobaczyłam niebieski tramwaj, który nie zwalniał tak jak powinien.  
... potem okazało się, że przejechał jakiegoś mężczyznę. 
Wynoszono go szybko, był przecięty na pół, żył jednak. Strasznie był zły, złorzeczył. Widziałam go. To obcięcie wyglądało jakby ktoś przegryzł pasztetową, nie krwawiło. Widziałam też jak ktoś się schyla pod koła tramwaju, zastanawiałam się po co? Może chce wydobyć resztę tego człowieka? To było okropne, zanim się obudziłam, na myśl mi przyszedł biedny Berlioz z "Mistrza i Małgorzaty".  Nie chciałam takich snów, ale następny znowu okazał się straszny, nie zapamiętałam go, a może nie chciałam zapamiętać, tylko poprosiłam o to by na tym poprzestać. Nie chcę takich snów, nie jestem na nie gotowa i chyba jeszcze długo nie będę. 
Teraz myślę, że to co spotkało tego mężczyznę z mojego snu, to jak pozbawić kogoś dostępu do korzenia. I wszystkiego co się z tym łączy. Kraj, rodzina, przodkowie...

poniedziałek, 12 lutego 2018

Pasek czy wąż?

Ostatnio coś mi się śni,  mam tylko tego świadomość, bo ze snów  nic nie pamiętam. Ale tej nocy zapamiętałam fragment. Walczę w tym śnie z czarnym wężem. Co ciekawe to jest to czarny pasek taki z dzianiny, od swetra. Kiedyś miałam taki sweter, kupiłam go i drugi ciemnobeżowy. Tego pierwszego nie nosiłam bo nie czułam się dobrze w tym kolorze, a spodobał się mojej wtedy przyjaciółce. I odkupiła go ode mnie. Jednak on nie miał paska. Zatem w tym śnie ten czarny pasek, widzę jako pasek, a jednocześnie to groźny atakujący mnie wąż. Jestem zdeterminowana w tych zmaganiach. W końcu nawijam go jak kłębek ciasno na dłoń, teraz nic mi nie może zrobić. Zastanawiam się co dalej robić. Mam jeszcze jeden taki pasek, ale jego jest połowa i nie zamienia się w gada. Z nim mam spokój. W tym śnie raz czuję, że sytuacja jest dla mnie groźna, by za chwilę dostrzegać, że to nic takiego. To zwykły,  dzianinowy czarny pasek. 

sobota, 3 lutego 2018

Słowo patriotyzm

Patriotyzm to dla niektórych bardzo wygodne słowo. Potrafią skutecznie nim szafować, by skryć za nim  swoje łajdactwa. Często niosą je jak sztandar z napisem Honor,  Bóg, Ojczyzna, Braterstwo. Jeśli można by ten sztandar dać pod słońce, to pod tymi napisami widać wyraźnie inne:  tchórzostwo, dwulicowość, zdrada, zysk za wszelką cenę, bestialstwo, egoizm, sadyzm. Niektórzy potrafią się szczelnie owinąć  w te sztandary i wyrażać troskę o czystość rasy, ochronę ziemi, tradycji czy wiary, by przy tym budzić  lęk i  nienawiść do tych  innych. 
Bycie patriotą to nie to samo co stwarzanie pozorów bycia nim. Ci pierwsi z reguły nie używają słowa patriotyzm, ci od pozorów zawsze.

piątek, 2 lutego 2018

Grząskie bagno

Śniłam nad ranem dość wyraźny sen. Jechałam z M. samochodem, on prowadził. Droga była dwupasmowa, zwykła, taka jak przez wioski. W pewnym momencie jakieś inne samochody były na drodze, któryś stał na poboczu, jakieś drobne zamieszanie. M. zamiast skręcić, bo tak prowadziła droga, pojechał prosto i samochód z impetem wjechał w bagno.  Od razu do połowy w nim się znalazł. Szybko udało mi się wydostać z pojazdu, choć wyglądało to wszystko groźnie i beznadziejnie. Stałam na brzegu i nie miałam na sobie najmniejszego śladu błota.  Jednak M. nie wysiadał, tylko z zapałem zaczął wyciągać fotele i podawać je mi. Ktoś jeszcze stał przy mnie i pomagał. W śnie to było takie wykonalne, że samochód jest zamknięty, kierowca na swoim miejscu i wyciąga siedzenia. Ja myślałam, że M. chce uratować ten swój samochód albo choć jego część. Bagno wciągało coraz bardziej pojazd i jego w nim. Za chwilę już się nie wydostanie i nikt nie będzie wstanie mu pomóc. Straci życie, a to co ratował nie było tego warte.

sobota, 27 stycznia 2018

Radość i swoboda

Przypomniałam sobie jak wiele lat temu uczyłam się jazdy konnej. Z początku trener nie pozwolił używać strzemion. Po pewnym czasie umiałam sobie dobrze radzić  bez nich. Utrzymanie się na końskim grzbiecie ułatwiało dobre trzymanie się nogami boków konia. Było jednak siodło. Tutaj nie ma siodła, strzemion, jedynie wodze. Podziwiam, tęsknię za tym czymś co można nazwać porozumieniem i zaufaniem ... wiatrem we włosach, radością i ... wolnością. 

środa, 24 stycznia 2018

Ukrywam łzy

10 grudnia 2006
zimno.
to znaczy jak na dobrze zaawansowany już grudzień nie aż tak.
w sercu zimno.
straszno.
duszno.
na ciele też zimno. zimne poty, gorące poty…
i wcale nie ukrywam łez tylko płaczę godzinami.
smutno.
To post jednej z blogowiczek na Onecie. Za chwilę wszystkie te blogi przestaną istnieć. Jakoś szkoda, a w szczególności tych blogów, których właściciele przestali istnieć w realnym świecie, a wyraźny ślad po nich został na blokowisku. Ta młoda kobieta odeszła nagle w lipcu 2008. Bardzo lubiłam zaglądać do niej, choć nigdy nie zostawiłam tam komentarza. Dzisiaj zajrzałam i pomyślałam, że mogłabym sama napisać dzisiaj tak:
zimno.
to znaczy jak na dobrze zaawansowany już styczeń nie aż tak.
w sercu zimno.
straszno.
duszno.
na ciele zimno...
i ukrywam łzy całymi godzinami nie płacząc.
smutno.

Dzieci

Sen z poprzedniej nocy 22-23 stycznia 2018. Do spania wzięłam ze sobą kryształ górski, prosząc by mi zesłał sen i bym go zapamiętała. Sen jest o dzieciach, a w sumie to dwa oddzielne zdarzenia w czasie jednego snu.
Mam pod opieką niemowlę, to chyba chłopiec, chociaż może to dziewczynka? Ale nie jest to istotne. To dziecko jeszcze nie siedzi, ani nie raczkuje. Nie jest zdrowe, bo lekarz przepisał antybiotyk i ja mu go podaję co kilka godzin. Potem jest tak, że kompletnie zapominam o tym dziecku i gdy nagle je dostrzegam, widzę że pieluszkę przesikało, śpiochy na pupie są mokre i jedna z nogawek też. Chcę dziecko jak najszybciej przebrać by się nie przeziębiło,  biorę je na ręce. Potem uzmysławiam sobie, że przecież od kilku dni nie podałam mu antybiotyku i w myślach roztrząsam problem co dalej z przerwaną kuracją. Czy zaprzestać podawania leku czy też do tego wróci? Myślę co powiedzieć lekarzowi, jak się usprawiedliwić, czy nic nie mówić? Dostrzegam jednak że dziecko dobrze się czuje, tylko wystarczy je umyć i przebrać. Kładę je więc na stole, by przygotować do mycia, ale robię to tak nieostrożnie jak kiedyś w realu  mój mąż z najstarszym synem, gdy ten był niemowlęciem. Dziecko uderza główką o stół, ale nie płacze. Ja ganię się za taką niedbałość i nieostrożność. Podnoszę niemowlę do pozycji siedzącej, a ono wtedy radośnie zaczyna się śmiać do mnie. Jest to taki fajny specyficzny dziecięcy śmiech, którym mnie zaraża, śmieję się też radośnie, przytulam dziecko serdecznie. Staje mi się bardzo drogie. Chcę by inni dostrzegli jaki to wspaniały brzdąc. 
Potem śni mi się Kamil. Jest taki jak obecnie, dorosły. Robi zakupy w jakim supermarkecie a ja pojawiam się przy nim przy kasie, kiedy zakupione produkty wkłada do torby. Niby to ja mam finansować te jego zakupy, ale nie jestem zadowolona z tego co kupił, bo jest kilka rodzaju cukru, zwykły i w kostkach, pudełko się rozwala i widzę jak te kostki zbiera . Ja wiem że tego cukru jest za dużo, że to nie jest zdrowe i postanawiam, że niech sam płaci, ja tego finansować  nie będę. Potem Kamil mówi, że musi zrobi siku.  Mówię, że niech idzie tam, pokazuję taką trochę zeschniętą trawę, trawnik-nieużytek, którą ktoś skosił. Ale syn nagle robi się taki mały, jakieś 7-8 lat i jest taki bezradny, ja zastanawiam się jak u pomóc, że chyba muszę iść z nim w jakieś ustronne miejsce, bo on nie umie nic znaleźć i się wstydzi. 
Wiem, gdy się budzę, że pierwsza część snu dotyczy książki, a druga syna.

piątek, 19 stycznia 2018

Niebo

Jak ci spalą dom, spalą dach, to masz przepiękny widok na niebo.

przysłowie buddyjskie

Keanu

Widzisz tych ludzi za mną?
Śpieszą się do pracy i nie zwracają na nikogo uwagi.
Czasem jesteśmy tak pochłonięci codziennym życiem,
że zapominamy o tym, by znaleźć czas na cieszenie się nim.
Jesteśmy jak zombi.
Warto podnieść wzrok i wyjąć słuchawki z uszu.
Przywitaj się z kimś, przytul kogoś, kto wygląda, jakby cierpiał.
Pomóż komuś.
Przeżyj każdy dzień tak, jakby miał być tym ostatnim.
Przez kilka lat miałem depresję. Nikomu o tym nie mówiłem.
Musiałem z nią walczyć.
Osoba, która powstrzymywała mnie od bycia szczęśliwym to JA.
Każdy dzień jest cenny, więc traktujmy go w ten właśnie sposób.
Jutro nie jest zagwarantowane nikomu, więc żyj dniem dzisiejszym.
Mam nadzieję, że będziecie udostępniać ten post i rozszerzycie miłość.

niedziela, 14 stycznia 2018

Ukaz

Podwładny powinien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i durnowaty, tak by swoim pojmowaniem istoty sprawy nie peszyć przełożonego.

Ukaz cara Rosji Piotra I z dnia 8 grudnia 1708 r.