Leczenie się ze współuzależnienia bardzo przypomina proces dojrzewania. 

niedziela, 23 października 2016

Porządek

Sen sprzed kilku dni. 
Śniłam, że jestem w mojej kuchni. Na parapecie stało kilka doniczek z roślinami, które całe były w pasożytach przypominające wełnowce. Zdawałam sobie sprawę, że ten stan trwa od pewnego czasu, ale ja jakoś się tym nie zajęłam w porę. Teraz postanowiłam zrobić porządek. Wszystkie te zakażone rośliny wyrzuciłam, umyłam parapet i okno. Pomagał mi jakiś mężczyzna, śmialiśmy się i wesoło rozmawialiśmy. Było w sumie bardzo miło. Wiedziałam, że przez jakiś czas nie będę trzymać żadnych roślin, aż upewnię się, że wszystkie te pasożyty wyginęły.


sobota, 22 października 2016

Odległe drogi

Głaszczę kota i słucham przy wieczornej kawie ...
jakiś smuteczek w duszy się odzywa, a wydawało mi się, że już go tam nie ma...
https://www.youtube.com/watch?v=JWBfNsDGlek


środa, 19 października 2016

Sen o własnym ślubie

Sen o ślubie z 23 września 2016
Szykowałam się na własny ślub. To było tu i teraz, miałam pełną świadomość jak wyglądam. Myślałam o sukience, miała być koronkowa, biała, podkreślająca talię.  Chyba niezbyt długa, raczej jak normalna sukienka, ciut za kolano? Myślałam też nad tą, w której brałam ślub, ale wiedziałam, że jej nie mam i że i tak wymagałaby przeróbek, bo byłaby za szczupła. 
Skupiłam się w tym śnie nad wyjściem z kościoła. Chciałam by było naturalnie i żeby goście rzucali na szczęście coś właśnie naturalnego: listki, małe gałązki, jagody. Wtedy córka pokazała mi książkę a w niej ilustrację pokazującą jak wygląda suknia panny młodej gdy ją potraktować tak jak sobie planowałam. Widoczne były różowo-fioletowe plamki po jagodach z ligustru. Wyglądało to okropnie. Pomyślałam, że biedna taka panna młoda - tak ważny moment jej życia  na trwale zniszczony. Doszłam do wniosku, że najlepszy będzie do tego rzucania ryż. Widziałam oczami wyobraźni dwa rodzaje nasion. Jedne długie, wąskie, kremowe, drugie krótsze, bardziej pękate, białe.
Uwagi dotyczące snu
Dzień wcześniej wracałam z małą ze szkoły. Od paru dni zbierała ona w drodze małe gałązki, listki, trawy by w domu zrobić z nich, jak to nazywała, "mikstury". Tym razem zerwała kilka jagód ligustru.
Powiedziałam by je wyrzuciła, bo to są trujące jagody. Choć się ich pozbyła, to na rączkach miała fioletowo-różowe plamki. Te plamki były takie jak na sukni panny młodej ze snu. Jeśli chodzi o kościół, to nie wyznaję żadnej religii, zatem jeśli już jestem w jakimś kościele, cerkwi itp, to z reguły jako turystka. W śnie kościół symbolizuje duchowość, duchowe centrum. (Coś co bardzo rzadko zdarza się w realu.)
Tak się złożyło, że  będąc w Ciechocinku przechodziłam koło kościoła i wtedy wyszła para młoda, którą goście chyba obrzucili ryżem, zdążyłam zrobić fotkę. Pogoda była piękna, kościół piękny i ta para też taka mi się zdała.
Po obudzeniu pomyślałam, że ten sen oznacza jakieś pożegnanie, zamkniecie jakiegoś rozdziału w życiu i że to będzie niedługo, już zaraz. W tym śnie nie było pana młodego i żadnej myśli o nim. 
24 września po południu stało się niespodzianie to co się stało. A sen ze swoją podpowiedzią, by nie było plamy, stał się cenną wskazówką.
Tuż wcześniej brałam udział w ustawieniach rodzinnych. Tutaj zostawiam krótką notatkę, by nie uleciały mi z pamięci pewne sprawy. Byłam z kimś w oddaleniu, ta osoba mnie nie widziała, byłam dla niej jak z mgły. Ona sama była nieobecna duchem, smutna. A mi bardzo na niej zależało, nie wiedziałam co zrobić by na mnie zwróciła swój wzrok. Podjęłam inicjatywę i to się opłaciło; podeszłam, wzięłam za ręce i... w końcu spojrzała na mnie, uśmiechnęła się. Przytuliłyśmy się, było dobrze. 
Jako Przeszłość, która powinna być zamknięta i odejść, ja emanował tak dobą energią, i przyciągałam wzrok,  że trzeba było zmienić ustawienie i na moje miejsce dać kogoś innego.:)
Jako Słońce potrzebowałam ogrzać się przy Ziemi (lewa strona). W tym ustawieniu dostrzegłam jaka Ziemia jest piękna. I uświadomiłam sobie, że moje serce  potrzebuje ogrzania, ciepła, potrzebuje  miłości. Bardzo.

piątek, 30 września 2016

Sny z Ciechocinka

Uzbierało ich się trochę, a zatem...
W Ciechocinku było ciepło i początkowo nic mi się nie śniło. Przy Tężniach kupiłam od pewnego Indianina łapacz snów. I wtedy miałam pierwszy.
Ludzki los
Śniło mi się, że ktoś mi tłumaczył jak to jest z ludzkim losem-przeznaczeniem. Z jednej strony sprawy są ustalone, ale z drugiej mamy wolny wybór, jedno nie wyklucza drugiego. Miałam w tym śnie taką jasność tego co mi wyłożono. Ten zaś co mi to tłumaczył robił to w sposób bardzo spokojny i czułam, że może to być nie człowiek, ale ktoś z kosmosu reprezentujący wyższą inteligencję. Narysował taki znak, symbol losu:
Potem już w dzień kupiłam "Gwiazdy mówią". Nie wiem dlaczego, bo praktycznie od dawien dawna tego pisma nie kupuję. Tam był dokładnie ten sam znak, tyle że w kolorze nie czarnym tylko czerwonym. Artykuł miał tytuł: "O pożytku płynącym ze zmian. Co może nam przynieść półkrzyż znaków zmiennych?" Astrolog Piotr Gibaszewski napisał, że w sierpniu półkrzyż utworzą Jowisz w Pannie, Saturn wzmocniony Marsem w Strzelcu i Neptun w Rybach. 
W śnie wszystko rozumiałam, ale na jawie ciężko mi było to co mówiono powtórzyć i nie było to już takie proste.
Zmiana tapety
sierpień 2016
Śniłam, że pani Dorotce pokazuję ścianę w moim mieszkaniu i mówię:
-Niech pani patrzy, jest tak jak u B.
Ściana jest wytapetowana na środku, tapeta jest w brązach i kolorystycznie pasuje do mebli, które stoją po bokach. Nagle dociera do mnie, że ta tapeta jest zbyt ciemna. Podejmuje decyzję - zrywam tapetę dwoma czy trzema szarpnięciami. Łatwo odchodzi, na dole jest jeszcze wilgotna i odnoszę wrażenie, że jest tam dane za dużo kleju. Już się zastanawiam, czy w domu albo w piwnicy nie ma jakiejś tapety, która by pasowała. Musiałaby być  jasna, najlepiej biała. W myślach przeglądam miejsca gdzie mogłabym znaleźć jakąś rolkę. Ewentualnie uwzględniam zakup.
Wszy
Widziałam tył czyjejś głowy. Włosy raczej jasne, krótko ścięte, ale w jednym miejscu było "gniazdo" wszy. Te wszy nie wyglądały jak wszy, ale jak małe białe robaki, jakich używa się na ryby, tylko były mniejsze i chudsze. Rozgniatałam je, ale nie zrobiłam tego do końca. Jakaś cześć została. To usuwanie nie było łatwym zajęciem. Odrzucało mnie od tego. Potem znowu zobaczyłam czyjś tył głowy i tych "wszy" było znacznie więcej, ale ja już nic z tym nie robiłam tylko zastanawiałam się czy się tym nie zaraziłam. Gdzieś świtała myśl, że może gdybym wtedy wybiła je wszystkie, to tak by się nie rozmnożyły. To jednak mnie przerastało.
Ucieczka 
Sen z rana 21 sierpnia 2016
W śnie postanowiłam opuścić miejsce pobytu i uciec z dzieckiem. To była dziewczynka w wieku około 6 lat i przypominała mi Zosię. Uciekałyśmy górą po dachach. Była noc. Miejscami była woda. Bałam się o tę dziewczynkę, żeby gdzieś nie dostała się na głęboką wodę. Pilnowałam dziecka. W pewnym momencie trzeba było skoczyć z dużej wysokości. I ja to zrobiłam. Lekko. Nogi sprężyste. Uświadomiłam sobie, że mam staw skokowy po skomplikowanym złamaniu, ale przy skoku nic się nie stało. Ba, czułam obie nogi tak samo, jako zdrowe, w pełni sprawne. 
W tej naszej wędrówce byłyśmy z konieczności zmuszone "odwiedzać" różne mieszkania aby iść na przód. Z reguły wchodziłyśmy przez okna. Większość lokatorów była nam przychylna. Tylko raz ktoś okazał się gburowaty. W końcu trafiłyśmy na duże mieszkanie. Weszłyśmy do sypialni dzieci. Taki niemowlak-berbeć zaraz przygramolił się do Zosi i w nią się wtulił, i zasnął. Widać, że mu tego brakowało. Drugie dziecko było większe, ale młodsze od Zosi. Było przy mnie. Domyślałam się, że tu mieszka młode małżeństwo. weszłam do rozległej łazienki. Młoda, jasnowłosa kobieta coś w niej robiła, chyba prała. W pomieszczeniu panował nieład. Powiedziałam, że chciałabym skorzystać z łazienki, chciałam siku. Wskazała na takie lekkie podwyższenie - podest na którym były trzy dziecięce muszle klozetowe. Wyszła bym spokojnie skorzystała z łazienki. Obok tych kibelków zobaczyłam malinowy, lekko spłowiały plastikowy nocnik a w nim duży stolec i pełno w nim ruszających się owsików czy też kawałków tasiemca. Pasożyty były też na zewnątrz. Wiedziałam, że trzeba szybko opuścić to mieszkanie bez wzbudzania podejrzeń. Zobaczyłam męża tej kobiety, był ciemnowłosy, dość wysoki. Wiedziałam, że nie mogę po sobie dać poznać, że wiem o pasożytach, a mieszkanie trzeba tak opuścić by oni się nie spostrzegli. Z jakiejś szafki zabrałam długą paczkę  herbatników na drogę i coś jeszcze do jedzenia, i zabrałam Zosię. 
Potem był jakiś policjant. Uświadomiłam sobie, że tego mężczyznę już gdzieś poznałam. Miał ciemne włosy, widziałam jego nagi tors, na nim też były czarne włosy. Przytuliłam się do niego, do tego torsu i przez chwilę było mi tak dobrze i odnosiłam wrażenie, że jemu też. Ale potem twarz tego mężczyzny zmieniła się. Oczy stały się stalowo zimne, twarz się trochę wydłużyła. Górne zęby jedynki nachodziły na siebie tak na skos i jedna była nierówna, jakby wykruszona. W głowie odezwał mi się dzwonek alarmowy.

poniedziałek, 5 września 2016

Porada

Nie doceniasz swojej wiedzy. Gdy ze strachu zaczniesz wątpić, staniesz się własnym wrogiem, najsurowszym sędzią.
Cesar Milan 

sobota, 25 czerwca 2016

Prince

Słucham przy popołudniowym cappuccino i taki żal, że już nic nie stworzy, nie zagra, nie zaśpiewa:
https://www.youtube.com/watch?v=oouPiz_kfGk

foto Bart Pogoda

Różne zakończenia

Mąż wrócił. Bobra widział, a dokładnie to panią bobrową z małym i to małe się zgubiło, a ponieważ było bardzo małe to nurkować nie umiało, tylko pływało i płakało. W końcu mama  się znalazła i boberka zabrała. Wszystko dobrze się skończyło.

Mój sen z tej nocy nie miał niestety szczęśliwego zakończenia. Niespodziewanie z jakiegoś niepozornego małego zbiornika wody wyskoczył ogromny węgorz przypominający trochę murenę - potwora i wpił mi się zębami w plecy. Przerażona obudziłam się.

piątek, 24 czerwca 2016

Porządki i kotowate

Trochę lepiej, ale zaczęłam "pięknie chrypieć". Mam nadzieję, że do niedzieli będzie już ok. 
Mąż wypoczywa nad wodą, a ja robię w domu małe porządki w dokumentach. Pomaga mi nasza pracowita kota, a jemu?


Powiedziałam, jak zadzwonił znad wody, że może uda mu się zobaczyć bobra. Zaśmiał się i odpowiedział, że może.
Sen ostatnio miałam nie do śmiechu. Byłam niedaleko od miejsca zamieszkania razem z dziećmi, które w tym śnie były kilkuletnie. Pojawiły się na ulicy dwie lwice. Były spokojne, a ludzie na nie specjalnie nie reagowali. Jakaś nić czy długi szalik w który zaplatał się ta lwica i ja jednocześnie, spowodowało, że musiałam poruszać się do tyłu zachowując równowagę, bo co rusz były szarpnięcia i zmiana kierunku. Byłam w takiej pozycji, że nie widziałam zwierzęcia, a zdawałam sobie sprawę, że gdy stracę równowagę i upadnę, lwica rzuci się na mnie. Na dzieci nie mogłam liczyć, były zbyt małe. Najgorsze było, że nie widzę co naprawdę się dzieje za moimi plecami, ta bezradność i niepewność każdej chwili. Obudziłam się.

środa, 22 czerwca 2016

Spocona jak mysz, ale z dobrą wiadomością

W poniedziałek wieczorem mnie rozłożyło. Co to nie wiem, ale w tym ostatnio zapisanym śnie miałam obraz moich nędznych brwi, a to odzwierciedlenie stanu nerek, zatem nie dziwota, że "leżę i kwiczę". W poniedziałek wcześnie rano wyjeżdżam, wszystko już zaplanowane, zapięte na ostatni guzik, więc niech się teraz wychoruję, a potem już niech będzie spoko. Pragnę przywitać Bałtyk zdrowa i pełna wigoru.

zdjęcie z internetu

Dzisiaj pocę się jak mysz. Węzły chłonne przy szyi popuchnięte, w głowie stado krasnoludków w metalowych bucikach przytupuje. W nocy brałam Lachesis 9CH, bo miałam wrażenie, że ktoś lub coś chce mnie udusić. 


Najważniejsze - córa rano się broniła i obroniła. Mam zatem w domu magistra. I to jest dobra wiadomość.

środa, 15 czerwca 2016

Meserszmit

W sobotę i w niedzielę byliśmy z mężem nad Żółtą Wodą, którą nazywamy Meserszmitem. To ludzie nadali tę drugą nazwę, podobno po wojnie przez długi czas leżał w tej wodzie zestrzelony niemiecki samolot Messerschmitt. Po samolocie już dawno śladu nie ma, ale za to udało mi się zobaczyć... bobra. Widziałam wcześniej ślady bytności tych zwierząt, ale może już się wyniosły i żeremia są puste? Zmierzchało, gdy nagle mąż dostrzegł bobra. Chyba płyną z młodym. I niewiele brakowało bym z bliska mogła się przyjrzeć zwierzakowi, ale moja suka mnie ubiegła. Kiedy stałam zaczajona za drzewem, ona mnie wyśledziła, stanęłam nad wodą a bóbr zanurkował i tyle go widziałam. 


Tamtej nocy spałam pod gołym niebem. Od dawna nic mi się nie śniło, a tutaj śniłam aż trzy sny.
Brwi
śnie widziałam dokładnie moje brwi. Były bardzo przerzedzone, króciutkie czarne włoski rosły w dużych odstępach. Nie pamiętam dobrze, ale chyba lewa brew była w gorszym stanie. To wszystko robiło wrażenie jakby ktoś te brwi wyskubał, a one teraz nieśmiało odrastały. Zastanawiałam się co robić. Myślałam, że kiedy będę robić makijaż to je kredką pomaluję sprawiając, że będą wyglądały na gęstsze.
Zakup alkoholu
Jacyś młodzi mężczyźni, można powiedzieć chłopaki, wykonywali u mnie remont mieszkania. Zapytałam co chcą w zamian, a oni oświadczyli że chcą butelkę wódki. Podobno niedawno na rynku pojawiła się bardzo tania a jednocześnie bardzo dobra wódka. I świetnie nadaje się do sporządzania drinków. Zatem chcą takie pół litra. Zgodziłam się i poszłam do sklepu monopolowego. Była w nim kolejka. Wypatrzyłam ostatnią butelkę tego alkoholu na najwyższej półce w samym kącie. Była prawie niewidoczna. Pomyślałam, że została ta wódka wykupiona. Pokazałam sklepowej co chcę, musiała sobie jakoś poradzić by z tego miejsca pod samym sufitem ściągnąć flaszkę. Była z przeźroczystego szkła, wąska, zgrabna.
Wizyta u bardzo znanej osoby
Gdzieś mieszkała bardzo sławna i mądra osoba, takie guru,  dalajlama, mistrz. I ludzie do tej osoby ściągali, ale droga była bardzo trudna. Specjalnie stworzono taki tor przeszkód. Ja wpierw byłam w takiej  nowo wybudowanej szkole  i miałam tam zajęcia na basenie, ale tak ktoś zaprojektował te baseny, bo były trzy,  że trudno było do nich trafić, zwłaszcza za pierwszym razem. I właśnie w tej szkole był ten tor przeszkód do tej znanej osobistości. Widziałam takie półki skalne, po których ludzie się wspinali. Bardzo łatwo było spaść i się zabić. Na końcu był taki most pułapka. Wąski z dziurą. Miałam dość, pamiętałam, że już raz tę drogę przechodziłam, ale teraz powiedziałam sobie koniec z tym. Kazałam takiej niby świcie tej osoby siebie zaanonsować. Powiedziałam jak się nazywam. Bardzo szybko zostałam do niej zaprowadzona, okazało się, że się znamy. Wiedziałam to już wcześniej. Ta kobieta na mój widok się ucieszyła. Przypominała mi D.G. Chwilę pogadałyśmy i ona spytała co zrobiłam z tym co mi poprzednio dała. To były takie złote elementy. Powiedziałam, że zrobiłam kolczyki. I że zaraz jej pokażę. Szybko znalazłam się w domu i zaczęłam szukać tych kolczyków. Miałam ich kilka par, wszystkie przepiękne, ze szczerego złota. Wykwintne, pełne szyku i smaku. Misterna robota. Najlepszy jubiler by się ich nie powstydził a to ja sama je wszystkie zrobiłam. Szczególnie mi zależało by pokazać te, które wykonałam z elementów podarowanych mi przez tę sławną osobę.

niedziela, 22 maja 2016

Niemcy

Mąż wchodzi do pokoju. Na ekranie telewizora mecz. Pytanie do córki:
-Kto z kim gra?
-Lewandowski z Piszczkiem.
(Dla niewtajemniczonych: mecz finałowy Pucharu Niemiec Bayern – Borussia)

niedziela, 8 maja 2016

środa, 27 kwietnia 2016

Rower

Śniłam tej nocy, że jeżdżę na rowerze, który przypominał ten który miałam. Posiadałam pełną świadomość tego co przeszłam, czyli wypadku i jego następstw, ale nie bałam się. Jeździłam szybko, sprawnie, tyle że dwa razy w tej jeździe sprawdzałam hamulce. Kiedy próbowałam pedałami kręcić do tyłu, hamowania nie było. To jednak nie przeszkadzało w jeździe.

wtorek, 19 kwietnia 2016

Sezon grillowy

To jeszcze było przed Świętami. Znajomy córki spytał ją co dostała czy dostanie na zajączka. Powiedziała, że o tej tradycji dowiedziała się mając 15 lat i żadnych prezentów z okazji Wielkanocy sobie nie dajemy. Zatem był ciekawy jak te Święta obchodzimy i czy w ogóle je obchodzimy. Odpowiedziała, że jak tylko jest ładnie, to spędzamy niedzielę na łonie natury. Ognisko, pieczenie kiełbasek, jakiegoś mięsa, i oczywiście gotowanie jajek. Przez chwilę ten znajomy się zastanawiał, a potem powiedział:
-To nie życzę Ci miłych Świąt, ale udanego otwarcia sezonu grillowego.
Tak sobie myślę, że utrafił w sedno.
Jak było? Ciepło, nawet trochę się opalałam. Jajka, sernik, kiełbaski. Gorąca herbata. Dym z ogniska. Kolorowo, słonecznie, sympatycznie. 



Zajrzałam do kryjówki zimowej małej jaszczurki, którą odkryłam w listopadzie. Dalej spała, choć jej koleżanka wygrzewała się na kawałku papy. 



Porównałam stan nogi. Upłynął prawie rok od wypadku. Nie jest dobrze, nie jest źle. Jest, można powiedzieć,  nieźle. Chcę uwierzyć, że:
Ja jeszcze z wiosną się rozkręcę, Ja jeszcze z wiosną się roztańczę!