Leczenie się ze współuzależnienia bardzo przypomina proces dojrzewania. 

sobota, 21 listopada 2015

Bogactwo

„Osoba śniąca w sposób kreatywny nigdy nie wraca z krainy snów z pustymi rękami.”


piątek, 20 listopada 2015

Ekspansja miłości

Zostawiam tu link do snu, który "chodzi za mną" od chwili przeczytania. Nie pytałam właściciela bloga o zgodę, ale skoro reklamuje się na fejsie, to chyba chce być widoczny, zatem... Ja tylko pragnę by ten sen się nie zagubił, bo jest z głębokim, mocnym  przesłaniem dla śniącego i też dla innych.
"Jestem z moją kobietą gdzieś na odludziu. Zdaje się w górach. Nie pamiętam za bardzo jak wygląda. Czarne kręcone włosy, tylko tyle. Miłość mocna, bezwarunkowa.
 Dziewczyna rodzi. Boję się, bo nikt nam nie pomaga, nie udało nam się dotrzeć do szpitala, sam muszę odebrać poród. Nachylam się między jej nogami. Rozpiera mnie niepokój, odpowiedzialność, czułość. Ona krzyczy, prze, wspieram ją całym sercem. 
Wtedy pojawia się główka dziecka, po sekundzie jego ramiona i reszta. Jest pomarszczone, brązowe, brudne i najpiękniejsze na świecie. Delikatnie biorę je na ręce. Dziwi mnie jego siła i ruchliwość. Podaję je matce.
Patrzę na nie obie i zdaję sobie sprawę, że miłość, którą czułem do dziewczyny, ekspanduje, rozprzestrzenia się na nie obie jak ogień, prawie nie mogę tego uczucia pomieścić. Wyciągam nóż i przecinam delikatnie pępowinę. Kładę się obok i grzeję się miłością naszej trójki." 

http://garsc-drobnych.blogspot.com/2015/09/narodziny-sen.html

Już czas

"Pora odlecieć z urwiska"
Bóg we "Wspólnocie z Bogiem"
Miło by było gdyby na początku dodał:  Kochani, albo jeszcze lepiej: Kochana


niedziela, 15 listopada 2015

Kolejność

Pięć lat temu napisałam:http://zapiskisnowe.blogspot.com/2010/11/uwierzyc-w-dobroc-zycia.html
Znalazłam na jednym z blogów to:
"Niezależnie od tego, czy wierzymy w reinkarnację, możemy nadać każdemu życiu cel, poświęcając czas jakiemuś działaniu, które przyniesie pożytek nam i innym. Powinniśmy znaleźć przynajmniej sposób, by wieść radosne życie. Wielka szkoda, jeśli robimy coś przeciwnego! Jeśli skutkiem naszych działań jest  wyłącznie cierpienie, zmarnowaliśmy swoje życie."
J . Ś . G j a l ł a n g  K a r m a p a X V I I – Przyszłość jest teraz

Dobrze abym teraz szczególnie pamiętała o tej  kolejności: ja i oni.



Pozytywne myśli

"Obcowanie z pozytywnymi myślami może zmienić życie."



W listopadzie

„Spokojne przechodzenie jesieni w zimę wcale nie jest przykrym okresem. Zabezpiecza się wtedy różne rzeczy, gromadzi się i chowa jak największą ilość zapasów. Przyjemnie jest zebrać wszystko, co się ma, tuż przy sobie, możliwie najbliżej, zmagazynować swoje ciepło i myśli i skryć się w głębokiej dziurze, w samiutkim środku, tam gdzie bezpiecznie, gdzie można bronić tego, co ważne i cenne, i swoje własne. Niech się tłuką o ściany, szukając po omacku wejścia, i tak go nie znajdą, bo wszystko jest zamknięte, a w środku siedzi ten, kto był przezorny, siedzi i śmieje się, zadowolony z ciepła i samotności."
***
"Można leżeć na moście i patrzeć, jak przepływa pod nim woda. Albo biegać i brodzić w czerwonych botach po mokradłach. Albo zwinąć się w kłębek i przysłuchiwać się, jak deszcz pada na dach. Bardzo jest łatwo miło spędzać czas." 
Tove Jansson, "Dolina Muminków w listopadzie"

sobota, 14 listopada 2015

jak ktoś bliski

Listopad jak październik. W miarę ciepło. A w lesie jeszcze cudnie, jeszcze złoto, urokliwie. Byłam w tamtą sobotę. Przypomniał mi się ten wiersz Jasnorzewskiej, nie tylko że tak jesiennie, ale... Zrobiłam zdjęcie tabletem.

Brzozy są jak złote wodotryski. 
Zimno jest jak w ostatnim liście. 
A słońce jest jak ktoś bliski,
który ziębnie i odchodzi. Lecą liście...

Tamtej nocy miałam sen.  Jestem Pod Dębami, to takie miejsce gdzie kiedyś często spędzaliśmy weekendy i urlopy, i jest ze mną córka. Przyjechała do mnie w odwiedziny, ale musi wracać w tym samym dniu do domu. Mój ojciec chce ją zawieść do Wrocławia, ale ona nie chce. Dociera do mnie dlaczego; uważa, że kiepski już z niego kierowca i dlatego nie zgadza się z nim wracać, choć głośno nie mówi dlaczego. Przekonuje mnie, że sama da sobie radę, abym się o nią nie martwiła. A ja zastanawiam się jak ma dostać się na przystanek autobusowy, bo nie chcę by sama szła koło lasu. Dociera do mnie, że mam chorą nogę, więc moja pomoc odpada. Nie odprowadzę jej. Może ktoś, jakiś przyjezdny odwiózł by ją na przystanek? W tym śnie mam takie pluszowe zwierzątko, taki niby piesek czy łasiczka. I tak jest zrobione, że jak je odpowiednio nacisnę, to przytula się do twarzy, łasi i wygląda jak żywe. To wzbudza w innych takie rozbawienie, a mi sprawia przyjemność.
Widzę na tle jasnego, takiego lekko różowego nieba, ptaki, to piękna sowa, biała z nakrapianymi brązowymi plamkami, i jastrząb czy też orzeł. Ptaki są ogromne, ja boję się o tego pluszaka i okazuje się że mam też prawdziwego pieska yorka, biegnę i krzyczę na te ptaki, wymachuję rękami by nie porwały moich zwierzaczków. Ale te ptaki rzucają się w powietrzu na siebie i zaczynają zajadle walczyć. Siły są wyrównane. Dostrzegam jeszcze, że wysoko, wysoko nad nimi też krąży jakiś drapieżny ptak, ale nie zwraca na walczących uwagi, emanuje od niego spokój. 



Paryż

To miasto ma w sobie to COŚ, można się  w nim  zakochać. Byłam tam, choć to już dawno.
Gdyby tylko zrozumieli ci co strzelali, że nie zapanują potem nad rozpętanym żywiołem ludzkiej nienawiści i lęku.
Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę, a ona najczęściej unicestwia też i siewców. Tego powinni uczyć w każdej szkole.

Wywiad z sobą

Przeszłość plus przyszłość... czy to teraźniejszość...?
http://joemonster.org/filmy/72711/Przeprowadzil_wywiad_ze_soba_z_przyszlosci
oglądam przy filiżance porannej kawy.

sobota, 7 listopada 2015

Spisane dla młodych

„Gdyby dane mi było przeżyć jeszcze raz życie, popełniłbym więcej błędów.
Więcej bym odpoczywał, był bardziej beztroski,  bardziej szalony!
Wykorzystywałbym więcej szans. 
Częściej bym podróżował, przewędrowałbym więcej gór, przepłynął więcej rzek.
Odwiedziłbym liczne, niezwykłe miejsca.
Jadłbym częściej lody a rzadziej fasolę.
Miałbym więcej prawdziwych, a mniej wydumanych zmartwień!
Delektowałbym się każdą chwilą! Wiosną wyskakiwałbym boso z łóżka, a jesienią wstawałbym później.
Częściej jeździłbym na karuzeli, oglądał więcej zachodów słońca i więcej bawiłbym się z dziećmi!
To wszystko zrobiłbym, gdybym urodził się na nowo!”

Wyznanie umierającego starca spisane przez A. Mathewsa




11.11.2015
To dziwne, że właśnie takiego obrazka użyłam. A przecież w tych spisanych wyznaniach starca tego właśnie mi zabrakło. Zatem niech jeszcze raz tu zostawię mój sen, tak ku pamięci:
Jestem z kimś. Nie widzę za bardzo z kim, wyczuwam jedynie obecność tej osoby. Jest proces poznawania, coraz lepszego rozumienia, porozumienia, takiego wzajemnego zjednoczenia. I taka wyraźna myśl w tym śnie, że to właśnie jest w życiu najważniejsze, że o to warto zabiegać, bo to przetrwa. Pozostanie na zawsze, nawet potem, po śmierci. 
To, choć teraz brzmi jak banał, ale w tym małym śnie tak tego nie odczuwałam. Raczej jako ważne, odkrywcze, warte zapamiętania i przekazania. Że nic nie daje takiego dobrego samopoczucie jak to, że ma się kogoś z kim świetnie się dogaduje. I ta radość płynąca ze wzajemnych kontaktów. Tak, to chyba te trzy słowa najlepiej oddają to co czułam: radość, swoboda, entuzjazm. I jeszcze lekkość.

poniedziałek, 2 listopada 2015

Sikorka i jaszczurka

Śniłam kilka dni temu, że widzę śliczną sikorkę, która chce napić się wody, ale zamiast tego, cała do niej wpada. Widzę  jak się zanurza, woda jest zimna i tak jakby otacza tego ptaszka. Natychmiast zanurzam ręce i wyciągam skrzydlatego topielca i zastanawiam się jak szybko go ogrzać. Ptaszek był pięknie ubarwiony, przeważał żółty i błękit.
Wczoraj byłam z mężem za miastem. Rozpalił ognisko, a ja zbierałam owoce głogu i dzikiej róży. Pod jedną ze starych cegieł znalazł jaszczurkę. Spała zahibernowana. Jej oczy przysłaniała cieniutka błona, a funkcje życiowe spadły do minimum. Zwinięta ciasno i nieruchoma przypominała bardziej wyrzeźbione niż żywe zwierzę.

czwartek, 15 października 2015

Znalezione nad morzem

Szykuje się rozstanie z przyjaciółką. Ale tylko na jakiś czas. Zatem chyba trochę na zapas robi dla mnie te relaksacje. 
Byłam nad morzem. Sama. Liczyłam, że może zobaczę Go w tej relaksacji, ale nie... i dobrze... bo było mi dobrze. Miałam coś tu znaleźć... ujrzałam kępę wodorostów wyrzuconą przez morze, a w niej bursztyn. Był piękny, przytuliłam go do policzka, czułam przenikające skórę ciepło. 

Potem idąc dalej poczułam, że palce nóg o coś zahaczyły. To był złoty łańcuszek ze złotym serduszkiem. Miało proste zapięcie, w środku można było schować coś co jest drogie sercu... zdjęcie Tej osoby, czy jej pukiel włosów. Na końcu relaksacji ujrzałam, coś na piasku. To była kosmetyczna. Pomyślałam, że znajdę w niej kosmetyki, ale nie. Ktoś ukrył w niej sporych rozmiarów chustę. Była lekka,  różowa, z bardzo delikatnego jedwabiu. Doszłam do wniosku, że kosmetyczka miała stanowić zabezpieczenie przed piaskiem. Chusta była piękna, niepowtarzalna. Namalowane były  piwonie, ich różowe kwiaty i zielone liście wyraźnie odcinały się od  jasnego tła. Przypominały mi japońskie rysunki. Wpatrywałam się w nią  w zachwycie. Mogła chronić głowę od wiatru i słońca, mogłam ją owinąć wokół szyi, narzucić na ramiona, czy też okryć nią biodra przepasują się nią w pasie. 

poniedziałek, 5 października 2015

Trzy kamienie

Zasugerowała, aby to zapisać, zatem...
To była relaksacja.  Czasem przeprowadza ją dla mnie moja przyjaciółka. To działa, jestem spokojniejsza, lepszy mam wgląd w swoje sprawy. Tym razem było troszkę inaczej. Może, aby mnie bardziej zrelaksować, zaproponowała zabawę. Miałam sobie wyobrazić, że mam w ręku worek czy też sakiewkę, a w niej kamienie i trzy wyciągam dla niej. Wyraźnie zobaczyłam  niedużą sakiewkę uszytą z czerwonego aksamitu. Ten kolor przypominał mi kolor wina i był piękny. Widziałam na materiale misterne hafty złotą nitką i skręcony złoty sznurek służący do zamykania sakiewki. Wiedziałam też, że znajdują się w niej nie zwykłe kamienie, ale te z najwyższej półki. Najpierw wyciągnęłam czerwony kamień w kształcie wydłużonego stożka. Co było niezwykłe to w środku niego na tej okrągłej podstawie był ośmiokąt, od którego odchodziły ścianki do wierzchołka. To trochę wyglądało tak jakby wpierw utworzono piramidę z ośmiokątną podstawą a potem zalano ją w ostrosłup. Wiedziałam, że jednak ta bryła tworzona była z całości i zastanawiałam się przez chwile w jaki sposób tego dokonano. Była piękna, światło załamywało się w środku tworząc refleksy. Widziałam jak przyjaciółka siedzi na krześle a przed nią  na drewnianym stole jest ten kamień. Wpatruje się w niego i wtedy widzi oczami wyobraźni co dolega danej osobie, gdzie jest źródło problemu. Ta osoba siedział po drugiej stronie tego stołu. Zatem kamień ułatwiał kontakt z podświadomością. Co ciekawe to czerwone światło jakie ten klejnot dawał, nie męczyło wzroku. Było ciepłe, łagodne, kojące. Wiedziałam też, że kamień ma też inne zastosowanie, ale przyjaciółka używała go jedynie do diagnozowania. 
Potem wyciągnęłam owalny kamień z pięknym szlifem. Był w kolorze ciemnego indygo. W tej wizji bardzo się mojej przyjaciółce podobał i pragnęła by stanowił oczko w pierścionku. To miał być raczej reprezentacyjny pierścień wzorowany na dawnych królewskich wzorach. Prestiż, tradycja, dostojeństwo. Ostatni z wyciągniętych kamieni stanowił zwykły kryształ górski. Wyciągając go widziałam go jako biały a zaraz potem gdy podawałam przyjaciółce, stał się różowy. Był dla niej bardzo ważny, widziałam jak go tuli w dłoni, był tylko dla niej, nie na pokaz. Miał dużą wartość sentymentalną, ponieważ ten kawałek wypolerowanego kwarcu można by kupić za znikomą cenę.
Potem przyjaciółka poprosiła bym wyciągnęła trzy kamienie dla swojej córki.
Na początek wyciągnęłam pięknie oszlifowany diament. Lśnił i mienił się tęczowymi refleksami. Sprawił radość obdarowanej.. 
Potem był jasny błękitny kamień, większy od poprzedniego, bardziej owalny, który przyjęła z  dużym zaciekawieniem, widziałam przekrzywioną głowę córki, gdy się mu przypatrywała, paznokciem ostukiwała. Była w niej ciekawość sikorki. Ostatni był zgrabny, różowy i został przyjęty z niejakim zdziwieniem.
Potem przyszła kolej, bym wyciągnęła coś dla siebie. Najpierw był to gładki spory kamień, trochę jak te co znajduje się nad brzegiem morza. Ciemniej, zielonej barwy. Nie podobał mi się. Pomyślałam, że ja to mam szczęście. Zaczęłam płakać, a kamień, pod wpływem moich łez zaczął się rozpuszczać, w końcu nie było po nim śladu. Wtedy wyciągnęłam następny. Miał ten kształt co ten w kolorze ciemnego indygo, ale nie myślałam o tym by ubrać go w złoto czy srebro. Sprawił mi taką radość, że niemal płakałam ze szczęścia podskakując jak mała dziewczynka. Na koniec wyciągnęłam z sakiewki małą kulkę z kryształu górskiego. Wiele lat temu sprawiłam sobie śliczne kolczyki ze srebra. Miały kształt delfinka, który otaczał kryształową kulkę. Któregoś dnia, kiedy brałam prysznic, ta jedna z kuleczek wyleciała i zniknęła w otchłaniach rur kanalizacji. Teraz trzymałam te kulkę w dłoni. Oto odzyskałam coś dawno utraconego.