Z głupim zaczynasz, to może się to głupio skończyć.
http://joemonster.org/filmy/70166/Pudelko_i_czerwony_przycisk_ktory_cofa_czas
Leczenie się ze współuzależnienia bardzo przypomina proces dojrzewania.
środa, 18 listopada 2015
niedziela, 15 listopada 2015
Kolejność
Pięć lat temu napisałam:http://zapiskisnowe.blogspot.com/2010/11/uwierzyc-w-dobroc-zycia.html
Znalazłam na jednym z blogów to:
Znalazłam na jednym z blogów to:
"Niezależnie od tego, czy
wierzymy w reinkarnację, możemy nadać każdemu życiu cel, poświęcając czas jakiemuś działaniu, które przyniesie pożytek nam i innym. Powinniśmy znaleźć przynajmniej sposób, by wieść radosne życie. Wielka szkoda, jeśli robimy coś przeciwnego! Jeśli skutkiem naszych działań jest wyłącznie cierpienie, zmarnowaliśmy swoje życie."
J . Ś . G j a l ł a
n g K a r m a p a X V I I – Przyszłość jest teraz
Dobrze abym teraz szczególnie pamiętała o tej kolejności: ja i oni.
W listopadzie
„Spokojne
przechodzenie jesieni w zimę wcale nie jest przykrym okresem.
Zabezpiecza się
wtedy różne
rzeczy, gromadzi się i chowa jak największą ilość zapasów.
Przyjemnie jest zebrać wszystko, co się ma, tuż przy sobie,
możliwie
najbliżej,
zmagazynować
swoje ciepło
i myśli
i skryć
się
w głębokiej
dziurze, w samiutkim środku, tam gdzie bezpiecznie, gdzie
można
bronić
tego, co ważne
i cenne, i swoje własne.
Niech się
tłuką o ściany,
szukając
po omacku wejścia,
i tak go nie znajdą,
bo wszystko jest zamknięte, a w środku siedzi
ten, kto był
przezorny, siedzi i śmieje się, zadowolony
z ciepła
i samotności."
***
"Można leżeć na moście
i patrzeć, jak przepływa pod nim woda. Albo biegać i brodzić w czerwonych
botach po mokradłach. Albo zwinąć się w kłębek i przysłuchiwać się, jak deszcz
pada na dach. Bardzo jest łatwo miło spędzać czas."
Tove Jansson, "Dolina Muminków w listopadzie"
sobota, 14 listopada 2015
jak ktoś bliski
Listopad jak październik. W miarę ciepło. A w lesie jeszcze cudnie, jeszcze złoto, urokliwie. Byłam w tamtą sobotę. Przypomniał mi się ten wiersz Jasnorzewskiej, nie tylko że tak jesiennie, ale... Zrobiłam zdjęcie tabletem.
Brzozy są jak złote wodotryski.
Zimno jest jak w ostatnim liście.
A słońce jest jak ktoś bliski,
który ziębnie i odchodzi. Lecą liście...
Tamtej nocy miałam sen. Jestem Pod Dębami, to takie miejsce gdzie kiedyś często spędzaliśmy weekendy i urlopy, i jest ze mną córka. Przyjechała do mnie w odwiedziny, ale musi wracać w tym samym dniu do domu. Mój ojciec chce ją zawieść do Wrocławia, ale ona nie chce. Dociera do mnie dlaczego; uważa, że kiepski już z niego kierowca i dlatego nie zgadza się z nim wracać, choć głośno nie mówi dlaczego. Przekonuje mnie, że sama da sobie radę, abym się o nią nie martwiła. A ja zastanawiam się jak ma dostać się na przystanek autobusowy, bo nie chcę by sama szła koło lasu. Dociera do mnie, że mam chorą nogę, więc moja pomoc odpada. Nie odprowadzę jej. Może ktoś, jakiś przyjezdny odwiózł by ją na przystanek? W tym śnie mam takie pluszowe zwierzątko, taki niby piesek czy łasiczka. I tak jest zrobione, że jak je odpowiednio nacisnę, to przytula się do twarzy, łasi i wygląda jak żywe. To wzbudza w innych takie rozbawienie, a mi sprawia przyjemność.
Widzę na tle jasnego, takiego lekko różowego nieba, ptaki, to piękna sowa, biała z nakrapianymi brązowymi plamkami, i jastrząb czy też orzeł. Ptaki są ogromne, ja boję się o tego pluszaka i okazuje się że mam też prawdziwego pieska yorka, biegnę i krzyczę na te ptaki, wymachuję rękami by nie porwały moich zwierzaczków. Ale te ptaki rzucają się w powietrzu na siebie i zaczynają zajadle walczyć. Siły są wyrównane. Dostrzegam jeszcze, że wysoko, wysoko nad nimi też krąży jakiś drapieżny ptak, ale nie zwraca na walczących uwagi, emanuje od niego spokój.
Paryż
To miasto ma w sobie to COŚ, można się w nim zakochać. Byłam tam, choć to już dawno.
Gdyby tylko zrozumieli ci co strzelali, że nie zapanują potem nad rozpętanym żywiołem ludzkiej nienawiści i lęku.
Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę, a ona najczęściej unicestwia też i siewców. Tego powinni uczyć w każdej szkole.
Wywiad z sobą
Przeszłość plus przyszłość... czy to teraźniejszość...?
http://joemonster.org/filmy/72711/Przeprowadzil_wywiad_ze_soba_z_przyszlosci
oglądam przy filiżance porannej kawy.
http://joemonster.org/filmy/72711/Przeprowadzil_wywiad_ze_soba_z_przyszlosci
oglądam przy filiżance porannej kawy.
środa, 11 listopada 2015
Pięciolatek
Spostrzegłam, że 9 listopada minęło 5 lat jak narodził się ten snowy blog. To takie dla mnie na te urodziny:
https://www.youtube.com/watch?v=JGCsyshUU-A
https://www.youtube.com/watch?v=JGCsyshUU-A
sobota, 7 listopada 2015
Spisane dla młodych
„Gdyby dane mi było przeżyć
jeszcze raz życie, popełniłbym więcej błędów.
Więcej bym odpoczywał, był bardziej beztroski, bardziej szalony!
Wykorzystywałbym więcej szans.
Więcej bym odpoczywał, był bardziej beztroski, bardziej szalony!
Wykorzystywałbym więcej szans.
Częściej bym podróżował,
przewędrowałbym więcej gór, przepłynął więcej rzek.
Odwiedziłbym
liczne, niezwykłe miejsca.
Jadłbym częściej lody a rzadziej fasolę.
Miałbym więcej prawdziwych, a mniej wydumanych zmartwień!
Delektowałbym się każdą chwilą! Wiosną wyskakiwałbym boso z łóżka, a jesienią wstawałbym później.
Częściej jeździłbym na karuzeli, oglądał więcej zachodów słońca i więcej bawiłbym się z dziećmi!
To wszystko zrobiłbym, gdybym urodził się na nowo!”
Wyznanie umierającego starca spisane przez A. Mathewsa
11.11.2015
Jadłbym częściej lody a rzadziej fasolę.
Miałbym więcej prawdziwych, a mniej wydumanych zmartwień!
Delektowałbym się każdą chwilą! Wiosną wyskakiwałbym boso z łóżka, a jesienią wstawałbym później.
Częściej jeździłbym na karuzeli, oglądał więcej zachodów słońca i więcej bawiłbym się z dziećmi!
To wszystko zrobiłbym, gdybym urodził się na nowo!”
Wyznanie umierającego starca spisane przez A. Mathewsa
11.11.2015
To dziwne,
że właśnie takiego obrazka użyłam. A przecież w tych spisanych wyznaniach
starca tego właśnie mi zabrakło. Zatem niech jeszcze raz
tu zostawię mój sen, tak ku pamięci:
Jestem
z kimś. Nie widzę za bardzo z kim, wyczuwam jedynie obecność tej osoby. Jest
proces poznawania, coraz lepszego rozumienia, porozumienia, takiego wzajemnego
zjednoczenia. I taka wyraźna myśl w tym śnie, że to właśnie jest w życiu
najważniejsze, że o to warto zabiegać, bo to przetrwa. Pozostanie na zawsze,
nawet potem, po śmierci.
To, choć teraz brzmi jak banał, ale w
tym małym śnie tak tego nie odczuwałam. Raczej jako ważne, odkrywcze, warte
zapamiętania i przekazania. Że nic nie daje takiego dobrego samopoczucie jak
to, że ma się kogoś z kim świetnie się dogaduje. I ta radość płynąca ze
wzajemnych kontaktów. Tak, to chyba te trzy słowa najlepiej oddają to co
czułam: radość, swoboda, entuzjazm. I jeszcze lekkość.
poniedziałek, 2 listopada 2015
Sikorka i jaszczurka
Śniłam kilka dni temu, że widzę śliczną sikorkę, która chce napić się wody, ale zamiast tego, cała do niej wpada. Widzę jak się zanurza, woda jest zimna i tak jakby otacza tego ptaszka. Natychmiast zanurzam ręce i wyciągam skrzydlatego topielca i zastanawiam się jak szybko go ogrzać. Ptaszek był pięknie ubarwiony, przeważał żółty i błękit.
Wczoraj byłam z mężem za miastem. Rozpalił ognisko, a ja zbierałam owoce głogu i dzikiej róży. Pod jedną ze starych cegieł znalazł jaszczurkę. Spała zahibernowana. Jej oczy przysłaniała cieniutka błona, a funkcje życiowe spadły do minimum. Zwinięta ciasno i nieruchoma przypominała bardziej wyrzeźbione niż żywe zwierzę.
czwartek, 15 października 2015
Znalezione nad morzem
Szykuje się rozstanie z przyjaciółką. Ale tylko na jakiś czas. Zatem chyba trochę na zapas robi dla mnie te relaksacje.
Byłam nad morzem. Sama. Liczyłam, że może zobaczę Go w tej relaksacji, ale nie... i dobrze... bo było mi dobrze. Miałam coś tu znaleźć... ujrzałam kępę wodorostów wyrzuconą przez morze, a w niej bursztyn. Był piękny, przytuliłam go do policzka, czułam przenikające skórę ciepło.
Potem idąc dalej poczułam, że palce nóg o coś zahaczyły. To był złoty łańcuszek ze złotym serduszkiem. Miało proste zapięcie, w środku można było schować coś co jest drogie sercu... zdjęcie Tej osoby, czy jej pukiel włosów. Na końcu relaksacji ujrzałam, coś na piasku. To była kosmetyczna. Pomyślałam, że znajdę w niej kosmetyki, ale nie. Ktoś ukrył w niej sporych rozmiarów chustę. Była lekka, różowa, z bardzo delikatnego jedwabiu. Doszłam do wniosku, że kosmetyczka miała stanowić zabezpieczenie przed piaskiem. Chusta była piękna, niepowtarzalna. Namalowane były piwonie, ich różowe kwiaty i zielone liście wyraźnie odcinały się od jasnego tła. Przypominały mi japońskie rysunki. Wpatrywałam się w nią w zachwycie. Mogła chronić głowę od wiatru i słońca, mogłam ją owinąć wokół szyi, narzucić na ramiona, czy też okryć nią biodra przepasują się nią w pasie.
poniedziałek, 5 października 2015
Trzy kamienie
Zasugerowała, aby to zapisać, zatem...
To była relaksacja. Czasem przeprowadza ją dla mnie moja przyjaciółka. To działa, jestem spokojniejsza, lepszy mam wgląd w swoje sprawy. Tym razem było troszkę inaczej. Może, aby mnie bardziej zrelaksować, zaproponowała zabawę. Miałam sobie wyobrazić, że mam w ręku worek czy też sakiewkę, a w niej kamienie i trzy wyciągam dla niej. Wyraźnie zobaczyłam niedużą sakiewkę uszytą z czerwonego aksamitu. Ten kolor przypominał mi kolor wina i był piękny. Widziałam na materiale misterne hafty złotą nitką i skręcony złoty sznurek służący do zamykania sakiewki. Wiedziałam też, że znajdują się w niej nie zwykłe kamienie, ale te z najwyższej półki. Najpierw wyciągnęłam czerwony kamień w kształcie wydłużonego stożka. Co było niezwykłe to w środku niego na tej okrągłej podstawie był ośmiokąt, od którego odchodziły ścianki do wierzchołka. To trochę wyglądało tak jakby wpierw utworzono piramidę z ośmiokątną podstawą a potem zalano ją w ostrosłup. Wiedziałam, że jednak ta bryła tworzona była z całości i zastanawiałam się przez chwile w jaki sposób tego dokonano. Była piękna, światło załamywało się w środku tworząc refleksy. Widziałam jak przyjaciółka siedzi na krześle a przed nią na drewnianym stole jest ten kamień. Wpatruje się w niego i wtedy widzi oczami wyobraźni co dolega danej osobie, gdzie jest źródło problemu. Ta osoba siedział po drugiej stronie tego stołu. Zatem kamień ułatwiał kontakt z podświadomością. Co ciekawe to czerwone światło jakie ten klejnot dawał, nie męczyło wzroku. Było ciepłe, łagodne, kojące. Wiedziałam też, że kamień ma też inne zastosowanie, ale przyjaciółka używała go jedynie do diagnozowania.
Potem wyciągnęłam owalny kamień z pięknym szlifem. Był w kolorze ciemnego indygo. W tej wizji bardzo się mojej przyjaciółce podobał i pragnęła by stanowił oczko w pierścionku. To miał być raczej reprezentacyjny pierścień wzorowany na dawnych królewskich wzorach. Prestiż, tradycja, dostojeństwo. Ostatni z wyciągniętych kamieni stanowił zwykły kryształ górski. Wyciągając go widziałam go jako biały a zaraz potem gdy podawałam przyjaciółce, stał się różowy. Był dla niej bardzo ważny, widziałam jak go tuli w dłoni, był tylko dla niej, nie na pokaz. Miał dużą wartość sentymentalną, ponieważ ten kawałek wypolerowanego kwarcu można by kupić za znikomą cenę.
Potem przyjaciółka poprosiła bym wyciągnęła trzy kamienie dla swojej córki.
Na początek wyciągnęłam pięknie oszlifowany diament. Lśnił i mienił się tęczowymi refleksami. Sprawił radość obdarowanej..
Potem był jasny błękitny kamień, większy od poprzedniego, bardziej owalny, który przyjęła z dużym zaciekawieniem, widziałam przekrzywioną głowę córki, gdy się mu przypatrywała, paznokciem ostukiwała. Była w niej ciekawość sikorki. Ostatni był zgrabny, różowy i został przyjęty z niejakim zdziwieniem.
Potem przyszła kolej, bym wyciągnęła coś dla siebie. Najpierw był to gładki spory kamień, trochę jak te co znajduje się nad brzegiem morza. Ciemniej, zielonej barwy. Nie podobał mi się. Pomyślałam, że ja to mam szczęście. Zaczęłam płakać, a kamień, pod wpływem moich łez zaczął się rozpuszczać, w końcu nie było po nim śladu. Wtedy wyciągnęłam następny. Miał ten kształt co ten w kolorze ciemnego indygo, ale nie myślałam o tym by ubrać go w złoto czy srebro. Sprawił mi taką radość, że niemal płakałam ze szczęścia podskakując jak mała dziewczynka. Na koniec wyciągnęłam z sakiewki małą kulkę z kryształu górskiego. Wiele lat temu sprawiłam sobie śliczne kolczyki ze srebra. Miały kształt delfinka, który otaczał kryształową kulkę. Któregoś dnia, kiedy brałam prysznic, ta jedna z kuleczek wyleciała i zniknęła w otchłaniach rur kanalizacji. Teraz trzymałam te kulkę w dłoni. Oto odzyskałam coś dawno utraconego.
Potem przyszła kolej, bym wyciągnęła coś dla siebie. Najpierw był to gładki spory kamień, trochę jak te co znajduje się nad brzegiem morza. Ciemniej, zielonej barwy. Nie podobał mi się. Pomyślałam, że ja to mam szczęście. Zaczęłam płakać, a kamień, pod wpływem moich łez zaczął się rozpuszczać, w końcu nie było po nim śladu. Wtedy wyciągnęłam następny. Miał ten kształt co ten w kolorze ciemnego indygo, ale nie myślałam o tym by ubrać go w złoto czy srebro. Sprawił mi taką radość, że niemal płakałam ze szczęścia podskakując jak mała dziewczynka. Na koniec wyciągnęłam z sakiewki małą kulkę z kryształu górskiego. Wiele lat temu sprawiłam sobie śliczne kolczyki ze srebra. Miały kształt delfinka, który otaczał kryształową kulkę. Któregoś dnia, kiedy brałam prysznic, ta jedna z kuleczek wyleciała i zniknęła w otchłaniach rur kanalizacji. Teraz trzymałam te kulkę w dłoni. Oto odzyskałam coś dawno utraconego.
wtorek, 29 września 2015
Wilki i skarby ze śmietnika
To sen sprzed dwóch dni. Jestem niedaleko mojej szkoły podstawowej. Jestem chyba razem z córką na takim opuszczonym terenie, trawa, drzewa. Ludzie wyrzucają tam niepotrzebne rzeczy. Pojawia się młoda kobieta, ma ciemne włosy. Ona zbiera szkło. Ma nawet taki wózek do jego przewozu. Potem gdzieś to oddaje i dostaje pieniądze. Wpierw lekko się opierając, ale potem już bez oporów, zabieram się za zbieranie tego szkła. To jakieś stare butelki niemal wrośnięte w ziemię i różne odłamki. Oddaję to tej kobiecie. Chyba córka mi pomaga. W trakcie tego zbieractwa odkrywam coraz ładniejsze rzeczy, które ludzie wyrzucili. Śliczne wazony, kieliszki z cienkiego szkła. Naprawdę ładne i niezniszczone. Odkładam je na kupkę, a to co niepotrzebne daję tej zbieraczce. Będę miała pieniądze z tego szklanego złomu i kilka pięknych rzeczy do domu.
Potem sen się przenosi w całkiem inne miejsce. Oto widzę dwie postacie zawieszone nad urwiskiem. Jedną z nich jestem ja. Goniły nas wilki i uciekając w końcu tu się znaleźliśmy. Droga bez wyjścia, jak w pułapce. Widzę z bliska nasze zaciśnięte palce na krawędzi, są pokrwawione, pozdzierane. Zdaję sobie sprawę, że tak długo nie wytrzymamy. Podejmuję desperacką decyzję. Odwracam się i przytrzymując się traw i gałązek zaczynam szybko zjeżdżać w dól po stromych pionowych blokach skalnych. Ta druga osoba jeszcze się trzyma urwiska ale wkrótce dołącza do mnie. Trzymamy się za ręce w tym szalonym pędzie, który jednak kontroluję poprzez lekkie wyhamowywanie przy kolejnym chwycie za rośliny. Wilki nie dały za wygraną i biegną koło nas. Wiem, że te zwierzęta są lepiej przystosowane, ale ja mam wolne nogi i co któryś za blisko podleci, zostaje silnie kopnięty, zwija się w kłębek i odlatuje daleko w bok. Jesteśmy bezpieczni, docierając na sam dół, nagle sen przenosi nas do kuchni jakiejś restauracji. Rozglądam się.
Wczoraj miałam rozmowę, która do przyjemnych nie należała, przypomniałam sobie sen i... chyba w porę wyhamowałam. A potem zadzwonił ktoś w sprawie mojego ogłoszenia. Otóż znalazłam coś na śmietniku, co zabrałam, a teraz znalazł się na to amator. Akurat starczy na zakup nowego telefonu, bo ten który mam uczy mnie nienawiści do elektroniki. Zatem można będzie wkrótce powiedzieć, że mam nowiutki telefon ze śmietnika.
czwartek, 24 września 2015
O mężczyźnie i o radości
Nie mam ochoty na czynienie tu zapisków o snach, z drugiej strony coś zmusza mnie, by je tu umieszczać, jako coś istotnego, cennego, co nie może się zgubić, zatem...
Sen już dość dawny. Patrzę na młodego mężczyznę. Ma ciemne włosy, lekko falowane. Leży na łóżku, a przed nim leży jego synek. Tak na łyżeczki leżą, dziecko przytulone do ojca. wiem, że jest on ważny w życiu tego mężczyzny. Czuję to jego uczucie do dziecka. Czuję też własne uczucie do tego mężczyzny, jestem w nim zakochana, chcę też opiekować się jego synem. Potem widzę tego mężczyznę takiego wystrojonego, biała koszula, krawat, wiem, że to dla mnie zrobi chcąc wywrzeć jak najlepsze wrażenie, ale dla mnie to nienaturalne, to bardziej jak przebranie niż ubranie. Nie jest sobą. I daje mu do zrozumienia że to nie wzbudza mojego zachwytu. Nie chce by nie był sobą. I potem widzę go już dojrzalszego, w gronie jakiś mężczyzn. Nie wyróżnia się, jest skromnie ubrany, wiem, że jest prezydentem, ale zapamiętał lekcje ode mnie, by nie robić z siebie kogoś kim się nie czuje, by nie narzucać sobie stylu innych.
Sen, kiedy przebywałam na wsi. Mogłabym go zatytułować:
"O odzyskaniu radości życia"
Jestem zdołowana, jest mi trudno, ciężko. Mocno czuję ten ciężar na duszy, to zapadlisko. Moja twarz z podkrążonymi oczyma. Smutek, beznadzieja. A potem nagle to wszystko mija jak ręką odjął. Widzę siebie, patrzę prosto sobie w twarz. Mam ładny makijaż typu smoky. W ogóle podobam się sobie. Uśmiecham się, a potem śmieję. Czym bardziej się śmieję, tym większa radość jest we mnie. A czym większa radość, tym bardziej się śmieję. Lekkość, cudowny smak życia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















