Leczenie się ze współuzależnienia bardzo przypomina proces dojrzewania. 

czwartek, 10 grudnia 2015

Okoliczności

„-Co ty tam piszesz? – zapytał Puchatek, gramoląc się na biurko.
-Tao Puchatka – odpowiedziałem.
-Jak Puchatka? – zapytał, rozmazując słowo, które właśnie napisałem.
-Tao Puchatka – powtórzyłem i pacnąłem go w łapkę ołówkiem.
-To chyba coś więcej niż „Au”! Puchatka – powiedział Puchatek, pocierając łapkę.
-Właśnie nie – fuknąłem na niego rozdrażniony.
-A o czym to jest? – spytał Puchatek, wyciągając się do przodu i zamazując kolejne słowo.
-O tym, jak zachować radość i spokój w każdych okolicznościach!!! - wrzasnąłem.
-Chyba jeszcze tego nie czytałeś?”

Benjamin Hoff " Tao Kubusia Puchatka

Uświadomione świadectwo i mistrz

Trzeba mi odskoczni. Właśnie znalazłam  to przeglądając stare płyty DVD. I się pośmiałam, i dobrze,  bo to najlepsze teraz dla mnie lekarstwo na moją dziwną melancholię.

Droga Mamo!
Nareszcie koniec szkoły. Dla mnie już na zawsze. Jestem od dawna zakochana i postanowiliśmy z moim chłopakiem wreszcie "się urwać". Wiem, że Tobie się to nie spodoba, ale on jest taki słodki! Te jego tatuaże i piercing na każdym kawałku ciała... A ten jego motocykl! Ali (tak nazywa się mój miły) twierdzi, że jazda na nim w kasku to grzech. Ali jest kompletnie na moim punkcie zwariowany. Mówi, że go uratowałam, bo ten alkohol by go w końcu  zabił...
Aha, i najważniejsze. Będziesz miała wnuka! Tak się cieszę! Kolega Alego ma gdziś w lesie drewnianą chatkę. Trzeba ją wyremontować i nie ma w niej światła ani wody, ale to będzie nasz nowy dom. Nie martw się! Bądziemy mieli z czego żyć. Ali ma kapitalny pomysł. Bądziemy uprawiać marihuanę i sprzedawać ją w mieście. Ma być z tego kupa forsy. Tak się cieszę! I nie  martw się proszę. Wkrótce będę miała 14 lat i naprawdę mogę na siebie sama uważać. Mam tylko nadzieję, że szybko pojawi się ta szczepionka przeciwko AIDS. Alemu bardzo by to pomogło... 

Twoja ukochana córeczka.

P.S. Wszystko bzdura!!! Jestem u Krychy i oglądamy telewizję. Chciałam Ci tylko uświadomić, że są gorsze rzeczy niż to świadectwo, które znajdziesz na nocnym stoliku. Buziaczki!!!
***
K. postanowił sam zrobić pranie. Stanął przy pralce i woła:
- Jaką temperaturę nastawić?
- A co masz napisane na koszulce?
- "Legia mistrz", ale co to ma do rzeczy?

Tęsknota

Kiedyś nie zwracałam uwagi, a przynajmniej nie specjalnie, na to czy i jak ktoś chodzi. Teraz tęsknię by móc swobodnie, szybko się poruszać i tak naturalnie, i bez myślenia o tym... tak jak się oddycha...
Erica Hopper

środa, 9 grudnia 2015

Błękity i czerwienie

Na oknie u mnie  mała wiosna, bo zakwita intensywnie na czerwono amarylis kupiony jakiś czas temu w Ikei. Specjalnie wybrałam taki kolor kwiatów. 


Na koniec grudnia moja przyjaciółka wraca. Cieszę się, bo jednak maile nie zastąpią rozmowy i spotkań na żywo.
Dzisiaj przejrzałam naszą  korespondencję. Zostawiam tu fragmenty, bo okazało się, że troszkę w niej było też o kolorach i snach.
26. 11. 2015
...Zaczynam się pomału szykować do szpitala, pakuję potrzebne rzeczy... w ogóle to wszystko robię w zwolnionym tempie. I jestem taka rozkojarzona, choć muszę przyznać, że wiele rzeczy jest już pozałatwianych, zamkniętych i zrobionych.
Teraz to jest takie bardziej falowanie, raz jestem zorganizowana a potem znów "rozlazła". Myślę o tym, że znowu będą potrzebne kule, że nie wejdę do wanny i że potrzebna metalowa rączka w ścianie przy toalecie. Ech...
…na kilka miesięcy przed wypadkiem w październiku miałam taki sen:
śniłam ciepłą kanikułę, byłam z rodziną, choć bardziej wyczuwałam ich obecność niż widziałam. Byłam na skarbie, w dole rzeka, sporo ludzi, a ja po drugiej stronie dojrzałam znajomą. Bardzo się ucieszyłam na jej widok i zaraz chciałam do niej iść. Zauważyłam, że z tej skarby w trawie biegnie taka dróżka jak ślizgawka, domyśliłam się, że została wyślizgana przez tych którym się spieszyło. Zjeżdżałam i ja na pupie i to było takie radosne, taka dziecięca radość mnie ogarnęła. W ogóle to jak dostrzegłam tę koleżankę, to też cieszyłam się jak dziecko. Byłam już przy rzece, to była raczej taka rzeczka-bród, z wodą najwyżej po kolana. I kiedy już miałam wejść do niej, nagle sen stał się świadomy i oczami wyobraźni zobaczyłam na dnie rozbitą butelkę. Zastanawiałam się, że gdy na nią nadepnę, to czy od razu poczuję ból, ile będzie krwi...
…Na oknie mam w doniczce amarylisa. Myślę, że zakwitnie na Święta a może nawet wcześniej?, ma dwa spore pąki. Ma być krwistoczerwony kwiat. Też mam w jednej doniczce trzy cebulki hiacyntów, które zaczynają wypuszczać zielone czubeczki. Zatem na oknie jakby wiosna.
28.11. 2015
...Gdy czytałam Twój list przeraziło mnie słowo'' krwistoczerwony" i piszesz o krwi
28.11.2015
...Co do krwistoczerwony to dla mnie taki kolor czerwony, w którym czuć życie, radość. Czerwony sam w sobie tego nie ma. I ten amarylis ma być taki czerwony błyszczący jak krew. Może znasz inne określenie na taką barwę?
 …tak, skupiłam się na sobie i snach, że o twojej tarczycy zapomniałam. Tak ogólnie to odnosi się do czakry gardła, ale ja widzę to jako silne połączenie z sercem. Kolor niebieski nie łączymy z sercem, ale ja tak… hm, nie wiem dokładnie jak to wyrazić, ale ... z obfitości serce mówią usta. No i niebieski to symbol dla mnie wolności. I jeszcze karta sprawiedliwość. Ta kobieta patrzy sercem, oczy przysłonięte, a w jednej ręce ma wagę w drugiej miecz, dla mnie to symbol języka. I przypisany jest do tej karty kolor niebieski. Pamiętam na jednych targach pewna wróżka, notabene moja imienniczka, mówiła o tej karcie na wykładzie i dziwiła się że wyszło jej przypisanie do serca i że jeszcze ten kolor niebieski. Nie rozumiała dlaczego.


02.12.2015
...Dzięki za odpowiedz! Tu niedaleko Aszramu na mieście jest spokojna kaplica medytacyjna, chodzimy tam z koleżanką by pobyć chwilę w samotności. 30.11. Myślałam o Tobie będąc w tej kaplicy i widziałam twoją operację i słyszałam trzask, poczułam że ten metal w twojej nodze jest bardzo szkodliwy dla Ciebie. Widziałam, że metal zmienił swoją barwę i z Twojego ciała wypływało sporo chorobliwej materii. To była taka ciemna gęsta materia. Pomyślałam jak to dobrze, zże przyspieszyłaś tą operację. 
Dzięki za interpretację o tarczycy. Ja kieruje się uczuciami i myślę że Twoja interpretacja jest świetna. Kupiłam Iodium 200 CH i bioer i lekko staram się masować stopy. Jeśli chodzi o nazwę krwistoczerwony to można zastąpić soczystoczerwony i zastanowię się. Moje odczucie nie dotyczyło słowa a to tak jakby coś miało się wydarzyć, że czytając twój list to słowo mnie przeraziło. 
 06.12.2015
...Jeśli chodzi o nogę, to jeszcze rana boli, zwłaszcza jak przesiąknie i tak wiesz przyklei się do opatrunku i ciągnie.

...Amarylis niedługo zakwitnie, wygląda, że na Róży urodziny:) czy będzie soczyście czerwony nie wiem, ale czerwony to tak:)) 

Czekanie

"Są różne rodzaje czekania. Można czekać na coś, co wydaje się nieuniknione i jest tylko kwestią czasu. Można też czekać na to, co może się stać, choć nie ma na to żadnej gwarancji. Lepiej wówczas nie obnosić po świecie swojej nadziei, na wszelki wypadek. Można w końcu czekać na to, co się nigdy nie zdarzy, choć jest cień prawdopodobieństwa, że mogłoby, i wówczas stan ten przypomina czekanie na cud."
     Katarzyna Rygiel, "Pod powiekami"
Sharon Sprung

Czara gorzkich łez

„Alchemik dobrze znał mit o Narcyzie, owym urodziwym młodzieńcu, który chodził codziennie podziwiać własne odbicie w tafli jeziora. Był on tak pochłonięty swoim obrazem, że pewnego dnia wpadł do jeziora i utonął. W miejscu, gdzie wpadł do wody, wyrósł kwiat, który nazwano narcyzem.
Ale Oskar Wilde nie zakończył na tym swej historii.
On opowiedział, jak po śmierci Narcyza leśne boginie, Oready, przybyły na brzeg tego słodkiego niegdyś jeziora i zastały je przepełnione w czarę gorzkich łez.
- Dlaczego płaczesz? – spytały Oready.
- Płaczę za Narcyzem – odrzekło jezioro.
- Wcale nas to nie dziwi – powiedziały wówczas. – Całymi dniami uganiałyśmy się za nim po lasach, ale jedynie ty mogłeś z bliska rozkoszować się jego urodą
- Narcyz był zatem piękny? – zdziwiło się jezioro.
- Któż lepiej od ciebie mógłby to wiedzieć? -wykrzyknęły zaskoczone Oready. – To przecież nad twoim brzegiem pochylał się każdego dnia.
Jezioro zamilkło na chwilę, po czym rzekło:

- Opłakuję Narcyza, ale nie dostrzegłem nigdy, że jest piękny. Opłakuję Narcyza, bo za każdym razem, kiedy pochylał się nade mną, mogłem dojrzeć na dnie jego oczu odbicie mojej własnej urody.”
fragment z „Alchemika” Paulo Coelho

to zdjęcie zrobiłam Pod Dębami w lecie 2008 

wtorek, 8 grudnia 2015

Bez zmartwień

Przeforsowałam przedwczoraj nogę to raz, a dwa już nie cieknie z niej ciemna krew, skóra się goi i toksyny zostają wewnątrz. Wczoraj grzecznie cały dzień przeleżałam z nogą w górze. Pomogło. Zbladła, nie ma już takiej twardej czerwonej opuchlizny na łydce i nie jest już mocno ciepła. 
Dzwoniła z Indii przyjaciółka. Głos jakby była tuż obok, a nie na drugim końcu świata. Powiedziała, że rana może jeszcze się otworzyć, i żebym się tym nie martwiła. Zatem się nie martwię. Właśnie zjadłam kawałek mocno gorzkiej czekolady. Pychota. Niech  tam endorfiny buszują.

Jak dziecko


https://www.youtube.com/watch?v=MGs9p4UPnCM

Oczy

Ostatnio nie mam snów, albo ich po prostu nie pamiętam. Za to sen dostałam. 
Góry. Moje rodzinne strony. Postanowiłem zostawić dom na jakiś czas i ruszyć na wędrówkę po sąsiednich krainach. Zdaję sobie sprawę, że na jawie te miejsca nie istnieją, ale w snach znam je mniej lub bardziej. Miasteczko z groźnym burmistrzem i jego córką, z którą kiedyś byliśmy blisko, wioska Żydów-muzykantów, gdzie Jankiel na zawsze gra na cymbałach, inne miasteczko, gdzie mieszkają wampiry i gdzie zawsze czeka na mnie pewna wampirzyca, pole kozich łbów na palach, które zawsze omijam szerokim łukiem, polana z prastarą galerią kamieni...
No więc idę w góry. Plecak, jedzenie, śpiwór, nucę coś pod nosem.
Nagle między drzewami widzę jakieś postacie. Ciemna skóra, nerwowe ruchy, przygarbieni. To uchodźcy. Lekkie ukłucie lęku. Przecież to obcy na mojej ziemi. Szybko otrząsam się z atawistycznego, genetycznego strachu. Macham do przybyszów, pozdrawiam ich uśmiechem. Zatrzymują się i patrzą nieufnie. Wreszcie podchodzą. Jakieś trzydzieści osób. Mężczyźni, kobiety, dzieci. Podajemy sobie ręce. Patrzą badawczo, wreszcie się rozluźniają. Mówią coś w obcym języku. Nie rozumiem.
Do przodu przeciska się dziewczyna i zagaduje po angielsku. Szczupła, długie, brązowe włosy, szczera, ładna twarz, duże oczy. Jedno brązowe, drugie pokryte bielmem. Nie sprawia to na mnie złego wrażenia. Wręcz przeciwnie: nadaje jej twarzy uroku, głębi, jak blizna.
- Możesz nam pomóc? Wyjaśnisz, jak dojść do najbliższego miasteczka? Chcemy poprosić o azyl.
 Ma miły, delikatny głos. Słyszę zmęczenie.
- No jasne!
Bardzo się cieszę, że mogę pomóc. Rozdaję dzieciakom prowiant, jaki miałem na drogę. Siadamy na trawie. Rysuję prostą mapę, opisuję wioski i miasteczka. Kiedy już wszyscy wiedzą, co i jak, zagajam z dziewczyną osobistą rozmowę. Skąd jest, jak ma na imię, co się stało.
Ma na imię Marrion. Pochodzi z Kornwalii w południowej Francji (tak!) i próbuje się przedostać do Austrii. Jej rodzinne strony zniszczyła wojna. Zginęli jej rodzice i rodzeństwo. Ogarnia mnie głęboki smutek i żal. Pod koniec rozmowy jestem już zupełnie zakochany. Patrzę jej w oczy, jedno brązowe, przenikliwe, głębokie, drugie zamglone, białe, tajemnicze i równie piękne.
Budzę się.
Piękny sen, wart utrwalenia, zapamiętania i rozpowszechnienia. Myślałam o tych oczach. Jedno brązowe, (brąz przypisany jest Ziemi, naturze), przenikliwe i głębokie, drugie białe, zamglone, tajemnicze. Oba piękne. Jednym patrzy ta dziewczyna na świat  tak jak większość, jest przy tym bardzo spostrzegawcza. Drugie oko niewidzące świata realnego, za to dostrzegające świat duchowy, ten który dla wielu jest tajemniczy bo zakryty. Takie połączenie daje wgląd we wszystko. Tak rodzi się mądrość. Tak rodzi się tao. Droga prowadzić może poprzez zranienie, traumę, ból. Jedni przy tym upadają, poddają się, nieskończenie cierpią, drudzy podnoszą się, otrzepują, opatrują rany i wykorzystują straszne doświadczenie do wewnętrznej przemiany, która pozwala wznieść się wyżej. Rany się goją, a  blizny nie szpecą, ale dodają swoistego uroku.
A jak jest z tym patrzeniem w oczy? Oto proste 4 minutowe doświadczenie, które pokazuje co się wtedy z nami dzieje:
https://www.youtube.com/watch?v=uEgfQJCdOC8
Dobrze  jest też czasami samemu spojrzeć sobie w oczy;)


niedziela, 6 grudnia 2015

Słodki ból

Było sporo dłubaniny, jak to określił ordynator. Metal wyciągnięty. Już po. Poniedziałek przyjęcie, wtorek zabieg, a w środę wieczorem już w domu. Trzy dni w Hotelu Ortopedia. Luz-blues. Aparatura medyczna z najwyższej półki. Miło mieć do własnej dyspozycji duuużą, czystą łazienkę ze wszelkimi udogodnieniami,  na ścianie spory ekran telewizora w pokoju, gdzie tylko trzy łóżka, a spokojnie weszłoby siedem. Osłodzony ból. Skóra chce do skóry, niech to się szybko zrośnie, zagoi. 15-tego zdjęcie szwów. Na horyzoncie szykuje się rehabilitacja. Wygląda, że to znowu będzie Wleń.
Na razie małe cappuccino i małe conieco:
https://www.youtube.com/watch?v=Wc24g4oUvWo

...chciałabym już swobodnie chodzić...
Mats Gustafson

sobota, 28 listopada 2015

Psychopaci i nie tylko

Linki do ciekawych artykułów:
http://o2.pl/artykul/retro-tego-dnia-siostrzeniec-freuda-zmienil-zycie-milionow-kobiet-5932499155657345a

http://juliawahl.natemat.pl/37167,psychopaci-czego-mozna-sie-od-nich-nauczyc-co-odrzucic-a-co-przyjac

http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/bog-zaslonil-twarz-wywiad/k11nsv

Pożegnanie z Afryką

W poniedziałek mam się zgłosić do szpitala. Liczę, że w piątek wyjdę. Mają usunąć mi stabilizatory, cały ten metal zostanie wyjęty.  Mam ogromną nadzieję, że w końcu noga przestanie boleć, opuchlizna zniknie, a ja będę mogła normalnie chodzić. 
Przypomniałam sobie ten sen z lutego 2015
Podróż do Afryki
Nagle dowiedziałam się, że mam jechać. To jakaś zorganizowana wycieczka, jakieś biuro podróży, coś w tym stylu... i to dociera do mnie tuż przed wyjazdem... zabieram małą torbę, bardziej na zakupy niż do podróży. I trochę się martwię o pieniądze, nawet nie wiem ile dokładnie mam i czy tam, w tej Afryce będę mogła wybrać ze swojego konta pieniądze... praktycznie jadę tak jak stoję... na wariackich papierach to wszystko...
To wszystko było faktycznie na wariackich papierach, a jak mnie pogotowie zabierało to miałam tylko taką szmacianą torbę na zakupy i portmonetkę, w której nawet nie wiem ile było. Dlaczego w śnie szpital to Afryka? Tak jak wtedy napisałam:
Afryka? Z czym mi się kojarzy? Czarny ląd. Niebezpieczny. Duże dzikie zwierzęta. Brud, muchy, choroby. Prymitywizm. Natura.
Choroba, niebezpieczeństwo, prymitywizm, brud były moim udziałem. Teraz ma być jeden z najnowocześniejszych szpitali w kraju, nowo otwarty, czysty.


PS. Tableta pożyczyłam młodszemu, zatem w szpitalu odpoczywam od neta. 

Siedem słów

Na głębszą wodę nie wolno brać dzieci.
"Traktat o łuskaniu fasoli" 

wtorek, 24 listopada 2015

Spisane dla młodych 2

Kiedyś oglądałam dokumentalny film o dwóch utalentowanych siostrach, którym udało się ocalić życie w czasie wojny w okupowanej Austrii. Dzięki pomocy innych wyjechać, a potem długo, długo żyć w czasach pokoju koncertując po świecie. Były żydowskiego pochodzenia. Nie pamiętam tytułu filmu, ale wczoraj znalazłam zapisane na fiszce słowa jednej z nich, Rosi Grunschlag:
O niektórych rzeczach nie da się zapomnieć, wymazać z pamięci.
W przeszłości prześladowano i oskarżano Żydów o wszystko co złe. Nieudane żniwa, zatruta woda - to wszystko przez Żydów. 
Chciałbym powiedzieć młodym ludziom by pamiętali, że dziś mogą to być Żydzi, jutro katolicy, a pojutrze protestanci. Więc uczcie się, studiujcie jeśli tylko możecie. Jeśli będziecie musieli uciekać i ratować życie, to nie zabierzecie ze sobą ani pieniędzy, ani domu, a jedynie wykształcenie. To jest wasz przenośny kapitał.




niedziela, 22 listopada 2015

Adele

Poczucie humoru Adele
https://www.youtube.com/watch?v=OHXjxWaQs9o


Złudzenie czasu

"Chcemy wam powiedzieć, że czas jest złudzeniem. Czas w istocie został stworzony przez wyższą inteligencję jako forma kontroli mózgu i funkcji ciała. Jest zabezpieczeniem przed rozkładem materii, ale w rzeczywistości nie istnieje. Myśl istnieje niezależnie od ciała i mózgu, ale czas jest tworem materii. Myśl jest ponad czasowa. Czas został tylko jako mechanizm wprowadzony do materialnego i aktualnie istniejącego umysłu, lecz nie do myśli i ducha, aby utrzymać związek w obrębie trzeciego wymiaru i w obrębie małej planety, która zwiecie "Ziemią".  Nalegamy, abyście badali prawdziwie i ze zrozumieniem to, co umysł zdolny jest pojąć, a nie to, do czego mózg jest ograniczony.
Czas jawi wam się jako liczby. Zapewniamy was, że liczba i czas nie mają głębi. Są wpisane do aktualnego umysłu jako zabezpieczenia, strzegą was w czasie i przestrzeni. W istocie są funkcją nie umysłu, lecz mózgu. A naprawdę są zaburzeniem mózgu, wiążą was z fizycznymi aspektami trójwymiarowego świata. To co nazywacie "liczbą", "czasem" i "przestrzenią"  jest funkcją mózgu odnoszącą się wyłącznie do trzeciego wymiaru. Ten aktualny umysł więzi was w czasie i przestrzeni, w materialnym, fizycznym świecie, który zwiecie rzeczywistością. Jednak złudzenie czasu musi jeszcze trwać przez jakiś okres. Czy rozumiesz?"
Kryształowa Czaszka

Trochę. Nie bardzo mogę nie posługiwać się moim ciałem, do którego mózg też należy. To mój pojazd i został odpowiednio stworzony i zaprogramowany. A jeśli myśl jest tak ważna, ponadczasowa, to należałoby się zastanowić nad odpowiedzialnością za własne myśli. A tym ostatnim zdaniem, że czas to złudzenie i trzeba jeszcze trochę tego czasu, by złudzeniem przestał być, rozbawiłaś mnie Kryształowa Czaszko, choć zakładam, że na drodze do lepszego zrozumienia i porozumienia stoi nie tylko uwięzienie w trzecim wymiarze, ale też samo tłumaczenie tekstu. Moja intuicja zaś mi mówi, że mogę mieć zaufanie do tych, którzy poprzez Ciebie przemawiają.


sobota, 21 listopada 2015

Mit Indian Uitoto

Na początku Słowo wydało z siebie Ojca. Nic poza złudą nie istniało na początku. Ojciec nasz Nai-mu-ena (ten, który jest snem, lub śni) podtrzymywał ułudę swego ciała, długo dumał i głęboko się zastanawiał. Nic nie istniało, nawet jeden patyk, aby podeprzeć złudzenie, więc Ojciec nasz przymocował je do nici snu i utrzymywał za pomocą swojego oddechu. Próbował sięgnąć do dna zjawy, ale nic tam nie było. Nic nie istniało. Potem Ojciec jeszcze raz zbadał dno tajemnicy. Przywiązał puste złudzenie do nici snu i przyłożył w to miejsce magiczną substancję. Za pomocą snu trzymał je niczym włókno surowej bawełny. Potem dosięgnął dna ułudy i kilka razy tupnął w nie nogą. W końcu usiadł na wyśnionej przez siebie Ziemi.