Leczenie się ze współuzależnienia bardzo przypomina proces dojrzewania. 

środa, 19 marca 2014

Po piekle

Stara klawiatura zlepia słowa, bo spacja reaguje dopiero na dość solidny nacisk. To jak z tą kobietą, żoną i matką, z wczorajszego "Piekła". Czuję potrzebę dopisanie czegoś do tego co wczoraj obejrzałam. Piekło się tworzy, gdy pojawia się ból. Jest coś bardziej lub mniej nie tak. A to dlatego, gdy brak w pełni świadomości, gdy obrało się zły azymut. Ale, co jest najbardziej w tym pocieszające, to każdy ma w środku taki niezawodny kompas, gdy tylko przychodzi zrozumienie, zmieniamy kierunek na właściwy. Piekło się kończy. Co prawda pozostają koleiny po starym, w które można jeszcze wpadać, tak czkawka-powtórka, ale wystarczy przypomnienie, by nie tworzyć piekła. Ludzie dają sobie rady, by nie zbłądzić:
PODĄŻAJ ZA SWOJĄ RADOŚCIĄ
JEŚLI NIE WIESZ CO ZROBIĆ ZRÓB TO CO ZROBIŁABY MIŁOŚĆ
KAŻDY MA PRAWO DO BŁĘDU
NIE OSKARŻAJ
KTO SIĘ PRZEZYWA SAM SIĘ TAK NAZYWA
NIE RÓB DRUGIEMU CO TOBIE NIE MIŁE
To dotyczy małych i wielkich spraw. I jestem dość solidnie przekonana, że to te małe piekła dają podwaliny pod te ogromne. 
A gdy się kończy piekło, tam zaczyna się pokój i spokój, śmiech i braterstwo, można wyleczyć rany i można budować raj.

wtorek, 11 marca 2014

Zdanie

Zdanie wypatrzone gdzieś na fiszkach:

NADAJEMY REALNOŚĆ TEMU, NA CO ZWRACAMY UWAGĘ.

Niby wiem, ale czasem dobrze sobie przypomnieć.

poniedziałek, 17 lutego 2014

Spokój i pokój

Spojrzałam i zobaczyłam pełno dwójek... 12222. Słowem: dwanaście tysięcy dwieście dwadzieścia dwa na liczniku. Dni od pierwszego wrześniowego spotkania. Czy to dużo, czy wystarczyło by się w końcu dogadać, zrozumieć, by zapanował spokój? Kilka dni temu obchodziliśmy 32 rocznicę ślubu... skromnie i miło upłynęła przy remoncie pokoju.

niedziela, 16 lutego 2014

Into the wild

Długi film. I piękny. Oparty na prawdziwej historii, co szczególnie sobie cenię.
Któż chociaż raz w życiu nie miał o coś pretensji do własnych rodziców?
Kiedy traci  się zaś zaufanie do nich, to nie tylko to boli, ale rodzi bunt przeciw narzucony normom społecznym reprezentowanym przez nich. Pojawia się też pytanie: jeśli nie do rodziców można mieć zaufanie, to do kogo można? Odpowiedź bohatera, choć nie wyrażona werbalnie, brzmi: do  nikogo. Tylko do siebie.
Tak jest lepiej, bo nie jest się narażonym na powtórny ból. Najlepiej odejść i poszukać sobie miejsca pięknego, bez ludzi. Natura, ta dzika pierwotna, ma zastąpić coś co zostało utracone: czystość, prawda, harmonia, wolność i spokój. Celem staje się dotarcie do takiego miejsca, do Alaski. 
Młody chłopak jest pełen młodzieńczej brawury, pełen marzeń i zapału do ich zrealizowania. Dostrzega piękno przyrody, głęboko je przeżywa,  umie się nim cieszyć. Ale w kontaktach z ludźmi jest jak ...zafoliowany słodki lizak. Możesz nim nacieszyć oczy, ale nie poznasz smaku. Perfekcyjnie tworzy dystans. Nie pozwala na bliższy kontakt, choć jednocześnie bardzo go pragnie. Odchodzi. I nie daje znaku życia. Smutek, tęsknota, rozpacz, to pozostawia po sobie najczęściej. Czytanie książek jest dla niego substytutem kontaktów bezpośrednich. Delektuje się obcowaniem z dziełami znanych pisarzy,  potrafi wielu z nich cytować.  Jest okaleczony, ale nie potrafi tego dostrzec. Przychodzi w końcu czas zrozumienia, pomogą książki i ta dzika przyroda, ale przyjdzie mu zapłacić bardzo wysoką cenę, by zrozumieć, że człowiek to istota społeczna, że po prostu potrzebujemy innych ludzi. 
Największą karą w społecznościach żyjących na łonie  przyrody było wykluczenie i banicja. Taki człowiek praktycznie był skazany na zagładę. Bo przeżycie w dzikich ostępach wymagało współpracy i wsparcia.  A wspólne napawanie się pięknem  bardziej cieszy niż w pojedynkę. W końcu choćby do kina  idzie się najczęściej we dwoje. 

poniedziałek, 10 lutego 2014

Wojna i pokój

W domu  od końca grudnia remont dużego pokoju. I końca na razie nie widać. Wszechobecny kurz wygrywa, nie mam już siły ani chęci na walkę z nim. Ostatnio mamy rozejm, ja się na kurz już nie wkurzam, a kurz jakby mniej się kurzy. Cichutko osiadł kryjąc się w zakamarkach. Wczoraj przyszedł czas na kominek. Będzie odnowiony i trochę kolorystycznie i kształtem zmieniony. A wszystko zaczęło się od tego, że bardzo chciałam nowej podłogi w salonie. Bardzo. Przeglądałam różnej maści czasopisma o domowych wnętrzach i kiedy już tak BARDZO chciałam, a funduszy nie miałam, wygrałam w pewnym sklepie typu dom i ogród, bony na 1000 zł. No to już było coś z czym można zaczynać. Tak więc ściany, sufit, podłogi, meble będą nowe i całkiem zmieni się wystój pokoju. Ach!
PS. Do tego sklepu pojechałam, by kupić krzaczek róży w doniczce dla teściowej.


sobota, 18 stycznia 2014

Piwnice i pliki

Przeczytałam wywiad i takie dwa zdania zapadły mi w pamięci:
Obawa przed stratą jest w ludziach silniejsza niż pokusa zysku.
Zmieni się tylko technologia, ale sentymenty i motywacje zostaną podobne.
Całość tu:
http://tygodnik.onet.pl/kraj/klopot-z-zapominaniem/42n4v
dalej..hm.. Myślę, że ta obawa przed stratą nie zawsze jest silniejsza niż chęć zysku, ale z niektórymi sprawami, rzeczami itd nie lubimy się rozstawać.
To drugie zdanie... zmieniłabym jedynie czas z przyszłego na teraźniejszy.

środa, 8 stycznia 2014

Motylek, niebieski pumeks i grudniczek

Mało mi się śni, a jeśli to zaraz sny wyparowują z pamięci. Tylko jeden cały czas jest ze mną, ale niech na razie jest w głowie, tu nie mam odwagi go publikować. Jedynie tytuł snu: Kanapka.
Ale, ale pisząc i wspominając Widuna w ostatnim poście, przypomniałam sobie sen zapisany w zeszycie pod datą 13 czerwca 2008::
Znalazłam klawisz na klawiaturze komputera oznaczony małym znaczkiem w kształcie motylka. Właśnie mam na ekranie list do S., a po naciśnięciu tego klawisza tekst jest skracany i jakoś tak formatowany, że staje się milszy i przystępniejszy. Jestem tym ucieszona, biegnę do S. i chcę jej o tym opowiedzieć, ale ona jest czymś bardzo zaaferowana, zajęta, nie zwraca na mnie specjalnie uwagi.
Tutaj zaś zostawiam sen Widuna z września 2012, bo dla mnie jest on wart zapamiętania:
Znalazłem we śnie nieznaną planetę, która nazywała się Niebieski Pumeks. Mój przewodnik pokazał mi ruchome schody, które prowadziły w głąb ziemi. Tam właśnie gnieździł się ten Niebieski Pumeks, wulkaniczna, skalista wioska planetarna. Celem mojej podróży była jedyna rzeka planety, w której mogłem utopić ból moich stawów. Wylądowałem na szczycie szaro-niebieskiej skały, gdzie stary człowiek z trzema uczniami pokazał mi z dumą wielki sześcian z kolorowych papierów ze skrzydłami i śmigłem z czterech ptasich piór. “To jest nasze leciadło”, powiedział i kazał dwóm chłopakom wejść do sześcianu. Cztery pióra zaczęły wirować hałaśliwie, leciadło uniosło się w powietrze i spadło u stóp góry. Starzec potrząsnął siwą głową ze smutkiem, gdy mu powiedziałem, że musi znaleźć większe pióra na śmigło. “Pterodaktyle mieszkają nad Rzeką Bólu,” powiedział. “Ale stamtąd nikt nie wraca.” “Gdzie jest ta Rzeka, bo ja chcę utopić w niej moje bóle?” Starzec poprowadził mnie na brzeg skały i wskazał na porowatą, niebieskawą drogę w dolinie. “Nikt nie wie, gdzie jest Rzeka, ale wielu z nas poszło po tej drodze i nikt nie wrócił.” W tej chwili pojawił się koło mnie mój przewodnik i ostrzegł mnie, że ruchome schody zmienią kierunek lada moment i muszę się spieszyć, jeśli chcę wrócić na ziemię. Powrotna podróż trwała krótko. Obudziłem się z mniejszym bólem, którego cząstki zostały widocznie na Pumeksie. PS. pumeks to wulkaniczna piana, porowata i bardzo lekka, używana od starożytności w zabiegach kosmetycznych do ścierania skóry. Ma wiele innych zastosowań.
PS.Na razie grudniowi i styczniowi bliżej do wiosny. Ciepło i ani powietrze, ani ziemia nie pachną zimą. Mój grudniczek oddałam przyjaciółce, bo u mnie remont generalny i kwiatki nie mają się gdzie podziać, więc tu tylko zdjątko sobie zostawiam na pamiątkę.

wtorek, 7 stycznia 2014

Ścichapęk

Bardzo lubię ten jego awatar-motylek. Dowiedziałam się dzisiaj, że 3 stycznia zmarł i że miał ponad 90 lat. Nigdy nie dałabym mu tyle czytając jego bloga.  Zostawiam sobie tu jeden z jego wpisów ze snem. Ciekawa była ta nasza rozmowa na komentarzach, ze snów zeszliśmy wtedy na temat Aniołów. Teraz na pewno On wie na ich temat więcej i lepiej niż ja. 
Dla Ciebie Stefanie mój pierwszy sfotografowany motyl, niech leci do Ciebie:

niedziela, 29 grudnia 2013

Przed snem

Przed snem słucham:
Jak bym wiedziała czym jest
To szczęście co rzadko zdarza się
Gdyby ból obcy był mi
Za ból mój miły dziękuję ci

Choć uciekałam
Zawsze wracałam
Z przypływem morza łez
Trudno kochać
Lecz... Lecz trudniej jest
Nie kochać wcale cię

Czy usłyszałabym szept
Jakim to miłość wyznaje się
Gdybym nie znała słów złych
Za te złe słowa dziękuję ci

Choć uciekałam
Zawsze wracałam
Z przypływem morza łez
Trudno kochać
Lecz... Lecz trudniej jest

Nie kochać wcale cię

http://www.youtube.com/watch?v=0WrAvwViyLc

sobota, 28 grudnia 2013

Lekkość bytu

Sen sprzed kilku dni nad ranem:
Jest jakiś kataklizm, wojna, moje mieszkanie zbombardowane, zniszczone, zrujnowane, zgliszcza... myśl kieruję w stronę piwnicy, że tam mam jeszcze jakieś swoje rzeczy, że coś pozostało, ale zaraz wiem, widzę, że to też ulega zagładzie, wybijają rury, woda z fekaliami zalewa wszystko. Nie mam nic. Ani nikogo. Jestem sama. I nagle taka myśl, że już o nic nie muszę się martwić, zabiegać, szukać, pilnować. Wolność i lekkość. Jakby zdjęto ze mnie ciężar.
Obudziłam się i pierwszą myślą było, że to sen o śmierciCzy dosłownie?... Zbiegło się to z remontem i koniecznością wyniesienia wszystkiego z salonu; mebli, ubrań, książek itd. Jak w to obrosłam, ile tego. Pomyślałam, że po remoncie wiele z tego już tu nie wróci. Zrobię ostrą selekcję.
Są we mnie dwie tendencje, by gromadzić, obrastać w rzeczy, te wszystkie "przydasie"  a z drugiej strony taki minimalizm, ograniczenie to minimum. Jakby Moje Ja to były dwie istoty o całkiem różnych zapatrywaniach.
Teraz nie mogę sobie przypomnieć czy sen był przed czy po obejrzeniu filmu z  Sophie Marceau i Monicą Bellucci "Nie oglądaj się".

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Delikatne okruchy

Sen o pocałunkach jeszcze we mnie krąży, choć już zasnuty delikatną mgiełką oddzielającą mnie od tego stanu szczęśliwości. Szkoda. Wpadają w oko, ucho i ręce małe okruchy czegoś, co gdzieś tam do snu nawiązuje. 
Zaproszenie do telewizyjnego teatru. Oglądamy "Udręka życia", która na pewno mnie nie dręczy. Seniuk z Gajosem śpiewa: "Bo deszcz pada na świecie, a noce są zimne. I nie można przeżyć tego życia bez przytulenia".
Syn przynosi stare "Zwierciadło", a tam wywiad z Seniuk i czytam takie zdanie: "Ja byłam zawsze bardzo krytykowana przez moją mamę, bardzo przeżywałam brak jej akceptacji. Dlatego chwale córkę, a jeżeli krytykuje, staram się to robić tak, żeby jej nie dotknąć, bo wiem jakie to bolesne."
Podnoszę na ulicy zardzewiały kapsel Tymbarka, oczyszczam  napis w środku, czytam: CAŁUSEM KURZ Z UCZUĆ ZRZUĆ.
Wczoraj wieczorem obejrzałam film o sile jednego pocałunku - "Delikatność".


We mnie deszcz, deszcz...słońce cudne zaś za oknami. Dobra pogoda by je umyć z kurzu.

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Pocałunki

Sen z ostatniej nocy:
Jestem opiekunką kilkuosobowej grupy dzieciaków. Rocznikowo to szkoła podstawowa, w przedziale 9-11 lat. To niby kolonie, wycieczka, łono natury. Jest ze mną też jakiś chłopak. Rozkwita między nami uczucie, ja jestem w tym śnie w wieku tego chłopaka. Gdzieś na dnie duszy była we mnie obawa przed męskością, brak zaufania, ale tu żywo odczuwam, że jestem kochana, że jest to prawdziwe uczucie. Co chwilę całujemy się i sprawia nam to ogromną radość. Jest tak jak czasem widzi się na filmach, że para się całuje a kamera krąży i ma się wrażenie, że to ta para tak się obraca. A w śnie to my się tak obracamy, to z radości, z poczucia szczęścia, które nas rozpiera. Pojawia się przed nami porośnięta zieloną trawa  spora skarpa. Jedno czy dwoje dzieci zbiega w dół, widać ścianę sporego zagajnika w oddali. Chłopak jest zaniepokojony, ostrzega, że z tego lasu mogą wybiec dziki. Trochę mam obawy, ale wypada mi małe okrągłe lusterko i toczy się w dół, więc zbiegam po tej trawie za nim, mam w sobie jeszcze to uczucie radości, które dodaje mi skrzydeł i odwagi. Gdy jestem na dole zastanawiam się jak bezpiecznie dzieciaki zabrać do góry, rozglądam się za innym, mniej stromym wejściem.
Z całego snu najbardziej przemówiło do mnie to jak bardzo odczułam to pierwsze zakochanie, pełne siły i delikatności, jak mnie ono uwzniośliło, jak było piękne. Jak bardzo spragniona byłam pocałunków.