Leczenie się ze współuzależnienia bardzo przypomina proces dojrzewania. 

niedziela, 9 listopada 2014

Szkło bolesne zamiast radości

Jeden ruch na klawiaturze i ten cały post zniknął. Nie do odzyskania. Pozostał jedynie tytuł. A nie tak zamierzałam. Chciałam jedynie wstawić króciutkie imię przy cytacie. Doszłam do wniosku, że widocznie podświadomie jednak chciałam coś radykalnie zmienić. Zatem.... jak wrócę, to będę post pisać, teraz jadę za miasto pochodzić po lesie z mężem i Dobrą, spotkać się ze znajomymi i popatrzeć na opuszczone i zrujnowane gospodarstwo, które wymyśliłam, że będzie kiedyś moim domem. cdn.
Wróciłam. Las był piękny, cisza, miękki mech. Po dwóch godzinach chodzenia z opuszczoną głową by dojrzeć czasem pojedynczego podgrzybka, siadłam na pniu by odsapnąć, a spojrzawszy w górę zachwyciłam się rozłożystym majestatycznym dębem. Listopadowe słońce przenikało przez liście, które z cichym szelestem opadały. Te brązowe i złotawe, zielonkawożółte nie poddawały się jeszcze jesieni i trzymały się gałęzi. Dałam się i ja przeniknąć promieniom czując jak opadają ze mnie szarobure smuteczki, a pozostaje zielonkawa nadzieja i żółtawa spoko-radość.
Teraz tylko ten fragment snu, żeby tytuł miał sens:
śniłam ciepłą kanikułę, byłam z rodziną, choć bardziej wyczuwałam ich obecność niż widziałam. Byłam na skarbie, w dole rzeka, sporo ludzi, a ja po drugiej stronie dojrzałam znajomą. Bardzo się ucieszyłam na jej widok i zaraz chciałam do niej iść. Zauważyłam, że z tej skarby w trawie biegnie taka dróżka jak ślizgawka, domyśliłam się, że została wyślizgana przez tych którym się spieszyło. Zjeżdżałam i ja na pupie i to było takie radosne, taka dziecięca radość mnie ogarnęła. W ogóle to jak dostrzegłam tę koleżankę, to też cieszyłam się jak dziecko. Byłam już przy rzece, to była raczej taka rzeczka-bród, z wodą najwyżej po kolana. I kiedy już miałam wejść do niej, nagle sen stał się świadomy i oczami wyobraźni zobaczyłam na dnie rozbitą butelkę. Zastanawiałam się, że gdy na nią nadepnę, to czy od razu poczuję ból, ile będzie krwi...

Obudziłam się i byłam w lekkim szoku. Dlaczego nie umiałam pozostać w tym beztroskim nastroju, tylko ŚWIADOMIE wprowadziłam katastrofę? Skąd we mnie ta niewiara, że życie może być radosne i ta korekta w stronę tragedii?

2 komentarze:

  1. Sny,sny sa dla mnie bardzo wzazn czescia mojego zycia. W najgorszym okresie mojej bezsennosci kidy nic mi sie nie snilo, bo praktycznie wogole nie spalam , fakt braku snow dobijal mnie dodatkowo. To prawda sny nie zawsze mi cos przekazuja, czasem poprostu sa zabawne i ja sie nimi wtedy bawie. w snach najbardziej uwielbiam to, ze rzadza sie swoimi wlasnymi prawami i wszystko jest w nich mozliwe, czesto tez nie wystepuja w nich znane nam prawa fizyki. A dzisiaj nie pamietam co mi sie snilo, chorobsko zjadliwe mnie dopadlo i noc byla zala.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie sny to tez ważna cześć życia. ta książka jest o snach właśnie. Długo się do niej zabierałam:))
    Szybkiego uporania się z choróbskiem życzę i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń