Leczenie się ze współuzależnienia bardzo przypomina proces dojrzewania. 

sobota, 25 czerwca 2016

Prince

Słucham przy popołudniowym cappuccino i taki żal, że już nic nie stworzy, nie zagra, nie zaśpiewa:
https://www.youtube.com/watch?v=oouPiz_kfGk

foto Bart Pogoda

Różne zakończenia

Mąż wrócił. Bobra widział, a dokładnie to panią bobrową z małym i to małe się zgubiło, a ponieważ było bardzo małe to nurkować nie umiało, tylko pływało i płakało. W końcu mama  się znalazła i boberka zabrała. Wszystko dobrze się skończyło.

Mój sen z tej nocy nie miał niestety szczęśliwego zakończenia. Niespodziewanie z jakiegoś niepozornego małego zbiornika wody wyskoczył ogromny węgorz przypominający trochę murenę - potwora i wpił mi się zębami w plecy. Przerażona obudziłam się.

piątek, 24 czerwca 2016

Porządki i kotowate

Trochę lepiej, ale zaczęłam "pięknie chrypieć". Mam nadzieję, że do niedzieli będzie już ok. 
Mąż wypoczywa nad wodą, a ja robię w domu małe porządki w dokumentach. Pomaga mi nasza pracowita kota, a jemu?


Powiedziałam, jak zadzwonił znad wody, że może uda mu się zobaczyć bobra. Zaśmiał się i odpowiedział, że może.
Sen ostatnio miałam nie do śmiechu. Byłam niedaleko od miejsca zamieszkania razem z dziećmi, które w tym śnie były kilkuletnie. Pojawiły się na ulicy dwie lwice. Były spokojne, a ludzie na nie specjalnie nie reagowali. Jakaś nić czy długi szalik w który zaplatał się ta lwica i ja jednocześnie, spowodowało, że musiałam poruszać się do tyłu zachowując równowagę, bo co rusz były szarpnięcia i zmiana kierunku. Byłam w takiej pozycji, że nie widziałam zwierzęcia, a zdawałam sobie sprawę, że gdy stracę równowagę i upadnę, lwica rzuci się na mnie. Na dzieci nie mogłam liczyć, były zbyt małe. Najgorsze było, że nie widzę co naprawdę się dzieje za moimi plecami, ta bezradność i niepewność każdej chwili. Obudziłam się.

środa, 22 czerwca 2016

Spocona jak mysz, ale z dobrą wiadomością

W poniedziałek wieczorem mnie rozłożyło. Co to nie wiem, ale w tym ostatnio zapisanym śnie miałam obraz moich nędznych brwi, a to odzwierciedlenie stanu nerek, zatem nie dziwota, że "leżę i kwiczę". W poniedziałek wcześnie rano wyjeżdżam, wszystko już zaplanowane, zapięte na ostatni guzik, więc niech się teraz wychoruję, a potem już niech będzie spoko. Pragnę przywitać Bałtyk zdrowa i pełna wigoru.

zdjęcie z internetu

Dzisiaj pocę się jak mysz. Węzły chłonne przy szyi popuchnięte, w głowie stado krasnoludków w metalowych bucikach przytupuje. W nocy brałam Lachesis 9CH, bo miałam wrażenie, że ktoś lub coś chce mnie udusić. 


Najważniejsze - córa rano się broniła i obroniła. Mam zatem w domu magistra. I to jest dobra wiadomość.

środa, 15 czerwca 2016

Meserszmit

W sobotę i w niedzielę byliśmy z mężem nad Żółtą Wodą, którą nazywamy Meserszmitem. To ludzie nadali tę drugą nazwę, podobno po wojnie przez długi czas leżał w tej wodzie zestrzelony niemiecki samolot Messerschmitt. Po samolocie już dawno śladu nie ma, ale za to udało mi się zobaczyć... bobra. Widziałam wcześniej ślady bytności tych zwierząt, ale może już się wyniosły i żeremia są puste? Zmierzchało, gdy nagle mąż dostrzegł bobra. Chyba płyną z młodym. I niewiele brakowało bym z bliska mogła się przyjrzeć zwierzakowi, ale moja suka mnie ubiegła. Kiedy stałam zaczajona za drzewem, ona mnie wyśledziła, stanęłam nad wodą a bóbr zanurkował i tyle go widziałam. 


Tamtej nocy spałam pod gołym niebem. Od dawna nic mi się nie śniło, a tutaj śniłam aż trzy sny.
Brwi
śnie widziałam dokładnie moje brwi. Były bardzo przerzedzone, króciutkie czarne włoski rosły w dużych odstępach. Nie pamiętam dobrze, ale chyba lewa brew była w gorszym stanie. To wszystko robiło wrażenie jakby ktoś te brwi wyskubał, a one teraz nieśmiało odrastały. Zastanawiałam się co robić. Myślałam, że kiedy będę robić makijaż to je kredką pomaluję sprawiając, że będą wyglądały na gęstsze.
Zakup alkoholu
Jacyś młodzi mężczyźni, można powiedzieć chłopaki, wykonywali u mnie remont mieszkania. Zapytałam co chcą w zamian, a oni oświadczyli że chcą butelkę wódki. Podobno niedawno na rynku pojawiła się bardzo tania a jednocześnie bardzo dobra wódka. I świetnie nadaje się do sporządzania drinków. Zatem chcą takie pół litra. Zgodziłam się i poszłam do sklepu monopolowego. Była w nim kolejka. Wypatrzyłam ostatnią butelkę tego alkoholu na najwyższej półce w samym kącie. Była prawie niewidoczna. Pomyślałam, że została ta wódka wykupiona. Pokazałam sklepowej co chcę, musiała sobie jakoś poradzić by z tego miejsca pod samym sufitem ściągnąć flaszkę. Była z przeźroczystego szkła, wąska, zgrabna.
Wizyta u bardzo znanej osoby
Gdzieś mieszkała bardzo sławna i mądra osoba, takie guru,  dalajlama, mistrz. I ludzie do tej osoby ściągali, ale droga była bardzo trudna. Specjalnie stworzono taki tor przeszkód. Ja wpierw byłam w takiej  nowo wybudowanej szkole  i miałam tam zajęcia na basenie, ale tak ktoś zaprojektował te baseny, bo były trzy,  że trudno było do nich trafić, zwłaszcza za pierwszym razem. I właśnie w tej szkole był ten tor przeszkód do tej znanej osobistości. Widziałam takie półki skalne, po których ludzie się wspinali. Bardzo łatwo było spaść i się zabić. Na końcu był taki most pułapka. Wąski z dziurą. Miałam dość, pamiętałam, że już raz tę drogę przechodziłam, ale teraz powiedziałam sobie koniec z tym. Kazałam takiej niby świcie tej osoby siebie zaanonsować. Powiedziałam jak się nazywam. Bardzo szybko zostałam do niej zaprowadzona, okazało się, że się znamy. Wiedziałam to już wcześniej. Ta kobieta na mój widok się ucieszyła. Przypominała mi D.G. Chwilę pogadałyśmy i ona spytała co zrobiłam z tym co mi poprzednio dała. To były takie złote elementy. Powiedziałam, że zrobiłam kolczyki. I że zaraz jej pokażę. Szybko znalazłam się w domu i zaczęłam szukać tych kolczyków. Miałam ich kilka par, wszystkie przepiękne, ze szczerego złota. Wykwintne, pełne szyku i smaku. Misterna robota. Najlepszy jubiler by się ich nie powstydził a to ja sama je wszystkie zrobiłam. Szczególnie mi zależało by pokazać te, które wykonałam z elementów podarowanych mi przez tę sławną osobę.

niedziela, 22 maja 2016

Niemcy

Mąż wchodzi do pokoju. Na ekranie telewizora mecz. Pytanie do córki:
-Kto z kim gra?
-Lewandowski z Piszczkiem.
(Dla niewtajemniczonych: mecz finałowy Pucharu Niemiec Bayern – Borussia)

niedziela, 8 maja 2016

środa, 27 kwietnia 2016

Rower

Śniłam tej nocy, że jeżdżę na rowerze, który przypominał ten który miałam. Posiadałam pełną świadomość tego co przeszłam, czyli wypadku i jego następstw, ale nie bałam się. Jeździłam szybko, sprawnie, tyle że dwa razy w tej jeździe sprawdzałam hamulce. Kiedy próbowałam pedałami kręcić do tyłu, hamowania nie było. To jednak nie przeszkadzało w jeździe.

wtorek, 19 kwietnia 2016

Sezon grillowy

To jeszcze było przed Świętami. Znajomy córki spytał ją co dostała czy dostanie na zajączka. Powiedziała, że o tej tradycji dowiedziała się mając 15 lat i żadnych prezentów z okazji Wielkanocy sobie nie dajemy. Zatem był ciekawy jak te Święta obchodzimy i czy w ogóle je obchodzimy. Odpowiedziała, że jak tylko jest ładnie, to spędzamy niedzielę na łonie natury. Ognisko, pieczenie kiełbasek, jakiegoś mięsa, i oczywiście gotowanie jajek. Przez chwilę ten znajomy się zastanawiał, a potem powiedział:
-To nie życzę Ci miłych Świąt, ale udanego otwarcia sezonu grillowego.
Tak sobie myślę, że utrafił w sedno.
Jak było? Ciepło, nawet trochę się opalałam. Jajka, sernik, kiełbaski. Gorąca herbata. Dym z ogniska. Kolorowo, słonecznie, sympatycznie. 



Zajrzałam do kryjówki zimowej małej jaszczurki, którą odkryłam w listopadzie. Dalej spała, choć jej koleżanka wygrzewała się na kawałku papy. 



Porównałam stan nogi. Upłynął prawie rok od wypadku. Nie jest dobrze, nie jest źle. Jest, można powiedzieć,  nieźle. Chcę uwierzyć, że:
Ja jeszcze z wiosną się rozkręcę, Ja jeszcze z wiosną się roztańczę!

wtorek, 29 marca 2016

Becik

Sen sprzed trzech dni. 
Opiekowałam się niemowlęciem. Miało jakieś pół roku i chyba był to chłopiec. Było ubrane w kombinezon, ale uważałam, że to za mało by ochronić je przed zimnem, tym bardziej że  ubranko było dość cienkie. Miałam do dyspozycji porządny koc i zastanawiam się jak najlepiej owinąć nim dziecko. Oczami wyobraźni widziałam taką kopertę-becik. W śnie bardzo dbałam o to dziecko, choć nie było ono moje.

piątek, 25 marca 2016

Radość

Kiedy na torcie zdmuchiwałam świeczkę, to miałam jedno życzenie: Odzyskać radość życia. Prosząc o podpowiedź jak, dostałam to:
Boskie poczucie humoru bywa urokliwe.

Plany

Mam plany, zgrabnie ułożone jak kawałki puzzli. I tylko lekko płoszy to wszystko myśl, że w tamtym roku też tak zgrabnie wszystko poukładałam i jedna sekunda ze źle podjętą decyzją wszystko to zniszczyła, cały misterny plan. (Zaś z jej skutkami możliwe, że będę się borykać do końca życia.) Zatem wpierw morze, kochany Bałtyk. Po obejrzeniu filmiku z pobytu przyjaciółki nad Indyjskim Oceanem, jeszcze bardziej stał mi się bliski. Tamta plaża ze spacerującymi krowami i te wysokie, silne fale przy samym brzegu nawet przy pięknej pogodzie, nie wzbudziły mego entuzjazmu, a wręcz odrzuciły od tamtej wielkiej wody. Nasza  jeszcze bardziej zyskała w moich oczach. Zatem skoro poczułam, że bardzo muszem nad morze, to dość gładko to załatwiłam. Koniec czerwca do połowy lipca. Potem, hm... aquapark, zoo, botanic garden, a w sierpniu Ciechocinek i może parę wyjazdów za miasto.

poniedziałek, 21 marca 2016

Szczoteczka

Sen sprzed kilku dni. Chyba mam myć zęby, patrzę na moją szczoteczkę do zębów i słyszę głos, chyba córki, który informuje mnie, że mój mąż korzysta z mojej szczoteczki. Tam na niej zawsze zostaje po moim myciu trochę pasty do zębów i on to wykorzystuje. Nie przeszkadzało mi to w śnie i zdawało się w porządku.

Sny wleniowe 2

No tak... trzeba nadrobić zaległości snowe, jakoś nie specjalnie mi się chce.  Nie chcem ale muszem.
Wleń 
13-14 stycznia 2016
Czerwone owady
Czerwone larwy jakiś robaków. Zastanawiam się jak ich  pozbyć. Potem dojrzały ciemnoczerwonej barwy owad, trochę jak połączenie ważki z szarańczą, leci prosto na mnie. Odganiam go od twarzy, czuję go we włosach, gwałtownym ruchem ręki chcę się go pozbyć. Budzę się. Boli mnie noga. Piecze. Jest gorąca. Nie mogę trzymać jej pod kołdrą, choć poprzedniej nocy wszystko było okej. Robię zimny okład na to rozpalone miejsce i dopiero wtedy mogę zasnąć.
14-15 stycznia 2016
Pamiętam jedynie fragment snu. Ja i mąż mamy remontować mieszkanie. Czuję u niego chęć i zapał. Jedziemy do sklepu po materiały budowlane. Dostrzegam jak bardzo dziwne jest niebo nad miastem. Kolor intensywnej żółci, pomarańczy. Są też jakieś łuny. To gdzieś niedaleko jest atak, toczy się wojna. Ale to jeszcze do nas nie dotarło. Jest spokój, a ludzie są nieświadomi zbliżającego się zagrożenia. Widzę na niebie jakby poziome trąby powietrzne. Mam świadomość, że to dobrze że będziemy mieć te materiały budowlane, bo teraz to wszystko jest dostępne, bez trudu można kupić, potem już tak nie będzie. A my, w razie uszkodzeń naszego domu, będziemy mogli to naprawić. Widzę męża jak daje do sklepowego wózka spore ilości worków. To chyba cement, albo jakaś zaprawa. Wiem, że będzie to potrzebne.
18-19 stycznia 2016
Pisklaki
Śniłam, że jestem u kogoś przed domem. Idąc nadepnęłam na coś. Tak mi się przynajmniej wydawało. Wpierw zobaczyłam rozdeptane pisklę. Poczułam się okropnie, ale okazało się to nieprawdą. To były dwa pisklaki już wyrośnięte. Były całe i żywe. Jeden trochę większy. Nie uciekały. Patrzyły dużymi oczyma. Były jeszcze takie nieforemne, niemal brzydkie. Pogłaskałam większego po główce i zadałam takie retoryczne pytanie trochę w powietrze, trochę do córki: 
-No i co ja mam zrobić? 
Wiedziałam przy tym, że nie zostaje mi nic innego jak zająć się tymi ptaszkami.
19-20 stycznia 2016
Zupa
Fragment snu. jestem zła taka... głęboko zraniona, bo mąż kolejny raz zachował się niewłaściwie. Widzę jak wlał do jakiegoś plastikowego naczynia zupę-krupnik, który ugotowałam. Po pierwsze to ten pojemnik się do tego kompletnie nie nadawał. Zupa wyciekła i pobrudziła torbę. Po drugie to nie zapytał się mnie co z tą zupą chcę zrobić, tylko sam podjął decyzję. Nietrafną. Patrzyłam na niego, takiego naburmuszonego, wycofanego. Widziałam też jak w takim niedużym gąsiorku jak na wino, jest ta zupa, tam ją trzyma.
Ten nastrój takiego złego humoru, takiego ciężaru, towarzyszył mi po przebudzeniu i w ciągu dnia. Potem zadzwoniła przyjaciółka z propozycja uczestnictwa w ostatkach, to miała być potańcówka w karnawale. Zgodziłam się i jeszcze zadzwoniłam do męża czy też ze mną pójdzie. I wtedy to poczułam, to jego wycofanie, niezadowolenie, niechęć. Ta jego gra "byle moja chata z kraja".