Leczenie się ze współuzależnienia bardzo przypomina proces dojrzewania. 

wtorek, 4 listopada 2014

Listopadowo

Na poczcie informacja, że dawno na blogu nie pisałam. Faktycznie, cały październik minął a ja nic. Bo... piszę, ale gdzie indziej. Mam już 70 stron i dziesięć rozdziałów. Książka nabiera kształtów. W końcu ją urodzę. A co do tych co to już urodziłam, to cała trójka chorowała, każde na coś inszego. Lekarze, pogotowia, szpitale. Teraz już, mam nadzieję, z górki. W połowie listopada zaś planuję wyjazd do Łodzi. Ustawienia rodzinne i spotkanie z internetową przyjaciółką, gdzie znajomość z internetu przeniosła się do realnego świata. I dobrze. W moim mieście dziś listopadowe słońce w całej krasie.

3 komentarze:

  1. Ksiazka, to brzmi interesujaco. Ja bardzo lubilam Twoj poprzedni blog i czesto wracalam do starszych postow jak jeszcze byl dostepny. Mialam kiedys takie marzenie o wlasnej ksiazce, mialam go od nastoletnich lat. Teraz lezy sobie gdzies tam uspione, bo nie nie jestem pewna czy moje pisanie jest na tyle dobre ... i kiedys byly pomysly a teraz ... Mialam tez kiedys taki sen, ze siedze w ksiegarni i skaladam autografy w swojej ksiazce i jestem z siebie bardzo dumna i jestem bardzo szczesliwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Dino:)) Miło, że do mnie zaglądasz. Bardzo.:) Co do Twojego snu, to może nawet gdyby było to pisanie do szuflady, to warto. Potem to może zacząć żyć własnym życiem i ruszyć w świat właśnie jako wydana książka.Bo po pierwsze masz łatwość w pisaniu, po drugie sprawia ci to satysfakcję, wystarczy tylko zastanowić się o czym miałaby być ta książka? Ma dużą szansę ziścić się ze snu ta satysfakcja, duma i szczęście. Życzę ci tego:)
      Co do ezoteryki gospodyni domowej, to teraz bardzo dużo z tego bloga korzystam przy pisaniu książki, jest zamknięty dla internautów, bo tak poczułam, że tak jest lepiej.
      Pozdrawiam ciepło

      Usuń
  2. Mialam pare takich snow w zyciu ktorych nie trzeba bylo tlumaczyc,byly prawie jak wizja i spelnily sie, moze i ten do nich nalezy, nie wiem zycie pokaze. A co do pisania, to moj blog powstal aby jakos zaspokoic ta chec, to marzenie. Pisanie do suflady? Ptasiek byl taka ksiazka,, pisana wlasnie do szuflady, wyciagnieta z niej przez przyjaciela Williama Whartona ...
    A Twoja ezoteryka gospodyni domowej, hum przeciez pisalas w niej ze myslisz o ksiazce, wiec gdy zamknelas blog to sie domyslilam, dobrze ze to robisz, ja mysle ze wielu zainteresuje tak ksiazka.

    OdpowiedzUsuń