Leczenie się ze współuzależnienia bardzo przypomina proces dojrzewania. 

niedziela, 27 lipca 2014

Pracowakacje i zakochanie

Zostałam zaproszona. Wyjechałam w piękne tereny Jury Krakowsko-Częstochowskiej by tam kontynuować swoja pracę.  Słoneczna pogoda, widoki, spacery, zwiedzanie. I praca.

Codzienny widok po wyjściu z domu

Moja "praca" na spacerze

"praca" na jagodach

Powrót z sadu
 "Praca" pracowicie pomagała zbierać fasolkę na obiad




Odrestaurowany zamek w Bobolicach

Ten dopiero w w trakcie odbudowy

Widok z Góry Zborów

Zakochałam się w tych dziko rosnących bodziszkach, czyż nie są pełne uroku?

2 komentarze:

  1. Ja nie lubie sie zajmowac dziecmi, raz to robilam, a wlsaciwie dwa, bo jak przyjechalam to pona pol roku odprowadzalam takieo jednego gowniarza do szkoly, wredny byl i wydawalo sie mu ze bedzie mna rzadzil jak swoja mama. A pierwsze zajmowalam sie dwojka dzieci 3 latka i 1,5 roku. Ona (mlodsza) byla fajna, a on dawal popalic.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak jak są dorośli i dorośli, tak są dzieci i dzieci. Ja trafiłam na bardzo fajną dziewczynkę, co prawda ma swoje za uszami ale umiem się z nią dogadywać (a ona ze mną;). w końcu znam ją od 4 m-ca życia. Rodzice są spoko, więc lubię swoja prace. Fakt, miałam kiepsko w takiej pracy u kogoś innego, ze po prostu rano nie chciało mi się do niej iść. ale w sumie to z dzieciakiem można się było dogadać, ale z rodzicami kompletnie nie. I nie było rady-konflikt między dorosłymi czyli niania-rodzic ZAWSZE odbijał się na dziecku. Praca w takich warunkach mijała się z celem. Pozdrawiam z pochmurnego dzisiaj Wrocławia

    OdpowiedzUsuń